C9OpTiEXcAAngnX

Przełożone z wtorku na środę spotkanie Borussii Dortmund z AS Monaco rozkręcało się powoli, ale absolutnie nie zawiodło oczekiwań kibiców. Lider Ligue 1 pokonał wicemistrzów Niemiec 3:2 nie wykorzystując po drodze rzutu karnego. Bohaterem spotkania po raz kolejny został genialny nastolatek Kylian Mbappé – autor dwóch trafień. Nie bez winy przy bramkach traconych przez swoje zespoły byli obaj Polacy – Kamil Glik i Łukasz Piszczek.

Po wtorkowych wydarzeniach, które miały miejsce kilka kilometrów od Signal Iduna Park, wszyscy zastanawiali się, jak będzie wyglądało środowe starcie. Na godzinę przed zaplanowaną na wtorek batalią o półfinał Ligi Mistrzów niczym grom z jasnego nieba spadła informacja o tym, że autokar drużyny z Dortmundu został zaatakowany, a jeden z zawodników, Marc Bartra, trafił do szpitala.


Stewardzi, aby nie wprowadzać paniki w szeregi ciągnących wczoraj na Westfalenstadion kibiców, nie zamknęli bram wejściowych. Kilka minut później podano informację, po której wszyscy fani przyjezdnych zaczęli skandować nazwę miasta-gospodarza, zaś sympatycy BVB odpowiedzieli im gromkim „Śpijcie u nas!”. Tuż po rozpowszechnieniu wieści o zamachu terrorystycznym cały stadion zamarł, a spotkanie zostało przełożone na środę na godzinę 18:45. Na murawie Signal Iduna Park zameldował się Hans-Joachim Watzke i wydał oświadczenie, w którym poinformował, że zawodnicy zostali odesłani do domów, by spędzić noc wraz z rodzinami. Zdjęcia uszkodzonego autobusu Borussii szybko obiegły świat. Po kilku godzinach okazało się nawet, że bomba była nie jedna, lecz trzy, a nieopodal miejsca ataku znajdował się list, najprawdopodobniej od zamachowca. W jego treści można było znaleźć groźby skierowane pod adresem kanclerz Niemiec, a także pośrednio piłkarzy BVB i pozostałych osób publicznych.

Przed środowym spotkaniem na rozgrzewkę golkiper gospodarzy Roman Bürki wybiegł w trykocie treningowym wspierającym poszkodowanego w zamachu hiszpańskiego defensora.


Thomas Tuchel w środowy wieczór nie mógł skorzystać z usług nie tylko Bartry, ale także Marco Reusa, Mario Götzego i Andrelé Schürrle.


Goście dowodzeni przez Leonardo Jardima musieli sobie radzić bez trzech arcyważnych podstawowych piłkarzy. Absencja bocznych defensorów – Mendy’ego i Sidibé – spowodowała, że w składzie zameldowali się Andrea Raggi (nominalny stoper) i Almamy Touré. Poważną wyrwą był także brak zawieszonego za kartki strzelca decydującej bramki przeciwko Manchesterowi City – Tiemoué Bakayoko. Miejsce obok Fabinho w środku pola zajął zatem João Moutinho, ale wszyscy z zaciekawieniem czekali zwłaszcza na pojedynek dwóch wschodzących gwiazd futbolu.


Początek spotkania nie zachwycił. W poczynaniach obu drużyn widać było dużą ostrożność wynikającą ze świadomości konsekwencji ewentualnego błędu. Inicjatywę starali się przejąć podopieczni Tuchela, ale dwie próby zagrania piłki do Aubameyanga nie przyniosły efektu – najpierw znakomicie zachował się Kamil Glik, który w porę wrócił za Gabończykiem, a w drugiej sytuacji snajper Dortmundczyków przeniósł piłkę nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Subašicia. Piłkarze z Księstwa skutecznie utrudniali wicemistrzom Niemiec rozgrywanie futbolówki, która na mocno zroszonej murawie nabierała sporego przyspieszenia. W 15. minucie pierwszą groźną akcję przeprowadziła ekipa gości. Olbrzymi błąd popełnił Sokratis Papastatopulos, który najpierw wpuścił piłkę w kozioł, a następnie zatrzymał ręką biegnącego za nią Kyliana Mbappé. Daniele Orsato nie miał wątpliwości i podyktował rzut karny. Do futbolówki ustawionej na jedenast metrze podszedł Fabinho i podobnie jak Falcao w spotkaniu na Etihad Stadium, pomylił się.


Rzut karny pobudził Monaco do ofensywnych akcji i zaledwie dwie minuty później futbolówka znalazła już drogę do siatki. Fantastyczną akcję Bernardo Silvy i Lemara wykończył niezawodny Mbappé, choć powtórki nie pozostawiły żadnych złudzeń – bramka została zdobyta ze spalonego. Po stracie gola w poczynaniach Borussii widać było chęć szybkiego odrobienia strat, ale brakowało konkretów, a co najważniejsze – impulsu, który dałby któryś z liderów ekipy z Zagłębia Ruhry. Schowany między obrońcami Les Rouges et Blancs był Ousmane Dembélé, a poza niezłym początkiem słabo prezentował się także Aubameyang. Goście grali natomiast tak, jak do tego przyzwyczaili w poprzednich spotkaniach. Zarówno Fabinho, jak i Moutinho umiejętnie skracali pole gry, nie dając BVB większych szans na skuteczne rozgrywanie akcji w ataku pozycyjnym. Kiedy wreszcie miejscowym udało się podejść pod pole karne Subašicia, Kagawa fatalnie spudłował.

Gdy Borussia przyspieszała grę, od razu w szeregach obronnych Monaco zasiewane było ziarno niepokoju. Francuzi po zdobytej bramce nie ograniczali się jednak wyłącznie do ryglowania dostępu do własnej bramki, ale starali się również wyprowadzać groźne kontry. Tytaniczną wręcz pracę wykonywał cofający się do linii pomocy Falcao, który pomagał pomocnikom w rozegrywaniu piłki. Z czasem wydawało się, że Żółto-Czarni dopną swego i pokonają wreszcie chorwackiego golkipera ASM. I właśnie wtedy Andrea Raggi przeprowadził świetną akcję po lewej stronie boiska, a dośrodkowanie niefortunną interwencją zakończył Sven Bender. Niemiec zarzekał się, że był faulowany przez kolumbijskiego napastnika gości, ale powtórki nie wykazały kolejnego tego wieczora błędu włoskiego arbitra. Gra Monaco jak żywo przypominała wczorajsze poczynania Juventusu w starciu z Barceloną. We wtorkowy wieczór na J Stadium także piłkę posiadała drużyna, która przegrywała (Barcelona), zaś mistrzowie Italii byli do bólu skuteczni.

Przerwa nie zmieniła diametralnie obrazu gry. Piłkę nadal rozgrywała Borussia, ale sposób, w jaki to robiła, był zgoła odmienny. Zmiany przeprowadzone przez Tuchela wprowadziły mnóstwo ożywienia w poczynania gospodarzy, a Christian Pulisić przez pierwsze pięć minut zrobił więcej niż Marcel Schmelzer w całej pierwszej odsłonie. Akcje BVB prowadzone były w znacznie szybszym tempie, zaś Monaco wydawało się być drużyną zaskoczoną zmianą boiskowego stanu rzeczy. W zespole Jardima ponownie pojawił się problem obecny także w rewanżowym spotkaniu z Manchesterem City.


Po dobrej, niemalże bezbłędnej pierwszej połowie, przyszła znacznie gorsza druga część. Bramka zdobyta w 57. minucie przez Ousmane’a Dembélé dodatkowo dodała wiary w odrobienie strat i zwiększyła napór miejscowych. Po każdej stracie piłki Borussia imponowała agresywnym, szybkim pressingiem, przez co piłkarze z Księstwa nie potrafili wyjść z własnej połowy. Uaktywniły się boczne sektory tak niewidoczne w pierwszej połowie. Wprowadzony za Bendera Nuri Şahin wniósł w poczynania wicemistrzów Niemiec wiele spokoju, sprawiając przy tym, że ataki BVB były prowadzone w znacznie szybszym tempie. Wejście Turka spowodowało także, że rozgrywający do tego momentu bezbarwne zawody Shinji Kagawa uaktywnił się i brał udział w większości akcji zaczepnych gospodarzy.


Z minuty na minutę napór Dortmundczyków narastał, a goście nie potrafili nawet przez chwilę dłużej utrzymać się przy piłce. I gdy wreszcie jedno dłuższe zagranie Lemara trafiło do Falcao, a ten minął wychodzącego z bramki Bürkiego, Kolumbijczyk mając przed sobą pustą bramkę chybił. Kilka minut później nie pomylił się jednak Mbappé. I tak jak przy bramce dla Borussii, lepiej zachować się powinien Kamil Glik, tak trzeciego gola dla Monaco należy zapisać na konto Łukasza Piszczka. Prawy defensor Żółto-Czarnych zagrał piłkę w poprzek boiska, nie doskoczył do niej Sokratis, a 18-letni Francuz przejął futbolówkę i w sytuacji sam na sam potężnym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał bramkarza rywali.



Bramka na 3:1 tylko podrażniła ambicję gospodarzy, którzy po pięciu minutach za sprawą Shinjiego Kagawy zdobyli gola kontaktowego. Trafienie Japończyka dodało skrzydeł Dortmundczykom, którzy znów uwierzyli, że remis na półmetku rywalizacji o półfinał Ligi Mistrzów może być realny. Już w doliczonym czasie gry piłkę meczową zmarnował jeszcze Pierre-Emerick Aubameyang, a Monaco ostatecznie dowiozło korzystny rezultat do końca spotkania.


 Borussia Dortmund 2:3 AS Monaco 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *