14633583_1305612966136928_1126429728064972680_o

Reprezentacja Polski wyłamała się z sobotniego schematu grupy E, w której zwycięstwami 5:0 zakończyły się aż dwa pojedynki i mimo trzybramkowego prowadzenia zdołała pokonać skandynawskiego przeciwnika zaledwie jednym golem. Oczywiście, wygraną z Danią w jakimkolwiek rozmiarze wzięlibyśmy w ciemno, co nie zmienia faktu, że przed rywalizacją z Ormianami Adam Nawałka musi ostudzić gorące głowy swoich Orłów, aby ponownie udźwignęli nieznaną im dotychczas rolę faworytów. Triumf nad podopiecznymi Åge Hareide pozwoli polskim kibicom szybko wyrzucić z pamięci inauguracyjną wpadkę. A powodów do optymizmu nie brakuje.

Lewandowski na głodzie przywraca wiarę w narodzie

Jeżeli brak treningu „Lewego” bezpośrednio przekłada się na poprawę skuteczności, to snajper Bayernu może wrócić do Monachium ze zgrupowania kadry dopiero w piątek, a i tak Lukas Hradecky przynajmniej raz będzie zmuszony do przekroczenia progów linii bramkowej. W sobotni wieczór na PGE Narodowym dużo mniej szczęścia miał jego starszy kolega po fachu Kasper Schmeichel, dla którego RL9 był bezlitosny niczym Jacek Kurski dla swoich pracowników w gmachu przy Woronicza. Tym samym seria meczów ze strzelonym golem w eliminacjach gwiazdy reprezentacji Polski wynosi już 7.


To dobry prognostyk przed wtorkowym starciem z Armenią, której bramkowy prysznic zgotowali niesłynący z nadmiernej skuteczności Rumunii. Będzie to wymarzona okazja do rozpoczęcia ucieczki przed najgroźniejszymi rywalami w walce o tytuł najlepszego strzelca całych eliminacji. Na ten moment swój akces zgłosiło jeszcze dwóch równie anonimowych pretendentów.




Glik nadal skuteczny

Tak dramatyczny występ byłego kapitana Torino pamiętać mogą wyłącznie najwierniejsi fani gliwickiego Piasta, którzy mieli wątpliwą przyjemność podziwiania popisów pana Kamila na stadionie przy ulicy Okrzei. Już pierwsze minuty sobotniego pojedynku wydatnie pokazały, że stoper występujący na co dzień w Monaco może mieć ogromne problemy z upilnowaniem ruchliwych zawodników znajdujących się w talii trenera Hareide.

Dopełnieniem miernego występu Glika, którego kolejnymi aktami były przegrane pojedynki główkowe i źle obliczone wyjścia, okazał się efektowny gol samobójczy na miarę piątkowego trafienia Emira Spahicia.

Pozostaje mieć nadzieję, że był to wyłącznie wypadek przy pracy i już we wtorkowej rywalizacji wróci zawodnik, którego doceniają kibice i eksperci uważnie śledzący rozgrywki francuskiej Ligue 1.


Krychowiak myślami wciąż w Andaluzji

Brak rytmu meczowego nadal widoczny jest w poczynaniach lidera drugiej linii Biało-Czerwonych. Srogi zawód musieli przeżyć zwłaszcza ci, którzy liczyli, że Krychowiak „nakryje czapką” Christiana Eriksena. Owszem, gwiazdor Tottenhamu nie błyszczał w Warszawie jak w ostatnim meczu ligowym z Manchesterem City, ale nie była to akurat w głównej mierze zasługa zawodnika PSG, a raczej dobrej organizacji gry naszej kadry. Wychowanek Orła Mrzeżyno wciąż długimi fragmentami irytuje niedokładnymi i niewiele wnoszącymi zagraniami, a te z pewnością nie przystoją piłkarzowi mistrza Francji aspirującemu do miana czołowego defensywnego pomocnika na świecie. Zarówno Adam Nawałka, jak i Unai Emery nie potrafią jeszcze znaleźć przyczyny tak drastycznej obniżki formy Krychowiaka. Zwłaszcza selekcjonerowi powinno to spędzać sen z powiek, gdyż alternatywą dla 26-latka jest Jodłowiec. Właściwie na tej pozycji Nawałka nie ma alternatywy…


Grosicki ambasadorem PGE

Ostatnie zawirowania wokół spółek Skarbu Państwa powinny zobligować Polską Grupę Energetyczną do poszukiwań wiarygodnego mecenasa. Na pierwszego kandydata nie trzeba było długo czekać, gdyż objawił się jeszcze zanim zdążono ogłosić takowy konkurs. Skrót sobotniego występu „TurboGrosika” na murawie Stadionu Narodowego, którego notabene sponsorem tytularnym jest właśnie PGE, mógłby stanowić idealny spot reklamowy nowego napoju energetycznego „Wójt”.

To właśnie skrzydłowy Rennes jako pierwszy dał Polakom sygnał do wyjścia z własnej połowy, raz po raz nękając duńską defensywę, tego dnia w żaden sposób nie stanowiącą monolitu. Grosicki, podobnie jak Lewandowski, powinien zakończyć rywalizację z Danią z hat-trickiem, tyle że asyst. Stosowny poradnik operowania zewnętrzną częścią stopy otrzymał również Ricardo Quaresma.




Włoska robota Cionka

Wyobraźcie sobie trzy najbardziej abstrakcyjne sytuacje w Warszawie: Hanna Gronkiewicz-Waltz dobrowolnie ustępuje ze stanowiska, otwarta zostaje trzecia linia metra i Thiago Cionek rozgrywa dobre zawody na Stadionie Narodowym. A jednak! To właśnie ten trzeci, z pozoru nierealny scenariusz doczekał się zakłopotania pod niejednym polskim wąsem. Co muszą sobie myśleć nadworni krytycy naturalizowanego Brazylijczyka po spotkaniu, w którym stoper Palermo naprawia błędy bardziej renomowanych partnerów i wygrywa pojedynek biegowy z piłkarzem, z którym nie poradzili sobie defensorzy samej Barcelony?


Kto wie, czy nie doczekaliśmy się kolejnego po Michale Pazdanie zawodnika, który z nawiązką, w dodatku w mało spodziewanym momencie, spłaca kredyt zaufania selekcjonera.


Magia Narodowego działa!

Jeszcze zanim rozbrzmiał pierwszy gwizdek sędziego stało się jasne, że niewielu kibiców wybrało się tego wieczora na Stadion Narodowy wyłącznie na piknik. Brawurowe wykonanie hymnu na prawie 56 tysięcy gardeł musiało wywrzeć gigantyczne wrażenie nawet na butnym i pewnym siebie szkoleniowcu gości Åge Hareide.


Po takim wstępie Biało-Czerwonym nie wypadało zawieść oczekiwań milionów rodaków. Zwycięstwem nad Danią Polacy nawiązali do znakomitej serii kolejnych wygranych meczów w swoim mateczniku, na którą składają się chociażby ostatnie pojedynki z Islandią, Czechami czy Irlandią.

Wypełniony po brzegi obiekt jest jasnym sygnałem, że mocno wyśrubowane ceny biletów na mecze kadry wcale nie są straszne januszowemu portfelowi.


Teodorczyk Travel

Przynajmniej raz w miesiącu Łukasz Teodorczyk ma okazję odwiedzić rodzinne strony, a przy okazji wziąć udział w pokazowych treningach pod okiem Adama Nawałki. Napastnik Anderlechtu, w przeciwieństwie do przeciętnego polskiego kibica, nie musi martwić się o wejściówkę na Stadion Narodowy i gwarancję miejsca siedzącego z najlepszym widokiem na murawę. W międzyczasie musi tylko z brawurą i powszechnie znaną elokwencją wyczerpująco odpowiedzieć na kilka pytań dziennikarzy, którzy z nieznanych mu przyczyn usiłują zakłócić jego popołudniowy odpoczynek.

Iście urlopowy nastrój opuszcza wychowanka Wkry Żuromin na ponad godzinę przed meczem, gdy po raz kolejny dowiaduje się, że seryjnie strzelane w belgijskiej ekstraklasie bramki nie mają dla Nawałki większego znaczenia. Dowodem braku elementarnego zaufania ze strony selekcjonera była sytuacja z końcówki pierwszej połowy, gdy ten gotowy był nawet na zmianę swojego fundamentalnego ustawienia, byleby tylko popularny „Teo” bez szwanku mógł przystąpić do arcyważnego pojedynku ligowego z Lokeren. Podziwiamy wyjątkowy patriotyzm byłego snajpera Lecha Poznań, który bez utyskiwania przemierza samolotem kolejne kilometry.


Zieliński skończył zabawę w chowanego

W związku ze słabszą dyspozycją Krychowiaka nie było wśród Biało-Czerwonych piłkarza, za plecami którego mógłby się skryć zawodnik Napoli. Z tego względu utalentowany pomocnik miał dwa wyjścia: znaleźć innego poczciwego partnera, który pobawiłby się z nim w piłkarską wersję popularnej zabawy dla dzieci albo wziąć w końcu na swoje wątłe barki odpowiedzialność za grę ćwierćfinalisty ostatniego EURO. Ku zaskoczeniu wielu, Zieliński zdecydował się wyjść z cienia kolegów z kadry i spróbował wcielić się w rolę rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Jak się okazało, z całkiem przyzwoitym efektem.

Wreszcie diametralnej zmianie uległa statystyka celnych podań do przodu w wykonaniu wychowanka Zagłębia Lubin. Zieliński kilka razy zdecydował się nawet na przyśpieszenie akcji Orłów Nawałki, czego efektem było rozrzucenie gry w boczne sektory boiska, skąd stwarzaliśmy w sobotę spore zagrożenie.


To wszystko powinno spowodować, że do kolejnych pojedynków w narodowych barwach 22-latek będzie przystępował z większą pewnością siebie.


Reprezentacyjny pech nie opuszcza Milika

Jak nie trafi na pustą bramkę, to nabawi się kontuzji kolana – trudne jest życie napastnika Neapolu w drużynie narodowej. Narażony na nieustanną krytykę nad Wisłą Milik dał swoim adwersarzom kolejny argument do ręki, gdy bez udziału rywala nabawił się poważnej kontuzji więzadła krzyżowego w kolanie.



Z tego względu zmiana systemu gry może się dokonać nie tylko w najbliższym starciu z Armenią, ale także w dalszej części eliminacji. A to oznacza, że niezbędne będzie ponownie znalezienie wartościowego partnera dla Roberta Lewandowskiego.

Wychowanek Rozwoju Katowice zatrzymał się w kadrze na 11 trafieniach, podczas gdy ponad połowę tego dorobku (7) zapisał już na swoim koncie w ekipie ze Stadio San Paolo. Niewykluczone, że na kolejne będzie już musiał poczekać do następnego sezonu.


Skandynawska klątwa na dobre przełamana

Do tej pory Biało-Czerwoni mieli poważne problemy z regularnym pokonywaniem zespołów z północnej części Europy. W tym gronie znajdował się także ostatni rywal Polaków, z którym do soboty udało się wygrać zaledwie jeden z poprzednich siedmiu pojedynków. Wydaje się, że skandynawski kompleks kadra Nawałki przezwyciężyła na dobre, o czym mogą również świadczyć niedawne zwycięstwa nad Islandią i Finlandią. Kluczowe w tym przypadku było znalezienie piłkarzy, którzy na równym poziomie taktycznym, a zwłaszcza technicznym będą w stanie rywalizować z dobrze wyszkolonymi pod tym względem Skandynawami.

Współpraca: Mateusz Świst

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *