9f13e0ea-267f-4a76-9a7f-b58f87800422

Reprezentacja Polski nie zdobyła choćby punktu w październikowych spotkaniach w ramach niedawno utworzonej Ligi Narodów UEFA i definitywnie straciła szanse na utrzymanie w Dywizji A. Żaden z twardo stąpających po ziemi i doskonale znających realia kibiców znad Wisły nie oczekiwał natychmiastowej poprawy jakości gry Biało-Czerwonych, ale też mało kto spodziewał się, że z każdym kolejnym starciem drużyna narodowa będzie grać coraz gorzej. Przed Jerzym Brzęczkiem ogrom pracy, aby jego podopiecznym w listopadowych występach z Czechami i Portugalią udało się odnieść wyczekiwane zwycięstwo. Prześledźmy zatem, co i kto zawiódł w ostatnich dniach najbardziej.

Ustawienie 1-4-3-1-2

Jedną z głównych i najczęściej podawaną przez ekspertów przyczyną niepowodzenia kadry na ostatnim mundialu była fatalnie dobrana taktyka. Adam Nawałka nazbyt przejął się słowami ówczesnego trenera Duńczyków, że Polacy są łatwi do rozszyfrowania. Zamiast dopracować dobrze funkcjonujący schemat z klasycznymi skrzydłowymi, zupełnie niepotrzebnie zaczął szukać nowych rozwiązań, co skończyło się spektakularną klęską. Niestety od samego początku swojej pracy z reprezentacją Polski podobną drogą zaczął iść także jego następca. Jerzy Brzeczek w swoich premierowych czterech meczach zastosował bowiem aż trzy różne warianty taktyczne. W czwartek i niedzielę 47-letni szkoleniowiec wybrał charakterystyczne dla Sampdorii ustawienie bez bocznych pomocników, co zaowocowało długimi momentami całkowitej bezradności. Dla większości naszych kadrowiczów był to zupełnie nowatorski pomysł, którego nikt, zwłaszcza polski piłkarz, nie nauczy się przez kilka jednostek treningowych.


Drugie połowy rywalizacji z aktualnymi mistrzami Europy oraz triumfatorami mundialu sprzed 12 lat wydatnie pokazały, że Biało-Czerwoni najlepiej czują się w formacji 1-4-4-2, którą doskonale znają i która zapewniła im awans na ostatni mundial oraz ćwierćfinał EURO 2016. Mimo że nie narzekamy na nadmiar klasowych, a przede wszystkim znajdujących się w wysokiej formie skrzydłowych, to jednak z Jakubem Błaszczykowskim i Kamilem Grosickim wszystko funkcjonowało nieco lepiej.

Ze słów byłego opiekuna Wisły Płock wypowiedzianych na pomeczowej konferencji prasowej jasno wynika jednak, że testowanie ustawienia, mimo iż zakończyło się kompletnym niepowodzeniem, może trwać dalej…

„Przekonaliśmy się, że to nie jest system, który nam odpowiada. Mieliśmy dużo problemów, zbyt dużo strat piłki. Nie wykluczam jednak, że kiedyś, w przyszłości, może dobrze funkcjonować”

Jerzy Brzęczek


Artur Jędrzejczyk

Patrząc na niedawne nominacje od Jerzego Brzęczka, największe emocje wzbudzały nieobecności Kamila Wilczka oraz Macieja Wilusza, a także odesłanie do kadry młodzieżowej Szymona Żurkowskiego, Kamila Jóźwiaka i Dawida Kownackiego. Równie głośno komentowane były powroty do reprezentacji przede wszystkim Pawła Olkowskiego i Artura Jędrzejczyka. Doświadczony defensor z Dębicy jeszcze niedawno znajdował się na wylocie z Legii, ale ostatnimi czasy nie tylko odzyskał miejsce w składzie stołecznej ekipy, ale skorzystał również na urazie Macieja Rybusa i spotkanie z Portugalią rozpoczął od pierwszej minuty.


W rywalizacji z piłkarzami dowodzonymi przez Fernando Santosa popularny “Jędza” zaprezentował się słabo i zupełnie nie radził sobie z szarżującymi po jego stronie João Cancelo i Bernardo Silvą. Z jednej strony należało to usprawiedliwić pozorowana grą w defensywie Rafała Kurzawy, ale nie można przy tym bagatelizować faktu, że Jędrzejczyk nigdy nie imponował wysokiej jakości przygotowaniem motorycznym.

W meczu z Italią miejsce legionisty zajął więc czekający na ligowy debiut w Atalancie Arkadiusz Reca. Były defensor Krasnodaru zameldował się na murawie w końcówce niedzielnej rywalizacji i w dużej mierze to własnie na jego barki spadła odpowiedzialność za straconą bramkę. Zbyt lekkomyślne podejście do krycia w doliczonym czasie gry chyba już definitywnie rozwiewa wszelkie wątpliwości na temat jego dalszej przydatności w kadrze.




Środek pola

Transfer do Lokomitiwu Moskwa zdawał się stanowić remedium na wszystkie bieżące problemowy Grzegorza Krychowiaka. Jeden z bohaterów EURO 2016 błyskawicznie wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie aktualnego mistrza Rosji i został nawet wybrany najlepszym piłkarzem sierpnia. Nie przeniosło się to jednak na jakość jego gry w drużynie narodowej. W starciu z Portugalią Biało-Czerwoni zupełnie oddali rywalowi środek pola, za co w dużej mirze odpowiadał właśnie były gracz Paris Saint-Germain. Tomasz Hajto, były reprezentant Polski, a obecnie ekspert i komentator Polsatu Sport, domagał się nawet bardzo surowej kary dla 28-letniego pomocnika.


W niedziele „Krycha” nie wystąpił, ale na przeszkodzie stanął uraz. Wobec zawieszenia Mateusza Klicha środek pola utworzyli zatem grający w Wiśle Płock Damian Szymański, rezerwowy w Łudogorcu Razgrad Jacek Góralski i marnujący kolejną znakomitą okazję do zademonstrowania swojego potencjału Karol Linetty.


Trudno nie poświecić kilku zdań Piotrowi Zielińskiemu, który w ustawieniu 1-4-3-1-2 powinien być centralną postacią. Było jednak tak, jak w wielu jego poprzednich występach w kadrze: przez niemal cały mecz rozgrywający Napoli był schowany za plecami partnerów i tylko z rzadka szukał okazji do uruchomienia któregoś z napastników.




Arkadiusz Milik

Wokół występów napastnika Partenopeich w koszulce z „orłem na piersi” pojawiło się wiele słów krytyki, z której najbardziej rzucała się w oczy wypowiedź innego eksperta ze stacji należącej do Zygmunta Solorza.

„Uważam, że Milik ma taki problem, że bardziej mobilizuje się na grę w Napoli niż w reprezentacji, gdzie nie jest odpowiednio skoncentrowany. Na pewno posiada ogromne możliwości, ma 24 lata, ale nie widzę u niego takiej radości z gry w reprezentacji, jaką na pewno ma teraz w Napoli i jaką miał na początku swojej kariery reprezentacyjnej. Nie wiem, czy nie przydałby mu się odpoczynek, dlatego że jest w marazmie”

Dariusz Dziekanowski

Wychowanek Rozwoju Katowice miał w niedzielę idealną okazję, aby odpowiedzieć na te słowa, gdyż Jerzy Brzęczek posłał go w bój od pierwszej minuty. Owszem, to właśnie Milikowi udało się stworzyć dwie z trzech najgroźniejszych sytuacji do zdobycia bramki, ale znów przez długi czas był zupełnie niewidoczny i ponownie w najważniejszych momentach raził nieskutecznością.


Na kolejną bramkę w kadrze Arek czeka dłużej niż Rafał Wolski z Lechii Gdańsk, a dodatkowo kibicom bardzo nie spodobało się, że spędził a murawie Stadionu Śląskiego w Chorzowie pełne 90 minut, podczas gdy na ławce czekał niezwykle skuteczny Krzysztof Piątek.

Z drugiej strony, może niepotrzebnie cały czas narzekamy? W gruncie rzeczy powinniśmy się cieszyć, gdyż mało która reprezentacja może pozwolić sobie na to, aby nie wystawiać od pierwszej minuty najlepszego strzelca którejś z czołowych lig, którego po kilku miesiącach pobytu w Genoi widziałyby najsilniejsze kluby na Starym Kontynencie.


Nie zmienia to jednak faktu, że Polacy są bardzo poważnie zagrożeni wylądowaniem w drugim koszyku w eliminacjach do kolejnego EURO. I dopiero wylosowanie rywala z najwyżej półki pokaże, że rozgrywki Ligi Narodów miały jednak jakąś stawkę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *