Najgorszde transfery lipca w Ekstraklasie - foto główne

Transferowe niewypały to od kilku lat znak firmowy zespołów Ekstraklasy. Do ligi polskiej trafiają głównie zawodnicy, którzy w ostatnich sezonach znajdowali się na zakręcie kariery lub przeciętni gracze zarekomendowani przez menedżerów, niemający w swoim piłkarskim CV żadnych znaczących osiągnięć. Najczęściej są to transakcje, w których w grę wchodzą – jak na polskie realia – duże pieniądze. Takich wątpliwej jakości wzmocnień nie brakowało również w minionym miesiącu.

Vojo Ubiparip (Górnik Łęczna)

img_1551-e1469537718196

Serbski napastnik, zapowiadający się swego czasu na jeden z większych talentów bałkańskiego futbolu, przychodził do Polski jako przyszły następca mającego w niedługim czasie opuścić Ekstraklasę Artjomsa Rudŋevsa. Zawodnik sprowadzony za bardzo duże jak na polskie warunki pieniądze (mówiło się nawet o kwocie sięgającej 600 tys. €) kompletnie nie spełnił oczekiwań kibiców i zarządu Lecha Poznań. Po świetnych snajperach, jakich oglądano wcześniej przy Bułgarskiej w osobach bramkostrzelnego Łotysza czy Roberta Lewandowskiego, spodziewano się, że także Ubiparip będzie zdobywał co najmniej 15 goli w sezonie. Rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna. We wszystkich rozgrywkach Serb zdołał strzelić jedynie 14 bramek.



Pewnym usprawiedliwieniem dla niego może być zerwanie więzadeł krzyżowych w kolanie, które wykluczyło go z gry na wiele miesięcy. Moment, w którym Vojo miał „odpalić” był jednak zapowiadany z rundy na rundę, aż w końcu… Serbowi wygasł kontrakt z Lechem. Następnie na pół roku trafił do węgierskiego Vasasu Budapeszt, po czym wrócił do ojczyzny, do klubu FK Novi Pazar, gdzie prezentował już wyższą formę. Teraz otrzymał ponowną szansę pokazania się w Ekstraklasie od działaczy Górnika Łęczna.




José Kanté (Wisła Płock)

Kante-WP-770x375

Hiszpański napastnik trafił do polskiej ligi pół roku temu z cypryjskiego AEK Larnaka. Rundę wiosenną spędził w Górniku Zabrze, który ostatecznie spadł do I ligi. Nie można jednak powiedzieć, że był to udany transfer, który znacząco pomógł zespołowi z Górnego Śląska w walce o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. W 16 występach Kanté ani razu nie trafił do siatki rywali, co jak na piłkarza wybitnie ofensywnego jest wynikiem kompromitującym. Mimo kiepskiej formy został po sezonie zaproszony na testy do beniaminka Ekstraklasy, Wisły Płock. Tylko w sobie znany sposób potrafił przekonać działaczy klubu z Mazowsza, aby podpisali z nim kontrakt. Trudno jednak zakładać, że stanie się snajperem wyborowym, skoro tylko raz zdołał strzelić więcej niż 2 gole w sezonie, a było to 3 lata temu, w dodatku na trzecim poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii…




Michal Peškovič (Korona Kielce)

20160701_IMG_4655002_JON_6df10e60be4392e3b98480da58b194b4

Słowak, który w przeszłości występował w śląskich klubach, takich jak Polonia Bytom czy Ruch Chorzów, trafił niedawno do będącej od kilku lat w trudnej sytuacji organizacyjno-finansowej Korony Kielce. W ostatnim czasie bardzo rzadko pojawiał się na boisku (można powiedzieć, że prawie w ogóle), co w przypadku bramkarza jest szczególnie istotne. Od stycznia tego roku Peškovič, po rozwiązaniu kontraktu z azerskim Neftchi Baku, pozostawał bez pracy, a w trakcie całego sezonu 2015/16 tylko dwukrotnie pojawił się na boisku.


Doświadczony golkiper ma teraz walczyć o miejsce w składzie ze Zbigniewem Małkowskim oraz wracającym po nieudanej przygodzie w Glasgow Rangers Maciejem Gostomskim.




Piotr Ćwielong (Ruch Chorzów)

8fe3e0f34d3083cba6fe73d62a783d7f_XL

Skrzydłowy wrócił do Ruchu Chorzów, w którym występował już prawie 10 lat temu. W swojej dotychczasowej karierze popularny “Pepe” miał tylko jeden naprawdę udany sezon – w barwach Śląska Wrocław, po którym zdecydował się kontynuować karierę w lidze zagranicznej. Ćwielong udał się za naszą zachodnią granicę i jako zawodnik VFL-u Bochum miał zawojować 2. Bundesligę, jednak nawet na tym poziomie rozgrywek przez ostatnie dwa sezony bardzo rzadko pojawiał się na boisku, grając przez pewien czas tylko w rezerwach.


Przygoda z niemieckim futbolem okazała się trudnym doświadczeniem i skuteczną weryfikacją jego umiejętności. Po powrocie do Ekstraklasy Ćwielong nie zagrał zbyt wielu minut w drużynie Niebieskich, która poza inauguracyjnym spotkaniem sezonu, była wyraźnie słabsza od swoich rywali, nawet od beniaminka z Gdyni.




Ľuboš Kamenár (Śląsk Wrocław)

uid_45376fa9aded587d94a427e324eb7f1a1464965249556_width_736_play_0_pos_0_gs_0_height_414

Słowacki golkiper miewał w przeszłości momenty chwały, ale w ostatnich latach zanotował niewiele występów i nie zagrzał zbyt długo miejsca we francuskim Nantes czy tureckim Sivassporze. Podobnie było zresztą w węgierskim Győr oraz Sparcie Praga, gdzie przez pewien czas grywał również w drugiej drużynie. Ostatnio Kamenár był zawodnikiem Spartaku Trnava, jednak w klubie ze swojej ojczyzny w poprzednim sezonie większość spotkań przesiedział jedynie na ławce rezerwowych. Od obecnych rozgrywek ten bramkarski obieżyświat jest już piłkarzem Śląska Wrocław, który pod wodzą Mariusza Rumaka ma wrócić na miejsce w czołówce tabeli.


Wydaje się, że dosyć mocną pozycję w bramce Wojskowych ma Mariusz Pawełek, dlatego wygryzienie Polaka ze składu będzie dla Kamenára zadaniem niezwykle trudnym.




Slaven Juriša (Górnik Łęczna)

dsc_5217-e1468661314782

Górnik Łęczna, który rzutem na taśmę uratował byt w najwyższej klasie rozgrywkowej, także w trwającym sezonie będzie prawdopodobnie walczył o utrzymanie aż do końca rozgrywek. Taki cel został zresztą postawiony przed trenerem Rybarskim i zawodnikami. Jednym z piłkarzy, którzy mają pomóc w jego realizacji jest 24-letni chorwacki skrzydłowy Slaven Juriša.


Trudno ocenić przydatność przybysza z Bałkanów, który jak dotąd występował jedynie w klubach z niższych lig chorwackiej oraz serbskiej i właściwie nie grał na w pełni profesjonalnym poziomie. W takim przypadku zasadne wydaje się pytanie, czy nie lepiej byłoby dać szansę młodemu, perspektywicznemu wychowankowi zamiast zatrudniać anonimowego gracza z zagranicy, który może mieć duże problemy z aklimatyzacją, a przy okazji będzie pobierał z klubowej kasy niemałe wynagrodzenie.


Edvinas Girdvainis (Piast Gliwice)

Litewski środkowy obrońca po tym, jak wyjechał ze swojego kraju dwa lata temu, trafił do Hiszpanii. Na Półwyspie Iberyjskim grał jedynie w Segunda División B – trzecim poziomie rozgrywkowym. Sezon w Piaście Gliwice, który zdecydował się go pozyskać, Girdvainis zaczął w pierwszym składzie, ale wyniki, jakie wicemistrz Polski osiągnął na początku sezonu, dalekie są od oczekiwań.


Porażki w lidze z Cracovią oraz w europejskich pucharach ze szwedzkim IFK Göteborg – odpowiednio 1:5 oraz 0:3 – nie wystawiają dobrej opinii defensorowi odpowiedzialnemu za zabezpieczanie dostępu do własnej bramki. Jak widać zmiana ligi hiszpańskiej, technicznej, w której panuje inny system gry, na Ekstraklasę, gdzie większą rolę odgrywa siła fizyczna i przygotowanie kondycyjne, nie przyniosły jak do tej pory dobrych rezultatów…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *