Najdziewniejsze kluby w fazie grupowej LM (Kopiowanie)

Przed Besnikiem Hasim i jego Legią niezwykle wymagające tygodnie. Wymęczone zwycięstwo w dwumeczu z FC Dundalk sprawiło, że zniknął parasol ochronny i szkoleniowiec oraz sami zawodnicy będą od teraz rozliczani zarówno za wyniki w Champions League, jak i Ekstraklasie. Paradoksalnie trudniejszym zadaniem może być odrobienie strat na krajowym podwórku. Jako pierwszy polski klub w Lidze Mistrzów od dwudziestu lat Legia będzie bowiem traktowana w kategoriach egzotycznego przybysza ze wschodu, który znacznie zaniży kursy bukmacherów na poszczególne spotkania. Z tej okazji przypominamy osiem drużyn, których udział w najbardziej elitarnych rozgrywkach w Europie był największym zaskoczeniem.

FC Artmedia Petržalka (2005/06)

h-3-3

Szalona rywalizacja Słowaków z Celtikiem w eliminacjach Ligi Mistrzów tak mocno zagnieździła się w pamięci kibiców, że aż trudno uwierzyć, iż od tego wydarzenia minęło już ponad dziesięć lat. W sezonie 2005/06 piłkarze Artmedii zaszokowali kibiców na Starym Kontynencie pokonując w drugiej fazie kwalifikacji wysoko notowanych wówczas wicemistrzów Szkocji aż 5:0.

John Hartson, Bobo Baldé i spółka mocno postraszyli w rewanżu piłkarzy z Bratysławy, wygrywając z nimi 4:0. Nietrudno policzyć, że do dogrywki zabrakło jednego gola i w decydującej rundzie eliminacji sensacyjnie zameldowała się dysponująca zaledwie milionem euro budżetu Artmedia. Mistrzom Słowacji udało się przejść również Partizan Belgrad i awansować do grupy z FC Porto, Glasgow Rangers i Interem Mediolan.

Engerau nie zamierzali jednak poprzestawać na sprawianiu niespodzianek wyłącznie w kwalifikacjach Champions League. Słowakom udało się zdobyć cztery punkty w meczach z Portugalczykami i dwukrotnie zremisować z Rangersami, co zaowocowało trzecim miejscem w grupie i promocją do 1/16 Pucharu UEFA. Na tym etapie Artmedia uległa innemu sensacyjnemu uczestnikowi europejskich rozgrywek, o którym będzie jeszcze mowa…


PFC Levski Sofia (2006/07)

a-4-3

Bułgarzy niezwykle pechowo zadebiutowali w Champions League. Po bardzo udanym sezonie 2005/06, zwieńczonym awansem do ćwierćfinału Pucharu UEFA (po drodze wyeliminowali wspomnianą Artmedię), apetyty kibiców Lewskiego znacznie wzrosły i nieśmiało przebąkiwano w Bułgarii nawet o awansie z grupy. Piłkarze z Sofii trafili jednak na Chelsea Londyn, Barcelonę i wicemistrzów Niemiec, Werder Brema. Efekt? Marzenia o 1/8 finału najpierw zostały zrewidowane do snów o trzecim miejscu w grupie i ponownego udziału w Pucharze UEFA, następnie zmieniły się w plany odniesienia choćby jednego zwycięstwa, a ostatecznie zostały zdegradowane do próby zdobycia choćby jednej bramki na europejskich arenach. Udało się to w rywalizacji z Chelsea – Lewski strzelił wówczas pierwszego bułgarskiego gola w Lidze Mistrzów. Marne to jednak pocieszenie, skoro fazę grupową piłkarze stołecznego klubu skończyli z zerowym dorobkiem punktowym i fatalnym bilansem bramek 1:17.



Anorthosis Famagusta (2008/09)

2009_blue_puma

Przy wspomnieniach o reprezentantach Cypru w Champions League na myśl przychodzi przede wszystkim APOEL Nikozja – sensacyjny ćwierćfinalista z sezonu 2011/12. Warto wspomnieć jednak o innym zespole z wyspy położonej w basenie Morza Śródziemnego, który planował podbicie Europy.

W kampanii 2008/09 Anorthosis Famagusta w efektownym stylu przebrnął przez eliminacje Ligi Mistrzów i był stawiany w roli jednego z czarnych koni rozgrywek. Ówcześni mistrzowie Cypru bez większych problemów wyeliminowali znacznie wyżej notowany Rapid Wiedeń oraz – co bardziej imponujące – Olympiakos Pireus i zameldowali się w fazie grupowej. Niewiele brakowało, a Łukasz Sosin z kolegami przebrnęliby również i ten etap, sensacyjnie wskakując do 1/8 finału. Do awansu z grupy B zabrakło im jednak jednego oczka…


Debreceni VSC (2009/10)

article-2274143-175BF8F1000005DC-963_634x420

Awans do 1/8 finału Mistrzostw Europy był niewątpliwie jednym z największych sukcesów węgierskiego futbolu w najnowszej historii. Kibice Madziarów ostatnimi czasy nie mają bowiem wielu powodów do radości, a w poszukiwaniu piłkarskich sukcesów muszą cofać się o niemal pół dekady i srebrnego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium (1972) albo jeszcze dalej – do epoki „złotej jedenastki”, ze znakomitymi Sándorem Kocsisem czy Ferencem Puskásem na czele.

Węgrów nie rozpieszczają również drużyny klubowe. W XXI wieku tylko jednemu zespołowi z kraju Viktora Orbána udało się awansować do Champions League. Na pierwsze punkty Madziarzy będą jednak zmuszeni jeszcze trochę poczekać. Debreceni VSC w sezonie 2009/10 zgodnie z przewidywaniami nie poradził sobie z Lyonem, Liverpoolem i Fiorentiną, kończąc rozgrywki z „czystym kontem”.



MŠK Žilina (2010/11)

61601

Nasi południowi sąsiedzi pretendują do miana jednej z najsłabszych drużyn w historii Champions League. W sześciu spotkaniach fazy grupowej, do której awansowali po wyeliminowaniu Liteksu Łowecz i Sparty Praga, mistrzowie Słowacji nie zdobyli choćby punktu, tracąc na europejskich arenach aż dziewiętnaście bramek! W pamięci kibiców Żyliny z pewnością pozostała spora blizna po kompromitującym 0:7 z Olympique’m Marsylia.

Warto jednak nadmienić, że na niemal sam koniec rywalizacji Sosoni napsuli nieco krwi faworyzowanej Chelsea Londyn, przegrywając dopiero po bramce Florenta Maloudy w 86. minucie.



ASC Oțelul Galați (2011/12)

957eded73bb5becd968c7d7f7f8684b5

Wraz z Unireą Urziceni, Oțelul Galați uchodzi za najbardziej egzotycznego reprezentanta rumuńskiej piłki w Champions League. Piłkarze znad Dunaju w pełni wykorzystali jedyny w swojej historii tytuł mistrzów kraju i dzięki świetnej pozycji Ligi 1 w ówczesnym rankingu UEFA wkroczyli do fazy grupowej bez choćby jednej rundy eliminacyjnej.

Niemożliwa do zweryfikowania forma Oțelulu na arenie europejskiej wpędzała analityków Manchesteru United, FC Basel i Benfiki w delikatne zakłopotanie, jednak szybko okazało się, że nadmierne rozwodzenie się nad stylem gry Rumunów nie będzie potrzebne. Piłkarze z Gałacza nie zdobyli w grupie C ani jednego punktu i z równie miernym bilansem zdobytych bramek (3:11) zakończyli przygodę z Ligą Mistrzów na jednym, krótkim sezonie.



PFK Ludogorets Razgrad (2014/15)

15547

Bułgarzy dość szczęśliwie, dzięki bramkom strzelonym na wyjeździe, wyeliminowali w trzeciej rundzie kwalifikacji Partizan Belgrad i w decydującej fazie stanęli naprzeciw Steauy Bukareszt. Notująca wówczas dobrą serię ekipa z Rumunii przystępowała do dwumeczu w roli zdecydowanego faworyta, jednak już pierwsze spotkanie, wygrane zaledwie 1:0 po bramce w 88. minucie, zwiastowało podopiecznym Constantina Gâlki niemałe problemy.

W rewanżu Ludogorets potwierdził, że przed rozpoczęciem rywalizacji był niesłusznie skazywany na pożarcie i w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry doprowadził do dogrywki. W niej czerwoną kartkę otrzymał jednak golkiper Bułgarów, co mocno skomplikowało sytuację drużyny z Razgradu przed nadchodzącą serią rzutów karnych  – wszystkie zmiany zostały już bowiem wykorzystane wcześniej. W bramce gospodarzy stanął więc obrońca – nomen omen Rumun – Cosmin Moți i to jemu powierzono zadanie powstrzymania Steauy w konkursie jedenastek. Decyzja szkoleniowca Georgiego Dermendzhieva okazała się strzałem w dziesiątkę, bo desygnowany przez niego zawodnik wybronił dwa strzały rywali i zapewnił Orlętom historyczny awans.

Samej Champions League Ludogorets nie zawojował, zdobywając tylko cztery punkty. Okoliczności awansu i dramatyczny dwumecz ze Steauą na długo pozostanie jednak w pamięci nie tylko bułgarskich kibiców.


NK Maribor (2014/15)

1375

To mogła być Legia! W pamiętnym sezonie 2014/15 podopieczni Henninga Berga byli o krok od awansu do fazy grupowej Champions League. Po niezwykle pewnie i efektownie wygranym dwumeczu z Celtikiem wystarczyło jedynie ograć dużo niżej notowany słoweński Maribor. Bogusław Leśnodorski z uśmiechem na ustach rozglądał się za zawodnikami, których mógłby zatrudnić za sowitą premię od UEFY.

Na przeszkodzie mistrzom Polski stanął jednak regulamin, który przewidywał walkower za wprowadzenie na boisko nieuprawnionego zawodnika. W wyniku koszmarnego błędu kierownictwa Legii na boisku pojawił się zawieszony Bartosz Bereszyński, za co europejska federacja zdecydowała się wymierzyć stołecznemu klubowi najwyższą możliwą karę. W ostatniej fazie eliminacji Ligi Mistrzów do walki z Mariborem stanął więc zdemolowany przez Wojskowych Celtic.

Szkoci podtrzymali jednak fatalną formę z meczów przeciwko Legii i honorowo odpadli w dwumeczu. Udział Słoweńców w Champions League był największym sukcesem klubu w XXI wieku, porównywalnym jedynie z awansem do fazy grupowej tych rozgrywek w sezonie 1999/2000. Wówczas Maribor wywalczył cztery punkty, a następnym razem udało się Vijoličastim zgromadzić o oczko mniej. Remisy z Schalke oraz Chelsea urastały jednak do miana ogromnych niespodzianek.


FK Astana (2015/16)

FC-Astana-2015-2016-Kits (1)

Debiutu w Lidze Mistrzów doczekał się również Kazachstan. Piłkarze FK Astana przebrnęli przez wszystkie cztery fazy eliminacji i sensacyjnie wkroczyli do fazy grupowej. Ofiarami piłkarzy ze wschodu padły choćby wspomniany wyżej NK Maribor i APOEL Nikozja, którego tradycje w Champions League znacznie przewyższają całą ligę kazachską. Stołeczny klub najpierw niespodziewanie ograł jednak faworyzowanego rywala na własnym stadionie, a następnie wywiózł zwycięski remis z Cypru, otwierając nową historię futbolu w kraju naszego najbliższego rywala w eliminacjach mundialu.

Astana nie spoczęła na laurach i była o krok od zajęcia trzeciego miejsca w grupie. Po mocno przeciętnym początku i zdobyciu zaledwie punktu w pierwszej fazie rozgrywek, w rundzie rewanżowej Kazachowie wyszarpali remisy z Atlético Madryt i Benfiką Lizbona, dzięki czemu przed ostatnią kolejką mieli jeszcze spore szanse na awans do 1/16 finału Ligi Europejskiej. Podopiecznym Stanimira Stoiłowa nie udało się jednak ograć na wyjeździe Galatasaray i przygodę z pucharami na Starym Kontynencie Żółto-Niebiescy zmuszeni byli zakończyć na czterech oczkach, za które zarówno trener, jak i zawodnicy Legii daliby się pokroić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *