ekstraklasa-lotto-grafika655

Za nami wyczekiwany, wytęskniony, pierwszy weekend nowego sezonu LOTTO Ekstraklasy. Po emocjach związanych z Mistrzostwami Europy we Francji mogliśmy w końcu zasiąść przed telewizorem i obejrzeć “klasyk” pokroju starcia Ruchu Chorzów z Górnikiem Łęczna. Otwierająca kampanię 16/17 kolejka nie rozczarowała – były bramki, kiksy obrońców, błędy bramkarzy i sędziowskie kontrowersje. Oto osiem wydarzeń ekstraklasowego weekendu, które najbardziej zapadły nam w pamięć.

Triumfalny powrót Furmana

Zarówno sam Dominik Furman, jak i Toulouse FC zdają sobie sprawę, że jego przejście w 2014 roku do francuskiego klubu było transferowym niewypałem. Polak zupełnie nie łapał się do pierwszego składu Fioletowych, a z czasem nawet do meczowej kadry drużyny z drugiej połowy tabeli Ligue 1, przez co w kolejnym sezonie był wypychany na wypożyczenia do słabszych zespołów. Furmanowi nie powiodło się jednak ani w warszawskiej Legii, ani we włoskim Hellasie Werona, gdzie zagrał zaledwie jedno spotkanie. Przed obecną kampanią 24-latek postanowił wykonać dość odważny krok w tył – przystał na wypożyczenie do beniaminka Ekstraklasy, Wisły Płock. Świetna gra w otwierającym sezon spotkaniu z Lechią Gdańsk pozwala prognozować, że podpisanie umowy z Nafciarzami będzie najlepszą, jak dotychczas, transferową decyzją zawodnika.


Furman królował w środku pola zarówno neutralizując ogromne zagrożenie ze strony pomocników Lechii, jak i wspomagając ofensywę. Do spółki z Maksymilianem Rogalskim wyłączyli z gry Miloša Krasicia, który w Płocku rozegrał najsłabsze spotkanie od ładnych paru miesięcy. Swój świetny występ Furman ukoronował na dodatek asystą przy golu Przemysława Szymińskiego i bramką z rzutu karnego. Szykuje nam się zatem w polskiej Ekstraklasie kolejny, po Filipie Starzyńskim i Rafale Wolskim, niezwykle efektowny comeback z zagranicznych wojaży.




Podtrzymana „forma” Lechii

Od momentu zatrudnienia trenera Piotr Nowaka, Lechia stała się najlepiej grającą na własnym boisku drużyną Ekstraklasy. Biało-Zieloni w poprzednim sezonie uczynili z PGE Areny prawdziwą twierdzę, na której poległo całe ekstraklasowe podium, z Mistrzem Polski Legią Warszawa na czele. Jednocześnie w spotkaniach wyjazdowych Gdańszczanie nie potrafili w żadnym stopniu nawiązać do swojej domowej dyspozycji. Klęska z Wisłą Płock na początku nowego sezonu zwiastuje podtrzymanie niekorzystnej tendencji.


W rywalizacji z drużyną Marcina Kaczmarka Lechiści sprawiali dobre wrażenie zaledwie przez pierwsze dwadzieścia minut spotkania. Po zdobyciu gola przez Płocczan, Marco Paixao i spółka zupełnie stracili rezon i pomysł na grę. Na domiar złego, pozwolili sobie strzelić drugą bramkę i już na samym początku kampanii 16/17, która miała ich doprowadzić co najmniej na podium Ekstraklasy, ponieśli bardzo dotkliwą porażkę.




Ile znaczy reprezentant Polski…

Rywalizacja Ruchu Chorzów z Górnikiem Łęczna nie zapowiadała się specjalnie obiecująco i niewielu było pewnie kibiców, którzy oczekiwali od sobotniego spotkania ogromnej dawki emocji czy efektownego futbolu. Oba zespoły nie zachwycają personaliami, nie są znane ze szczególnie widowiskowej gry, a na dodatek początek sezonu nigdy nie pomaga w kreowaniu niezapomnianych widowisk. Zarówno podopieczni Waldemara Fornalika, jak i Andrzeja Rybarskiego postanowili przychylić się do powyższych opinii i w sobotnie popołudnie stworzyli przy ul. Cichej niezwykle nudny spektakl.


W sennej atmosferze przez długi czas lepiej radził sobie Ruch Chorzów, który w 64. minucie, za sprawą debiutującego w Ekstraklasie Jakuba Araka, “ukłuł” rywali i wyszedł na prowadzenie. Wobec mizernej postawy zespołu z Lubelszczyzny można było przypuszczać, że Niebiescy spokojnie dowiozą korzystny wynik do ostatniej minuty. Łęcznianie wykorzystali jednak błąd Wojciecha Skaby i doprowadzili do wyrównania. Wówczas odpowiedzialność na swoje barki postanowił wziąć Mariusz Stępiński, który dopiero w piątek rozpoczął treningi z drużyną. “Mecz z Górnikiem był dla mnie drugą jednostką treningową po powrocie” – mówił kadrowicz Adama Nawałki. Dla napastnika Ruchu treningowe zaległości nie były jednak jakąkolwiek przeszkodą czy wymówką. Stępiński w 92. minucie wykorzystał świetne dośrodkowanie Patryka Lipskiego i głową dał Chorzowianom upragnione trzy punkty. To pokazuje, ile dla drużyny Waldemara Fornalika znaczy reprezentant Polski…




Parady Miśkiewicza

Mecz z Pogonią Szczecin był dla golkipera Wisły małym emocjonalnym roallercoasterem. Miśkiewicz już na początku spotkania wybronił sytuację sam na sam z Łukaszem Zwolińskim, jednak w 32. minucie przy wyjściu do piłki popełnił błąd, który kosztował Białą Gwiazdę utratę gola. 27-latek minął się z dośrodkowaną w pole karne futbolówką, która spadła pod nogi Adama Frączczaka, niemającego problemu ze skierowaniem piłki w stronę pustej bramki.

Niefrasobliwa interwencja podziałała jednak na Miśkiewicza bardzo mobilizująco. Bramkarz Wisły jeszcze w pierwszej połowie wybronił „setkę” Ádáma Gyurcsó, a w drugich 45 minutach był już prawdziwym bohaterem swojego zespołu. Pojedynki z wychowankiem Kmity Zabierzów przegrali m. in. Spas Delew oraz ponownie Łukasz Zwoliński. Znakomita postawa Miśkiewicza uchroniła Białą Gwiazdę od utraty drugiego gola i pomogła w realizacji starej futbolowej maksymy o niewykorzystanych sytuacjach. W 82. minucie na 2:1 podwyższyli bowiem Wiślacy i wywalczyli bardzo cenne trzy punkty w pierwszej kolejce.




Kiks Jakuba Rzeźniczaka

Rzeźniczak, pod nieobecność Michała Pazdana, tworzy z Igorem Lewczukiem żelazny duet stoperów warszawskiej Legii. Choć głównym problemem Besnika Hasiego była dotychczas mierna gra ofensywna jego zespołu, po spotkaniu z Jagiellonią nowy szkoleniowiec Wojskowych zacznie się zapewne poważnie zastanawiać nad kondycją linii obrony.


Kapitan Legii był bowiem jej najsłabszym ogniwem. 29-latek od dłuższego czasu notuje regres formy i nierzadko popełnia kardynalne błędy. Nie inaczej było w rywalizacji z Jagiellonią, gdy w 56. minucie stoper warszawskiego zespołu przegrał walkę o piłkę z Fiodorem Černychem, a następnie… potknął się przy próbie odbioru futbolówki, dając Litwinowi doskonałą okazję na pokonanie Arkadiusza Malarza. Świetnie spisujący się golkiper Legii nie był w stanie uratować swojej drużyny, a Jagiellonia mogła cieszyć się z cennego punktu wywalczonego na stadionie przy Łazienkowskiej. Zresztą gdyby nie momentami heroiczna postawa Malarza, musiałoby się w tym miejscu pojawić jeszcze kilka dodatkowych akapitów o brzemiennych w skutkach błędach Rzeźniczaka.




Kanonada Zagłębia Lubin

Lubinianie są jak dotąd jedyną polską drużyną, która nie rozczarowała w europejskich pucharach. Po porażce ze Slavią Sofia, piłkarze Piotra Stokowca podnieśli się w rewanżu, wyeliminowali bułgarskiego rywala, a następnie wybronili cenny remis w Belgradzie w konfrontacji z tamtejszym Partizanem. W starciu z Koroną Kielce Miedziowi potwierdzili dobrą dyspozycję, wręcz “przejeżdżając się” po rywalach w pierwszych trzydziestu minutach spotkania.


Zagłębie w pół godziny, za sprawą Łukasza Piątka, Krzysztofa Janusa, Macieja Dąbrowskiego i Krzysztofa Piątka, wbiło podopiecznym Tomasza Wilmana cztery gole, szybko zamykając kwestię wyłonienia zwycięzcy sobotniego meczu. Zdezorientowana Korona nie potrafiła w żaden sposób przeciwstawić się świetnie grającym Lubinianom, którzy pretendują do miana najefektowniej operującej piłką drużyny Ekstraklasy. Dzięki fantastycznej grze w pierwszej odsłonie Zagłębie mogło nieco odpuścić dalszą część meczu i delikatnie zwolnić tempo przed rewanżem z Partizanem w ramach drugiej rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej.


Udany debiut Mateusza Szczepaniaka

Transfer byłego piłkarza Podbeskidzia miał być odpowiedzią na bezustanne problemy Cracovii z pozycją napastnika. Szczepaniak, mający za sobą udany sezon w zespole z Bielska-Białej, miał wypełnić sporą lukę po Denissie Rakelsie, którego odejście znacznie zmniejszyło siłę ognia Pasów w poprzednim sezonie. Dobra postawa 25-latka daje trenerowi Jackowi Zielińskiemu nadzieję na znaczne zwiększenie ofensywnego potencjału jego drużyny.


Szczepaniak nie tylko zdobył w 44. minucie swoją debiutancką bramkę dla Cracovii, ale przede wszystkim dawał znacznie więcej opcji w ataku, niż choćby Erik Jendrišek. 25-latek był na boisku niezwykle wszędobylski, pokazywał się do gry, nierzadko biorąc ciężar rozegrania na swoje barki. Do efektownego, ofensywnego futbolu proponowanego przez Jacka Zielińskiego Szczepaniak zdaje się pasować idealnie i zapowiada się na to, że ujrzymy go w czołówce zestawienia najlepszych transferów tego sezonu w lidze polskiej.




Zapaść wicemistrza

Niewielu zapewne sądziło, że Piastowi uda się powtórzyć poprzedni, zakończony historycznym sukcesem sezon, jednak sytuacja Gliwiczan na starcie obecnych rozgrywek jest bliska prognozom największych pesymistów. Przygoda Piastunek z europejskimi pucharami zapewne zakończy się na jednym dwumeczu, klub opuścił m. in. Kamil Vacek i Martin Nešpor, a co najgorsze – kontrakt rozwiązał również trener, Radoslav Látal. Czech, który w sobie tylko znany sposób wprowadził ligowego słabeusza na podium Ekstraklasy, w proteście przeciwko polityce transferowej gliwickiego klubu postanowił przekazać pałeczkę swojemu asystentowi, Jiříemu Nečkowi. Ten, jak na razie, nie podołał zadaniu – w debiucie jego zespół poniósł sromotną klęskę w rywalizacji z Cracovią.

Porażka 1:5, mająca miejsce zaledwie kilka dni po trzybramkowych batach od IFK Göteborg, tylko potwierdziła bardzo słabą dyspozycję Piasta. Wicemistrzowie Polski próbowali nawiązać walkę z Cracovią, ale zespół Jacka Zielińskiego wyglądał na tle słabiutkiego rywala niczym profesor przy mało ambitnym studencie. Piastunkom brakuje piłkarskiej jakości, ale co najważniejsze – dobrej atmosfery wokół drużyny. Nadchodzące dni zwiastują małą rewolucję przy ul. Okrzei, co zdają się potwierdzać słowa szkoleniowca drużyny:

“Cała sytuacja wynika z tego, że nie ma już z nami Martina Nešpora i Kamila Vacka. Pierwszy potrafił strzelać bramki, a drugi trzymał szatnię. Musimy poprawić naszą grę i powiem moim zawodnikom, co o tym wszystkim myślę”Jiří Neček