8fe0f450908588531383a46b6a9f9dfa_XL

Od dawna Ekstraklasa nie wzbudzała tak wielkich emocji. Reforma ligi potwierdziła swoją zasadność – przed ostatnią kolejką rozgrzane są serca kibiców na niemal każdym stadionie. Czego dowiedzieliśmy się po tych ośmiu spotkaniach?

Pogoń podtrzymuje serię

Królowie remisów znów umocnili się na tronie. Do piętnastu jednopunktowych zdobyczy Pogoń dołożyła jeszcze jeden, w efekcie czego w obecnym sezonie w ponad połowie spotkań dzieliła się z rywalem punktami. O ile 1:1 z Górnikiem Zabrze chluby Szczecinianom nie przyniosło, o tyle 0:0 w starciu z liderem z Warszawy można uznać za wynik pozytywny.

Oba zespoły, nieuwikłane w walkę o grupę mistrzowską, nie stworzyły niezapomnianego widowiska, a temperatura spotkania była daleka od tej, którą można było poczuć w Krakowie czy też w Bielsku-Białej. Wart odnotowania jest tak naprawdę jedynie niepodyktowany przez arbitra rzut karny po faulu na Guilherme. Pojedynek lidera z czwartym zespołem w tabeli okazał się być meczem nie zasługującym na miano „starcia dwóch czołowych drużyn Ekstraklasy”.


Piast wciąż w grze o mistrzostwo

Gliwiczanie, niezainteresowani gorącą walką o górną połowę tabeli, mieli przed sobotnią Multiligą jeden cel – pokonać Jagiellonię i zniwelować stratę do prowadzącej w tabeli Legii do absolutnego minimum. Tym miał być zaledwie jeden punkcik, który dzieliłby Piasta i podopiecznych Stanisława Czerczesowa przy triumfie klubu z Dolnego Śląska i nieudanej kampanii stołecznego klubu w Szczecinie.

Gospodarze zamierzali przycisnąć Jagiellonię od pierwszych minut, jednak do bramki trafili dopiero w 36. minucie. Pogrążeni w kryzysie Białostoczanie nie byli w stanie odpowiedzieć na trafienie Bartosza Szeligi i tak na dobrą sprawę poddali mecz. Piast skarcił rywala jeszcze golem Martina Nešpora i wypełnił przedmeczowe założenia. Wobec remisu Legii z Pogonią, po podziale punktów strata zespołu z Gliwic do lidera będzie wynosiła zaledwie punkt.




Wisła zostaje w grupie spadkowej

Tak jak trudno było wyobrazić sobie grupę mistrzowską polskiej Ekstraklasy bez Wisły Kraków przed rozpoczęciem sezonu, tak równie problematyczny był udział Białej Gwiazdy w elitarnej części rozgrywek po koszmarnym przełomie roku. Przyjście Dariusza Wdowczyka i cudowna odmiana formy krakowskiego zespołu spowodowała jednak, że na ostatniej prostej przed zakończeniem fazy zasadniczej Wiślacy, ku zaskoczeniu kibiców, powrócili do gry o pierwszą ósemkę. Aby zadomowić się w niej na najbliższe 7 kolejek wystarczyło po prostu ograć na własnym stadionie Zagłębie Lubin.

Sęk jednak w tym, że podopieczni Piotra Stokowca imponują równie dobrą formą, co Wisła. Porażka na stadionie Białej Gwiazdy nijak pasowałaby do osiągnięć Zagłębia w ostatnich tygodniach. Na bramkę Boguskiego Lubinianie zmuszeni byli więc odpowiedzieć swoim golem. W 67. minucie wyrównali stan gry za sprawą Papadopoulosa i tym samym zamknęli Wiśle drogę do grupy mistrzowskiej.


Lech nadrabia straty

Po klęsce w starciu ze Śląskiem Wrocław, Lech nie mógł pozwolić sobie na stratę pełnej puli w meczu z Górnikiem Łęczna. Jeśli podopieczni Jana Urbana wciąż chcieli liczyć się w walce o europejskie puchary, musieli bezwzględnie wygrać z przedostatnią drużyną w tabeli.

Goście zaczęli więc z wielkim impetem, czego efektem były dwie doskonałe okazje wracającego do składu Bille Nielsena. Duńczyk zmarnował jednak obie szanse, a do jego poziomu dostosował się Karol Linetty, który również nie trafił do bramki.

Nielsen, którego niezwykle niekorzystne zdjęcia obiegły niedawno media, trafił jednak do bramki w 41. minucie i zapewnił Lechowi prowadzenie do przerwy. W drugich 45 minutach do ataku ruszył Górnik, jednak ani Bonin w 50., ani Śpiączka w 58. minucie nie byli  w stanie w dogodnych okazjach pokonać Jasmina Buricia. Podobnie jak w meczu z Cracovią, Łęcznianie stracili dzisiaj szansę na punkty przez niefrasobliwość pod bramką rywala. Kolejorz natomiast nadrabia straty do Cracovii oraz Pogoni.




Efekt rumaka działa

Od dłuższego czasu dołująca formą Cracovia w ostatniej kolejce rundy zasadniczej trafiła na odradzający się powoli Śląsk. Przyjście Mariusza Rumaka delikatnie odmieniło grę Wrocławian, co potwierdza seria 3 spotkań bez porażki. Aby do rywalizacji w grupie spadkowej przystępować z większą pewnością i podniesionym czołem, Śląskowi potrzebne były 3 punkty w starciu z Cracovią.

Jako pierwsi prowadzenie objęli goście, za sprawą Mateusza Cetnarskiego. Śląsk na gola rywala zareagował jednak bardzo pozytywnie, napierając na gości do samego końca pierwszej odsłony.


Po przerwie Mariusz Rumak zalecił jeszcze intensywniejszy pressing, co w końcu zaowocowało trafieniem autorstwa Bence Mervo w 71. minucie. Dla Wrocławian jeden punkt nie był jednak satysfakcjonującą zdobyczą. Gospodarze podtrzymali dobrą grę, wyczekali odpowiedni moment i zostali nagrodzeni za cierpliwość golem Morioki w 93. minucie. Trenera Śląska cieszą nie tylko 3 oczka, ale również kolejny dobry mecz Japończyka, który do bramki zdobytej w poprzedniej kolejce dopisał dziś drugie trafienie oraz asystę.


Górnik coraz bliżej spadku

Wyraźnie odstający od nie najwyższego przecież poziomu polskiej Ekstraklasy Zabrzanie ponownie rozczarowali swoich kibiców. Podopieczni Jana Żurka nie potrafili znaleźć metody na destrukcyjną grę Korony i wywieźli z Kielc smutne 1:2. Mecz, jak na rywalizację z udziałem drużyny Marcina Brosza, nie zachwycał poziomem, a jedynym jego jaśniejszym momentem była bramka Siergieja Pyłypczuka w 77. minucie, którego cudowny strzał w okienko zapewnił gospodarzom zwycięstwo i dobry start przed rozpoczęciem rywalizacji w grupie spadkowej. Górnik natomiast nie zdołał poprawić swojej sytuacji przed podziałem punktów. Sytuacja śląskiego klubu staje się coraz trudniejsza.


Wsparcie z góry nie było potrzebne

Prezent Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu przy Polskim Komitecie Olimpijskim okazał się być zupełnie niepotrzebnym i niezwykle kontrowersyjnym aktem „papierowej” pomocy. Lechia odtrąciła wyciągniętą z Trybunału dłoń z jednym dodatkowym punktem i postanowiła własną grą udowodnić, że zasługuje na awans do grupy mistrzowskiej.



Gdańszczanie znów zagrali ofensywnie, z polotem i bez większych problemów ograli chorzowski Ruch, plasujący się przed ostatnią kolejką tuż przed Lechistami. Podopieczni Piotra Nowaka objęli prowadzenie już w 8. minucie, po skutecznie wyegzekwowanym przez Sebastiana Milę rzucie karnym, a następnie w 38. minucie wykorzystali fatalny błąd Pawła Oleksego, który złamał linię spalonego i za sprawą Flavio Paixao ustalili wynik spotkania na 2:0.


Podbeskidzie czy Ruch?

Podbeskidzie Bielsko Biała, po zapamiętanym głównie z dyskusji Michała Probierza z kibicami oraz dwóch goli samobójczych meczu z Jagiellonią, stanęło przed dość nieoczekiwaną szansą na awans do pierwszej ósemki. Choć klubowi z południa Polski do udziału w grupie mistrzowskiej potrzebne były nie tylko 3 punkty, ale również korzystne wyniki kilku innych spotkań, podopieczni Roberta Podolińskiego wzięli sprawy w swoje ręce i postanowili dać szansę szczęściu.

Podbeskidzie ostatnimi czasy imponuje skutecznością, więc nic dziwnego, że już po dwóch strzałach na bramkę Sebastiana Nowaka objęło prowadzenie. W 54. minucie prowadzenie gospodarzom dał Adam Mójta.

Bielszczanie słyną jednak również z ostrej gry, co potwierdził w 57. minucie Oleg Wiertiełło. Białorusin popełnił zupełnie niepotrzebny, taktyczny faul i osłabił swoją drużynę drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką. Górale odpowiedzieli jednak w najlepszy możliwy sposób. W 80. minucie wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Mateusz Możdżeń podwyższył na 2:0 i ustalił wynik spotkania.

Po meczu w obozie Podbeskidzia zapanowała jednak konsternacja. Bielszczanie o 8. miejsce rywalizują z Ruchem Chorzów. Mają jednak identyczny bilans punktów, bramek oraz bezpośrednich spotkań. Co w takiej sytuacji decyduje o wyższym miejscu w tabeli? Tabela fair play. Ta jednak zostanie zaktualizowana dopiero za kilka chwil.


Sytuację w walce o grupę mistrzowską może wywrócić do góry nogami również tymczasowa decyzja Trybunału Arbitrażowego odnośnie przyznania punktu dla Lechii Gdańsk. Jeśli Gdańszczanom zostanie odebrane jedno oczko, spadną oni na 8. pozycję w tabeli, a z grupy mistrzowskiej Ekstraklasy wypadnie Podbeskidzie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *