EXwnl1JWkAEGLBP

Każdemu z nich wróżono wielkie kariery, udane występy w topowych klubach Europy i liczną kolekcję najważniejszych trofeów. Zamiast tego zmagali się z wieloma urazami, przez co nigdy nie mogli zaprezentować pełni swoich umiejętności, a na domiar złego często stali się obiektem licznych drwin. Którym piłkarzom wszelkiego rodzaju dolegliwości zniszczyły karierę w największym stopniu?

1. Tomáš Rosický (koniec kariery)

Zaczynamy właśnie od byłego reprezentanta naszych południowych sąsiadów, który w ostatnich latach na przykładzie swoich kontuzji dowiedział się o ludzkim ciele więcej aniżeli niejeden student medycyny. Media naliczyły kreatywnemu pomocnikowi aż 53 kontuzje na przestrzeni całej kariery! Najgorzej było w okresie gry w Arsenalu, gdy 39-latek doznał 38 różnej maści urazów. Najdłużej, bo aż 434 dni, musiał pauzować w związku z operacją kolana. Oprócz tego Rosický wypadał z gry z powodu kontuzji ścięgna Achillesa, mięśni uda i łydki. Pech nie opuścił wychowanka Kompresory Praga nawet po powrocie do rodzinnego miasta. Dla Sparty Czech zdążył rozegrać 19 minut, po czym odnowił mu się uraz ścięgna piętowego, przez który odpoczywał od treningów ponad miesiąc.

tomas-rosicky-600x602

2. Jonathan Woodgate (koniec kariery)

Anglik został wybrany swego czasu najgorszym transferem w historii Realu Madryt, jednak na drodze do dobrych występów w białym trykocie stanęły mu kontuzje. W ciągu trzech lat angielski stoper rozegrał dla Królewskich zaledwie 13 spotkań, a swój debiut zaliczył… rok po transferze. Do stolicy Hiszpanii przyleciał bowiem z urazem, który przez długi czas dawał mu się we znaki. Na mundial w 2006 roku Woodgate również nie pojechał z powodu problemów zdrowotnych. Na przestrzeni całej kariery na jego drodze stawały różne dolegliwości – począwszy od głowy, przez plecy, aż po… krocze. Z pewnością gdyby nie ciągłe wizyty u lekarzy, kariera 40-latka nie byłaby oceniania jedynie w negatywnych aspektach.




3. Djibril Cissé (koniec kariery)

Pechowiec jakich mało. Francuski napastnik dwukrotnie w swojej karierze złamał nogę i to w bardzo niekorzystnym okresie – raz tuż przed samymi Mistrzostwami Świata w 2006 roku, gdy podczas towarzyskiej potyczki z Chinami doznał jednoczesnego złamania kości piszczelowej i strzałkowej (opuścił przez to 248 dni), a dwa lata wcześniej podobnego urazu nabawił się na boiskach Premier League podczas spotkania Liverpoolu z Blackburn (185 dni przerwy). Co ciekawe, po tych dwóch niezwykle groźnych kontuzjach Cissé pozostawał już względnie zdrowy, a jedyne urazy, jakich doznawał, to drobne “agrafki” z okresu występów w Lazio. Niezaprzeczalnie jednak dwukrotne złamanie nogi znacznie spowolniło jego karierę i spowodowało po części, że mimo 38 lat na karku, byłego reprezentanta Les Bleus nie oglądamy nie tylko w profesjonalnej piłce, ale nawet amatorskiej.



4. Thomas Vermaelen (Vissel Kobe)

Chodzące nieszczęście. Vermaelen od dawna nie może ustabilizować swojej gry z powodu notorycznie nawracających kontuzji. Urazy trapią Belga przez całą karierę, a ich apogeum przypadło na czasy występów w Arsenalu – to w zespole z północnego Londynu 34-latek musiał pauzować aż dziesięciokrotnie. Problemy z kolanem, stawem skokowym, Achillesem czy łydką okazały się zmorą utalentowanego stopera. Los nie odmienił się nawet po transferze do Barcelony. W stolicy Katalonii 66-krotny reprezentant Czerwonych Diabłów zmagał się z bólem uda i łydki, przez co stracił blisko 250 dni. Gdy bez żalu oddawano go do Romy, pierwszego urazu nabawił się niemal równo miesiąc po przeprowadzce – wówczas na 75 dni wykluczyła go kontuzja pachwiny.




5. Abou Diaby (koniec kariery)

Arsenal miał (i dalej ma) w kadrze wielu zawodników, których nie opuszczały poważne problemy ze zdrowiem. W naszym zestawieniu znalazło się miejsce aż dla trzech, a o tytuł króla kontuzji spokojnie mógłby rywalizować z Tomášem Rosicky’m najmłodszy z nich. Abou Diaby, bo o nim mowa, w czasie pobytu na Emirates Stadium stracił z powodu wszelakich urazów blisko trzy lata! Media naliczyły ich łącznie 43, a najgorszym było dla Francuza zerwanie więzadła krzyżowego, które jednorazowo wyłączyło go z gry na kilkanaście miesięcy. Niewiele zmieniło się po przeprowadzce do Marsylii, co zmusiło go do zakończenia kariery mimo upływu 32 lat.

“Wszyscy mówią, że jestem zrobiony ze szkła. Nikt jednak nie wie, jak wiele daję z siebie każdego dnia próbując powrócić do zdrowia. Ale co mogę zrobić? Taki już mój los…” – żalił się Diaby w rozmowie z Daily Mail


6. Sebastian Deisler (koniec kariery)

Deisler był uważany za jednego z najbardziej utalentowanych pomocników w Niemczech. Z piłką potrafił zrobić niemal wszystko, ale nigdy nie pokazał maksimum swoich możliwości, gdyż w wieku zaledwie 27 lat zmuszony był zakończyć karierę. Na przeszkodzie stanęły oczywiście powracające niczym bumerang kontuzje. Kiedy wychowanek Borussii Mönchengladbach przenosił się z Herthy Berlin do Bayernu Monachium, w barwach Gwiazdy Południa nie mógł wystąpić przez 8 miesięcy z powodu urazu kolana. Następne lata to nawracające problemy z więzadłami, łękotką, pachwiną oraz ścięgnami. W konsekwencji Deisler wpadł w depresję, z której leczył się w specjalistycznej klinice. 36-krotny reprezentant Die Mannschaft zakończył karierę w 2007 roku, kiedy w ciągu całego sezonu pojawił się na murawie zaledwie 4 razy. Kibice pożegnali go owacjami podczas spotkania z Energie Cottbus.



7. Owen Hargreaves (koniec kariery)

Kontuzje trapiły Hargreavesa zwłaszcza po przenosinach do Manchesteru United. Wcześniej był podstawowym zawodnikiem Bayernu Monachium, a jego dobra forma zaowocowała nawet wieloma powołaniami do reprezentacji Trzech Lwów. Dopiero gdy 39-latek zdecydował się w 2007 roku na przenosiny na Old Trafford, przyszedł zdecydowanie gorszy okres. Przez problemy z więzadłem rzepki defensywny pomocnik stracił blisko 300 dni. Najgorsze były jednak nawracające urazy kolana, które co chwila wykluczały Anglika z gry na kilka miesięcy. Wszystko to spowodowało, że w ciągu czterech lat w zespole Czerwonych Diabłów rozegrał zaledwie 39 spotkań, zdecydowanie częściej przesiadując w gabinetach lekarskich. Po zakończeniu przygody w MU Hargreaves próbował jeszcze sił w ekipie lokalnego rywala, gdzie jednak osłabiony ciągłymi dolegliwościami zdołał wystąpić zaledwie czterokrotnie, po czym w wieku zaledwie 32 lat zdecydował się zawiesić buty na kołku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *