Dg9nOV7W0AE0Itt

Niemal dokładnie cztery godziny po zakończeniu niezwykle emocjonującego i obfitującego w aż siedem bramek pojedynku Francji z Argentyną miało się okazać, kogo będzie czekało w kolejnej rundzie zadanie zatrzymania “Trójkolorowej maszyny”. Po 90. minutach wyniszczającej walki, dyrygowani przez dwóch taktycznych geniuszy, dostąpili tego zaszczytu Urugwajczycy. Podopieczni Óscara Tabáreza ponownie zagrali niemal perfekcyjnie w obronie i choć stracili pierwszą bramkę na rosyjskich mistrzostwach, to po krótkiej przerwie znów zameldowali się wśród ośmiu najlepszych ekip globu.

Aktualni mistrzowie Europy, podobnie jak wszyscy inni faworyci do medalu na rosyjskim czempionacie, zupełnie zawiedli w fazie grupowej. Uratowany w ostatnich sekundach remis z Hiszpanią miał być sygnałem wysłanym całemu światu, że Cristiano Ronaldo i spółka zamierzają odegrać poważną rolę na tym czempionacie. W kolejnych meczach A Seleção zaprezentowali jednak nie efektowny styl, ale to, z czego byli doskonale znani podczas EURO we Francji: uważną obronę i nieco zachowawczą grę, które przyniosły określony skutek w postaci czterech punktów w starciach z Iranem i Marokiem oraz awans.

Mimo to pod adresem podopiecznych Fernando Santosa pojawiły się kolejne głosy krytyki za bardzo prymitywny futbol prezentowany podczas najważniejszej imprezy czterolecia. Kibicom na Półwyspie Iberyjskim trudno było uwierzyć, że zespół mający w swoim składzie króla strzelców ostatniej edycji Ligi Mistrzów, a także znakomicie wyszkolonych technicznie Bernardo Silvę czy Gonçalo Guedesa nie jest w stanie dominować nad niżej notowanymi rywalami atakiem, a wyłącznie defensywą i nastawieniem na kontrataki. Trudno było jednak oczekiwać od Portugalczyków zmiany stylu gry na pierwszym etapie fazy pucharowej MŚ.


Podczas zmagań grupowych Urugwaj zachwycił cały świat niezwykle szczelną linią obrony, która ani razu nie dała się zaskoczyć. Z jednej strony żaden z początkowych rywali La Celeste nie prezentował umiejętności nawet porównywalnych ze zwycięzcą EURO 2016, ale nie zmienia to faktu, że José María Giménez, Diego Godín i Martín Cáceres bez problemu mogli zneutralizować atuty ofensywne europejskiego oponenta.

Z tego względu większość ekspertów sugerowało, że nie należy się spodziewać, aby któryś z zespołów dość szybko zaatakował swojego adwersarza, a pierwszą bramkę obejrzymy znacznie później niż w popołudniowym spektaklu w Kazaniu. Wbrew tym przewidywaniom podopieczni Tabáreza błyskawicznie sprowadzili Portugalczyków do parteru. Świetna dwójkowa akcja największych gwiazd Los Charrúas spowodowała, że w sektorach zajmowanych przez fanów kadry dowodzonej przez CR7 dość szybko zapanowała konsternacja.


Oczywiście trzeba oddać cesarzowi co cesarskie. Napastnicy PSG i Barcelony fantastycznie wymienili między sobą piłkę, co doprowadziło do kapitulacji Ruia Patrícia. W dużym stopniu odpowiedzialność spadła także na Pepego i odkrycie ostatniego EURO, Raphaëla Guerreiro, którzy popełnili proste, ale niezwykle kosztowne błędy w ustawieniu.

Bramka stracona jeszcze przed upływem pierwszych dziesięciu minut gry była najgorszym, co mogło się przydarzyć ekipie z zachodniej części Europy. Nie trudno było bowiem spodziewać się, że błyskawicznie Urugwajczycy postawią szczelne zasieki obronne, które bardzo trudno będzie rozerwać. Dość powiedzieć, że przed sobotnią rywalizacją po raz ostatni udało się sforsować defensywę La Celeste w listopadzie zeszłego roku, a dokonali tego w meczu towarzyskim Austriacy.

Pierwszy szok szybko minął, ale zawodnicy Santosa wciąż nie mieli pomysłu na skonstruowanie ataku pozycyjnego, który zakończyłby się chociażby celnym strzałem. Skrupulatnie podkręcali za to statystyki posiadania piłki, co nie przełożyło się jednak na uniknięcie pressingu, który inicjował już duet napastników Cavani – Suárez.


Największe zagrożenie Portugalczycy stwarzali więc po stałych fragmentach gry, choć i w ten sposób nie zmusili doświadczonego Fernando Muslery do zaprezentowania pełni swojego kunsztu. Trudno było jednak tego oczekiwać, skoro Cristiano Ronaldo w pierwszej połowie nie miał ani jednego kontaktu z piłką w polu karnym Urugwaju!

Choć 63-letni selekcjoner A Seleção nie zdecydował się w przerwie ani na korekty personalne, ani zmiany w ustawieniu, to w jego drużynie pojawiła się większa agresja i wiara, że uda się przedłużyć szansę na pierwszy od 2006 roku występ w ćwierćfinale mundialu. Nie składna wymiana podań, lecz stały fragment gry spowodował, że dziesięć minut po wznowieniu rywalizacji na tablicy wyników znów widniał remis. W rolach głównych wystąpili ci, którzy zawiedli w na początku pojedynku w Soczi: Guerreiro podawał, a Pepe skutecznie sfinalizował jego dośrodkowanie.


Swoją cegiełkę do trafienia defensora Beşiktaşu dołożył także Ronaldo, który skutecznie ściągnął na siebie uwagę Giméneza i Godína. Szybkie i dość łatwe doprowadzenie do wyrównania wprowadziło niepotrzebne rozluźnienie w portugalskich szeregach, co momentalnie zostało wykorzystane przez oponenta. Znakomite podanie ze środka pola posłał Rodrigo Bentancur, a Cavani po raz drugi nie dał najmniejszych szans nowemu bramkarzowi Wolverhampton Wanderers.


Reakcja Santosa mogła być tylko jedna: wprowadzenie Ricardo Quaresmy i rzucenie wszystkich sił na atak. W pewien sposób pomocną dłoń w kierunku pogromców reprezentacji Polski w ćwierćfinale Mistrzostw Europy postawił skierować los, gdyż uraz uniemożliwił dalszy występ goleadorowi PSG. Akcje Portugalczyków były jednak zbyt schematyczne, a każde dośrodkowanie padało łupem pary stoperów Atlético. W związku z tym rozstrzygnięcie nie mogło być inne – Urugwaj po raz kolejny zameldował się wśród najlepszych ekip globu. Jeśli zatem uraz Cavaniego nie okaże się poważny, a para Giménez – Godín zdoła się odpowiednio zregenerować, to przygoda La Celeste wcale nie musi zakończyć się na pojedynku z Francją.

WC2018 FIFA World Cup Russia 2018 WC2018

Flag of Poland Urugwaj 2:1 Portugalia northern_ireland