champions-league-trophy

W tegorocznej fazie grupowej Ligi Mistrzów rywalizować będzie aż pięć angielskich zespołów, wśród których należy upatrywać kandydatów do miana czarnego konia rozgrywek. Kto oprócz przedstawicieli Premier League może jeszcze sprawić pozytywną niespodziankę na europejskiej arenie? O tym w drugiej części naszego subiektywnego zestawienia 32 uczestników Champions League 2017/18.




UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 

Borussia Dortmund, Manchester United, Chelsea FC, Liverpool FC

Te cztery zespoły przy zbiegu różnych czynników mogą dotrzeć nawet do półfinału Ligi Mistrzów. Borussia Dortmund, podobnie zresztą jak pozostałe wyżej wymienione ekipy, kiedy ma swój dzień, potrafi rozmontować każdą defensywę na świecie. Choć konkurencja na Starym Kontynencie jest większa niż kiedykolwiek, realnym celem Żółto-Czarnych powinien być ćwierćfinał. Los ponownie skojarzył BVB z Realem Madryt, więc Peter Bosz będzie mógł wejść w skórę Thomasa Tuchela, który dwukrotnie remisował z Królewskimi w poprzednim sezonie.


Największym atutem Die Borussen jest brak presji. Ani Hans-Joachim Watzke, ani Michael Zorc nie oczekują, że nowy trener wprowadzi zespół do finału elitarnych rozgrywek, ale ma systematycznie wprowadzać swoją filozofię. Sprzedaż strajkującego Dembélé wcale nie okazała się być tak brzemienną w skutkach, jak mogło się początkowo wydawać. W znakomitej formie znajduje się bowiem Christian Pulisić, a w ostatnich dniach letniego okna transferowego na Signal Iduna Park trafił jeszcze Andriy Yarmolenko chcący posmakować futbolu z najwyższej europejskiej półki po latach spędzonych na Ukrainie.


Siłą Borussii w ostatnich latach była głównie gra ofensywna, ale teraz wicemistrzowie Niemiec mają prezentować się równie skutecznie w obronie. W teorii w wyjściu z grupy może dortmundczykom przeszkodzić Tottenham, lecz w porównaniu do Anglików piłkarze Bosza dysponują niewyobrażalnie większym doświadczeniem na arenie międzynarodowej.

Tercet powracających do Ligi Mistrzów angielskich klubów chce od razu walczyć o wielkie cele, ale w przypadku każdego z nich kluczowy będzie pierwszy krok, czyli wyjście z grupy. Najłatwiejsze zadanie wydaje się mieć Manchester United, choć Liverpool i Chelsea także powinny zameldować się w wiosennej fazie rozgrywek. José Mourinho potrafi jednak doskonale zmotywować swoją drużynę na najważniejsze pojedynki, a dodatkowo na Old Trafford pracuje już drugi sezon, czyli jak pokazywała historia, najlepszy dla Portugalczyka. United z wysokiego “C” rozpoczęli zmagania ligowe i z pewnością będą chcieli przełożyć skuteczną grę w Premier League na wyniki na arenie międzynarodowej.


Transfery Romelu Lukaku i Nemanji Maticia pokazują, że “The Special One” mierzy wysoko. Kibice Czerwonych Diabłów wiele obiecują sobie zwłaszcza po Belgu, któremu do niedawna zarzucano, że nie potrafi grać w wielkich meczach. Legendarny “Teatr Marzeń” znów stanie się sceną dla pięknych futbolowych spektakli, a każde kolejne dobre spotkanie będzie budowało atmosferę w drużynie i sprawiało, że Pogba, Mkhitaryan i spółka będą prezentować się jeszcze efektowniej. Ćwierćfinał wydaje się być dla MU jak najbardziej realnym scenariuszem.


Inaczej przedstawia się sytuacja Chelsea i Liverpoolu. The Blues na krajowym podwórku bronią mistrzowskiego tytułu i po roku przerwy wracają do europejskich pucharów. Grupa C, do której trafiła ekipa Antonio Contego, łatwą przeprawą na pewno nie będzie, niemniej obowiązkiem Londyńczyków jest awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Sukces w tych rozgrywkach może zależeć w dużej mierze od decyzji włoskiego szkoleniowca i od tego, na czym skupi się w tym sezonie najbardziej. Kadra Chelsea nie jest zbyt szeroka i na dłuższą metę skuteczna rywalizacja na wielu frontach może okazać się ponad siły Niebieskich. Duża odpowiedzialność ponownie będzie spoczywać na barkach Edena Hazarda, a także nowego nabytku – Alvaro Moraty.


24-letni Hiszpan dobrze wprowadził się do zespołu mistrza Anglii, ale w przypadku jego niedyspozycji Conte będzie musiał postawić na chimerycznego Batshuayia. Jeżeli jednak ekipę ze Stamford Bridge ominą kontuzje, to ćwierćfinał jest scenariuszem do zrealizowania. Szanse Chelsea na dotarcie do tej fazy są jednak mniejsze niż w przypadku zespołu z czerwonej części Manchesteru.

Większy optymizm może za to panować w Liverpoolu. The Reds trafili do dość łatwej grupy, gdzie dobrze rozgrzeją się przed fazą pucharową. Problemem drużyny Jürgena Kloppa wciąż pozostaje gra w obronie, co pokazały także play-offy do Ligi Mistrzów. Mimo dobrej gry przedstawiciel brytyjskiego futbolu dał sobie wbić aż trzy gole w dwumeczu z TSG 1899 Hoffenheim. Podobnie jak w przypadku poprzednich analizowanych zespołów, realny jest awans do ćwierćfinału, ale wszystko zależy od tego, jak będzie rotował składem niemiecki menedżer Liverpoolu oraz czy uda mu się skutecznie zniwelować lub ukryć wspomniane mankamenty. W przeciwnym razie The Reds znów będą musieli liczyć na to, że więcej strzelą, aniżeli stracą.


Ważne, że na Anfield dokonano kilka ciekawych transferów, bowiem duże natężenie meczów sprawi, że nie wszyscy piłkarze LFC wytrzymają trudy intensywnego sezonu poprzedzającego mundial.



UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18

SSC Napoli, SL Benfica, AS Monaco, FC Porto, Tottenham Hotspur, Sevilla FC, AS Roma

Z całego peletonu solidnych europejskich klubów najdalej według nas zajdzie Napoli. Maurizio Sarri zbudował drużynę grającą futbol kombinacyjny i efektowny – jednym słowem taki, który może się podobać całej futbolowej Europie.


“Na papierze” Włosi mają zespół zdolny do powtórzenia zeszłorocznego wyniku, czyli 1/8 finału LM. Dla Neapolitańczyków ważne będzie starcie z Szachtarem Donieck, a z Ukrainy mają dobre wspomnienia (4 punkty w dwumeczu z Dynamem Kijów – przyp. red.). Dla Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milika nadarza się zatem znakomita okazja, by z dobrej strony zaprezentować się w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie.


Sarri ma szerokie spectrum wyboru, a linia ataku złożona z José Callejóna, Lorenzo Insigne i niesamowitego Driesa Mertensa będzie groźna dla każdego. Nie wolno także zapominać o doświadczonym Marku Hamšiku, który w europejskich pucharach wystąpił już ponad 60 razy. Drużyna ze stolicy Kampanii jest świetnie zgrana, bowiem przez ostatnie trzy sezony, za wyjątkiem Higuaina, ze Stadio San Paolo nie odszedł nikt znaczący. Neapolitańczyków stać więc w tym roku nawet na wygranie grupy.

Nie tak efektownie jak Azurri, ale równie efektywnie mogą grać Benfica i Monaco. Zarówno Portugalczykom, jak i Francuzom udało się uniknąć w grupie potęg, więc ich celem także będzie awans. Orły z Lizbony w ostatnich dwóch sezonach zawsze przechodziły przez pierwszą fazę rozgrywek i teraz powinno być podobnie. Mistrz Portugalii stracił co prawda dwóch ważnych zawodników – bramkarza Edersona i obrońcę Viktora Lindelöfa – ale kadra drużyny Ruia Vitorii nadal wygląda co najmniej solidnie. Wrażenie robi przede wszystkim duet napastników tworzony przez Jonasa i Harisa Seferovicia, który w pięciu pierwszych meczach tego sezonu zdobył aż dziewięć bramek. Na fazę grupową może to wystarczyć, jednak dalsza postawa Benfiki jest sporą niewiadomą.


O wygraną w grupie G powalczy inny portugalski klub, FC Porto, a także półfinalista sprzed roku, AS Monaco. Mistrzowie Francji, mimo utraty czterech kluczowych zawodników (Benjamin Mendy, Bernardo Silva, Tiemoué Bakayoko i Kylian Mbappé), poczynili bardzo ciekawe wzmocnienia. Kto wie, czy gwiazdy Keity, Tielemansa, Kongolo lub Diakhaby’ego nie zaświecą jeszcze jaśniej niż utalentowanych poprzedników.


Trener Jardim postanowił odkurzyć także niespełnionego Stevana Joveticia, który może okazać się bardzo interesującym wzmocnieniem. Portugalski szkoleniowiec nadal będzie chciał budować zespół w oparciu o doświadczony trzon – Danijela Subašicia, Kamila Glika, João Moutinho i Radamela Falcao. Monaco nadal powinno zatem prezentować ładny dla oka, ofensywny futbol i konkurować z Napoli o miano najbardziej efektownie grającej ekipy w Lidze Mistrzów. Trudno wprawdzie diagnozować, na co stać przebudowaną drużynę z Księstwa, ale awans do ćwierćfinału nie wydaje się być mission impossible.

Smoki z Estádio do Dragão są stałym bywalcem europejskich salonów, ale od pewnego czasu nie potrafią przełamać fatum 1/4 finału Champions League. Atutem zespołu Sérgio Conceição jest doświadczenie – bezcenne, kiedy gra się z najlepszymi. Piłkarsko w Europie jest wprawdzie dużo silniejszych ekip niż FC Porto, ale często przegrywają one w konfrontacji z Azuis e brancos charakterem, wolą walki i zaangażowaniem. Problemem może okazać się brak sprzedanego za olbrzymie pieniądze do Milanu André Silvy. Po odejściu złotego dziecka portugalskiego futbolu odpowiedzialność za ofensywę spadnie na bowiem barki 25-letniego, choć doświadczonego, ale też nieregularnego Vincenta Aboubakara.

Peleton zamyka trójka, z której naszym zdaniem awans do fazy pucharowej wywalczy jedynie Sevilla. W Andaluzji nie rozpamiętują już odpadnięcia w 1/8 finału z Leicester City, ale nowy trener Eduardo Berizzo dostał zadanie poprawienia tego osiągnięcia. Problem w tym, że omal nie przepadł już w eliminacjach…


Styl gry Los Nervionenses nie uległ istotnej zmianie w przeciwieństwie do wykonawców. Na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán nie ma już Vitolo, Iborry czy Ramiego, ale pojawili się inni, być może równie wartościowi zawodnicy. Atak wzmocniono sprowadzając doświadczonego Nolito i prezentującego dobry poziom we włoskiej Sampdorii Luisa Muriela. Z nieudanego epizodu w Interze Mediolan powrócił Éver Banega, zaś Simon Kjær, Johannes Geis i Sébastien Corchia to solidni ligowcy.


Obowiązkiem Sevilli jest wyjście z grupy, ale na coś więcej trudno będzie liczyć. Dość powiedzieć, że największą gwiazdą drużyny Blanquirrojos jest obecnie… defensywny pomocnik Steven N’Zonzi, co nie najlepiej świadczy o stanie posiadania w Andaluzji. Fani Sevillistas liczą na powracającego do ojczyzny Jesúsa Navasa, ale to tylko mrzonki, bowiem 32-latek najlepsze lata kariery dawno ma za sobą.

W północnym Londynie i Rzymie po cichu liczą na to, że uda się sprawić niespodziankę i utrzeć nosa faworytom. Tottenham zagra w fazie grupowej Ligi Mistrzów po raz drugi z rzędu i o ile rok temu los sprzyjał Kogutom (choć i tak odpadli z UCL po jesiennym etapie zmagań), o tyle w tym sezonie nie był już tak łaskawy. Real Madryt i Borussia Dortmund to ekipy o nieprawdopodobnej sile rażenia i mało prawdopodobne, by chłopcy Mauricio Pochettino byli w stanie wyprzedzić obie te drużyny. Piłkarze Spurs, choć prezentują już wysokie umiejętności, wciąż są bardzo młodzi, więc trudno wyrokować, jak zaprezentują się danego dnia. W ostatnim tygodniu okienka transferowego właściciel klubu Daniel Levy sprezentował wprawdzie Argentyńczykowi nowych zawodników, ale póki co jedynie Serge Aurier powinien występować w podstawowym składzie.


Statystyki są jednak dla Tottenhamu bezlitosne. White Hart Lane, modernizowany obiekt Kogutów, stanowił dla rywali twierdzę nie do zdobycia. Gra na Wembley sprawia, że Alli, Kane oraz ich koledzy mają ciężkie nogi i nie potrafią pokazać pełni swoich niemałych przecież możliwości.

Na rozczarowanie muszą być przygotowani także na Stadio Olimpico. Wicemistrzowie Włoch przystępują do sezonu z nowym menedżerem na ławce. Eusebio Di Francesco osiągnął sukces z przeciętnym Sassuolo, ale pytanie, czy w Romie, gdzie presja jest nieporównywalnie większa, będzie równie skuteczny. Klub ze stolicy stracił także Wojciecha Szczęsnego, który był gwarantem pewności między słupkami. Jego zastępca Alisson Becker spisuje się jednak dobrze, czego nie można powiedzieć o całej rzymskiej defensywie. Po odejściu Antonio Rüdigera liderem tej formacji został 26-letni Kostas Manolas. Reprezentant Grecji jest solidnym stoperem, ale często będzie musiał łatać dziury w obronie, bowiem pozostała trójka w kwartecie defensywnym to nowi zawodnicy. Aleksandar Kolarov, Héctor Moreno i Rick Karsdorp będą potrzebowali czasu, by zgrać się ze sobą i skutecznie bronić dostępu do bramki.

O wiele lepiej wygląda ofensywa Giallorossich, nawet po utracie Salaha, ale w rywalizacji z Chelsea i Atlético kluczowa będzie gra w destrukcji. A w obliczu konfrontacji z takimi rywalami Edin Džeko, Patrik Schick czy Grégoire Defrel mogą nie wystarczyć do osiągnięcia promocji…


Rzymianie zajmą najpewniej trzecie miejsce w grupie, bowiem porażka z Karabachem byłaby totalną kompromitacją całego włoskiego futbolu. Warto również pamiętać, że będzie to pierwszy sezon Romy bez legendarnego kapitana, który postanowił zawiesić buty na kołku.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *