arsenal2

Dwanaście lat – tyle czekają kibice Kanonierów na tytuł mistrzowski swojej ukochanej drużyny. W tym czasie Arsenal, choć nie wypadł poza pierwszą czwórkę, nigdy nie był nawet blisko wywalczenia upragnionego trofeum. Do zespołu z północnego Londynu przylgnęła nawet łatka “4rsenalu” charakteryzująca ekipę Arsene’a Wengera jako niezdolną do osiągania wysokich celów. Po świetnym początku bieżącej kampanii na The Emirates mają jednak nadzieję, że tym razem wszystko się odmieni i nie trzeba będzie już w okolicach marca spisywać sezonu na straty. Pomóc w tym mają kapitalni dotychczas Mesut Özil i Alexis Sánchez, których przyszłość w dalszym ciągu jest jednak niepewna.

Lepszego początku sezonu sympatycy Arsenalu raczej nie mogli sobie wymarzyć. Co prawda sama inauguracja nie należała do udanych – Liverpool okazał się lepszy na Emirates Stadium wygrywając 4:3 – ale do tej pory to jedyna porażka Kanonierów obecnych rozgrywkach! Można utyskiwać, że kilka zwycięstw było szczęśliwych, ale na koniec sezonu będą się liczyć tylko punkty. Zresztą wyrachowanie to coś, czego drużynie Wengera w ostatnich latach wyraźnie brakowało. The Gunners tak mocno przyzwyczaili swoich fanów do braku sukcesów, że mogą oni mieć w tym momencie mieszane uczucia. Z jednej strony dominuje oczywiście radość, ale pojawia się również niepewność, bo trudno uwierzyć w to, że uda się Londyńczykom utrzymać obecną formę przez cały sezon. W poprzednich latach Arsenal stał się bowiem specjalistą od porażek w kluczowych momentach i nawet w zeszłym sezonie, gdy w kryzysie były niemal wszystkie ekipy z czołówki, nie udało się Kanonierom zdobyć mistrzostwa, bo lepsze okazało się niespodziewanie Leicester. Po ostatnim efektownym zwycięstwie przeciwko Łudogorcowi w Lidze Mistrzów Arsène Wenger stwierdził jednak, że teraz jego drużyna nie powtórzy już dawnych błędów.

“Ten mecz pokazał, jak jesteśmy mocni. Wygrywamy ostatnio bardzo często, więc nasza pewność siebie rośnie. Potrafimy pokonać słabsze momenty – rośniemy w siłę, więc na pewno nie można już nam zarzucić braku mentalności zwycięzców”


Podobnego zdania jest jeden z najlepszych zawodników Arsenalu w tym sezonie – Theo Walcott:

“Mecze ze Swansea i Burnley były dla nas niezwykle trudne, ale pokazaliśmy cierpliwość, co dało nam zwycięstwa. Liczę, że w tym sezonie karta się odwróci i nie stracimy dobrej formy. Cały czas stajemy się mocniejsi, ale nie patrzę na tabelę, bo w tej chwili jest ona nieważna. Z takim składem, jaki mamy, jeśli uda się uniknąć kontuzji… kto wie, może jednak wygramy Premier League?”

Jest jeszcze za wcześnie, aby wyrokować, czy obecny sezon będzie inny niż poprzednie, choć na pewno kilka pierwszych kroków zostało wykonanych. Arsenal zachwyca formą, a na ich akcje patrzy się z nieskrywaną przyjemnością. Letnie okienko było jednak na The Emirates dosyć spokojne i nie zapowiadało takiego wystrzału formy. Długo zarzucano wręcz Wengerowi bierność na rynku transferowym, bo po tym, jak dosyć wcześnie zakontraktowano Granita Xhakę, nic nowego w kwestii wzmocnień się nie działo. Francuz obudził się dopiero podczas ostatniego dnia sprowadzając Shkodrana Mustafiego i Lucasa Péreza. Zwłaszcza pozyskanie tego pierwszego wzbudziło spore zainteresowanie, bo dzięki niemu Arsenal niejako uwolnił się od niezbyt pewnych Pera Mertesackera i Gabriela. Zresztą dla Niemca zastępstwo było konieczne z powodu poważnej kontuzji kolana – na początku sezonu Wenger stawiał przecież na niedoświadczonego Roba Holdinga. Nawiasem mówiąc, robił to ku pewnemu niezadowoleniu polskich fanów, którzy liczyli, że swoją szansę w pierwszym zespole dostanie wreszcie Krystian Bielik. 18-latek musi jednak uzbroić się w cierpliwość. Na razie jest kapitanem młodzieżowej drużyny, która rozgrywała swój mecz kilka godzin wcześniej niż seniorzy i również pokonała Ludogorets w rozgrywkach UEFA Youth League (3:0) Możliwe, że w najbliższym czasie wychowanek Lecha Poznań zostanie wypożyczony.


Bardziej niż w udanych transferach przyczyny poprawy wyników Kanonierów należy upatrywać w niezwykłym wystrzale dyspozycji poszczególnych zawodników. Prym wiodą oczywiście Alexis Sánchez i Mesut Özil, ale obaj to ścisła światowa czołówka, więc ich znakomita postawa nie jest dużym zaskoczeniem. Dużo bardziej mogą natomiast dziwić wyczyny Theo Walcotta, który w tym sezonie zdobył w lidze już tyle samo goli, co w całym poprzednim! Po tym, jak Anglik zmienił pozycję z napastnika na skrzydłowego wyraźnie odżył, choć według byłego obrońcy Kanonierów Martina Keowna nie jest to jedyne podłoże świetnych występów wychowanka Southampton.

“Walcott widzi teraz siebie jako skrzydłowego, a wcześniej niepotrzebnie szukał szczęścia w ataku. Jego forma wzrosła jednak nie tylko ze względu na zmianę pozycji. On zupełnie zmienił swoje podejście – uwierzył wreszcie w swoje umiejętności. Do tej pory Arsenal miał właściwie połowę piłkarza, bo Walcott mało angażował się w defensywę. Teraz pracuje na całym boisku”

W takiej formie 27-latek nie powinien mieć również kłopotów z miejscem w składzie reprezentacji, gdzie do tej pory układało mu się różnie. Jego bilans 8 bramek w 46 spotkaniach zdecydowanie nie rzuca na kolana, a według większości angielskich kibiców Theo nadal nie zaprezentował w kadrze Trzech Lwów pełni talentu. Odkąd drużynę narodową tymczasowo przejął Gareth Southgate, Walcott dwukrotnie zagrał w pierwszym składzie, lecz zawsze był zmieniany. Być może jednak w listopadowych meczach ze Szkocją i Hiszpanią karta się odwróci, zwłaszcza jeśli uda mu się przełożyć aktualną dyspozycję z Arsenalu.

walcott

Jedną z bramek w meczu przeciwko Łudogorcowi zdobył również Alex Oxlade-Chamberlain, czyli zawodnik o podobnej charakterystyce do Walcotta. Odkąd w 2011 trafił do Arsenalu, zdążył pokazać, że ma spory potencjał, jednak nadal nie jest w stanie wywalczyć sobie stałego miejsca w podstawowej jedenastce. Doszło nawet do tego, że w tym sezonie częściej gra nieopierzony Alex Iwobi, co budzi u Chamberlaina jeszcze większą frustrację. Wychowanek Świętych zaczął więc przebąkiwać o odejściu z klubu, jednak Wenger podkreśla, że nadal mocno na niego liczy. Być może udany występ przeciwko Bułgarom w Champions League pozwoli mu jeszcze mocniej uwierzyć w swoje możliwości.

“Oceniam go bardzo wysoko i nie chciałbym, żeby odszedł. Moim zdaniem jego miejsce jest w Arsenalu, więc liczę, że do końca sezonu uda mu się ustabilizować swoją pozycję. Na pewno ma wielkie możliwości. Według mnie pracuje na treningach tak samo jak Walcott, jednak nadal czeka na swoją nagrodę”

Okazuje się, że nie tylko skrzydłowy może narzekać na małą liczbę występów. Na pierwszy plan wysuwa się zwłaszcza podstawowy do niedawna napastnik Kanonierów Olivier Giroud. Francuz ma za sobą dosyć burzliwy początek nowych rozgrywek zdominowany przez kontuzję oraz długi odpoczynek po EURO 2016. Wejścia w sezon na pewno nie ułatwiła mu również czerwona kartka, jaką otrzymał po wejściu z ławki w meczu Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain. Efektem wszystkich tych zawirowań jest brak choćby jednego występu w wyjściowym składzie od początku sezonu! Kariera Girouda znalazła się więc na poważnym zakręcie, jednak menedżer Arsenalu nie przekreśla swojego rodaka.

“Nadal jest ważnym członkiem zespołu. Nie zapominajmy, że drużyna to nie tylko wyjściowa jedenastka. Na pewno Olivier jeszcze nam się przyda w tym sezonie. Teraz mamy październik, ale nie sposób przewidzieć, co będzie w grudniu. Jego sytuacja może być wtedy zupełnie inna”Arsène Wenger

Wydaje się jednak, że były gracz Montpellier zbyt prędko do składu nie wróci, szczególnie że świetną formą imponuje Alexis Sánchez, który zastąpił go na szpicy. Chilijczyk zachwyca skutecznością i bierze udział w niemal każdej bramkowej akcji The Gunners. To zawodnik klasy światowej, podobnie jak grający nieco za nim Mesut Özil. W starciu z Łudogorcem Niemiec ustrzelił hat-trick, czym wpisał się na karty historii Arsenalu. To dopiero piąty zawodnik Kanonierów, któremu udało się dokonać tej sztuki w meczu Ligi Mistrzów – przed nim byli tylko Thierry Henry, Danny Welbeck, Nicklas Bendtner i wspomniany wcześniej Giroud.

Sánchez i Özil są kluczowymi postaciami w układance Wengera i nie ma wątpliwości, że bez nich drużyna nie miałaby na koncie tylu goli. Pod względem skuteczności Londyńczycy są teraz najlepsi w lidze, bo do spółki z Manchesterem City zaaplikowali rywalom aż 19 bramek. Dlatego niepokojącą wiadomość dla fanów The Gunners stanowi fakt, że kontrakt obu kreatywnych piłkarzy obowiązuje tylko do końca przyszłego sezonu. Nic więc dziwnego, że klubowi działacze już teraz myślą o przedłużeniu umów, choć okazuje się, że wcale nie będzie to łatwe. Niemiec i Chilijczyk zarabiają najwięcej w drużynie – w przypadku tego pierwszego jest to 140 tys. £ tygodniowo, zaś popularny “Niño Maravilla” inkasuje tylko dziesięć tysięcy mniej. Mimo tego, według doniesień brytyjskiej prasy, gwiazdorzy Arsenalu chcieliby być opłacani jeszcze sowiciej – mówi się nawet o tygodniówkach na poziomie 250 tysięcy! Wiele będzie także zależeć od występów Kanonierów w tym sezonie. Jeśli nie utrzymają formy i znów zakończą rozgrywki bez znaczącego trofeum, dla zawodników takiej klasy może się zrobić w północnym Londynie po prostu zbyt duszno. Özil i Sánchez są spragnieni sukcesów, a najbliższe miesiące dadzą odpowiedź na pytanie, czy są w stanie spełnić swoje ambicje na Emirates Stadium.

“Arsenal musi rozbić bank, jeśli chce ich zatrzymać. Są najlepsi w drużynie, więc powinni zarabiać godnie. Ich wpływ na zespół jest ogromny, zasługują więc na wysokie pensje. Muszą zostać na Emirates, jeśli klub chce osiągać sukcesy”David Seaman, były bramkarz Arsenalu

Ten sezon wydaje się być więc sądnym dla The Gunners. W przyszłym roku drużyna może już bowiem wyglądać zupełnie inaczej. Nadal nie wiadomo także, jaka będzie przyszłość Arsène’a Wengera. Francuz niedawno świętował 20-lecie pracy w Arsenalu, ale coraz częściej donosi się o jego możliwym odejściu. Po sezonie 67-letni szkoleniowiec miałby przejąć reprezentację Anglii, gdzie również czekałaby go trudna misja. Oprócz menedżera, odejść może także Héctor Bellerín, którego do transferu namawia były klub – Barcelona. Prawy obrońca jest w tym sezonie w kapitalnej formie, a wielu widzi w nim godnego sukcesora Daniego Alvesa. Możliwy jest zatem podobny scenariusz, jak w przypadku Cesca Fàbregasa, który również po latach gry w barwach Kanonierów wrócił do macierzystego klubu. Santi Cazorla nie ma wątpliwości, że Londyńczycy powinni zrobić wszystko, aby zatrzymać jego rodaka.

“Nic dziwnego, że interesują się nim największe kluby. Przeciwko Swansea mogliśmy zobaczyć, jak świetnym jest piłkarzem. Ma niespożyte siły i biega od jednego pola karnego do drugiego. Przed Héctorem wielka przyszłość, więc Arsenal nie powinien go sprzedawać. Bez niego będzie znacznie trudniej o sukcesy. On może stać się najlepszym prawym obrońcą świata!”

“Chwilo trwaj!” – z pewnością takie myśli rodzą się teraz w głowach fanów The Gunners. Kadra Arsenalu jest niezwykle mocna, dlatego można mieć nadzieję, że wreszcie przyszedł moment na osiągnięcie wielkiego sukcesu. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Drużyna wreszcie znalazła odpowiedni balans, a doświadczenia z poprzednich lat muszą zaprocentować. Pociąg o nazwie ‘Arsenal’ w obecnym składzie dojeżdża powoli do ostatniej stacji i aby nie zostać zapamiętanym wyłącznie z wielkich porażek, musi wykorzystać trwającą kampanię do maksimum. Wszystko w nogach i głowach piłkarzy, więc najbliższe tygodnie na The Emirates zapowiadają się frapująco.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *