spurscitywin_getty

Siedem meczów bez wygranej to w każdym klubie walczącym o najwyższe cele powód do zmartwień i wątpliwości. Nie inaczej jest w przypadku Tottenhamu, który dodatkowo remisem z Bayerem Leverkusen w Champions League przedłużył inną niekorzystną passę sześciu spotkań bez zwycięstwa na Wembley. Przed niedzielną potyczką w derbach północnego Londynu wszyscy w obozie Mauricio Pochettino odcinali się od ostatnich wyników i zapowiadali, że na twarzach fanów z White Hart Lane ponownie zagości uśmiech. I choć na Emirates Stadium udało się Kogutom uniknąć pierwszej ligowej porażki w tym sezonie, sytuacja w klubie daleka jest od wymarzonej.

Trudno było o lepszy moment na przełamanie niż wyjazdowa rywalizacja z Arsenalem. Spurs nie wygrali na stadionie lokalnego rywala od niemal sześciu lat – ta pechowa liczba po raz kolejny przewija się podczas wymieniania niechlubnych statystyk Tottenhamu. Ekipa Mauricio Pochettino przystępowała do niedzielnej rywalizacji w nie najlepszych nastrojach po porażce w Lidze Mistrzów z Bayerem. Przebieg środowego spotkania tylko potwierdził, że Londyńczykom nadal sporo brakuje do czołowych ekip Starego Kontynentu, a wyczekiwana długo Champions League jest na razie dla sympatyków Kogutów bardziej powodem do frustracji niż radości. Wyraźnie widoczny był brak kontuzjowanego Harry’ego Kane’a, który w minionym sezonie był przecież królem strzelców Premier League. Nieobecność snajpera reprezentacji Anglii to jednak tylko wierzchołek góry lodowej problemów, których w ostatnim czasie nagromadziło się w Tottenhamie bardzo wiele.

“Jest mi bardzo przykro z powodu fanów, przyszło ich tutaj mnóstwo. Przegraliśmy już drugi mecz u siebie, choć mieliśmy dużo sytuacji. Nie jesteśmy jednak maszynami. Nie zawsze jest tak, że uda się te okazje wykorzystać. W Lidze Mistrzów nie idzie nam dobrze, ale już patrzymy w przyszłość i chcemy pokonać Arsenal”Son Heung-Min po porażce z Bayerem Leverkusen

Wypada zacząć od tematu, który już od kilku lat przewija się w kontekście Kogutów. Wśród kibiców wciąż żywe są wspomnienia z letniego okna transferowego 2013, gdy po wielomilionowym odejściu Garetha Bale’a do Realu Madryt pieniądze z tej transakcji zostały w większości wyrzucone w błoto. Tacy gracze jak Étienne Capoue, Paulinho czy Roberto Soldado nie zrobili wielkiej kariery na White Hart Lane, a teraz w ich ślady idą piłkarze pozyskani przed obecnym sezonem. Jednym z nich jest chociażby Moussa Sissoko – najdroższy tegoroczny zakup Tottenhamu, za którego zapłacono aż 30 mln £. Do tej pory Francuz oddał w lidze zaledwie jeden (!) celny strzał, ale skuteczniejszy był za to, gdy uderzył łokciem w twarz zawodnika Bournemouth Harry’ego Artera. FA ukarała za ten wybryk byłego gracza Newcastle trzema meczami kary, przez co zabrakło go w niedzielnym hicie na The Emirates.


Poza Sissoko, przed obecnym sezonem na White Hart Lane sprowadzono jeszcze Georgesa-Kevina N’Koudou, Vincenta Janssena oraz Victora Wanyamę. Właściwie jedynie do tego ostatniego nie można mieć większych pretensji. Kenijczyk, który w przeszłości współpracował z Pochettino w Southampton FC, od razu wskoczył do wyjściowego składu i zbiera niezłe recenzje. Jak przyznaje były zawodnik Celticu, to właśnie zasługa argentyńskiego menedżera, że częściej potrafi wznieść się na wyżyny swoich możliwości.

“Pochettino odegrał dużą rolę w moim przyjściu tutaj. Miałem kilka opcji, ale chciałem trafić właśnie do Tottenhamu, bo wiem, że on [trener – red.] potrafi rozwijać zawodników. Bardzo dużo z nami rozmawia, jest pogodnym człowiekiem zarówno na boisku, jak i poza nim, a przy tym autorytetem, który świetnie rozumie futbol”Victor Wanyama

Stabilnej pozycji w składzie i niezłej formy mogą Wanyamie pozazdrościć Janssen i N’Koudou. Pierwszy przychodził z łatką króla strzelców holenderskiej Eredivisie, a tymczasem pod nieobecność Kane’a nawet nie próbuje go zastąpić. Jedyne bramki na Wyspach 22-latek zdobywał do tej pory wyłącznie dzięki skutecznie egzekwowanym rzutom karnym. Janssen zdecydowanie zatracił strzelecki instynkt, którym imponował w Holandii, więc nie powinno dziwić to, że w tym sezonie jedynie osiem razy wychodził w podstawowej jedenastce. Jeszcze mniejszym zaufaniem Pochettino darzy pozyskanego za niemal 10 mln £ N’Koudou. Były gracz Marsylii zagrał od pierwszej minuty na Anfield przeciwko Liverpoolowi i… to by było na tyle.

Słabe transfery to jednak nie jedyny powód do zmartwień dla szkoleniowca Kogutów. W tym przypadku Argentyńczyk częściowo może mieć pretensje do siebie, ale co ma zrobić, gdy najlepszych zawodników dopada plaga kontuzji? O braku Kane’a i jego wpływie na zespół nie trzeba się specjalnie rozpisywać – wystarczy popatrzeć na statystyki. Co prawda, początek obecnego sezonu nie był dla 23-latka przesadnie udany, ale nawet wówczas udało mu się zdobyć dwa gole i widać było, że z każdym meczem jego forma zwyżkuje. Znakomitą informacją dla MP jest zatem efektowny powrót do składu angielskiego snajpera, który wyrównał stan rywalizacji z Arsenalem skutecznie egzekwując rzut karny. Do pełnej sprawności fizycznej Kane powinien wrócić podczas nadchodzącej przerwy na mecze reprezentacji.


Bardziej niż Janssen główną strzelbę Tottenhamu z początku próbował zastąpić Son Heung-Min, który został nawet wybrany najlepszym piłkarzem września w Premier League. Koreańczyk z czasem przestał jednak odpalać takie fajerwerki, jak choćby podczas meczów z Middlesbrough czy CSKA Moskwa w Lidze Mistrzów, gdy jego gole dawały Kogutom zwycięstwa.


Oprócz kontuzji Anglika, plany Pochettino pokrzyżował również uraz Toby’ego Alderweirelda, który ma być dostępny dopiero za dwa tygodnie. Przesunięty w jego miejsce do defensywy Eric Dier nie daje zespołowi takiej pewności jak Belg. Dość powiedzieć, że z Alderweireldem w składzie Tottenham wygrywa ponad połowę meczów, natomiast bez niego – poniżej trzydziestu procent. Mimo wszystko, defensywa Spurs nie jest jednak formacją, co do której można mieć duże pretensje. Piłkarze z White Hart Lane dali sobie wbić w tym sezonie w lidze zaledwie sześć goli – to zdecydowanie najlepszy wynik w Premier League. Na pewno jednak obecność reprezentanta Czerwonych Diabłów zwiększała pole rażenia w ofensywie. Alderweireld znany jest bowiem z tego, że potrafi odnaleźć się w polu karnym przy rzutach rożnych i wolnych – właśnie w ten sposób zdobył już w bieżącej kampanii LM bramkę z Monaco.

Mała liczba straconych goli nie może jednak przesłonić tego, że są one tracone w bardzo podobny sposób, a Tottenham dopuszcza przeciwników do sporej liczby sytuacji. Często tylko dobra postawa bramkarza Hugo Llorisa – czy w przypadku pucharowego meczu z Liverpoolem, Michela Vorma – doprowadzała do tego, że na koncie rywali nie pojawiało się więcej trafień. Drużynie Pochettino wyraźnie brakuje koncentracji, bowiem można ją zaskoczyć z pozoru w prosty sposób. Zbliżająca się przerwa reprezentacyjna to niezwykle korzystna wiadomość dla Argentyńczyka. 44-letni menedżer będzie musiał ją wykorzystać w stu procentach i mocno popracować, aby jego obrońcy nie gubili krycia tak łatwo, jak miało to miejsce w ostatnich tygodniach.

“W Lidze Mistrzów musimy wygrać dwa pozostałe mecze i liczyć na cud – tylko wtedy wyjdziemy z grupy. Nasz występ przeciwko Bayerowi był fatalny – nie poznawałem swojej drużyny. Zazwyczaj byliśmy agresywni, a jednocześnie spokojnie radziliśmy sobie z pressingiem rywala. Musimy szybko nauczyć się gry w Champions League, bo ciężko na to pracowaliśmy cały poprzedni rok, aby w niej zagrać. Nie może być tak, że wypada dwóch-trzech najlepszych piłkarzy i już nie potrafimy grać w piłkę”Hugo Lloris

Gdyby doszukiwać się przykładów graczy, którzy są idealnym uosobieniem kiepskiej formy Tottenhamu, można by wskazać na Christiana Eriksena i Moussę Dembélé. Obaj w zeszłym sezonie stanowili o sile zespołu, a teraz są cieniem samych siebie. Duńczyk nadal pozostaje bez gola w lidze, a liczba trzech asyst również nie powala na kolana. Od kilku tygodni kreatywny pomocnik sprawia wrażenie jakby dopiero niedawno dołączył do zespołu i zupełnie nie rozumiał się z kolegami. Eriksen nie potrafi odnaleźć swojego miejsca na boisku, przez co nie jest w stanie nadawać rytmu grze, a właśnie z tego do tej pory słynął. Z kolei Dembélé notuje znacznie mniej odbiorów, a na dodatek w mecz przeciwko Leverkusen zakończył z urazem kostki.

Mówienie o kryzysie w Tottenhamie byłoby pewnym nadużyciem, aczkolwiek ekipę Pochettino dopadła wyraźna zadyszka. Nadal jednak wszystko w rękach Kogutów. Sytuacja zarówno w lidze, jak i Lidze Mistrzów nie jest jeszcze tragiczna. W Premier League Londyńczycy wciąż nie zaznali jeszcze goryczy porażki, a mierzyli się już przecież z Manchesterem City, Liverpoolem, Evertonem czy Arsenalem. Argentyński menedżer Spurs zdążył już udowodnić, że szybko się uczy, ale teraz staje przed najtrudniejszym wyzwaniem podczas swojej kariery na Wyspach. Odkąd Pochettino przybył do Anglii, jeszcze nigdy nie zanotował tak długiej serii meczów bez wygranej. Jeśli wyciągnie z niej odpowiednie wnioski, już niedługo nikt nie będzie o tym pamiętał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *