Calendario-Serie-A-2016-2017 (Kopiowanie)

Sezon 2016/17 w Europie wkracza w decydującą fazę. Marzec i kwiecień to miesiące kluczowe do tego, by jedne drużyny mogły się cieszyć z trofeów, a inne ocierać krew, pot i łzy po przegranej batalii. Pora zatem przyjrzeć się, z kim i kiedy najlepsze ekipy we Włoszech zagrają o swoje cele.

Na wstępie zaznaczmy, że nie skupiamy się na szansach poszczególnych drużyn w walce o utrzymanie. Trójka, która znajduje się obecnie w strefie spadkowej odstaje od reszty stawki tak wyraźnie, że musiałby wydarzyć się cud, żeby któraś z tych jedenastek pozostała w Serie A na przyszły sezon. Tutaj sprawę stawiamy – spadną Palermo, Crotone oraz Pescara. Może niekoniecznie w tej kolejności, ale to już większego znaczenia mieć nie będzie. Chwytamy się zatem szczytu i przyglądamy najlepszym ekipom na Półwyspie Apenińskim.

Juventus Turyn. Na 95% będzie to przyszły mistrz kraju. Co prawda w bieżącym campionato Stara Dama doznała kilku obrażeń (porażki w Mediolanie czy Genui), ale ponieważ jeszcze ani razu nie zremisowała, nie rozmienia na drobne swojego dorobku. Obrońcom tytułu nie zdarza się przeplatać wygranych podziałem punktów – Bianconeri są do bólu bezkompromisowi: albo zwyciężają, albo (bardzo rzadko) przegrywają. Dwanaście kolejek przed końcem Turyńczycy mają siedem punktów przewagi nad drugą Romą i ciężko uwierzyć, aby mogli tę zaliczkę stracić. Trzeba jednak zwrócić uwagę na pewien szczegół w terminarzu: Max Allegri i jego ludzie będą jeszcze gościli zarówno w Neapolu, jak i stolicy Włoch grając przeciwko Romie. Ponieważ wszystkie porażki Juventus poniósł właśnie w delegacjach, nie jest wykluczone, że polegnie jeszcze dwa razy.


Z drugiej strony jednak, to będą jedyni dwaj mocni ligowi oponenci Juve do końca sezonu. Co prawda niedługo do stolicy Piemontu przyjeżdża Milan, ale gospodarze z J Stadium uczynili taką twierdzę, że ciężko się spodziewać, by dali Rossonerim wywieźć choćby oczko. Rywale mogą upatrywać swoich szans w zaangażowaniu czempiona Italii w Ligę Mistrzów, ale kadra Starej Damy jest na tyle szeroka, że nie przewidujemy nagłego załamania formy na krajowym podwórku.

Pisząc rywale chyba trochę się rozpędziliśmy, bo aktualni obrońcy tytułu mają tak naprawdę tylko jednego kontrkandydata do lauru na koniec rozgrywek – Romę. Rzymianie nie mogą jednak skupiać się tylko na lidze – podobnie jak Juventus, grają także w Pucharze Włoch i na arenie międzynarodowej. Luciano Spalletti nie zamierza lekceważyć Ligi Europy, bo wygrywając te rozgrywki na stałe zapisałby się w historii klubu, który tylko raz zwyciężał w rywalizacji na Starym Kontynencie – jeszcze w Pucharze Miast Targowych. Dodatkowo ewentualny triumf w Sztokholmie niesie za sobą także nagrodę w postaci miejsca w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. To może okazać się ważne, jeśli Giallorossi dadzą się na koniec wyprzedzić w lidze Napoli i stracą drugą lokatę. Czy będzie to możliwe? Sporo dowiemy się w sobotnie popołudnie, kiedy obie ekipy zmierzą się na Stadio Olimpico. Triumf gospodarzy pozwoli im zwiększyć przewagę nad Neapolitańczykami do ośmiu punktów, co będzie raczej nie do roztrwonienia.

Źródło: Who Scored
Źródło: Who Scored

Kalendarz ligowy dla Francesco Tottiego i spółki także wygląda obiecująco. Po meczu z wicemistrzem, aż do połowy kwietnia, kiedy podejmą Atalantę, Lupi nie będą mierzyć się z ligową czołówką, więc nadarzy się okazja, aby wyśrubować dorobek punktowy. Następnie stołeczni udadzą się do Pescary, a już na przełomie kwietnia i maja rozegrają istny maraton: Lazio, Milan i Juventus. Jeśli do tego czasu Roma będzie punktować tak, jak ostatnio, to w konfrontacji z tymi rywalami nie będzie musiała oglądać się za siebie, a być może będzie mogła nawet liczyć na to, że pojedynek z Juve okaże się decydujący w kontekście Scudetto. Wiele też zależeć będzie od tego, jak potoczy się przygoda Giallorossich w Europa League. Jeśli wyeliminują mocny Olympique Lyon, apetyt na europejski skalp z pewnością dodatkowo wzrośnie.

Na to liczyć powinno Napoli, które po wynikach pierwszych spotkań, tak w Champions League, jak i Pucharze Włoch (porażki na wyjazdach 1:3 – przyp. red.), raczej może skupić się tylko na Serie A. A w lidze już w najbliższą sobotę czeka Azzurrich wspomniany mecz sezonu w Rzymie. Potem dwa pojedynki ze słabeuszami (Crotone i Empoli), a na początku kwietnia starcia kolejno: z Juventusem na San Paolo i z Lazio na wyjeździe. Pod koniec tego miesiąca nastąpi również newralgiczny moment, bo dwa mecze z rzędu w delegacjach: z zawsze wymagającym Sassuolo oraz na Guiseppe Meazza z Interem. W ostatnich kolejkach Partenopenei także powinni mieć się na baczności, bo przyjdzie im grać na Stadio Olimpico Grande Torino oraz na Marassi z Sampdorią. Niemniej, jeśli do tego czasu będą seryjnie wygrywać, to te dwa mecze powinny okazać się tylko przystankami. Nie zakładamy jednak, by klub Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego miał się dać wyprzedzić na finiszu komuś z dwójki Atalanta – Inter.

La Dea zdobyła ostatnio Neapol, ale wciąż ma trzy punkty miej w dorobku niż niedawni rywale z Kampanii, a czekają ją jeszcze wyjazdy na Inter, Romę oraz mecze u siebie z Juventusem i Milanem. Ciężko się spodziewać, by rewelacja tego sezonu Serie A przeszła przez te sprawdziany bez strat. Już w najbliższą niedzielę formę drużyny z Bergamo sprawdzi Fiorentina. I chociaż Viola zawodzi w tych rozgrywkach na całej linii, potrafi być niewygodnym rywalem dla każdego.

W cieniu świetnych rezultatów Atalanty i spektakularnego odrodzenia Interu, bardzo solidnie punktuje piąte obecnie Lazio. Biancocelesti wciąż mają chrapkę na Puchar Włoch, ale także w lidze nie chcą niczego zostawić przypadkowi. Najbliższe cztery kolejki to okazje do hurtowego zbierania punktów, nawet pomimo aż trzech gier w delegacjach (Bologna, Cagliari, Sassuolo). U siebie stołeczne Orły podejmą za to Torino i w tym układzie to dla nich świetna wiadomość – zdecydowanie lepiej bowiem zagrać na Stadio Renato Dall’Ara niż podejmować Bolończyków, a jechać do Turynu. Po tych konfrontacjach ekipę Simone Inzaghiego czeka być może spotkanie prawdy. Jeśli Biancazzurri wywalczą komplet punktów, a Napoli potknie się raz czy drugi, to ich wspólna kwietniowa batalia na Stadio Olimpico może urosnąć do rangi “meczu o Ligę Mistrzów”. Lazio traci do najniższego stopnia podium tylko cztery oczka, więc za lekko ponad miesiąc mogą nas czekać ogromne emocje. Końcówka rozgrywek jest jednak dla Rzymian bardzo wymagająca. W ostatnich pięciu kolejkach przyjdzie im stawać w szranki m.in. z Romą, Fiorentiną na Artemio Franchi oraz u siebie z Interem. Jeśli więc Aquile marzą o Champions League, miejsca na pomyłki w ich kalendarzu praktycznie nie ma.

Dwa punkty za Lazio i jednocześnie za strefą oznaczającą kwalifikację do europejskich pucharów jest aktualnie Inter. Oczywiście nie można wykluczyć również takiego scenariusza, że na koniec tegorocznego campionato ta pozycja da nagrodę w postaci awansu do Ligi Europy, wszak w półfinałach Pucharu Włoch rywalizują zespoły z miejsca pierwszego, drugiego, trzeciego i piątego. Jeśli zatem Lazio nie wypadnie poza pierwszą piątkę, to szósty w tej chwili Inter będzie grał w Europie. Scenariusz bardzo prawdopodobny, ale na pewno Mauro Icardi i spółka woleliby samodzielnie zapewnić sobie miejsce w rozgrywkach kontynentalnych. Przed startem rundy rewanżowej wszyscy w niebieskiej części Mediolanu mówili o marginesie błędu wynoszącym 10 punktów – tyle Nerazzurri mogli stracić, aby marzyć o podium. Po niedzielnej porażce z Romą z tej poduszki bezpieczeństwa ubyło już sześć oczek, więc miejsca na wpadki Inter praktycznie nie ma.

A z kim Il Biscione mogą jeszcze stracić punkty? Za dwa tygodnie podejmą Atalantę, a potem czeka ich podróż do stolicy Piemontu, by zagrać z Torino. 15 kwietnia mecz sezonu, czyli Derby della Madonnina, a zaraz po nich wyjazd do Florencji i starcie w domu z Napoli. Do tego w przedostatniej kolejce podróż na Lazio. Terminarz naszpikowany pułapkami jak chyba żaden inny w lidze. Z dwunastu pozostałych kolejek aż połowa to swoiste przeciąganie linii z groźnymi rywalami bądź na niewygodnych terenach. Łacińskie przysłowie głosi: per aspera ad astra, czyli “przez trudy do gwiazd”. Nagroda za to może być bardzo okazała…

AC Milan to ostatni z liczących się w walce o Europę włoskich klubów. Mediolańczycy zdobyli 47 punktów – cztery mniej niż czwarta Atalanta. Pozostająca za ich plecami Fiorentina do Rossonerich traci już sześć oczek. Nad rzeką Arno powinni więc skupić się na pozostawieniu po sobie jak najlepszego wrażenia i obmyślić plan na następny sezon. Wracając jednak do Milanu, ten jedno z ważniejszych starć ma już za sobą. Dwa tygodnie temu w spotkaniu o zachowanie szans na LE Il Diavolo odprawili właśnie Violę i dlatego Vincenzo Montella wciąż może przeglądać plany bitew, jakie nakreślił na najbliższe tygodnie. Już 10 marca jedna z najtrudniejszych – Juventus na wyjeździe. Większość zespołów porażkę w stolicy Piemontu „wrzuca w koszty”, ale w obecnej sytuacji Milan będzie musiał zrobić wszystko, by wrócić z Turynu z jakąkolwiek zdobyczą. Niemal dokładnie miesiąc później odbędą się przywoływane już derby Mediolanu (dokładnie 15 kwietnia 2017). W międzyczasie ulubieńcy Silvio Berlusconiego będą mieli okazję do łatwych zdobyczy mierząc się kolejno: z Genoą, Pescarą i Palermo, a jedyny wyjazd zaliczą nad Adriatyk. Po starciu z Interem znów moment na łowy (bądź lizanie ran) – Empoli i Crotone, a 7 maja ważny pojedynek z Romą. Trzeba jednak przyznać, że Suso i spółka mają najbardziej zrównoważony terminarz z całej czołówki – wielkie mecze oddalone od siebie o około miesiąc i przedzielone w dodatku spotkaniami, w których teoretycznie o punkty powinno być dużo łatwiej. Właśnie z tego względu nie przekreślamy szans Czerwono-Czarnych na wyprzedzenie więcej niż jednego rywala w stawce, nawet pomimo istotnych strat, jakie mają do odrobienia.

Ciężko wyrokować, jak ułoży się tabela Serie A na koniec rozgrywek, bowiem niewielu rzeczy możemy być pewni. Trzeba oczywiście zakładać tytuł dla Juventusu, a w najczarniejszym scenariuszu – spadek Bianconerich tylko o jedną pozycję. Roma powinna zakończyć zmagania na podium, ale czy Napoli utrzyma trzecie miejsce? Czy któryś z mediolańskich gigantów wskoczy do strefy pucharowej? Multum scenariuszy jest możliwych, łącznie z medalami na szyjach graczy Atalanty. Walka o czołowe lokaty w Italii z pewnością będzie pasjonująca do ostatniego gwizdka ostatniej kolejki!

Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *