DfwfUyVXUAECNV6

Za nami pierwszy pełny dzień rywalizacji na Mistrzostwach Świata w Rosji. Po niezbyt ekskluzywnych przystawkach, które zafundowali piłkarze Egiptu i Urugwaju oraz Iranu i Maroko, danie główne zaspokoiło nawet najbardziej wrażliwe mundialowe podniebienia. Cierpliwość kibiców została nagrodzona poważnym kandydatem do najlepszego meczu turnieju, a bohaterem wieczoru został Cristiano Ronaldo. Kapitan aktualnych mistrzów Europy zupełnie nie przejął się wyrokiem hiszpańskiego sądu i trzema bramki w zasadzie postawił pieczęć na kolejnej “Złotej Piłce”.

Egipskie ciemności

Po wczorajszym otwarciu XXI Mistrzostw Świata i bardzo jednostronnym pojedynku Rosji z Arabią Saudyjską, kibice futbolu na całym globie wyczekiwali na pierwsze piątkowe spotkanie, w którym naprzeciw siebie miały stanąć reprezentacje Egiptu i Urugwaju. Pojedynek odbywał się na zbudowanym w bardzo osobliwym stylu architektonicznym stadionie w Jekaterynburgu, na którym obie trybuny za bramkami znajdują się… poza stadionem. Widok na murawę kiepski, a i sama arena przez to rozwiązanie wygląda co najmniej dziwacznie. Dla Rosjan liczyło się jednak tylko to, że dzięki temu spełnią wymagania FIFA odnośnie pojemności obiektu. Takie rozwiązanie nie tylko nie wygląda zbyt interesującą, ale i bezpiecznie.


Sam mecz mocno rozczarował. Urugwaj co prawda przeważał, ale miał ogromne problemy z rozgrywaniem piłki i przebijaniem się przez szczelnie ustawioną defensywę drużyny z północnej Afryki. Grająca bez swojej największej gwiazdy ekipa Héctora Cúpera postawiła na kontratak i kilka razy pojawiała się w polu karnym popularnych La Celeste, jednak żaden strzał nie mógł sprawić większych problemów Fernando Muslerze.

Minuty mijały, a przewaga przybyszów z Ameryki Południowej była coraz większa. Wreszcie nadeszła ostatnia akcja regulaminowego czasu gry i wrzutka z prawej strony boiska, po której José María Giménez przeskoczył dwóch (!) zawodników Egiptu i wpakował piłkę do siatki. Poruszający się o kulach selekcjoner Óscar Tabárez omal nie wywinął orła z radości, bo bramka ta zapewniła jego reprezentacji niezwykle ważne zwycięstwo. Nie mniejsza euforia zapanowała także wśród rodaków.




Świat obiegło również smutne zdjęcie “Momo” Salaha, który niemal we łzach oglądał przy linii bocznej szaloną radość pierwszych w historii mistrzów świata. Ostatnie tygodnie dla gwiazdy Liverpoolu są doprawdy ciężkie…


Egipt dalej czeka więc na pierwsze mundialowe zwycięstwo w historii. Być może takowe przyjdzie już za parę dni, gdy Faraonowie zmierzą się z Arabią Saudyjską. Na koniec warto podkreślić, że świetnie miedzy słupkami spisał się Mohamed El Shenawy, a to właśnie obsada bramki miała być pięta achillesową drużyny Cupera. 29-latek grający na co dzień w rodzimej lidze poradził sobie jednak wyśmienicie, wygrywając między innymi pojedynek sam na sam z Luisem Suárezem. W pierwszym składzie Egiptu nie wyszedł natomiast 45-letni Essam El Hadary, który ma szansę stać się najstarszym zawodnikiem, jaki kiedykolwiek zagrał na mistrzostwach świata.




Irańska fantazja

Trzeba przyznać, ze w ostatnich latach piłka nożna w kraju Persów niesamowicie rozwinęła się. Sardar Azmoun uważany jest za irańskiego Messiego, Alireza Jahanbakhsh to tegoroczny król strzelców Eredevisie, który jest o krok od transferu do Premier League, a Karim Ansarifard był w tym sezonie najlepszym snajperem greckiego Olympiakosu. Ofensywa zespołu dowodzonego przez Carlosa Queiroza mogła imponować, ale wiele znaków pytania stawiano przy zgraniu drużyny i szczególnie na początku starcia z Marokiem ten element futbolowego rzemiosła nie funkcjonował należycie. Irańczycy często grali niedokładnie, a w niektórych sytuacjach nawet zderzali się ze sobą!

Nieco bardziej uporządkowany futbol grała ekipa Hervé Renarda. Gdyby tylko Maroko trafiło do trochę łatwiejszej grupy, mogłoby sporo namieszać na rosyjskim turnieju. To drużyna ze strefy CAF była aktywniejsza i nastawiona bardziej ofensywnie, ale często nadziewała się na kontrataki. Po jednym z nich Sardar Azmoun znalazł się w sytuacji sam na sam, ale przy uderzeniu poślizgnął się i trafił piłką prosto w bramkarza. Pierwsza połowa meczu rozgrywanego w Sankt Petersburgu była zdecydowanie najlepsza ze wszystkich dotychczasowych na tegorocznym czempionacie. W drugiej odsłonie gra stała się jednak “szarpana” – było więcej przerw w grze, a zawodnicy sprawiali wrażenie wyraźnie zmęczonych.


Podobnie jak w pierwszym dzisiejszym pojedynku, o wyniku przesądziły ostatnie sekundy, gdy do siatki trafił Aziz Bouhaddouz. Problem w tym, że skierował futbolówkę… do własnej bramki. To dopiero trzeci taki przypadek w historii mundialu, w którym gol samobójczy zadecydował o wygranej.



Maroko znalazło się tym samym w niezwykle ciężkiej sytuacji, zaś Persowie mają spore szanse na dużą niespodziankę. Urwanie punktów Hiszpanom albo Portugalii może sprawić, że ekipa Queiroza zamelduje się w fazie pucharowej. Co również warte odnotowania, było to pierwsze zwycięstwo Iranu na Mistrzostwach Świata od 20 lat!


Doliczony czas zwycięstwa

Za nami zaledwie cztery mundialowe rywalizacje, a w aż trzech z nich padały gole w samej końcówce. W czwartek Rosjanie w doliczonym czasie gry pozbawili Arabię Saudyjską złudzeń, a trafienia Cherysheva i Golovina były ozdobą meczu otwarcia.


W piątkowe popołudnie Giménez zdobył bramkę w okolicach 90. minuty, a w czwartej minucie doliczonego czasu gry w drugiej rywalizacji samobójcze trafienie zaliczył Bouhaddouz. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo w fazie pucharowej, skoro już pierwsze grupowe pojedynki przynoszą tyle emocji.




Droga Nacho od zera do bohatera

Defensor Realu Madryt zastępujący w wyjściowym składzie reprezentacji Hiszpanii swojego klubowego kolegę Daniego Carvajala, przeżył w piątkowy wieczór prawdziwą huśtawkę nastrojów. Już na początku rywalizacji sprokurował rzut karny, który bezbłędnie wykorzystał Cristiano Ronaldo.


W drugiej połowie wychowanek Królewskich w pełni zrehabilitował się za chwilę słabości i efektownym strzałem wyprowadził zespół La Roja na prowadzenie.



Choć w ostatecznym rozrachunku wystarczyło to tylko do remisu, to 28-latek przypieczętował madrycką dominację tego dnia. Wszystkie trafienia padły bowiem łupem graczy występujących na co dzień w klubach ze stolicy Hiszpanii.




Wieczór jednego dominatora

Choć hitowa rywalizacja zwycięzcy EURO 2016 z niedawnym hegemonem światowego futbolu przyniosła aż sześć bramek, to starcie na Stadionie Olimpijskim “Fiszt” w Soczi miało tylko jednego, głównego aktora.


Wszyscy zastanawiali się, jak na króla strzelców ostatniej edycji Champions League wpłynie zamieszanie z fiskusem i piątkowy wyrok sądu. Odpowiedź przyszła szybko i rozwiała wszelkie wątpliwości. Gracz urodzony na Maderze zanotował 51 hat-tricka w swojej karierze i stał się pierwszym zawodnikiem, który pokonywał bramkarzy rywali na ośmiu ważnych turniejach, zaznaczając jeszcze bardziej swoją obecność na kartach reprezentacyjnego futbolu.


Współpraca: Grzegorz Kochan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *