Węgry - Belgia - foto główne

Wczoraj poznaliśmy trzech ćwierćfinalistów, wśród których znalazła się reprezentacja Polski. Dołączyć do tego grona pragną gospodarze turnieju, którzy jako pierwsi staną do boju w niedzielne popołudnie, mierząc się z Irlandią. Następnie dojdzie do pojedynku naszych sąsiadów z zachodu i południa, a emocjonujący dzień zwieńczy spotkanie Węgrów z Belgami.

 Francja – Irlandia IrelandFlagImage (15:00)

Francja - Irlandia

Gospodarze Mistrzostw Europy z jednej strony są niesieni przez własnych kibiców, a z drugiej ciąży na nich ogromna presja wyniku i chęć nawiązania do pięknych tradycji turniejów organizowanych na własnym terenie, które poprzednio kończyły się mistrzostwem kontynentu i świata, odpowiednio w 1984 oraz 1998 r.


Oglądając dotychczasowe mecze w wykonaniu podopiecznych Didiera Deschampsa można odnieść wrażenie, że Les Bleus grają z zaciągniętym hamulcem. Grupę wygrali wprawdzie bez porażki, jednak do tej pory nie pokazali jeszcze pełni możliwości. Niewątpliwym atutem Trójkolorowych jest dobre przygotowanie fizyczne, które przekłada się na bramki zdobywane w końcówkach meczów. A te okazały się kluczowe dla Francuzów.


Piłkarzem, który wziął na siebie ciężar gry jest bez wątpienia Dimitri Payet. Pomocnik, który rozegrał bardzo dobry sezon w West Hamie, na EURO potwierdził wysoką dyspozycję i zdobył 2 gole oraz zanotował asystę. Tym samym przyćmił takie gwiazdy jak Paul Pogba czy Antoine Griezmann. W ostatnim spotkaniu ze Szwajcarią Payet wszedł dopiero z ławki na ostatnie 27 minut. Jego brak od razu odznaczył się na boisku, gdyż koledzy nie byli w stanie strzelić gola.


Bardziej pamiętliwi Irlandczycy zapewne wspominają ostatnie spotkanie ze swoim najbliższym rywalem, które odbyło się w 2009 r. Tamta potyczka drogo ich kosztowała i to dosłownie, bo pozbawiła możliwości gry na Mistrzostwach Świata 2010. Wówczas oba zespoły walczyły w barażu o wyjazd do RPA. Pierwszy mecz wygrała Francja 1:0, ale w rewanżu padł taki sam wynik, tyle że w drugą stronę. W dogrywce zwycięskie trafienie zaliczył William Gallas i nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że podający mu Thierry Henry ewidentnie pomagał sobie ręką w opanowaniu piłki. Legenda Arsenalu po meczu przyznała się do nieprzepisowego zagrania, ale winą obarczono sędziego, który tego nie zauważył. FIFA pozostała niewzruszona na protesty działaczy z Zielonej Wyspy i utrzymała rezultat.

Irlandczycy do 1/8 finału awansowali rzutem na taśmę. W ostatniej serii gier pokonali minimalnie pewnych zwycięstwa w grupie Włochów. Należy nadmienić, że Squadra Azzurra przystąpiła do meczu w mocno zmienionym składzie w stosunku do poprzednich spotkań.


Wcześniej podopieczni Martina O’Neilla zremisowali ze Szwecją, która nie oddała celnego strzału i zostali rozbici przez Belgów. Także z tego względu za zdecydowanych faworytów niedzielnego spotkania należy uznać Francuzów.


 Niemcy – Słowacja  (18:00)

Niemcy - Słowacja

Grupowi rywale Polaków są typową drużyną turniejową, która z każdym meczem jest w stanie grać coraz lepiej, aby ostatecznie osiągnąć sukces. Potwierdza to ostatnich 5 turniejów o mistrzostwo globu lub Europy, w których Niemcy nie wypadli ze strefy medalowej.


Die Mannschaft mogą pochwalić się solidną obroną – jako jedyni zachowali czyste konto we wszystkich meczach EURO 2016. Gorzej jest z atakiem, w którym odpowiedniego rytmu wciąż nie złapali Mario Götze oraz Thomas Müller. Szczególnie ten pierwszy ma wiele do udowodnienia, aby nie być postrzeganym jedynie przez pryzmat zwycięskiej bramki w finale MŚ ’14. Przy nie najlepszej postawie wspomnianej dwójki, szansę występu od pierwszej minuty może otrzymać Mario Gómez. Piłkarz Beşiktaşu miał długi rozbrat z kadrą, a Mistrzostwa Europy rozpoczął poza pierwszym składem. Z Polską rozegrał już kilkanaście minut, a w ostatnim spotkaniu przeciwko Irlandii Północnej zagrał od początku i nie zmarnował szansy, odwdzięczając się zdobytą bramką.


Pod znakiem zapytania stał występ szefa niemieckiej obrony – Jérôme’a Boatenga. Stoper Bayernu nabawił się urazu w spotkaniu z Irlandia Północną i musiał opuścić przedwcześnie plac gry. Ostatecznie Boateng wrócił do treningów i będzie do dyspozycji Löwa w niedzielnym spotkaniu.


Słowacy w swoim debiucie w finałach EURO spisują się całkiem nieźle, a do kolejnej fazy awansowali jako najlepsza drużyna z trzeciego miejsca. Motorem napędowym drużyn naszych południowych sąsiadów jest Marek Hamšík, który prawdziwy koncert gry dał w spotkaniu przeciwko Rosji. Pomocnik Napoli popisał się wówczas golem i asystą. W kolejnym, trudnym meczu z Anglią świetnie rozdawał piłki partnerom, przy bardzo wysokiej skuteczności podań, a ponadto pracował w defensywie, dzięki czemu przyczynił się do cennego bezbramkowego remisu.


Nadzieją na korzystny rezultat dla podopiecznych Jana Kozaka może być fakt, że już pokonali aktualnych mistrzów świata i to wcale nie tak dawno. Pod koniec maja oba zespoły spotkały się w meczu towarzyskim i dosyć niespodziewanie Słowacy wygrali 3:1.

Mecz będzie miał kilka polskich akcentów. UEFA wyznaczyła Szymona Marciniaka jako arbitra głównego tego spotkania, a w reprezentacji Słowacji szansę na występ ma piłkarz Legii Warszawa – Ondrej Duda. W kadrze Niemiec znajduje się natomiast urodzony w naszym kraju Lukas Podolski.


 Węgry – Belgia  (21:00)

Węgry - Belgia

Spośród niedzielnych spotkań, najtrudniej wskazać faworyta w konfrontacji Węgrów z Belgami. Gdyby ten mecz odbył się w pierwszej kolejce fazy grupowej, zapewne za takiego uchodziłyby Czerwone Diabły, ale mając na uwadze pierwszą rundę i nadzwyczaj dobrą postawę Madziarów, należy ten pogląd nieco zweryfikować.


Podopieczni Bernda Storcka rozpoczęli turniej bardzo udanie, od zwycięstwa nad Austrią, aby następnie w ostatnich minutach uratować remis z Islandią. 4 punkty po dwóch meczach były znakomitym wynikiem, ale prawdziwym egzaminem miało być ostatnie starcie z bliską odpadnięcia z turnieju Portugalią. Węgrzy zawiesili poprzeczkę zespołowi Fernando Santosa niezwykle wysoko, a dodatkowo odznaczyli się wyjątkowym charakterem. Wynik 3:3 ostatecznie urządzał obie ekipy, ale dla Dzsudzsáka i spółki oznaczał wygranie grupy, a co za tym idzie – teoretycznie lepsze rozstawienie przed 1/8 finału.

Belgowie posiadają w składzie znakomitych piłkarzy, grających w najlepszych europejskich drużynach, jednak w ostatnich latach nie udało im się osiągnąć żadnego wielkiego sukcesu. Faza grupowa francuskiego czempionatu pokazała dwa oblicza reprezentacji Czerwonych Diabłów. W meczach z Włochami i Szwedami ofensywa, złożona z takich graczy jak De Bruyne czy Hazard, nie potrafiła w pełni wyzwolić swojego potencjału, co skończyło się porażką z drużyną Antonio Contego oraz minimalnym zwycięstwem nad Skandynawami.

Zupełnie inaczej wyglądała potyczka z Irlandią, gdzie przeciwnicy nie istnieli. Kapitalne spotkanie rozegrał Romelu Lukaku, któremu koledzy wypracowali 2 sytuacje strzeleckie i jak na rasowego napastnika przystało, z obu wychowanek Anderlechtu skrzętnie skorzystał. Wydaje się, że właśnie wykończenie akcji może okazać się kluczowe dla graczy Marca Wilmotsa, gdyż wykreowanych szans nie powinno zabraknąć.


Nasi Bratankowie w swoich szeregach nie mają snajpera tak klasowego jak występujący w Evertonie Lukaku, ale nie przeszkodziło im to być po fazie grupowej najskuteczniejszą ekipą turnieju, obok Walii. W 3 meczach Madziarzy zdobyli 6 bramek, a skutecznością błysnął Balázs Dzsudzsák. Kapitan reprezentacji Węgier strzelił 2 gole przeciwko Portugalii, choć w odróżnieniu od Belga nie czekał w okolicach pola karnego, aby wykończyć akcje skonstruowane przez kolegów.


Więcej szans na zwycięstwo bukmacherzy dają Belgom, choć nie można zapominać, że szczególnie przy stałych fragmentach gry Węgrzy są w stanie mocno dać się we znaki rywalom. Presja na pewno ciąży na piłkarzach Wilmotsa, których wielu widziało przed turniejem nawet w finale EURO 2016. Węgry mogą, ale nie muszą i w tym mogą upatrywać swojej szansy.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *