Josip-Ilicic-Atalanta-2

Rewelacją ostatnich miesięcy na europejskich boiskach bez wątpienia jest Atalanta Bergamo. Jej motorem napędowym jest 31-letni Josip Iličić, który w poprzednim sezonie Serie A zapisał na swoim koncie 15 bramek i 8 asyst. To oznacza, że za plecami reprezentanta Słowenii w klasyfikacji najlepszych strzelców włoskiej elity znalazło się wielu uznanych napastników, jak Dries Mertens, Gonzalo Higuaín, Lautaro Martínez, a także Polacy: Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik. Nie trudno natomiast zauważyć, że urodzony w Prijedor pomocnik nigdy nie zdołał zaprezentować pełni swoich umiejętności, dlatego nie dostał szansy na występy w lepszych klubach niż Atalanta czy Fiorentina. To nie jedyny zawodnik z ogromnymi możliwościami, dla którego zabrakło miejsca w drużynach ze ścisłej europejskiej czołówki.

Josip Iličić

15 bramek i 8 asyst w 21 meczach obecnego sezonu Serie A – nie ma wątpliwości, że Słoweniec notuje właśnie najlepszy okres w swojej karierze. O tym, jak trudny jest do upilnowania mogli przekonać się także reprezentanci Polski w niedawnych eliminacjach do EURO 2020. Bezpośrednie pojedynki z wychowankiem NK Triglav Kranj gorzko wspomina zwłaszcza Arkadiusz Reca, któremu Iličić zafundował zupełnie niespodziewaną wizytę na “diabelskim młynie”. Co ciekawe, mający chorwackie korzenie rozgrywający zupełnym przypadkiem trafił do ligi mistrzów świata z 2006 roku. Jego pierwszy klub na Półwyspie Apenińskim – US Città di Palermo – pierwotnie obserwował bowiem jego kolegę z zespołu, a Josip trafił na Sardynię niejako w pakiecie.


Ani w Palermo, ani w Fiorentinie Iličić nie spełnił pokładanych w nim nadziei, dlatego gdy przenosił się do Bergamo, klubowi włodarze nie musieli liczyć się z poważnym uszczupleniem portfela. Gian Piero Gasperini zdołał jednak odpowiednio dotrzeć do dysponującego świetną techniką użytkową piłkarza i teraz Słoweniec jest motorem napędowym rewelacji ostatnich miesięcy w Italii. Mimo tego na Gewiss Stadium zwracają uwagę nie tylko na znakomite umiejętności swojego kreatora, ale także jego wyjątkową wrażliwość na ból, będącą niemalże hipochondrią.



Freddy Adu

Gdyby stworzono zestawienie największych zmarnowanych talentów, z pewnością zajmowałby jedną z czołowych pozycji. Może nie znalazłby się na czele tego niechlubnego rankingu, bo musiałby ustąpić miejsca chociażby Adriano, ale z pewnością przypadłoby mu miejsce na podium.

Jeszcze w 2004 roku, czyli na długo przed ukończeniem pełnoletności, sam wróżył sobie wielką karierę:

“Chcę być najlepszym piłkarzem na świecie. Wiem, że mam wszystko, aby przejść do historii futbolu jako jeden z tych najwybitniejszych. Nie zrobię tego zresztą tylko na siebie, ale także dla kraju. Pokażę całemu światu, że amerykańscy gracze też mają wysokie umiejętności.”

Freddy Adu Pele

Rzeczywistość okazała się brutalna. W żadnym z europejskich klubów Adu nie rozegrał nawet 20 meczów, a ich lista (m.in. Benfica, Aris, AS Monaco) także nie rzuca na kolana w kontekście piłkarza, o którym mówiono “Nowy Pelé”. Sam piłkarz przyznawał później, że złożyło się na to wiele czynników. Za szybko zachłysnął się potencjalnym sukcesem i wybrał złych doradców, którzy zamiast pilnować jego dalszego rozwoju, traktowali go wyłącznie jako narzędzie marketingowe oraz maszynkę do szybkiego zarobienia pieniędzy.

Prawdziwą miarą jego upadku była sytuacja sprzed trzech lat, gdy mimo wielkiego zamieszania i krótkich testów nie trafił ostatecznie do… Sandecji Nowy Sącz.




Dimitri Payet

10 czerwca 2016 roku – to był moment chwały filigranowego pomocnika. Kapitalne uderzenie Payeta dało Francji zwycięstwo w meczu otwarcia Mistrzostw Europy, a samemu piłkarzowi nominację do tytułu największego odkrycia kontynentalnego czempionatu. Wydawało się, że dla wychowanka AS Saint-Philippe będzie to przepustka do czołowego klubu Premier League, ale ostatecznie opuścił West Ham United dopiero pół roku później i… zdecydował się na powrót do Marsylii, gdzie znów jest ulubieńcem kibiców Les Phocéens.

Dlaczego jednak 38-krotny reprezentant Trójkolorowych nie zdecydował się na skapitalizowanie swojej dobrej dyspozycji z turnieju rozgrywanego na francuskiej ziemi? Początkowo można było odnieść wrażenie, że na przeszkodzie stoi jego krnąbrny charakter, ale w innym świetle sprawę postawił były opiekun Młotów.

“Moim zdaniem za wszystkim stała pani Payet, która odkryła, że jej mąż nawiązał nazbyt rozległe kontakty z jedną z fanek. Zdecydowała się na powrót do ojczyzny i pod takim warunkiem dała mu drugą szansę.”

Slaven Bilić

Pod koniec marca urodzony na wyspie Réunion zawodnik skończył 33 lata, więc trudno spodziewać się, aby w jego kierunku spojrzał któryś z europejskich gigantów. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się więc zakończenie kariery na Stade Vélodrome.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *