DG4QUhVXYAEzVxR

Podobnie jak przed rokiem, początek nowego sezonu nie jest najlepszym czasem dla Legii Warszawa. Istotna różnica polega jednak na tym, że wówczas, mimo kiepskiej gry, udało się mistrzowi Polski awansować do fazy grupowej Champions League, a teraz okazja na przekroczenie bram piłkarskiego raju została boleśnie zaprzepaszczona. Czy wraz z upływem kolejnych tygodni Wojskowi wrócą na właściwe tory, a pozyskani zawodnicy sprawdzą się przy Łazienkowskiej?

Opadły już emocje po przegranym dwumeczu z kazachską Astaną, zatem teraz podopieczni Jacka Magiery skupiają się już na rywalizacji z mołdawskim Sheriffem Tyraspol. Ewentualne odpadnięcie w IV rundzie eliminacji Ligi Europy, a w konsekwencji brak europejskich pucharów na jesień byłoby odebrane w Warszawie jako katastrofa, także finansowa, której nikt przy Łazienkowskiej 3 nie bierze realnie pod uwagę.


Czwartkowi rywale Legii pożegnali się z Champions League na tym samym etapie, przegrywając w dwumeczu z azerskim Karabachem Agdamem 1:2, zatem swoimi spostrzeżeniami mógł i zapewne podzielił się z byłymi kolegami Jakub Rzeźniczak, były wieloletni kapitan stołecznego klubu, a obecnie piłkarz zespołu z Azerbejdżanu. Mołdawianie wcześniej męczyli się także z innymi dobrymi znajomymi 12-krotnych mistrzów Polski, FK Kukësi, ale z pewnością nie należy ich lekceważyć, zwłaszcza że na korzyść przedstawiciela Ekstraklasy nie przemawia fakt, iż pierwsze spotkanie zostanie rozegrane na Stadionie Miejskim im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Legioniści powinni skupić się jednak przede wszystkim na swoich problemach, których w ostatnim czasie nie brakuje. Co prawda światełkiem w tunelu były wyniki z ostatniego tygodnia (4:1 z Wisłą Puławy w 1/16 finału PP i 3:1 z Piastem Gliwice w lidze – przyp. red.), lecz rywale nie należeli do przesadnie wymagających. Zwycięstwo w Pucharze Polski z II-ligowcem z Lubelszczyzny było tak naprawdę obowiązkiem podopiecznych Jacka Magiery, natomiast triumfu na własnym stadionie nad najsłabszą dotychczas drużyną Ekstraklasy także nie można nazwać wielkim osiągnięciem. Mecz przeciwko drużynie prowadzonej przez Dariusza Wdowczyka mógł zresztą sprawić Legii więcej kłopotu, gdyby Michal Papadopoulos w wydawałoby się prostej sytuacji skierował piłkę do siatki. Fenomenalną interwencją popisał się wówczas Michał Pazdan, asekurując znajdującego się poza światłem bramki Arkadiusza Malarza.


Być może już niedługo tej pomocy bramkarz Wojskowych zostanie jednak pozbawiony, wszak obrońca reprezentacji Polski nosi się z zamiarem opuszczenia Ekstraklasy, a od pewnego czasu znajduje się na celowniku wielu renomowanych zagranicznych klubów. W ostatnich dniach pojawia się coraz więcej informacji o zainteresowaniu Pazdanem ze strony Newcastle United czy Crystal Palace oraz ponownie hiszpańskiego Realu Betis. Byłaby to oczywiście wielka strata dla mistrzów Polski i spory ból głowy dla Jacka Magiery w kontekście kształtu środka obrony, który latem został już zdestabilizowany odejściem mającego również spory wpływ na szatnię warszawskiego zespołu Rzeźniczaka, a także kontuzją Jakuba Czerwińskiego, którego leczenie potrwa prawdopodobnie kilka miesięcy. Co prawda na dniach ogłoszono powrót na Łazienkowską Iñakiego Astiza, jednak w przypadku ewentualnej rywalizacji na trzech frontach może to być niewystarczające poszerzenie składu.


Transfer nawarczyka był sporym zaskoczeniem, choć 33-letni defensor ma za sobą udany, dwuletni epizod w APOEL-u Nikozja. W lipcu więcej mówiło się jednak o możliwych przenosinach Astiza do Pogoni Szczecin lub Śląska Wrocław, tymczasem wychowanek Osasuny wrócił do klubu, który dwa lata temu pożegnał go, jak się wydawało, na dobre.


Hipotetyczne odejście Pazdana byłoby już piątym osłabieniem pierwszej jedenastki Legii na przestrzeni ostatnich ośmiu ostatnich miesięcy. Ubiegłej zimy pozbyto się z klubu trzech kluczowych graczy: Aleksandara Prijovicia, Nemanji Nikolicia i Bartosza Bereszyńskiego, co wpłynęło przede wszystkim na spadek jakości ofensywy, a także wymusiło konieczność zmiany sposobu gry Wojskowych. Wiosną decydujące w walce o mistrzostwo kraju okazało się doświadczenie wyniesione z europejskich pucharów, a także obecność w składzie Vadisa Odjidji-Ofoe, zawodnika będącego bezapelacyjnie największą gwiazdą Ekstraklasy od wielu lat. Belga w Warszawie już nie ma, a znalezienie godnego następcy wydaje się w tym momencie zadaniem wątpliwym do wykonania, co mocno osłabia potencjał stołecznej drużyny.


Szkoleniowiec Legii długo musiał tego lata czekać na wzmocnienia. Kiedy takowe wreszcie zawitały na Łazienkowską, pojawiły się uzasadnione wątpliwości, czy będą to ruchy na miarę mistrza Polski. Pozyskanie Łukasza Monety trzeba traktować raczej jako uzupełnienie aniżeli wzmocnienie składu, gdyż 23-latek nie jest obecnie gotowy na grę w galowej jedenastce klubu chcącego osiągnąć pełną dominację na krajowym podwórku. Z kolei dla Hildeberto Pereiry wyzwaniem będzie dojście do odpowiedniej formy fizycznej, wszak Portugalczyk trafił do Legii kompletnie nieprzygotowany do rywalizacji o najwyższe cele w pełnym wymiarze czasowym. Świetną decyzją wydawało się natomiast sprowadzenie Krzysztofa Mączyńskiego, który z miejsca wskoczył do podstawowej jedenastki Wojskowych. Na razie ulubieniec selekcjonera Adama Nawałki nie prezentuje jednak formy z końcówki poprzedniego sezonu, a jego strata w doliczonym czasie gry w Astanie okazała się brzemienna w skutki, bowiem zaowocowała utratą kluczowego w kontekście losów dwumeczu gola.


W miniony piątek przeciwko Piastowi Mączyński rozegrał swój najlepszy mecz w barwach Legii, ale dopiero kolejne spotkania pokażą, czy było to definitywne przełamanie, czy tylko dobre wrażenie na tle słabego rywala.


Jednym z priorytetów działaczy Legii w trwającym oknie pozostaje kupno skutecznego napastnika, którego brak po zimowych pożegnaniach z Nikoliciem i Prijoviciem, a także nieudanych transferach Tomaša Necida i Daniela Chima Chukwy jest przy Łazienkowskiej nader widoczny. Zakontraktowany w lipcu Albańczyk Armando Sadiku prezentuje się wprawdzie nieźle, jednak do poziomu Serba z węgierskim paszportem, który od początku pobytu w Warszawie zdobywał gola za golem, brakuje mu jeszcze bardzo wiele.


Władze mistrza Polski sprowadziły także do stolicy Włocha Cristiana Pasquato, który jak dotąd jest wielką zagadką. Kilkuminutowy występ w barwach seniorskiego zespołu Juventusu Turyn przyciąga uwagę, ale późniejsza tułaczka głównie po klubach Serie B świadczy o tym, że żadna z drużyn nie była zadowolona z byłego młodzieżowego reprezentanta Italii na tyle, aby wykupić go z macierzystego klubu. Na polskich boiskach Pasquato zaliczył do tej pory 166 minut we wszystkich rozgrywkach (łącznie z występem w III-ligowych rezerwach Legii – przyp. red.), więc trudno o głębsze wnioski na temat gry 28-letniego pomocnika z Półwyspu Apenińskiego.


Gra na trzech frontach, zakładając że uda się Legionistom wyeliminować Sheriff Tyraspol, a także Ruch Zdzieszowice w kolejnej rundzie Pucharze Polski, nie będzie prostym zadaniem, a ucierpieć na tym może pozycja w lidze. W obecnym sezonie stabilizacja jest tym bardziej istotna, że w związku z brakiem podziału punktów po zakończeniu fazy zasadniczej, trudniej będzie nadrobić ewentualne straty poniesione w pierwszej części kampanii. A żeby tego uniknąć, trzeba mieć szeroką i wyrównaną kadrę, której wysoki poziom zapewnia rywalizację o miejsce w składzie. Trudno jednak powiedzieć, aby w bieżących rozgrywkach Legia Warszawa takową dysponowała…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *