Fabio Borini

Gdy w letnim okienku transferowym jako jeden z jedenastu nowych nabytków podpisywał kontrakt z Milanem, który po zmianie właścicieli miał rozpocząć drogę powrotu na szczyt, zdawał się być jedynym (nie licząc farsy związanej z zatrudnieniem Antonio Donnarummy) niepasującym elementem nowo powstającej czerwono-czarnej układanki. Ot, przeciętny skrzydłowy, którego broniło tylko to, że nie kosztował zbyt wiele i mógłby być klasyczną zapchajdziurą czy uzupełnieniem ławki rezerwowych. Dla wielu transfer kompletnie zbędny i bezcelowy, a przede wszystkim odbiegający od całkowitego obrazu minionego mercato w wykonaniu Rossonerich. Po nieco ponad dwóch miesiącach od zamknięcia letniego okienka Fabio Borini okazuje się być, jak na razie, najlepszym posunięciem personalnym duetu Marco Fassone – Massimiliano Mirabelli.

Conti, Rodríguez, Musacchio, Bonucci, Kessié, Çalhanoğlu, Biglia, Silva, Kalinić i Borini – z nowych nabytków AC Milan można stworzyć kompletną jedenastkę, która przynajmniej na papierze powinna być bardzo mocna.


Tym, który jakościowo powinien odstawać od reszty miał być właśnie urodzony w Bentivoglio skrzydłowy. Jak to często bywa, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Praktycznie każdy z piłkarzy przybyłych latem na San Siro mecze średnie przeplata słabymi. Tymczasem jedynym, do którego nie można mieć większych pretensji jest Fabio Borini. Praktycznie w każdym spotkaniu jest klasyfikowany przez włoskie media w trójce najlepszych zawodników Milanu. Zaangażowanie, serce do gry, zawziętość, nieustępliwość, ambicja – te cechy wystarczają, by traktować jego transfer jako udany, co z kolei pokazuje jak niewiele obecnie potrzeba, by być wyróżniającym się graczem Rossonerich.


Rotujący w zawrotnym tempie podstawową jedenastką Vincenzo Montella raz po raz zmienia nie tylko wykonawców swoich założeń taktycznych, ale i samo ustawienie na boisku. Kurczowo trzymający się od kilku tygodni trzyosobowej linii defensywy szkoleniowiec potrzebował piłkarzy, którzy w jego układance będą pełnili funkcję wahadłowych. Pewniakiem do obsadzenia jednej z dwóch flanek stał się właśnie wychowanek Bologny, który na dwadzieścia oficjalnych spotkań rozegranych przez Milan w trwającym sezonie aż dwanaście rozpoczynał w pierwszym składzie.


Coraz bardziej widoczny brak jakiegokolwiek pomysłu na poprawę gry swojej drużyny i chaos, który stał się znakiem firmowym nowej ekipy Montelli idealnie obrazuje właśnie dorobek Boriniego. Z dwunastu spotkań, które 26-letni Włoch rozpoczynał w wyjściowej jedenastce Milanu, w pięciu wystąpił w roli klasycznego skrzydłowego, siedmiokrotnie jako wahadłowy, z czego czterokrotnie na prawej, a trzykrotnie na lewej stronie. Takie “rzucanie” z pozycji na pozycję zdaje się potwierdzać tezę o tym, że Borini przybył na San Siro w charakterze typowej zapchajdziury, a jego wszechstronność jest ważniejsza niż przeciętne umiejętności. Żeby jednak być sprawiedliwym, należy zwrócić uwagę na to, że na tle swoich kiepsko dysponowanych kolegów jednokrotny reprezentant Squadra Azzurra, na każdej pozycji, na której zostanie wysłany do boju, gra po prostu solidnie. A to na dzień dzisiejszy wystarcza, by być wyróżniającym się piłkarzem drużyny środka tabeli Serie A.

“Nie jestem zaskoczony. Po to właśnie go kupiliśmy i wiedzieliśmy, że jest bardzo uniwersalnym graczem. Zawsze trenuje na maksimum. To jest dobry zakup i pozytywna osoba”

Vincenzo Montella o postawie Boriniego

Jeżeli chodzi zaś o liczby, z których przecież głównie rozlicza się piłkarzy ofensywnych, te nie przedstawiają się imponująco. Jedna bramka i dwie asysty w Lidze Europy oraz zaledwie jedno decydujące podanie w przegranych derbach z Interem na nikim wrażenia nie robią. Zresztą cała dotychczasowa kariera Boriniego wygląda mocno przeciętnie, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko suche statystyki. Jako bardzo obiecujący zawodnik już w wieku szesnastu lat trafił do akademii londyńskiej Chelsea, gdzie ostatecznie grywał głównie w rezerwach (w pierwszej drużynie na wszystkich frontach rozegrał niespełna 200 minut – przyp. red.). Dobra postawa w drugiej drużynie The Blues zaowocowała półrocznym wypożyczeniem do grającej na poziomie Championship Swansea, a następnie transferem do Parmy przed sezonem 2011/12. Sezonem, który Borini finalnie spędził na kolejnym wypożyczeniu – tym razem w Romie – za to najlepszym w całej dotychczasowej przygodzie z seniorskim futbolem.

10 bramek, debiut w dorosłej kadrze Italii (w towarzyskim spotkaniu ze Stanami Zjednoczonymi), wyjazd z reprezentacją na EURO 2012 i transfer za 13,3 mln € do Liverpoolu, który prowadził wówczas Brendan Rodgers – trener Boriniego z czasów gry w rezerwach Chelsea i podczas walijskiego epizodu na Liberty Stadium. Dla 21-letniego wówczas atakującego transfer do wielkiego klubu, w którym trenerem jest człowiek doskonale znający jego umiejętności, mógł być wielką szansą na dalszy piłkarski rozwój. Ostatecznie jednak Fabio już po roku został bez żalu oddany na wypożyczenie do Sunderlandu.

Źródło: chroniclelive.co.uk
Źródło: chroniclelive.co.uk

Sezon 2013/14 był drugim i jak dotąd ostatnim udanym w karierze naszego bohatera. 40 spotkań rozegranych we wszystkich rozgrywkach i 10 zdobytych bramek sprawiło, że do kolejnej kampanii Włoch przygotowywał się z powrotem jako członek zespołu The Reds. Kolejny rok znów pokazał jednak, że drużyna z miasta Beatlesów to dla niego zbyt duży rozmiar kapelusza. Straconych dwanaście miesięcy zaowocowało kolejnym, tym razem definitywnym transferem na Stadium of Light, gdzie spędził kolejne dwa sezony. Sezony, które boleśnie zdefiniowały go jako piłkarza przeciętnego. W miarę regularna gra w barwach jednej ze słabszych drużyn Premier League, nie przynosiła pozytywnych efektów. W przeciągu dwóch sezonów Włoch zdobył zaledwie siedem bramek i nie pomógł drużynie w utrzymaniu się na najwyższym szczeblu rozgrywek w Anglii.


Spadek Sunderlandu paradoksalnie okazał się dla Boriniego szansą na krok do przodu. Zainteresowanie zawodnikiem wyraził bowiem szalejący na rynku transferowym Milan. Do wypożyczenia z obowiązkiem wykupu za 6 mln € doszło bez większych problemów i chyba nawet sam zainteresowany nie spodziewał się, że zgłosi się po niego tak uznana marka. Ten niespodziewany transfer stał się możliwy głównie z powodu nacisków Montelli, otwarcie mówiącego o potrzebie zakontraktowania jeszcze jednego skrzydłowego, który uzupełniłby skład w przypadku absencji Suso czy Bonaventury. Przewijające się w mediach nazwiska Emila Forsberga, Keity Baldé czy Juana Cuadrado robiły wrażenie, ale ze względu na wielkie wydatki na innych pozycjach, akurat w tym przypadku włodarze Il Diavolo zdecydowali się na wersję oszczędnościową – pozyskanie piłkarza ze spadkowicza z Premier League.

“Dziękuję wszystkim za zaufanie i postawienie na moją osobę. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę podjąć nowe wyzwanie. Już nie mogę się go doczekać!”

Fabio Borini po transferze do Milanu

Jak pokazały kolejne miesiące, decyzja była ze wszech miar słuszna, wszak Borini wkomponował się w nowy Milan najlepiej ze wszystkich letnich nabytków, a finalnie rzadko grywa jako typowy skrzydłowy. Wydaje się jednak, że jeżeli prędzej czy później dojdzie do zmiany na stanowisku szkoleniowca Rossonerich, to Borini może mieć problem z regularną grą. Gdyby Milan grał o najwyższe laury, a nowe twarze w klubie grałyby na miarę swoich umiejętności, to dla 26-letniego wychowanka Bologny prawdopodobnie wystarczałoby miejsca jedynie na ławce rezerwowych. Nie sposób jednak nie docenić tego, że w przeciętnie grającym Milanie znalazł sobie dużo miejsca i niezależnie od roli, jaką przydziela mu trener w kolejnych spotkaniach, jest jednym z nielicznych milanistów, do którego nie można mieć pretensji o boiskową postawę. Równocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że jeżeli Fabio Borini jest jedną z najjaśniejszych postaci 18-krotnego mistrza Italii, to nikt nie powinien się dziwić, że zamiast ponownie walczyć o scudetto, klub ze stolicy Lombardii pozostaje jedynie ligowym średniakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *