Mężczyźni w PL (Kopiowanie)

O kapitanach zwykło się mówić, że są przedłużeniem ręki trenera na boisku. Kimś takim był w Swansea na pewno Ashley Williams, który kilka dni temu opuścił klub z Liberty City Stadium i zasilił szeregi Evertonu. Wybranego na jego następcę Leona Brittona czeka więc trudne zadanie, aby zastąpić w tej roli reprezentanta Walii. Podobne kłopoty nadciągają również na St. Mary’s Stadium, gdzie do odejścia szykuje się José Fonte. Przykłady Arsenalu czy Liverpoolu z ostatnich lat pokazują, że “wejście w buty” wieloletniego kapitana może przyprawić o ból głowy.

Ashley Williams to znakomity przykład człowieka, który stał się w klubie instytucją. Walijczyk trafił na Liberty City Stadium osiem lat temu, a kapitanem został na stałe w lipcu 2013 roku. Wcześniej zastępował w tej roli byłego menedżera Łabędzi – Garry’ego Monka. Odejście Williamsa sprawia, że Swansea traci nie tylko znakomitego stopera, ale również prawdziwego przywódcę z krwi i kości. W angielskim futbolu wciąż można zaobserwować liderów w jego stylu. Nie są to już jednak tak kultowe postaci jak przed laty Tony Adams czy Roy Keane, ale nadal przy wyborze kapitana stawia się przede wszystkim na piłkarzy nastawionych na destrukcję. W 13 z 20 klubów Premier League opaskę noszą obrońcy lub bramkarze, co wyraźnie pokazuje obowiązującą tendencję. Dość powiedzieć, że jedynym napastnikiem będącym kapitanem jest Troy Deeney z Watfordu.

“Ashley był świetnym zawodnikiem, ale i ważną postacią w szatni. On trzymał tą drużynę w ryzach, a teraz, po jego odejściu, inni muszą przejąć pałeczkę. Jeśli będą współpracować, na pewno będzie im łatwiej poradzić sobie z tą sytuacją”Lee Trundle, były napastnik Swansea

Skąd taka dysproporcja? Nie od dziś wiadomo, że im bliżej własnej bramki gra zawodnik, tym spoczywa na nim większa odpowiedzialność. Obrońcy często są mniej doceniani od napastników i jeśli trafiają na czołówki gazet, to raczej nie po dobrych występach, tylko popełnionych błędach, które doprowadziły do utraty bramki. Najczęściej wśród nich odnajdujemy facetów z charyzmą, którzy są w stanie poradzić sobie z ciężarem oczekiwań. Przy okazji często stanowią inspirację dla kolegów z zespołu, którzy widzą w nich ostatnią nadzieję. Oczywiście są wyjątki potwierdzające regułę, jak wspomniany Deeney czy choćby Steven Gerrard albo Wayne Rooney, ale warto zauważyć, że dwaj ostatni z biegiem lat również byli ustawiani coraz dalej od bramki przeciwnika.

Poradzić sobie z brakiem kapitana na boisku nie jest łatwo, a skala zadania wskakuje na o wiele wyższy poziom zwłaszcza, gdy mówimy o obrońcy lub bramkarzu. Z tym problemem oprócz Francesco Guidolina będą się musieli zmierzyć w najbliższych tygodniach także Arsene Wenger i Mauricio Pochettino, a być może do tego grona dołączy również Claude Puel. Kontuzje wykluczyły bowiem z gry Pera Mertesackera oraz Hugo Llorisa, a brak tego pierwszego był mocno widoczny już w pierwszej kolejce i przegranym meczu z Liverpoolem. Niewykluczone, że niedługo zastąpi go… kapitan Southampton FC – José Fonte, choć o usługi Portugalczyka mocno walczy również jego rodak José Mourinho i Manchester United. Na razie opaskę kapitańską w Arsenalu będzie nosił Laurent Koscielny, a w przypadku nieobecności Francuza przejmie ją Petr Čech – czyli kolejni zawodnicy defensywni.


Czerwone Diabły na początek ligowych zmagań zmierzyły się z ekipą Bourmemouth, gdzie w roli kapitana debiutował inny obrońca – Simon Francis. Anglik przejął opaskę w zespole Eddiego Howe’a po tym, jak latem do Aston Villi odszedł Tommy Elphick. 31-latek na pewno nie zaliczy jednak swojego debiutu w nowej roli do udanych. Oczywiście, za wcześnie jest wyrokować, że wybór Francisa to porażka, jednak mecz z MU pokazał, jak mocno może być odczuwalny brak dotychczasowego lidera.


Coś na ten temat mogą powiedzieć także w Liverpoolu. Na Anfield po odejściu Stevena Gerrarda zespołowi wyraźnie brakuje przywódcy w stylu dawnego kapitana. On nigdy nie był obrońcą, ale jego nieobecność jest tak samo widoczna jak w przypadku defensorów. Następcą “Steviego G” został wybrany Jordan Henderson, jednak problemy zdrowotne tego zawodnika w zeszłym sezonie przeszkodziły mu w zbudowaniu sobie mocnej pozycji na Anfield. Ponadto, kiedy 26-letni pomocnik występował na boisku, także nie dawał solidnych argumentów, aby fani Liverpoolu mogli w nim zobaczyć “nowego Gerrarda”. Trzeba jednak przyznać, że poza Hendersonem trudno jest w obecnej ekipie The Reds znaleźć lepszego kandydata. W poprzednim sezonie trwały intensywne poszukiwania lidera, gdyż funkcję kapitana w różnych meczach pełniło w sumie aż dziesięciu zawodników, w tym nawet Joe Allen czy Martin Škrtel, których nie ma już na Anfield. Żaden z nich nie przekonał Kloppa na tyle, aby ten pozbawił Hendersona opaski. Nowy sezon to więc kolejna okazja dla byłego zawodnika Sunderlandu, aby udowodnić swoje cechy przywódcze.


W najbliższym czasie trudno jednak sobie wyobrazić, aby Henderson mógł liczyć na takie uwielbienie The Kop, jakim cieszył się Steven Gerrard. Pochodzący z Liverpoolu zawodnik to jeden z ostatnich przedstawicieli liderów dawnej generacji, którzy charakteryzowali się niezwykłym charakterem i pasją do gry. Podobnie jak Tony Adams z Arsenalu, został kapitanem drużyny, w której występował od dziecka, a dzisiaj to również rzadko spotykane. Zresztą w ekipie Arsene’a Wengera po zakończeniu kariery przez piłkarza nazywanego “Mr Arsenal” także pojawiły się problemy ze znalezieniem odpowiedniego kapitana. Początkowo jeszcze nie było widać dużej różnicy, gdyż rolę tą pełnili Patrick Vieira czy Thierry Henry, jednak z czasem sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu. Opaskę nosili choćby William Gallas, Robin van Persie czy Cesc Fàbregas, którzy później odchodzili do klubów będących największymi rywalami Kanonierów, przyprawiając fanów o wściekłość. Dość powiedzieć, że sam Adams był kapitanem Arsenalu przez 14 lat, a odkąd w 2002 roku zakończył karierę, opaskę nosiło aż ośmiu zawodników i żaden z nich nie był Anglikiem! Kto wie, być może właśnie brak przywódcy w szatni jest powodem braku sukcesów Kanonierów w ostatnich latach…



Takich problemów jak Arsenal nie ma ich lokalny rywal – Chelsea. Na Stamford Bridge kapitanem jest ktoś, kogo spokojnie można nazwać liderem łączącym dwie epoki. Chodzi oczywiście o wychowanka The Blues Johna Terry’ego. Anglik otrzymał to wyróżnienie latem 2004 roku i pełni funkcję do dziś, mając na koncie w tej roli choćby cztery mistrzostwa kraju czy triumf w Lidze Mistrzów. Niewiele brakowało jednak, aby w tym sezonie zabrakło go na Stamford Bridge. W styczniu Terry ogłosił, że nie przedłuży wygasającego kontraktu, co spowodowało wielkie zakłopotanie fanów. Ku ich uciesze były reprezentant Anglii podpisał jednak nową umowę łączącą go z Chelsea na kolejny rok. To obrońca w starym stylu i prawdziwa legenda klubu, a takim mianem trudno określić wielu kapitanów nie tylko w Anglii, ale i całej Europie. Kibice The Blues mogą być naprawdę dumni ze swojego lidera, choć na pewno gorszą wiadomość stanowi dla nich brak godnych następców. Po odejściu Terry’ego, które jest możliwe nawet po zakończeniu sezonu, na Stamford Bridge może dojść do podobnej sytuacji, jak na Anfield. Do roli przyszłego kapitana Chelsea przymierzani są Branislav Ivanović czy Gary Cahill. Kto wie, czy nie podzielą oni losu Hendersona, który nadal musi wszystkim udowadniać, że jest w stanie zastąpić Stevena Gerrarda.

Poza Terrym, kapitanem o podobnym profilu można jeszcze określić Marka Noble’a z West Hamu, który również niemal całą karierę gra na chwałę zespołu Młotów. Deficyt takich postaci spowodował jednak problemy w Liverpoolu czy Arsenalu, ale również w innych klubach kwestia boiskowego lidera spędza menedżerom sen z powiek. Rozsądnie postąpiono w Swansea, gdzie opaska kapitańska po odejściu Williamsa trafiła do Leona Brittona. 33-letni pomocnik przebył z walijskim klubem drogę z League Two do Premier League, więc jego wybór wydaje się optymalny.

“On nie jest zbyt wielkim człowiekiem (mierzy 1,67 cm – przyp. red.), ale ma za to ogromne serce. Jechaliśmy razem na nasz mecz towarzyski przeciwko Wolves i Leon opowiedział mi, co znaczy dla niego gra tutaj. To nieprawdopodobne być w klubie 10 lat i przejść taką drogę – z czwartej ligi do pierwszej. Takie postacie, jak on czy Angel Rangel, będą teraz dla nas niezwykle ważne”Francesco Guidolin

Choć Britton ma wszelkie predyspozycje ku temu, aby godnie zastąpić Williamsa, nie można być pewnym, czy uda mu się utrzymać drużynę w ryzach. Podobne wątpliwości mogą mieć niedługo również kibice w innych klubach Premier League. Taka sytuacja powinna więc zaowocować pojawieniem się nowych liderów. Dobrym przykładem piłkarza z charakterem wydaje się być snajper Tottenhamu Harry Kane, który mimo młodego wieku wykazuje wielką chęć dowodzenia kolegami na boisku i jest zawodnikiem mocno związanym z Kogutami. Jego determinację docenia też Mauricio Pochettino, więc niewykluczone, że w trakcie kontuzji Llorisa będzie dane Anglikowi wyjść na murawę w kilku meczach z opaską kapitana. W tej chwili w kolejce przed Kane’m jest jednak Belg Jan Vertonghen, ale być może w przyszłości to właśnie Kane zostanie kapitanem Tottenhamu na stałe.


Im więcej takich zawodników, tym szybciej zniknie problem angielskiego futbolu ze znalezieniem zdecydowanych liderów. Póki co, trudno o takich nawet w reprezentacji Trzech Lwów. Poza Waynem Rooneyem, który stara się prowadzić grę także w Manchesterze United, próżno szukać graczy potrafiących wziąć na siebie odpowiedzialność w trudnym momencie. Widać to było chociażby podczas ostatniego EURO, gdzie Anglikom wyraźnie brakowało błysku lidera. W obliczu kłopotów w kilku klubach Premier League należy mieć nadzieję, że nowy sezon przyniesie pewien przełom. Trudna sytuacja przeważnie rodzi nowe rozwiązania, więc być może za rok nie będziemy mogli już narzekać na brak prawdziwych liderów w Premier League.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *