polska 2006

Dwanaście lat i dwadzieścia pięć dni – tyle dokładnie minie w niedzielę od ostatniego meczu Polska – Kolumbia. Pech chciał, że to właśnie z tym południowoamerykańskim rywalem będziemy w Kazaniu walczyć „o wszystko”, a wynik niedzielnej rywalizacji bezpośrednio przesądzi o dalszym udziale Orłów Nawałki w rosyjskim czempionacie. W przeszłości mieliśmy już okazję mierzyć się z kadrą Los Cafeteros, z mniej lub bardziej udanym skutkiem. Potyczka, która szczególnie zapadła w pamięć kibicom Biało-Czerwonych, miała miejsce w maju 2006 roku w ramach przygotowań do Mistrzostw Świata w Niemczech. Warto więc sięgnąć pamięcią wstecz i przypomnieć sobie, jak od tego czasu zmieniła się nasza narodowa drużyna.

Druga kolejka fazy grupowej Mistrzostw Świata będzie dla wielu reprezentacji kluczowa i z pewnością wyłoni uczestników kolejnego etapu. Polska stoi przed arcytrudnym wyzwaniem, ponieważ po przegranej w słabym stylu inauguracji z Senegalem, mecz z Kolumbią będzie naszym „być albo nie być”. Z Plantatorami Kawy nasza kadra mierzyła się stosunkowo rzadko. Do tej pory pomiędzy oboma krajami rozegrano dokładnie 5 spotkań i w większości z nich górą byli brązowi medaliści ostatniego Copa America (2 wygrane i 3 porażki Polaków – przyp. red.). Aby nie wracać zbyt daleko w przeszłość, skupmy się przede wszystkim na ostatniej potyczce z 30 maja 2006 roku, gdy selekcjonerem Biało-Czerwonych był kontrowersyjny Paweł Janas. Co zatem zmieniło się od tego czasu?


Kuszczaka już nie przelobują

Wspomniany sparing z ówczesnymi podopiecznymi Reinaldo Ruedy pamiętamy w głównej mierze z feralnej bramki wpuszczonej przez Tomasza Kuszczaka, grającego wtedy na chwałę angielskiego West Bromwich Albion. Golkiper naszej reprezentacji został w kuriozalny sposób przelobowany przez bramkarza przeciwników, Luisa Martíneza, przez co gospodarze przegrali 1:2. Na tej pozycji doszło jednak do radykalnej zmiany, wszak obecni specjaliści od łapania piłki w ekipie Adama Nawałki – zarówno Szczęsny, jak i Fabiański – w najbliższej potyczce raczej sobie na takie ośmieszenie nie pozwolą. Co ciekawe, Łukasz Fabiański jest jedynym kadrowiczem, który był wówczas obecny na Stadionie Śląskim w Chorzowie, jednak musiał uznać wyższość starszych kolegów – Kuszczaka i Boruca, w związku z czym nie spędził między słupkami ani minuty.



Formacja ta sama, a lider w ataku osamotniony

Co do samych składów, to w kwestii ustawienia zmieniło się niewiele – już wtedy podstawową formacją Polaków było 1-4-4-2. Pod względem jakościowym diametralnie zmieniła się za to obsada poszczególnych pozycji. Choć podobnie jak teraz, wówczas wielu reprezentantów grywało już w europejskich klubach, to jednak obecny skład uważany jest za znacznie lepszy. Wystarczy wspomnieć, że najlepszym polskim napastnikiem, który przed dwunastoma laty wybiegł na murawę, był Euzebiusz Smolarek, który co prawda miewał świetne momenty, ale dopiero co zbierał doświadczenie w światowej piłce grając w Borussii Dortmund. Dziś o sile biało-czerwonej ofensywy stanowi Robert Lewandowski – jedna z najlepszych dziewiątek świata i najskuteczniejszy snajper Bayernu Monachium, zatem porównywanie tych dwóch zawodników to jak konfrontowanie fiata z lamborghini.

Źródło: Focus
Źródło: Focus

Można się z natomiast pokusić o stwierdzenie, że Paweł Janas miał większe pole manewru w doborze drugiego napastnika niż obecnie ma Adam Nawałka. Nie da się ukryć, że Maciej Żurawski, Ireneusz Jeleń, czy nawet Paweł Brożek byli w lepszej dyspozycji niż teraz jest Arkadiusz Milik. Możliwości zmian było więc wtedy sporo, tymczasem obecnie jednym z największych mankamentów Polaków jest właśnie to, że “Lewy” nie ma partnera na odpowiednim poziomie.


Pomocnicy lepsi, ale nie w liczach

Jeśli chodzi o prawą i lewą flankę, w kadrze Janasa prym wiedli zawodnicy tacy jak Kamil Kosowski, czy Jacek Krzynówek. Zachodzi tutaj pewna analogia, ponieważ Kosowski w 2006 roku, podobnie jak Grosicki teraz, biegał po boiskach angielskiej Championship, i o ile drugiego z Kamilów bronią jeszcze liczby, o tyle Błaszczykowski w porównaniu z Krzynówkiem wypada ostatnio o dwie klasy gorzej, głównie ze względu na urazy, które wciąż doświadczonego gracza Wolfsburga nie omijają.

W środku pola wyższość trzeba przyznać aktualnym reprezentantom. Mimo wszystko Zieliński czy Krychowiak, przynajmniej na papierze, prezentują lepszą jakość niż Sobolewski i Radomski, choć akurat Mirosław Szymkowiak, mając mniej rozegranych meczów niż Piotr Zieliński, ostatnich podań w kampanii 2005/06 zaliczył więcej niż gracz Napoli w zakończonej kampanii Serie A. Z drugiej strony europejskie media rozpływają się nad potencjałem rozgrywającego wicemistrza Italii, co z kolei w kadrze dostrzegalne jest sporadycznie.


Teoretycznie mocniejsza obrona

Dzisiejsza defensywa Biało-Czerwonych również wydaje się być lepsza niż ponad dekadę temu. Coraz bardziej możliwy jest niedzielny występ Kamila Glika, a jeśli stanie się to faktem, śmiało będzie można mówić o tym, że dawniej właśnie takiego defensora Polsce brakowało. Jacek Bąk i Mariusz Jop prezentowali wprawdzie porównywalny poziom do Michała Pazdana czy Jana Bednarka, ale Glik wszystkich wymienionych bije na głowę. Wystarczy tylko przypomnieć, że to właśnie stoper AS Monaco został wybrany do najlepszej jedenastki zakończonego niedawno sezonu Ligue 1.




Siła „Team Spirit” i większe zaufanie do trenera

Kadra Nawałki uchodzi za lepiej zgraną zarówno na boisku, jak i poza nim, niż ekipa Janasa. Nastroje przed mundialem w Niemczech również były zgoła inne – wówczas krytykowano selekcjonera m.in. za brak powołań dla Jerzego Dudka oraz Tomasza Frankowskiego, a dziś zdaje się, że Nawałka darzony jest większym zaufaniem i szacunkiem, i cokolwiek by nie zrobił, ma na to całkowite przyzwolenie.




Papierowi faworyci mogą liczyć na wsparcie kibiców

Po sensacyjnym EURO 2016 i późniejszych eliminacjach do Mundialu w Rosji, reprezentacja Polski stawiana jest w gronie faworytów do wyjścia z grupy, czego nie można było powiedzieć o kadrze z 2006. Co prawda mecz z Senegalem nieco zweryfikował te założenia, ale nie da się ukryć, że obecnie drużyna narodowa tworzy kolektyw, który ma duże ambicje. Kompromitacja w Chorzowie tylko pogorszyła nastawienie do Pawła Janasa. Na ostatniej prostej przed startem Mistrzostw Świata w Niemczech mało kto wierzył w sukces Biało-Czerwonych, a dla odmiany dziś – pomimo tego, że w haniebny niemal sposób podarowaliśmy punkty rywalowi z Afryki – wiara w reprezentację nie słabnie. Oby nadzieja nie okazała się tym razem „matką głupich” i w niedzielę nie powtórzył się scenariusz sprzed 12 lat – zarówno ze spotkania z Kolumbią, jak i fazy grupowej mundialu.

XGltYWdlc1xjb250ZW50XDExNTQ5NjYxNjIuanBnfDEwMjR8NzI4_

Warto też odnotować, że w 2006 roku Kolumbia nie posiadała w składzie tak głośnych nazwisk jak teraz. Starsi koledzy króla strzelców czempionatu w Brazylii, Jamesa Rodrígueza, a także Falcao, Cuadrado, czy Carlosa Bakki nie zakwalifikowali się nawet na turniej nad Renem, a to mówi samo za siebie. Czy zatem będziemy mieli okazję doświadczyć polskiej remontady? Tego dowiemy się już w niedzielę o godzinie 20.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *