Havertz Sancho Bayer Leverkusen vs BVB

Przez ostatnie kilkanaście lat w Bundeslidze dało się zauważyć zaskakującą zależność. Pomimo iż liga naszych zachodnich sąsiadów niezmiennie należy do europejskiej czołówki, Bayern stale bije się o najwyższe cele na arenie międzynarodowej, a obie Borussie oraz od niedawna także RB Lipsk konsekwentnie zbliżają się do poziomu giganta z Bawarii, to tak naprawdę tylko klubowi z Dortmundu udawało się regularnie nakłaniać do transferów młodych, dobrze rokujących piłkarzy z różnych części globu. Tropem BVB zaczęły więc podążać inne uznane marki za Odrą – Bayer Leverkusen, FC Schalke 04, nawet w Monachium przestano na siłę tworzyć niemieckie FC Hollywood i zagospodarowano nieco miejsca na młodą krew. Jak dowodzi futbolowa rzeczywistość, owa koncepcja nie była błędem.

Trudno natomiast jednoznacznie stwierdzić, kiedy rozpoczął się wielki boom na werbowanie utalentowanej młodzieży za naszą zachodnią granicą. Nie będzie jednak dużym nadużyciem stwierdzenie, iż wzorce związane z inwestowaniem w nastoletnie gwiazdy reszta ligi zaczerpnęła z gabinetów przy Strobelallee. Kiedy na Westfalenstadion pojawił się Jürgen Klopp, klub z Dortmundu zupełnie zreformował politykę transferową. Zawodnicy pokroju Shinjiego Kagawy, Mario Götzego, Nuriego Şahina, a przede wszystkim Roberta Lewandowskiego to idealne przykłady tego, jak przy niewielkim nakładzie finansowym zbudować potężną maszynę zdolną do historycznych zwycięstw, wśród których znajduje się chociażby pamiętna wiktoria nad Bayernem w finale DFB-Pokal sprzed blisko ośmiu lat (5:2 dla BVB – przyp. red.). Wszyscy wymienieni zawodnicy nie tylko zapisali się na dobre w pamięci sympatyków Die Schwarzgelben, ale również wypromowali klub z Zagłębia Ruhry na polu marketingowym do tego stopnia, że jest on już postrzegany jako godny rywal monachijskiego hegemona.


Obraną niegdyś drogę kontynuują na Signal Iduna Park do dziś. Wystarczy rzut oka na wyjściową jedenastkę aktualnego wicemistrza Niemiec: Jadon Sancho (20 lat), Erling Braut Håland (19) i Achraf Hakimi (21) to bez wątpienia przyszłość europejskiego futbolu. Ci piekielnie utalentowani nastolatkowie mają wszystko, czego potrzeba do osiągnięcia sukcesu – wyjątkowe predyspozycje fizyczne, znakomite umiejętności techniczne, boiskową dojrzałość i świadomość swoich atutów, które bez wahania wykorzystują podczas każdego starcia. Choć trudno w to uwierzyć, wspomniany tercet wygenerował w tym sezonie łącznie aż 65 bramek i 37 asyst! Statystyka doprawdy oszałamiająca, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż najstarszy z całej trójki (Hakimi) ma dopiero 21 lat. Sam młodziutki Anglik w zaledwie 91 występach w żółto-czarnych barwach uzbierał imponujących 31 goli oraz 42 asysty (rocznik 2000!). Warto przy tym podkreślić, że lwia część ich dorobku to nie trafienia przeciwko słabszym zespołom w pierwszych rundach krajowych pucharów – wszyscy z olbrzymią łatwością dziurawią siatki przeciwników także na poziomie Champions League. Nie bez powodu łączna wartość rynkowa tria Sancho – Håland – Hakimi na obecną chwilę szacowana jest na blisko ćwierć miliarda euro. Strach pomyśleć, jakie liczby wykręciliby, gdyby pandemia COVID-19 nie wywróciła obecnego sezonu do góry nogami…

Na północny zachód od Dortmundu, na BayArena też mają swoje “złote dziecko”. Wychowanek Alemannii Mariadorf to największy talent niemieckiej piłki od wielu lat. Kai Havertz, bo o nim mowa, to 20-letni ofensywny pomocnik popularnych Aptekarzy, który zgromadził bagatela 140 występów w Bundeslidze! W najwyższej klasie rozgrywkowej za Odrą zadebiutował już w wieku 17 lat, a w swoim premierowym sezonie aż 24 razy pojawiał się na boisku. Od tamtej pory urósł do rangi niekwestionowanej gwiazdy swojej drużyny i stał się motorem napędowym B04. Jego aktualny, godny zachwytu dorobek w seniorskim futbolu to 40 bramek i 30 asyst. Nic dziwnego, że o młody diament rodem z Akwizgranu pytają największe kluby na Starym Kontynencie, podczas gdy jego wartość nieustannie rośnie (wg Transfermarkt – 81 mln €). Nikomu nie udało się jeszcze zakontraktować fenomenalnego Niemca, aczkolwiek jeden z największych transferów w historii ligi mistrzów świata z 2014 roku wydaje się być kwestią czasu.


Wspomniane nazwiska to oczywiście najjaśniej świecące gwiazdy młodego pokolenia w Bundeslidze – jedni z najlepszych piłkarzy zarówno w Niemczech, jak i na całym kontynencie, co nie oznacza, że jedyni przejawiający ogromny potencjał. Na niemieckich boiskach coraz częściej dostrzega się uzdolnionych juniorów, którzy już niedługo mogą wieść prym w dorosłych rozgrywkach. Obdarzony niezwykłym przyspieszeniem Kanadyjczyk Alphonso Davies w wielu spotkaniach pokazał się z bardzo dobrej strony i sukcesywnie buduje swoją pozycję na Allianz Arena. W pamięci sympatyków piłki na najwyższym poziomie zapadł zwłaszcza jego spektakularny występ przeciwko londyńskiej Chelsea w Lidze Mistrzów, za który zasłużenie zebrał świetne recenzje. Całkiem nieźle jak na zawodnika, którego transfer wzbudzał przecież niemałe zaskoczenie.


Håland czy Sancho to nie jedyni nastoletni atakujący, których słusznie obawiają się obrońcy Bundesligi. Do zespołu z Mönchengladbach również udało się ściągnąć perspektywicznego gracza, który z miejsca stał się jedną z głównych strzelb Źrebaków. Francuski napastnik Marcus Thuram zdążył już efektownie przywitać się z publicznością znad Niersu, choć do ekipy BMG dołączył dopiero pod koniec ubiegłego roku za kwotę 9 mln €. Od tamtej pory licznik absolwenta akademii FC Sochaux-Montbéliard nieustannie bije i w tym momencie wskazuje już 34 rozegrane spotkania. Szczególną uwagę warto zwrócić na jego dokonania ofensywne – nieco ponad pół roku wystarczyło Thuramowi, by zbliżyć się w okolice double-double (11 bramek oraz 9 asyst). Nie jest to wprawdzie tempo szalonego Norwega, niemniej jednak eksplozja talentu syna byłego mistrza świata i Europy nie powinna przejść niezauważona. Jeśli na koniec sezonu znajdzie się na wysokiej pozycji w klasyfikacji najlepszych strzelców, może “wystrzelać” sobie naprawdę duży transfer.

Bundesliga przestała być już monopolem jednego zespołu, gdzie konkurenci z góry skazani są na podziwianie popisów potężnie naoliwionej maszyny z Bawarii. Wielkie pieniądze schodzą na dalszy plan, kiedy do gry wkracza skauting, filozofia, czy właściwe podejście do pracy u podstaw. To właśnie tym najlepsze niemieckie zespoły potrafią dziś skusić utalentowanych adeptów futbolu. Opisana w artykule piątka wspaniałych to tylko niewielka część piłkarskiego narybku, którym obecnie mogą poszczycić się właściciele niemieckich klubów. W ich akademiach niecierpliwie czekają na swoją szansę obiecujący juniorzy, którzy gotowi są zostawić na boisku wszystko, aby nadarzającą się sytuację wykorzystać i podążyć drogą bohaterów niniejszego tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *