training-olkowski

Jeszcze pół roku temu, mimo słabszej formy, Paweł Olkowski był jako zawodnik podstawowego składu 1.FC Köln jednym z murowanych kandydatów do wyjazdu na EURO 2016 w roli pierwszego zmiennika Łukasza Piszczka. Przez te sześć miesięcy wiele się w karierze 26-letniego obrońcy pozmieniało, choć tak naprawdę całe zło, jakie spotkało ostatnio byłego piłkarza Górnika Zabrze zapoczątkowała kontuzja, której doznał w kwietniu 2015 roku. W ostatnim czasie z Kolonii docierały jednak bardzo pozytywne sygnały w kontekście Olkowskiego. Peter Stöger chwalił Polaka, cieszył się, że wraca do optymalnej formy i dawał podstawy, by wierzyć, że wkrótce powróci do pierwszej jedenastki Kozłów. Niestety, pierwsze tygodnie sezonu sugerują coś innego.

Sięgnijmy pamięcią do stycznia 2014 roku. Olkowskiemu do końca kontraktu z Górnikiem Zabrze pozostało pół roku, co oznaczało, że mógł rozpocząć oficjalne rozmowy z potencjalnymi nowymi pracodawcami. Wybór padł na drugoligowe wówczas 1.FC Köln, pewnie zmierzające jednak po awans do niemieckiej elity. Jak sam piłkarz później wspominał w jednym z bardzo niewielu wywiadów, jakich udzielił w całej swojej karierze, to pół roku, jakie miał, aby przygotować się na wyzwania czekające go w Bundeslidze, bardzo wiele mu dały. Olkowski nauczył się języka i nawet w wakacje ciężko pracował na siłowni, aby nie odstawać fizycznie od rywali, z którymi przyjdzie mu rywalizować w jednej z najlepszych lig świata. To przyniosło efekty. Paweł szybko wygryzł ze składu legendę i kapitana klubu Mišo Brečko, zadziwiając całą piłkarską Polskę, a tym bardziej oczywiście Niemcy.

Olkowski był w sezonie 2014/15 nie tylko podstawowym zawodnikiem Kolonii, ale jej kluczowym ogniwem. Austriacki szkoleniowiec Kozłów piał z zachwytu nad umiejętnościami i zaangażowaniem Polaka, a wtórowali mu kibice westfalskiego klubu.

Świetne występy na poziomie Bundesligi dały oczywiście Olkowskiemu przepustkę do reprezentacji Polski, w której jednak z oczywistych względów nie mógł liczyć na status zawodnika pierwszego wyboru, co zresztą częściowo utrudniało odpowiednie wykorzystanie tych szans, które od selekcjonera Nawałki otrzymywał.

“Nigdy nie pomyślałem, że mógłbym zastąpić Łukasza Piszczka w reprezentacji. Pewnie dlatego, że gdy już dostawałem szanse w kadrze, fajerwerków nie odpalałem. Zresztą wiadomo jak jest – wychodząc na boisko w meczach kadry wiedziałem, że to nie ja jestem pierwszym wyborem na tę pozycję, tylko Łukasz. Oczywiście dawałem z siebie maksa, ale i tak wiedziałem, że to on jest piłkarzem z topu, a ja go tylko zastępuję. Może to też miało wpływ na jakość moich występów?”Paweł Olkowski

Na miesiąc przed końcem tamtego niezwykle udanego sezonu Polak złapał niefortunną kontuzję, która wykluczyła go z treningów na kilka tygodni. Olkowski z perspektywy czasu wspomina, że popełnił wówczas duży błąd. Przez swoją niepohamowaną chęć powrotu na boisko doprowadził do przeciążenia organizmu i był to jeden z głównych powodów ogromnych problemów fizycznych, jakie go dopadły. Schudł wówczas aż siedem kilogramów, ucierpiały jego muskulatura i siła, a to oczywiście błyskawicznie odbiło się na postawie urodzonego w Ozimku obrońcy na boisku. Pojedynki “jeden na jeden” oraz starcia “bark w bark”, w których tak świetnie radził sobie w pierwszym sezonie na RheinEnergie Stadion, stały się jego największą zmorą. Fakt, że rehabilitacja nałożyła się na początek okresu przygotowawczego do sezonu 2015/16 na pewno Olkowskiemu nie pomógł. Jakim obciążeniem dla piłkarza jest brak wakacji, doskonale widzimy dziś na przykładzie Michała Pazdana.

Te wszystkie kłopoty zbiegły się w czasie z problemami rodzinnymi – syn piłkarza urodził się bowiem kilka tygodni przed wyznaczonym terminem i jego stan zdrowia był na tyle niepewny, że Olkowski przez kolejnych kilka tygodni spędzał każdą wolną chwilę w szpitalu. To wszystko bardzo negatywnie wpłynęło na jego formę. W większości meczów rundy wiosennej wychodził wprawdzie w podstawowym składzie, jednak prawdopodobnie był to efekt pozycji wypracowanej w ciągu poprzednich rozgrywek niż dobrej postawy na treningach. Polak zbierał słabe noty, często wypadał ze składu przez mikrourazy i znacznie częściej był krytykowany niż chwalony. Katastrofalne błędy w pierwszym meczu rundy rewanżowej z VfB Stuttgart przelały czarę goryczy.

Olkowski wylądował w rezerwach klubu. Cierpliwość Petera Stögera się skończyła, a kredyt zaufania wyczerpał. Choć zsyłka trwała tylko tydzień, bynajmniej nie był to koniec kłopotów Polka – te prawdziwe nadeszły w kolejnych miesiącach. Olkowski został definitywnie odstawiony od składu, spadając z dnia na dzień w klubowej hierarchii prawych obrońców z pierwszego na trzecie miejsce. W zależności od ustawienia (trójką lub czwórką obrońców), austriacki szkoleniowiec ustawiał na tej pozycji Duńczyka Frederika Sørensena lub Niemca Marcela Risse.

Odstawienie od składu w klubie spowodowało, że Olkowski nie otrzymał powołania już na wiosenne sparingi reprezentacji Polski z Serbią i Finlandią. Selekcjoner zadzwonił do swojego byłego podopiecznego z Zabrza i wyjaśnił, że niestety brak regularnej gry oznacza również brak powołania. Nawałka jasno podkreślił, że drzwi do kadry dla 26-latka nie są zamknięte, ale jego sytuacja w Kolonii musi ulec zmianie. Stało się wręcz przeciwnie. Przez całą wiosnę Olkowski zaliczył cztery minutowe epizody, jeden dziesięciominutowy oraz dwa – nie licząc blamażu ze Stuttgartem – występy w podstawowym składzie: jeden przeciwko Borussii Mönchengladbach, gdy za kartki pauzował Marcel Risse, a drugi z Borussią Dortmund w ostatnim meczu sezonu, kiedy żadna z drużyn już o nic nie walczyła. Za oba mecze zebrał zresztą bardzo niepochlebne recenzje…

Wraz z końcem sezonu pełnego nieszczęśliwych przypadków, zbiegów okoliczności i zwyczajnego pecha, Paweł Olkowski miał oddzielić grubą kreską to, co było i rozpocząć nowy rozdział w karierze. Miał ze świeżym umysłem, w pełni zdrowia wrócić do dyspozycji z sezonu 2014/15 i znów stać się kluczowym zawodnikiem ekipy 1.FC Köln. Sygnały, które docierały z RheinEnergie Stadion w czasie okresu przygotowawczego sugerowały, że wszystko jest na najlepszej drodze. Olkowski może nie zachwycał, ale odzyskał odpowiednią sylwetkę i dawny wigor. Grał regularnie w sparingach i był chwalony. Zdawało się, że z tygodnia na tydzień forma Polaka rośnie i predestynuje go do gry na prawej obronie Kolonii w podstawowym składzie.

“Po kontuzji miałem problemy z muskulaturą. Kiedy przed sezonem poddawani byliśmy tradycyjnie testom i badaniom medycznym, wyszły mi złe wyniki. Przed śniadaniem chodziłem zawsze biegać. Dwa intensywne treningi dziennie i do tego bieganie o siódmej nad ranem powoduje, że kiedyś zaczyna brakować ci energii. To nie był jednak jedyny powód tego, dlaczego nie grałem. Problem leżał w mojej głowie. Zawsze chciałem robić więcej i byłem zły, gdy nie mogłem. Jeśli nie grasz, nie jesteś już tak odważny jak wcześniej. Brakuje ci pewności siebie. W meczu przeciwko Stuttgartowi popełniłem błąd i wówczas straciłem ją już całkowicie. Teraz odzyskałem swoją dawną wagę. Przestrzegam ściśle diety, pracuję z trenerem i doradcą do spraw żywienia. Uważam na to, co i kiedy jem – to dla mnie bardzo ważne. Chciałbym móc powiedzieć wszystkim: Paweł powrócił! Mogę jednakże zapewnić, że w nadchodzącym sezonie będę dużo lepszy. Nie chcę być jedynie zawodnikiem podstawowego składu, lecz jednym z najlepszych”Paweł Olkowski

Niestety, w pierwszym oficjalnym spotkaniu sezonu w ramach Pucharu Niemiec na prawej stronie zagrali Miloš Jojić i Marcel Risse, wymieniając się pozycjami. Sam fakt zastąpienia Olkowskiego nominalnym środkowym pomocnikiem jest bardzo niepokojący. Można to było jednak tłumaczyć małym znaczeniem meczu – w końcu była to tylko konfrontacja z szóstoligową ekipą, którą Kozły łatwo rozbiły 7:0. Problem w tym, że w pierwszym spotkaniu ligowym z SV Darmstadt na prawą flankę powrócił duet Risse -Sørensen…

Źródło: express.de
Źródło: express.de

“Widziałem dla Olkowskiego szansę przy ustawieniu 1-4-4-2, gdzie mogliby z Marcelem Rissem grać po prawej stronie, niezależnie od tego, kto na obronie, a kto w pomocy. Jeśli w pierwszym meczu, przy sprzyjającym mu systemie, nie było dla niego miejsca, to znaczy, że jest w najlepszym przypadku drugim-trzecim wyborem. A to dość niepokojący sygnał. Peter Stöger wypowiada się o nim ciepło. Podkreśla, że wraca do siebie, wie, na co go stać i uporał się z kontuzjami. Ale dla Olkowskiego to będzie sezon prawdy. Jeśli znów będzie miał takie rozgrywki jak poprzednie, to Bundesliga go wypluje. Zostanie mu ewentualnie Darmstadt, zbierające odrzuty z innych klubów”Tomasz Urban

Nie ma wątpliwości co do tego, że Paweł Olkowski w optymalnej formie to zawodnik nietuzinkowy, który prawdopodobnie poradziłby sobie w dużo lepszych klubach niż Kolonia. Wielu twierdzi, że ma potencjał porównywalny do Łukasza Piszczka. Choć w meczach reprezentacji rzadko pokazywał na co go stać, niemieccy kibice już przekonali się, że 26-latek nie znalazł się w Bundeslidze przypadkowo. Wiele obiecywano sobie po tym sezonie w wykonaniu byłego Zabrzanina. Jeśli jednak utrzyma się w jego przypadku status quo, będzie to chyba jasny sygnał, że pora na zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *