ER2VjxhXUAMzqxf

Zeszłoroczny transfer Luki Jovicia do Realu Madryt od samego początku nie przekonywał większości fanów Królewskich. Zdania ekspertów również były podzielone, wszak serbski snajper miał za sobą dopiero jeden naprawdę udany sezon w seniorskiej piłce na najwyższym poziomie, toteż wyłożenie na niego blisko 60 mln € było wielkim ryzykiem ze strony Florentino Péreza. Przez cały sezon 22-letni napastnik bardzo rzadko podnosił się z ławki rezerwowych, a jeśli już to czynił, wchodził na boisko na zaledwie kilkanaście minut, co nie satysfakcjonowało ani piłkarza, ani jego pracodawcy. Wydaje się, że działacze klubu z Estadio Santiago Bernabéu po raz kolejny pospieszyli się i dali ponieść urokowi chwili. Czy to oznacza, że to ostatnie dni wychowanka Crvenej zvezdy przy Concha Espina 1?

Urodzony w Bijeljinie piłkarz trafił do stołecznego klubu w jasnym celu – jako jeden z tych, którzy po odejściu do Juventusu Cristiano Ronaldo mają zapewnić Los Blancos spokój w ofensywie. Pisząc wprost: miał dostarczyć bramek, najlepiej w hurtowej ilości. Tymczasem już podczas letniej pretemporady bałkański atakujący doznał urazu, który wyeliminował go z przedsezonowych przygotowań i w efekcie pozbawił możliwości udowodnienia swoich umiejętności w sparingach. Jednak poważniejszych powodów do obaw nie było. W erze Galacticos wielu napastników triumfowało w Realu Madryt. Każdy miał swój czas: Ronaldo, Owen, wreszcie legendarny Raúl González. Każdy z nich dołożył swoją cegiełkę, jeśli nie solidną cegłę, do budowy wielkiej historii stołecznego klubu. Dlaczego zatem inaczej miałoby być z Joviciem, który w poprzednich rozgrywkach, grając w klubie o półkę lub dwie słabszym, był prawdziwym kilerem – 27 bramek w 48 meczach to, jak na wchodzącego dopiero na piłkarski szczyt zawodnika, wynik więcej niż dobry.


Zapewne nawet sam Jović zdawał sobie jednak sprawę, że wygryzienie z pierwszej jedenastki Los Merengues Karima Benzemy, który znajduje się bodaj w najlepszej formie odkąd zawitał na obiekt przy Concha Espina 1 w 2009 roku, będzie graniczyło z cudem. Mało kto spodziewał się natomiast, że młoda strzelba aż tak mocno przyklei się do fotela dla rezerwowych i w połowie lipca nie będzie miał rozegranych nawet 800 minut. Jakby tego było mało, były zawodnik lizbońskiej Benfiki ostatnio wypadł także z łask selekcjonera swojej reprezentacji – Ljubišy Tumbakovicia, który nie powołał go na ostatnie konfrontacje eliminacyjne i towarzyskie. Nie jest to jednak żadne zaskoczenie, skoro jego obecny dorobek w tym sezonie to 25 meczów we wszystkich rozgrywka i zaledwie 2 bramki.

“Luka jest młodym zawodnikiem i potrzebuje czasu, by przystosować się do nowej roli. Real Madryt nie zatrudnił go bez powodu. W Eintrachcie pokazał, że jest fantastycznym graczem, strzelał dużo bramek i w każdym meczu pokazywał sporą jakość sportową. Nie jest tajemnicą, że Real potrzebował konkurencji na pozycji nr 9, ponieważ Benzema to inny rodzaj piłkarza. Karim jest dużo bardziej sfokusowany na rozegraniu niż strzelaniu, chociaż i to robi świetnie. Jović powinien cały czas się od niego uczyć. Jak już powiedziałem, jest młody i być może pierwszy raz ma do czynienia z taką presją – w końcu został zawodnikiem Realu Madryt. Potrzebuje czasu i ten czas ma. Wiemy, że jest świetnym napastnikiem, doskonale wiedzą to nie tylko w Niemczech.”

Michel Salgado, były obrońca Królewskich

Skuteczną receptą na niemoc bałkańskiego goleadora wydawały się być mecze o Superpuchar Hiszpanii, gdzie ekipa Zidane’a musiała sobie radzić bez kontuzjowanego Benzemy. Mimo rozegranych ponad 160 minut w starcia z Valencią i Atlético nie doczekano się jednak przełamania, a jedyną osłodą była asysta przy trafieniu Modricia, które przypieczętowało półfinałowe zwycięstwo.

Kolejnych okazji się nie doczekał, bo przyszła pandemia koronawirusa. To mogła być dla niego idealna okazja, aby odbudować zaufanie trenera i pokazać się z dobrej strony po wznowieniu treningów. Owszem mówiono o nim znacznie więcej niż na początku sezonu, ale niestety dla niego wyłącznie z powodów pozasportowych i w negatywnym świetle. Najpierw złamał zasady izolacji i udał się na imprezę urodzinową swojej dziewczyny, czym rozsierdził serbskie władze. Później nabawił się poważnej kontuzji podczas korzystania ze ścianki wspinaczkowej, a w ostatnim czasie trafił na kwarantannę, bo miał kontakt z zakażonym SARS-CoV-2. Na szczęście, w jego przypadku testy dały wynik negatywny i może już wrócić do kadry meczowej.


22-latek musi sobie w końcu uświadomić, że w Madrycie wszystko jest inne: życie, oczekiwania fanów, presja. Tutaj nie ma miejsca na pomyłki, niewłaściwe zachowanie czy przede wszystkim słabszą grę, skoro wygwizdywani byli najwięksi, z CR7 na czele. W hiszpańskich mediach nie brakuje opinii, że Zinédine Zidane wciąż mocno wierzy w swojego podopiecznego i w żadnym wypadku nie myśli o wystawieniu go na listę transferową.

Francuski trener doskonale zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z zawodnikiem o olbrzymim potencjale, który świetnie potrafi odnaleźć się w polu karnym przeciwnika oraz umiejętnie wykorzystać swoje atuty fizyczne. Wejście do szatni przepełnionej futbolowym ego nie jest proste, szczególnie dla chłopaka, który jeszcze dwa lata temu nie mógł się nawet spodziewać, że ktokolwiek związany z trzykrotnym z rzędu zwycięzcą Champions League wykona do niego telefon… Być może rozwiązaniem wszystkich problemów byłoby wypożyczenie do nieco słabszego klubu, gdzie znów odzyskałby pewność siebie i regularnie trafiałby do siatki. Najlepiej do takiego, gdzie spotkałby wymagającego i twardo stąpającego po ziemi trenera, który w końcu okiełznał by ten krnąbrny charakter, przyciągający mnóstwo kłopotów. Mimo bardzo słabego sezonu, nie brakuje chętnych na jego pozyskanie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *