dsc-33401478123926

Mecz przy pustych trybunach, a naprzeciwko najlepsza klubowa drużyna Europy – krajobraz przed środowym spotkaniem nie był dla Legii zbyt optymistyczny. Real jechał na Łazienkowską jak po swoje, a hiszpańscy dziennikarze, nawet jeśli interesowali się tematem mistrzów Polski, to głównie chodziło o kwestie bezpieczeństwa. Teraz będą musieli zapamiętać także kilka nazwisk, a nazwa “Legia” przestanie kojarzyć się tylko z wybrykami kibiców. Po raz pierwszy w historii polski klub nie przegrał bowiem z wielkim Realem, ba, był niezwykle blisko zwycięstwa! Uczucie niedosytu po remisie z Królewskimi to chyba najlepszy dowód na to, jak abstrakcyjna opowieść została napisana na Łazienkowskiej.

Gdy dwa tygodnie temu przed meczem na Santiago Bernabéu Zinédine Zidane wypalił na konferencji prasowej, że Legia i Real są na tym samym poziomie, większość kibiców i ekspertów pukała się w czoło. Podobnie reagowali pewnie wczoraj, gdy Francuz określił Wojskowych mianem ekipy, która w każdej chwili może strzelić gola i skomplikować życie. Po meczu natomiast mówił o radości z remisu, ale teraz nikt już nie śmie podejrzewać Zidane’a o kurtuazję. Legia postraszyła wielki Real nie na żarty! Wreszcie można powiedzieć, że na taką Ligę Mistrzów czekaliśmy. Największym sukcesem gospodarzy jest to, że bardziej niż o pustych trybunach będzie mówiło się o ich wyczynach na boisku. Mistrzowie Polski wykonali swoją pracę perfekcyjnie i dali rodakom powód do dumy. Czy ktoś jeszcze pamięta o Besniku Hasim i 0:6 z Borussią? Teraz to w Dortmundzie mogą się cieszyć, że zagrali z Legią akurat w momencie, gdy była w totalnej rozsypce. Za trzy tygodnie na Signal Iduna Park na pewno nie będzie Żółto-Czarnym już tak łatwo.

Początek meczu zupełnie nie wskazywał emocjonującej końcówki, jednak determinacja piłkarzy Magiery pozwoliła im zagrać spotkanie, które każdy z nich zapamięta do końca życia. Odrobić dwubramkową stratę z Realem – to brzmi jeszcze bardziej niesamowicie niż sam wynik! Podobnie jak to, że udało się strzelić aż trzy bramki. To była prawdziwa Liga Mistrzów! Trzeba przyznać, że Królewscy nie pozwolili Legii na zbyt wiele, ale Warszawianie wykorzystali swoje okazje perfekcyjnie. Trafienia Odjidjy-Ofoe, Radovicia i Moulina na pewno były godne starcia z obrońcą tytułu, a Bale’owi pokazały, że nie tylko on potrafi zdobywać cudowne gole. Legionistom udało się przyćmić wielkiego Cristiano Ronaldo, dla którego znów spotkanie z Michałem Pazdanem zakończyło się koszmarem. Portugalczyk był w środowy wieczór cieniem samego siebie i ostatecznie zakończył dwumecz z Legią z zerowym dorobkiem bramkowym! Ciekawe, jak muszą czuć się ci, którzy przepowiadali, że uda się CR7 strzelić aż pięć goli i dobić do setki w Lidze Mistrzów…


Wielka szkoda, że nie udało się Legii utrzymać prowadzenia, bo splendor byłby jeszcze większy. Taki scenariusz powoduje jednak, że mecz na Łazienkowskiej będzie wspominany z jeszcze większym sentymentem, a sukcesu Wosjkowych absolutnie nie umniejsza. Jacek Magiera tchnął w drużynę nowego ducha – dzisiaj w niczym nie przypomina już ona zlepku nazwisk, który kilka tygodni temu “zagrał” przeciwko Borussii. To spotkanie zmieniło postrzeganie przyszłości Legii w Lidze Mistrzów o sto osiemdziesiąt stopni. Rzecz jasna, mistrz Polski nie ma już nawet matematycznych szans na wyjście z grupy, ale przed dwumeczem z hiszpańskim gigantem dominowały modlitwy, aby uniknąć wysokich porażek. Teraz całkiem realna wydaje się wizja zajęcia trzeciego miejsca i gry na wiosnę w Lidze Europy.

Piłkarzom Legii należy się tym większy szacunek, bo przecież nie mogli liczyć na wsparcie z trybun. Atmosfera na stadionie idealnie wpasowała się w obchodzony 2 listopada Dzień Zaduszny.

mem

Świetnym występem udało się Legionistom zatrzeć pustki na stadionie, jednak kibice, którzy przez decyzję UEFY przegapili oglądanie na żywo takiego wydarzenia na pewno poczują się rozgoryczeni. Przez ich nieobecność na trybunach święto na Łazienkowskiej zdecydowanie można nazwać niepełnym. Aż trudno sobie wyobrazić, jaka wrzawa wybuchłaby po bramkach dla gospodarzy, a także końcowym gwizdku sędziego. O tym już jednak nie warto pamiętać, natomiast o wydarzeniach boiskowych jak najbardziej. Wypada mieć nadzieję, że remis z Realem będzie nowym początkiem dla Legii – tak, jak wszystko do tej pory w Lidze Mistrzów było złe (może poza występami drużyny młodzieżowej w UEFA Youth League), tak teraz karta się odwróci. Zespół Magiery pokazał dziś, że na bezgraniczne wsparcie zasługuje jak mało który.


Najsmutniejszy hymn Champions League w historii tych rozgrywek przy Łazienkowskiej grał w sercach Legionistów jedynie przez pierwsze 40 minut. Wtedy Los Blancos zdobyli dwie bramki i wydawało się, że kolejne są tylko kwestią czasu. Od cudownego trafienia Odjidjy-Ofoe Legia zaczęła grać skoczny koncert, a różnica klas nie była w żaden sposób widoczna. Oby nie było to apogeum, a jedynie początek pięknej historii. Zostały jeszcze dwa mecze i wiele do zrobienia, a dla Jacka Magiery zadanie – nie zachłysnąć się punktem urwanym klubowym mistrzom Europy. Do tej pory każde kolejne starcie Legii Warszawa w Lidze Mistrzów było lepsze, więc jeśli uda się podtrzymać tendencję wzrostową, nie będą to ostatnie miłe chwile.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *