ClVsrSUWAAMwbDp

Grupa A jest pierwszą, w której poznaliśmy komplet rozstrzygnięć. Francuzi i Szwajcarzy, którzy mierzyli się tego wieczoru w bezpośrednim starciu, postawili na minimalizm i po bezbramkowym remisie zapewnili sobie promocję do fazy pucharowej. Piękną historię napisali natomiast reprezentanci Albanii. Po zwycięstwie nad Rumunią podopieczni Gianniego De Biasiego mają wielkie szanse na awans z trzeciego miejsca.

W spotkaniu rozgrywanym na Stade Pierre Mauroy pewni awansu Francuzi podejmowali Szwajcarię, która również była niemal pewna gry w fazie pucharowej turnieju. Trójkolorowi nie bez kłopotów w poprzednich pojedynkach odprawili Rumunię 2:1 i Albanię 2:0. Mimo iż zgodnie ze znanym powiedzeniem “zwycięzców się nie sądzi”, to na Les Blues spadła spora dawka krytyki. W obu rozegranych pojedynkach gospodarze nie tylko nie wykorzystywali w pełni swojego kadrowego potencjału, ale momentami byli nawet tłamszeni przez słabszych rywali. Nad Sekwaną dotychczasowe wyniki przyjęto zatem ze sporym przymrużeniem oka, oczekując na fazę pucharową i starcia z bardziej wymagającymi przeciwnikami. Pewny awans sprawił, że Didier Deschams wystawił drużynę złożoną w dużej mierze z rezerwowych, dlatego na boisku od pierwszej minuty zameldowali się między innymi André-Pierre Gignac, Yohan Cabaye, czy Moussa Sissoko.



Szwajcaria natomiast, która jeszcze przed początkiem turnieju była typowana na jedno z największych potencjalnych rozczarowań EURO (dużo mówiło się o wielu konfliktach i podzielonej szatni – przyp. red.), nadspodziewanie dobrze poradziła sobie w dotychczasowych starciach. Zwycięstwo nad Albanią i remis z Rumunią sprawiły, że Helweci byli niemal pewni awansu do dalszych gier. Vladimir Petković nie zamierzał jednak oszczędzać zespołu i na plac gry desygnował możliwie najmocniejszą jedenastkę, która miała pokusić się o niespodziankę i doprowadzić do zrzucenia gospodarzy turnieju z fotela lidera grupy A.



Spotkanie lepiej rozpoczęli Francuzi, w szeregach których dwoił się i troił Paul Pogba. Gwiazda Juventusu kilkukrotnie uderzała na bramkę Yanna Sommera, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Raz Pogba był szczególnie blisko, gdy futbolówka uderzyła w poprzeczkę. Z czasem gra się wyrównała, jednak nadal do groźniejszych sytuacji dochodzili podopieczni Deschampsa.




Po wznowieniu gry Trójkolorowi utrzymywali swoją dominację, a szczególnie blisko był Antoine Griezmann, którego strzał zmierzający w okienko bramki ostatecznie został wyłapany przez golkipera Szwajcarów. W środku pola imponował również Moussa Sissoko.


W końcówce na boisku zameldował się najlepszy w dwóch pierwszy grupowych starciach zawodnik Les Blues – Dimitri Payet i stanął przed ogromną szansą wyprowadzenia gospodarzy na prowadzenie. Po wrzutce z prawej strony boiska lotu piłki nie przeciął żaden z obrońców Helwetów i ta spadła prosto pod nogi skrzydłowego West Hamu. Mocne uderzenie z pierwszej piłki ponownie obiło tylko poprzeczkę.


Na tym emocje w Lille się skończyły. Dla obu drużyn jest to jednak wynik co najmniej zadowalający. Francuzi z siedmioma punktami awansują z pierwszego miejsca w grupie i teoretycznie mogą uniknąć wymagającego rywala w 1/8 finału, natomiast Szwajcaria osiąga swój historyczny rezultat i po raz pierwszy melduje się w fazie pucharowej Mistrzostw Europy. Tam jednak na podopiecznych Petkovicia może czekać już znacznie mocniejszy przeciwnik, który powinien z łatwością obnażyć wszelkie słabości drużyny z alpejskiego kraju.


Francuzi tym spotkaniem z pewnością nie zamknęli ust krytykom. Les Blues, mimo bardzo mocnej kadry, nie potrafią przenieść jakości z papieru na boisko i czarować, zgodnie z zapowiedziami sprzed turnieju. Być może dopiero faza pucharowa rozbudzi w ekipie Deschampsa prawdziwy zespół.



 Szwajcaria 0:0 Francja  




Przed turniejem wyśmiewani i wskazywani jako najsłabszy uczestnik francuskiego czempionatu. Podopieczni Gianni’ego De Biasiego nie przejęli się jednak tym lekceważącym podejściem i na ten moment są o krok od awansu do dalszych gier! Wszystkiemu “winne” zwycięstwo nad Rumunią, które zapewnili sobie po złotym strzale Armando Sadiku pod koniec pierwszej połowy.



Teraz co prawda Albańczycy muszą czekać na rezultaty w innych grupach, jednak i tak dokonali już czegoś niemal niemożliwego. W swoim pierwszym w historii występie na turnieju finałowym Mistrzostw Europy są o krok od przedłużenia stanu euforii. Nawet gdyby się awans do 1/8 finału w ostateczności się nie udał, to i tak należą się Orłom wielkie brawa za ambitną postawę w każdym z trzech rozegranych spotkań.



 Rumunia 0:1 Albania