DgPPIhnW0AcMCl6

Wielu postronnych kibiców spodziewało się, że czwartek będzie jednym z najbardziej interesujących dni na rosyjskim czempionacie – nie tylko dlatego, że wcześniejszy przyniósł wielkie rozczarowanie i łącznie zaledwie trzy trafienia. Rozbudzone apetyty zostały jednak zaspokojone tylko w nieznaczny sposób. Oprócz bramek mogliśmy podziwiać radość Francuzów, rozpacz piłkarzy Peru i niezwykłą walkę podczas starcia Argentyny z Chorwacją. Wyniszczająca bitwa w najciekawiej zapowiadającym się widowisku przyćmiona została przez fatalny błąd Willy’ego Caballero, który bez cienia wątpliwości dzierży w swoich dłoniach tytuł najgorszego bramkarza tegorocznego mundialu.

Australia postrachem faworytów

Przed pierwszymi meczami w grupie C wydawało się, że wszystkie role zostały już precyzyjnie rozpisane. Tymczasem zupełnie niespodziewanie reprezentacja Australii przez niemal całe swoje inauguracyjne spotkanie skutecznie neutralizowała większość atutów Les Bleus i była od krok od sprawienia sensacji dużego kalibru. Ekipa prowadzona przez Berta van Marwijka skapitulowała dopiero na dziewięć minut przed końcowym gwizdkiem, gdy Matthew Ryana pokonał kolega z zespołu.

Minimalna porażka ze zwycięzcą MŚ sprzed 20 lat sprawiła, że bój z podopiecznymi Åge Hareide był dla ambitnych Australijczyków ostatnią szansą na przedłużenie widoku na fazę pucharową. Czwartkowy pojedynek rozpoczął się jednak dla Socceroos fatalnie, bo od szybkiego gola zdobytego przez największą gwiazdę rywala. Mimo niekorzystnego obrotu boiskowych wydarzeń jeszcze przed przerwą udało im się wyrównać, kiedy to Mile Jedinak po raz kolejny na tych mistrzostwach skutecznie wykonał rzut karny.


Piłkarze van Marwijka nie zamierzali zadowalać się remisem z zespołem, który w fazie eliminacyjnej musiał uznać wyższość Biało-Czerwonych, ale ostatecznie nie udało im się już powiększyć dorobku strzeleckiego. A mieli ku temu dwie okazje na samym finiszu rywalizacji, którą zakończyli z lepszymi ofensywnymi statystykami niż triumfator EURO 1992. Dzięki zdobytemu punktowi Australia w dalszym ciągu ma jeszcze szansę na wyjście z niezwykle trudnej grupy.



VAR na ratunek hiszpańskim sędziom

Arbitrzy z Półwyspu Iberyjskiego już od dłuższego czasu wzbudzają gigantyczne emocje na Starym Kontynencie. Lista ich pomyłek tylko z ostatniego sezonu zajęłaby zapewne więcej miejsca niż wszystkie słowa krytyki, które po każdej “piosence” spadają na siostry Godlewskie. Niewiele brakowało, aby jeszcze w pierwszej połowie starcia Danii z Australią popełnili błąd, który mógł zaważyć na losach całej rywalizacji. Na szczęście ze swojej roli idealnie wywiązał się system powtórek wideo, który uratował zespół sędziowski na czele z Antonio Miguelem Matéu Lahozem przed poważnym blamażem.




„Trójkolorowy” rekordzista pieczętuje awans

Całkiem niedawno Kylian Mbappé stał się bohaterem niezwykle skomplikowanego i opiewającego na gigantyczną kwotę transferu, gdy zdecydował się zamienić AS Monaco na Paris Saint-Germain. Nie było więc żadnym zaskoczeniem, że to właśnie w 19-latku, a także Antoinie Griezmannie i N’Golo Kanté kibice znad Sekwany widzieli tych, którzy mogą poprowadzić zespół Les Bleus do drugiego w historii tytułu najlepszej drużyny globu. W konfrontacji z Australią zawiedli zwłaszcza dwaj pierwsi, dlatego w pojedynku z Peru to właśnie na obu atakujących spoczął wzrok wielu fanów. Mbappé udowodnił swoją wysoką przydatność dla kadry Didiera Deschampsa już w pierwszej części gry, kiedy z bliskiej odległości dobił uderzenie Oliviera Girouda.


Tym samym wychowanek AS Bondy stał się najmłodszym graczem, który zdobył bramkę dla Francji podczas turnieju finałowego mistrzostw świata. Ponadto dołączył do elitarnego grona piłkarzy, którzy trafiali na mundialu jeszcze przed 20. urodzinami.


Jak się później okazało, było to jedyne trafienie w spotkaniu rozgrywanym w Jekaterynburgu, ale mające bardzo poważne konsekwencje dla obu ekip: gospodarzom EURO 2016 dało bowiem awans do kolejnej rundy, zaś rywala z Ameryki Południowej tej szansy ostatecznie pozbawiło.




Argentyna, czyli ten towar przestał już być ekskluzywny

Z udziałem jednego z głównych faworytów do złotego medalu miała miejsce bodaj największa niespodzianka pierwszej kolejki fazy grupowej. Islandia, mająca mniej mieszkańców niż Szczecin czy Bydgoszcz, potrafiła wielokrotnie zmusić faworyzowanego adwersarza do rozpaczliwej obrony i w pełni zasłużenie sięgnęła po jeden punkt. Z tego względu, aby przedłużyć swoje szanse na awans do fazy pucharowej, podopieczni Jorge Sampaolego musieli pokonać Chorwację, która na inaugurację bez większych problemów uporała się z niedawnym pogromcą Orłów Nawałki, Nigerią.

Patrząc jednak na jedenastkę, którą w czwartkowy wieczór posłał w bój były opiekun Sevilli, na twarzy wielu kibiców Albicelestes zarysowało się wielkie zaskoczenie. Do tej pory reprezentacja Argentyny kojarzyła się bowiem z wieloma znakomitymi zawodnikami, a na pojedynek z przedstawicielem Bałkanów w „podstawie” znaleźli się tacy zawodnicy, jak Maximiliano Meza, Marcos Acuña, czy Nicolás Tagliafico.


Dla porównania, Zlatko Dalić ma taki komfort w środku pola, że mógł sobie po raz kolejny pozwolić na umieszczenie wśród graczy rezerwowych trzykrotnego zwycięzcę Ligi Mistrzów w barwach Realu Madryt, Mateo Kovačicia.


Pokaż mi swoją gwiazdę, a powiem Ci, jak jesteś silny

To nie jest mundial Leo Messiego – brzmi jeden z najbardziej oczywistych wniosków, które można wyciągnąć podczas tego turnieju. Genialny gracz Barcelony zupełnie zawiódł podczas pierwszego grupowego starcia i w kluczowym momencie nie zdołał zamienić na gola rzutu karnego. Z tego względu,już od samego początku “La Pulga” znajdował się w cieniu nie tylko swojego największego rywala, który potyczki z Hiszpanią i Marokiem zakończył łącznie z czterema trafieniami na koncie, ale nawet Luki Modricia.


Oczekiwanej poprawy nie przyniosła także pierwsza połowa wieczornego spotkania. Pięciokrotny zdobywca “Złotej Piłki” miał zaledwie 20 kontaktów z piłką, a lepszym wynik mógł się poszczycić nawet popełniający kuriozalne błędy Willy Caballero.


W drugiej części gry nie dość, że Messi dalej nie mógł liczyć na specjalne wsparcie ze strony kolegów z drużyny, to po raz pierwszy w swojej karierze mógł się przekonać, że z dramatem “grania bez bramkarza” trzeba się mierzyć nie tylko nad Wisłą. A marzenia o tytule Argentyńczycy muszą raczej odłożyć o kolejne cztery lata…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *