norwich

Walka o utrzymanie w Premier League wkracza w decydującą fazę i pewnym zaskoczeniem dla kibiców może być fakt, że bierze w niej udział tylko jeden beniaminek. Co ciekawe, nie chodzi o Bournemouth, które przed sezonem było przez ekspertów zgodnie skazywane na pożarcie. Wisienki Eddiego Howe’a poradziły sobie jednak w najwyższej klasie rozgrywkowej bardzo dobrze, zapewniając sobie spokojne utrzymanie już kilka tygodni temu. Takiego komfortu nie mają jednak w Norwich, którego młody menedżer, Alex Neil, sprawia wrażenie coraz bardziej zagubionego w trudnej sytuacji. Porażka z Sunderlandem była najlepszym dowodem na to, że Kanarki śpiewają w ostatnim czasie wyjątkowo cienko.

Zaledwie trzy zwycięstwa w piętnastu spotkaniach i aż 28 straconych bramek – tak prezentuje się bilans Norwich w 2016 roku. A warto dodać, że podopieczni Alexa Neila rozpoczęli go bardzo dobrze, bo od zwycięstwa na własnym boisku z Southampton FC. Wtedy Norwich zajmowało czternaste miejsce w tabeli, z sześcioma punktami przewagi nad strefą spadkową, a młody szkocki menedżer zewsząd zbierał pochwały. Kanarki chwalono za odważną grę i umiejętność postawienia się najlepszym, czego efektem był remis z Arsenalem u siebie czy zwycięstwo z Manchesterem United na wyjeździe – pierwsze od 26 lat. Wydawało się, że zespół z hrabstwa Norfolk nie będzie miało kłopotów z utrzymaniem, zwłaszcza że zimą do drużyny dołączył choćby Steven Naismith z Evertonu, a więc zawodnik o uznanej renomie w Premier League. Szkot pokazał wysokie umiejętności już w debiucie, z Liverpoolem na Carrow Road, ale na niewiele się to zdało wobec kiepskiej postawy kolegów w defensywie. Jeden z najbardziej szalonych meczów w historii piłki nożnej zakończył się wynikiem 5:4 dla The Reds.

Obrońcy Norwich nadal spisywali się w następnych meczach na tyle kiepsko, że dwa gole dali sobie wbić nawet beznadziejnej w tym sezonie Aston Villi. Na domiar złego, Naismith zatracił gdzieś dobrą formę z debiutu, odnaleźć jej nie potrafili również pozostali koledzy i na Villa Park Kanarki dokonały nie lada sztuki – przegrały mecz. To właśnie w tamtym okresie zaczęto mówić o kryzysie zespołu, który spowodował, że reszta ligi uciekła podopiecznym Neila. Dzisiaj czeka ich zażarta walka o utrzymanie, w której wcale nie muszą być faworytem. Nieco optymizmu w serca fanów z Carrow Road wlały niedawne dwa zwycięstwa z West Bromem oraz Newcastle, jednak wszystko przekreśliły porażki z Crystal Palace i Sunderlandem. Zwłaszcza ta ostatnia, poniesiona z Czarnymi Kotami na własnym stadionie, była wyjątkowo bolesna. Ewentualne zwycięstwo spowodowałoby siedmiopunktową przewagę nad ekipą Sama Allardyce’a i ogromne kłopoty dla bezpośredniego rywala w walce o przetrwanie. Nic takiego nie miało jednak miejsca, a niedoświadczony Neil musiał uznać wyższość starszego kolegi po fachu.

Mecz ten wzbudził sporo kontrowersji, a emocje na pewno nie zakończyły się równo z końcowym gwizdkiem. Allardyce stwierdził po spotkaniu, że jego drużyna lepiej wytrzymała presję od swoich rywali, z czym jednak raczył nie zgodzić się się 34-letni opiekun gospodarzy. Patrząc jednak na poniższą statystykę, trudno stwierdzić, że Czarnym Kotom zabrakło wyrachowania.


“Historie o przewadze Sunderlandu w meczu to w większości kompletne bzdury. Myślę, że karny ustawił mecz, ale później to my byliśmy stroną dominującą. Mieliśmy piłkę przy nodze więcej czasu, udało się nam też wywalczyć czternaście rzutów rożnych, podczas gdy “Czarne Koty” nie miały żadnego! Jasne, że w piłce liczy się przede wszystkim końcowy wynik, a ten jest po stronie naszych rywali, ale nie mogę się zgodzić z tym, co powiedział Allardyce na nasz temat” – Alex Neil

W podobnym tonie wypowiadał się pomocnik Kanarków, Gary O’Neil, który w swojej karierze zaliczał zarówno spadki, jak i awanse, gdy był zawodnikiem Middlesbrough oraz West Hamu. Kiedy Młoty wracały po sezonie przerwy do Premier League w 2012 roku, menedżerem na Upton Park był właśnie Sam Allardyce.

“Każdy sezon jest inny, ale rzeczywiście dawno nie zaznałem komfortu spokojnego utrzymania w środku tabeli. Co do meczu z Sunderlandem, uważam, że pomimo strasznego wyniku, w naszej grze nie wszystko było zniechęcające. Jak często bywa w takich spotkaniach, kluczowy był pierwszy gol. Pamiętam, gdy w West Hamie “Big Sam” zawsze powtarzał, że 80% meczów w Premier League kończy się zwycięstwem lub remisem drużyny, która szybciej od rywala skieruje piłkę do siatki” 

Nie dla wszystkich obserwatorów tego meczu było jasne, czy decyzja o podyktowaniu przez sędziego Andre Marrinera rzutu karnego za faul Andre Wisdoma na Fabio Borinim była słuszna. Wątpliwości nie miał za to sam poszkodowany, który potem pewnie wykorzystał jedenastkę i dał gościom prowadzenie.

wisdom

“To był bardzo ostry atak i Andre, z którym grałem wcześniej w Liverpoolu, przeprosił mnie. Na szczęście mam twarde kości, bo mogło się to skończyć o wiele gorzej. Bardzo chciałem wykonać tego karnego, więc nie pozwoliłem, aby lekarze opatrywali mnie po tej sytuacji z Wisdomem. Czy czułem presję? Ona zawsze jest, choć pewnie nie była tak wielka, jak wówczas, kiedy wykonywałem jedenastkę w derbach z Newcastle. Choć ten karny z Norwich był może nawet ważniejszy. Byłem skoncentrowany na celu, jakim było strzelenie gola. Udało się” – Fabio Borini

Oczywiście, Norwich może odczuwać rozgoryczenie po takiej porażce, jak ta z Sunderlandem, bo faktycznie mecz mógł zakończyć się innym wynikiem. Czarne Koty bezlitośnie obnażyły jednak wszystkie braki ekipy Alexa Neila i pokazały znacznie większą determinację w dążeniu do celu. Zawodnicy Allardyce’a sprawiali wrażenie przepełnionych nadzieją na dobre zakończenie, co znacznie przybliża ich do utrzymania. Sunderland już trzeci rok z rzędu walczy o przetrwanie i zawsze ta misja kończyła się powodzeniem, co musi w pewien sposób pozytywnie nakręcać ekipę znad rzeki Wear. Inaczej sprawy mają się w hrabstwie Norfolk. Tam nadal jest wielu zawodników pamiętających spadek z ligi dwa lata temu, tak więc trudno mówić o miłych wspomnieniach związanych z batalią o utrzymanie.

“Rozmawiałem przed meczem z Lee Cattermolem, który jest w klubie od 2009 roku i doskonale pamięta ostatnie lata. Powiedział mi, że często jeden wygrany mecz w końcówce sezonu może być punktem zwrotnym. Dzisiaj pokazaliśmy determinację. To największa wygrana w całych rozgrywkach. Mam nadzieję, że teraz już się nie zatrzymamy” – Sam Allardyce

Wydaje się jednak, że problemy Norwich to nie tylko niedoświadczony menedżer oraz psychiczny dołek. Ekipie wyraźnie brakuje również argumentów czysto piłkarskich. W drużynie Kanarków nie ma przede wszystkim wyrazistego lidera, takiego, który natchnąłby drużynę w trudnych momentach. Na domiar złego, to kolejna płaszczyzna, na której piłkarze Neila przegrywają z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie. W Newcastle oraz Sunderlandzie Jermain Defoe, Aleksandar Mitrović czy Georginio Wijnaldum są graczami o znacznie większym potencjale, niż gwiazdy Norwich, co potwierdzają ich ostatnie dobre występy. Najlepsi strzelcy Kanarków w tym sezonie – Dieumerci Mbokani oraz Nathan Redmond – mają na swoim koncie tylko po pięć bramek. Ta dwójka oraz Wes Hoolahan (4 gole, 8 asyst) to zawodnicy, do których można mieć najmniej pretensji, choć ich bilans na kolana przecież także nie powala. O reszcie jednak lepiej nie wspominać, a największe rozczarowania to chyba Cameron Jerome i John Ruddy. Bez bramek pierwszego nie byłoby w poprzednim sezonie awansu do Championship, ale w tym sezonie wychowanek Huddersfield Town jest jedynie cieniem samego siebie i ma tylko trzy gole na koncie. Drugi natomiast, jeszcze do niedawna, wydawał się kandydatem do gry w reprezentacji Anglii, a w obecnych rozgrywkach na kilka meczów stracił nawet miejsce w podstawowym składzie Kanarków.


Powyższą statystykę można odczytać dwojako, bo przecież z jednej strony to dobrze, że gra Norwich nie jest uzależniona tylko od jednego zawodnika. Bardziej jest ona chyba jednak odzwierciedleniem chaotycznej postawy graczy Alexa Neila, niż wypracowanego systemu gry. Drużyna jest wyraźnie zagubiona, a sądząc po wypowiedziach jej menedżera, na miejscu kibiców Norwich można by się zacząć martwić, czy 34-latek jest w stanie dać jej wystarczający impuls.

“Mogę ich motywować, przyjmować różne postawy, ale na końcu to od moich zawodników zależy, jak wykonają swoje zadanie. Zawsze, gdy wychodziłem na boisko wiedziałem, że muszę skupić się przede wszystkim na sobie. Nigdy nie miałem myśli, że zagrałem dobrze dzięki menedżerowi. Bardzo trudno jest stwierdzić, jak duży wpływ mam na zespół, ale wiem, że wszyscy piłkarze doskonale znają moje oczekiwania. Zostały nam cztery mecze do końca. Musimy wygrać minimum dwa, aby być spokojnymi. Czeka nas bardzo wiele pracy” – Alex Neil

Na razie wszystko wskazuje na to, że Premier League po prostu przerosła najmłodszego menedżera w jej historii. Teraz jego brak doświadczenia może okazać się jeszcze bardziej brzemienny w skutkach, gdy musi rywalizować z takimi fachowcami jak Rafa Benitez czy Sam Allardyce. To trochę tak, jakby wyróżniającego się 12-latka wrzucić do gry ze starszymi o sześć czy siedem lat kolegami. Pewnie miałby lepsze momenty, tak jak Neil i jego Norwich w tym sezonie, ale ostatecznie nie ma szans, by poradził sobie w tym starciu. Kanarki absolutnie nie stoją jeszcze na straconej pozycji i mogą ten sezon zakończyć niespodziewanym triumfem, jednak szybko muszą pokonać zadyszkę formy. Pomóc może w tym dłuższa przerwa, jaka czeka ich teraz przed kolejnym starciem z Arsenalem, ponieważ przełożono zaplanowany na zbliżający się weekend mecz z Watfordem, ze względu na udział Szerszeni w półfinale Pucharu Anglii. Neil i jego podopieczni mają więc czas, aby spokojnie popracować i wyeliminować błędy z ostatnich spotkań, podczas gdy Newcastle oraz Sunderland czekają trudne ligowe starcia. Trzeba jednak powiedzieć, że terminarz nie jest sprzymierzeńcem żadnej z trzech walczących o utrzymanie ekip, bo każdą z nich czekają jeszcze konfrontacje ze ścisłą ligową czołówką. Kluczem będzie więc wyeliminowanie wpadek i wykazanie się odpowiednim kunsztem taktycznym.

Dla Alexa Neila najbliższe tygodnie będą prawdziwym egzaminem z trenerskiego życia. Szkot całkiem niedawno biegał jeszcze po boisku i nawet dziś, gdy obserwujemy jego żywiołowe reakcje w klubowym dresie podczas meczów, może się wydawać, że zaraz sam wbiegnie na boisko, aby przejąć kontrolę w środkowej strefie. Jeśli uda mu się utrzymać Norwich, zagra na nosie nie tylko wielu obserwatorom, ale również starszym kolegom po fachu, z którymi rywalizuje. Byłemu menedżerowi Hamiltonu na pewno nie zabraknie więc motywacji, aby poprawić grę zespołu. Młodemu Eddiemu Howe’owi z Bournemouth udało się przecież uratować swoją ekipę przed spadkiem, więc czemu gorszy ma być Neil? Takich pozytywów mogą szukać fani Norwich, których z pewnością czekają trudne tygodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *