pobrane

W Valencii stała jest tylko jedna rzecz – zmiany. Klub został zdestabilizowany, a ostatnie eksperymenty trenerskie okazały się niewypałami. Człowiekiem, który próbuje teraz wyprowadzić zespół na prostą jest Cesare Prandelli. Włocha od poprzedników wyróżnia zdecydowanie większe doświadczenie i sukcesy. 59-letni szkoleniowiec zanotował niezłe wejście do LaLiga, co – jak pokazał przypadek Pako Ayestarána – wcale nie musi oznaczać kontynuacji.

Spokój na początek

Przejęcie zespołu w środku sezonu nigdy nie jest łatwe, ale pewnym handicapem nowego opiekuna Nietoperzy była przerwa reprezentacyjna, która pozwoliła mu nieco poznać podopiecznych oraz wdrożyć zalążki swojej filozofii. Niepokojem mogła z kolei napawać pozycja Valencii – po słabym początku kampanii 2016/17 Los Che zawitali do strefy spadkowej. To kazało z zachowawczością wyczekiwać debiutu Prandellego przeciwko Sportingowi Gijón.

W Asturii nie doszło do rewolucji kadrowej. Do podstawowej jedenastki wskoczył wracający po kontuzji Ezequiel Garay, natomiast wypadł z niej narzekający na problemy mięśniowe Nani. Poza tym włoski trener zaufał dotychczasowym pewniakom, czym potwierdził, że to nie w personaliach tkwił problem klubu z Mestalla. Spotkanie na El Molinón ostatecznie zakończyło się zwycięstwem gości 2:1. Niespodziewanie do triumfu Nietoperzy w Gijón poprowadził Mario Suárez. Pomocnik, który w poprzednim sezonie próbował odbudować się we Fiorentinie, a potem Watfordzie, zdobył dwie bramki, co zdarzyło mu się po raz pierwszy w karierze!

Zwycięstwo pozwoliło oddalić się piłkarzom Los Che od dna tabeli oraz w lepszych humorach przystąpić do pojedynku z Barceloną na własnym stadionie. Faworyta oczywiście nie trudno było wskazać i zgodnie z oczekiwaniami do przerwy Duma Katalonii prowadziła 1:0. W szatni najwyraźniej Prandelli przeprowadził konkretną i motywującą rozmowę, gdyż jego podopieczni w ciągu kilkunastu minut drugiej odsłony potrafili doprowadzić do wyrównania, a następnie wyjść na prowadzenie. Dodatkowym ciosem dla mistrza Hiszpanii był fakt, że jedno z trafień zaliczył Munir El Haddadi, oddany przez Blaugranę na wypożyczenie do Valencii (w przeciwnym kierunku powędrował wtedy Paco Alcácer – przyp. red.). Ostatecznie remontada gospodarzy nie stała się faktem. Zespół Luisa Enrique zdołał szybko wyrównać, a w doliczonym czasie gry niezawodny Lionel Messi przypieczętował zwycięstwo Barçy skutecznie egzekwując rzut karny.

Starcie na Mestalla obfitowało w sędziowskie pomyłki, z których najbardziej konto Alberto Undiano Mallenco obciąża pierwszy, niesłusznie uznany dla gości gol. W końcówce meczu nie popisali się również niektórzy kibice Nietoperzy – w kierunku celebrujących bramkę piłkarzy Barcelony poleciała z trybun butelka wypełniona wodą.





Dojrzewać jak Fiorentina

Cesare Prandelli jako trener może pochwalić się dwoma awansami do Serie A (z Hellasem i Venezią) oraz wicemistrzostwem Europy z reprezentacją Italii w 2012 roku. Najdłużej w seniorskim futbolu pracował jednak we Florencji, gdzie mimo braku trofeów zbudował mocną drużynę zdolną konkurować z najlepszymi w lidze włoskiej. Fiorentinę przejął w 2005 roku i już w drugim sezonie pracy na Stadio Artemio Franchi zajął z nią 6. miejsce w elicie, co było najlepszym rezultatem klubu od sezonu 1998/99. Warto jednak zaznaczyć, że z uwagi na udział w aferze Calciopoli zostało odjętych Violi aż 15 punktów na starcie rozgrywek. Gdyby ich nie uwzględniać, zespół ze stolicy Toskanii zakończyłaby kampanię 2006/07 na najniższym stopniu podium. Później Gigliati dwukrotnie uplasowali się na czwartej lokacie, a także dotarli do półfinału Pucharu UEFA oraz zakwalifikowali się do elitarnej Ligi Mistrzów, gdzie na etapie 1/8 finału zbyt silny okazał się Bayern.

Kolejnym krokiem w karierze 59-letniego trenera było objęcie sterów Squadra Azzurra. Reprezentacja Italii wówczas nie przypominała drużyny, która w 2006 roku zdobyła mistrzostwo świata. Z mundialem w RPA Włosi pożegnali się już po fazie grupowej, dlatego Prandelli i jego podopieczni byli pomijani przy wymienianiu faworytów polsko-ukraińskiego EURO 2012. Być może właśnie mniejsza niż dotychczas presja sprawiła, że piłkarze z Półwyspu Apenińskiego dotarli aż do finału, gdzie dostali jednak srogą lekcję futbolu od Hiszpanów (porażka 0:4 – przyp. red.). Mimo tego, srebro przyjęto w kraju Antonio Vivaldiego jako znakomity wynik. Po zaledwie dwóch latach wróciły stare demony i Azzurri znów nie wyszli z grupy na MŚ, tym razem w Brazylii. Po trzech meczach selekcjoner podał się do dymisji, a taką samą decyzję podjął również prezes włoskiej federacji piłkarskiej.

Po przygodzie z kadrą narodową Prandelli powrócił do piłki klubowej, ale zaliczył tylko kilkumiesięczny epizod w tureckim Galatasarayu. Od listopada 2014 roku pozostawał bez zatrudnienia, aż do objęcia Valencii.


Ranieri przykładem

W końcówce XX wieku na Estadio Mestalla pracował rodak Prandellego – Claudio Ranieri, który był pierwszym Włochem na stanowisku trenera Nietoperzy. Wówczas Valencia czekała na jakiekolwiek trofeum od 1980 roku, kiedy to Los Che zwyciężyli w Pucharze Zdobywców Pucharów oraz Superpucharze Europy. W 1999 roku zespół Ranieriego częściowo nawiązał do wspaniałych czasów zdobywając Copa del Rey. Pierwsza kadencja aktualnego menedżera Leicester w Walencji trwała dwa lata, ale już w 2004 popularny “Tinkerman” powrócił, co zaowocowało kolejną zdobyczą – tym razem klubowa gablota Valencii została wzbogacona o jeszcze jeden Superpuchar Europy.

1080116533_aa14e88bbb

Były to czasy, kiedy Los Murciélagos mieli o wiele większe ambicje niż dzisiaj, dlatego siódme miejsce w lidze oznaczało rozstanie z doświadczonym szkoleniowcem. Dziś podobną lokatę wzięto by w ciemno…


Nietrudno być lepszym

Ostatnie ruchy trenerskie włodarzy Valencii były dość osobliwe, żeby nie powiedzieć dziwne. Po zakończeniu współpracy z Nuno Espírito Santo postawiono na Gary’ego Neville’a, którego kibicom piłkarskim z pewnością przedstawiać nie trzeba. Anglik nie posiadał jednak żadnego doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu drużyny, a w dodatku nie był wcześniej związany z hiszpańskim klubem. Po raz kolejny okazało się zatem, że teoria z praktyką nie zawsze idą w parze, a mówienie o futbolu i analizowanie go z perspektywy studia telewizyjnego nie ma wiele wspólnego z codzienną pracą na treningach z grupą zawodowców. Były gracz Manchesteru United objął zespół Nietoperzy w grudniu 2015 roku i dotrwał zaledwie do marca…

valencia-gary-neville-manager-la-liga_3388073

Schedę po Neville’u przejął dotychczasowy asystent Pako Ayestarán, który samodzielnie prowadził kluby w Meksyku i Izraelu. Bask zaczął znakomicie – od kilku zwycięstw, w tym niezwykle prestiżowego nad Barceloną. W końcówce sezonu 2015/16 nastąpił jednak znaczny spadek formy piłkarzy, a słaba postawa Los Che przeciągnęła się jeszcze na pretemporadę i początek nowej kampanii. To sprawiło, że na Mestalla postanowili w końcu zatrudnić trenera z odpowiednim CV, który w dodatku nie powinien mieć większego problemu z autorytetem u podopiecznych.


Czas najlepszym doradcą

Cesare Prandelli podpisał z Valencią kontrakt do końca sezonu 2017/18, co można uznać za względnie spokojny okres do działania… gdyby nie krótkowzroczność zarządzających klubem. Od czasów Unaia Emery’ego (2008-2012) żaden z kolejnych szkoleniowców nie był w stanie zagrzać miejsca dłużej miejsca niż kilka lub maksymalnie kilkanaście miesięcy.

trenerzy-vcf

Od Włocha nie należy oczekiwać cudów, a jedynie uzdrowienia sytuacji, która pozwoli Nietoperzom spokojnie znaleźć się w środku tabeli. Prawdziwą weryfikacją powinna być dopiero przyszła kampania, do której Prandelli przygotuje zespół latem 2017 roku. Być może wtedy uda się w końcu Los Che powrócić do europejskich pucharów, które powinny być pierwszym celem przed próbą powrotu na szczyt hiszpańskiego futbolu. Pytanie tylko, czy tym razem wystarczy właścicielowi Peterowi Limowi cierpliwości…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *