Wydarzenia fazy grupowej - grafika (Kopiowanie)

Za nami pierwsza faza Mistrzostw Europy. Zmagania grupowe przyniosły kilka niespodzianek, szczególnie tych pozytywnych w przypadku niedocenianych przed turniejem drużyn. Nie zabrakło również zaskoczeń negatywnych i tutaj „brylowali” konkretni gracze, których wymieniano jako potencjalne gwiazdy kontynentalnego czempionatu. Radość jednych oznaczała dramat drugich, a te również miały miejsce poza boiskiem. Oto 10 najważniejszych wydarzeń rundy grupowej EURO 2016.

Zaskakujący debiutanci

Michel Platini od jakiegoś czasu kojarzony jest głównie z aferą korupcyjną, która wybuchła na szczytach władzy światowego futbolu. Niemniej, dzięki reformie zwiększającej liczbę uczestników ME z 16 do 24, w kilku krajach może być uznawany za darczyńcę. Pozwoliło to nowym, teoretycznie słabszym federacjom posmakować piłki nożnej w wydaniu mistrzowskim. Z tego prezentu skorzystały reprezentacje Albanii, Słowacji, Walii, Irlandii Północnej i Islandii, które zadebiutowały na EURO.


Wprawdzie gra piłkarzy z Bałkanów oraz Ulsteru pozostawiała wiele do życzenia, jednak obie ekipy nie przyniosły swoim kibicom wstydu. Wbrew powszechnej opinii, nie były chłopcami do bicia, a Irlandczykom z Północy dane będzie nawet zagrać w 1/8 finału. Albańczycy również mogą być zadowoleni, gdyż udało im się odnieść historyczne zwycięstwo i zająć 3. miejsce w swojej grupie.

Awansować do kolejnej rundy zdołali również nasi południowi sąsiedzi, którzy nie ponieśli porażki ani z Anglią, ani z Rosją. W tej samej grupie rywalizowała Walia. Reprezentacja spod znaku czerwonego smoka, dowodzona przez swoją największą gwiazdę, Garetha Bale’a, zajęła pierwsze miejsce. W 1/8 finału podopieczni Chrisa Colemana zagrają z Irlandią Płn., więc w ćwierćfinale na pewno znajdzie się debiutant.


Bez porażki pierwszą fazę przeszli natomiast Islandczycy, którym jednak wystarczyło to do zajęcia “tylko” drugiego miejsca.


Bracia przeciwko sobie

Większość kibiców piłkarskich pewnie pamięta sytuację z Mistrzostw Świata 2010 oraz 2014, kiedy w meczu Ghana-Niemcy naprzeciwko siebie stanęli przyrodni bracia: Kevin-Prince oraz Jérôme Boatengowie. Podczas tegorocznego EURO mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją w przypadku Granita i Taulanta Xhaków, reprezentujących odpowiednio Szwajcarię i Albanię. Ich historia jest nawet bardziej skomplikowana, gdyż mają tych samych rodziców i razem się wychowywali.

Obaj grali dla młodzieżówek Helwetów, a Albańczycy przez dłuższy okres nie zainteresowali się bardziej utalentowanym Granitem, który ostatecznie zadebiutował w dorosłej kadrze nowej ojczyzny. Błędu nie popełniono ze starszym bratem i w ten sposób 11 czerwca obaj stanęli po przeciwnych stronach barykady. Górą okazali się Szwajcarzy, którzy wygrali skromnie 1:0.




Tragedia kibica

O piłkarskich sympatykach powinno informować się przede wszystkim w kontekście głośnego dopingu oraz wszelkich innych form wsparcia ukochanej drużyny. We Francji zdarzyło się jednak kilka ekscesów poza stadionem, a jeden z nich zakończył się tragicznie dla 51-letniego fana z Anglii, który wskutek pobicia przez grupę Rosjan omal nie stracił życia. Do zdarzenia doszło w Marsylii podczas trwania meczu pomiędzy reprezentacją Sbornej a Synami Albionu.


Ponadto doszło do kilku innych wybryków, w których zostało rannych kilkadziesiąt osób. Najczęściej w doniesieniach medialnych przewijali się rosyjscy chuligani. Według ustaleń mieli oni przyjechać na francuski turniej w specjalnie zorganizowanej grupie, której członków bynajmniej nie interesowały emocje piłkarskie. Z kolei pzez zachowanie chorwackich fanów na stadionie, reprezentacji tego kraju groziło nawet wykluczenie z imprezy.


Mistrzowie w końcu poskromieni

Reprezentacja Hiszpanii wygrała dwa poprzednie turnieje o mistrzostwo Starego Kontynentu. Zarówno w 2008 jak i 2012 roku piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego nie przegrali żadnego meczu, co oznaczało serię 12 spotkań bez porażki. Obrońcy tytułu rozpoczęli francuski turniej niemrawo, ale zwycięsko w meczu z Czechami, aby następnie nie dać szans Turcji.

Pewni awansu do kolejnej fazy turnieju podejmowali Chorwację, która wciąż mogła wygrać grupę. Podopieczni Vicente del Bosque, jak na mistrzów przystało, szybko objęli prowadzenie. Na ich nieszczęście tuż przed przerwą rywale zdołali wyrównać. W drugiej połowie rzutu karnego nie wykorzystał Sergio Ramos, a w końcówce spotkania zabójczą kontrę przeprowadzili Chorwaci i niespodzianka stała się faktem.

Ostatnim zespołem, który podczas Mistrzostw Europy pokonał Hiszpanów była… Portugalia, która w 2004 roku na własnych boiskach wygrała 1:0. Wtedy La Furia Roja nie wyszła nawet z grupy.





Skuteczni w końcówkach

Faza grupowa przyniosła 69 goli, co przekłada się na niezbyt oszałamiającą średnią 1,92 bramki na mecz. Niemniej, nawet jeśli poszczególne mecze prosiły się o wyłączenie telewizora, warto było tego nie robić. Mnóstwo bramek padało bowiem w ostatnich 5 minutach, bądź doliczonym czasie gry. Piłkarze w takich okolicznościach trafiali 15 razy, co stanowi ponad 20% całego dorobku strzeleckiego na EURO 2016.



Idealnym przykładem potwierdzającym tą tendencję jest reprezentacja Francji. Trójkolorowi w meczu z Rumunią dopiero na minutę przed końcem zapewnili sobie skromne zwycięstwo 1:0, a w spotkaniu z Albanią strzelanie rozpoczęli… w ostatnich 60 sekundach regulaminowego czasu gry, co nie przeszkodziło im w dwubramkowej wygranej.



Polska zerwała z „tradycją”

Odkąd reprezentacji Polski w 2002 roku po 16 latach udało się zakwalifikować do mundialu, oglądaliśmy Biało-Czerwonych w 4 turniejach mistrzowskich. Za każdym razem schemat był prosty: mecz otwarcia -> mecz o wszystko -> mecz o honor.



Gracze Adama Nawałki już w pierwszym zwycięskim spotkaniu z Irlandią Północną sprawili, że powyższe stało się nieaktualne. Następny mecz z Niemcami, który w teorii powinniśmy grać z nożem na gardle, okazał się wielką szansą, z której najbardziej skorzystał Michał Pazdan, świetnie powstrzymujący ataki podopiecznych Joachima Löwa.

Polacy wprawdzie nie błysnęli w fazie grupowej nadmierną bramkostrzelnością (tylko 2 gole – przyp. red.), ale dostępu do własnego pola karnego strzegli momentami po profesorsku. To sprawiło, że obok Niemców Biało-Czerwoni są jedyną ekipą na turnieju, której bramkarz nie musiał jeszcze wyciągać piłki z siatki.


Optymizmem może napawać również drabinka fazy pucharowej, w której pierwszym przeciwnikiem Orłów Nawałki będzie Szwajcaria. Przed reprezentacją Polski zatem historyczna szansa, aby awansować do ćwierćfinału Mistrzostw Europy.


Niemoc strzelecka Szwecji

Szwedów do sukcesów miała poprowadzić żywa legenda – Zlatan Ibrahimović. Pochodzący z Bałkanów piłkarz po turnieju kończy reprezentacyjną karierę, więc na pewno chciał się pożegnać mocnym akcentem. Okazało się jednak, że atak, w którym króluje 34-latek, był bolączką trenera Erika Hamréna.


Skandynawowie na pierwszy celny strzał turnieju musieli czekać… aż do trzeciego starcia z Belgią. Mimo kompletnie rozregulowanych celowników w dwóch pierwszych spotkaniach, udało im się zanotować trafienie. Wyręczył ich w tym obrońca Irlandczyków – Ciaran Clark, który skierował piłkę do własnej bramki. Przy tym trafieniu swój udział miał „Ibra”, którego podanie przeciął piłkarz Aston Villi.


Reprezentacja Trzech Koron ostatecznie zajęła 4. miejsce w grupie E, zdobywając tylko punkt za remis z Irlandią. Szwedzi byli zdecydowanie jedną z najgorszych drużyn na francuskim turnieju, a Ibrahimoviciowi przyszło się żegnać z kadrą w smutnych okolicznościach.




Sensacyjna grupa F

Każda grupa miała mniejszego lub większego faworyta do zajęcia pierwszego miejsca, jednak w grupie F zadanie wytypowania zwycięzcy wydawało się nadzwyczaj proste. Portugalczycy, którzy 4 lata temu doszli do półfinału, ulegając późniejszym triumfatorom dopiero po serii rzutów karnych, mierzyli się z niżej notowanymi reprezentacjami Islandii, Austrii oraz Węgier.


Ostatecznie zmagania wygrali Madziarzy, którzy już po 2 spotkaniach, z Austrią i Islandią, zapewnili sobie awans. Prawdziwą próbą dla podopiecznych Bernda Storcka miało być jednak starcie z graczami z Półwyspu Iberyjskiego. Nasi Bratankowie postawili Portugalczykom trudne warunki i poszli z przeciwnikami na prawdziwą wymianę ciosów, która zakończyła się wynikiem 3:3. Drugie miejsce przypadło w udziale Islandczykom, którzy ustąpili Węgrom jedynie gorszym bilansem bramek. Trzecie miejsce dla Portugalii, która zremisowała 3 mecze i awansowała jedynie dzięki lepszemu bilansowi bramek niż Turcja i Albania.


Przebudzenie Ronaldo

Zawodnik Realu Madryt długo szukał odpowiedniego rytmu, a jedyną statystyką, którą windował była liczba strzałów. W pierwszym spotkaniu z Islandią jego rosnąca frustracja była aż nadto widoczna. Nawet w końcówce meczu lider portugalskiego zespołu, który powinien choćby spróbować przywrócić nadzieję na zwycięstwo, “popisywał się” fatalnym rozegraniem rzutów wolnych, które zatrzymywały się już na murze ustawionym przez rywali.

Drugie spotkanie przeciwko Austrii było jeszcze gorsze. Koledzy CR7 nadal mu ufali i posyłali do niego wiele piłek, ale Ronaldo,z uporem godnym lepszej sprawy, marnował kolejne sytuacje. Najlepszą okazją do przebudzenia się miał być rzut karny, ale strzał napastnika Realu Madryt trafił jedynie w słupek.


I dopiero w ostatnim meczu z Węgrami nastąpiło przebudzenie Rolando, ale za to w jakim stylu! 31-latek najpierw popisał się świetną asystą, a następnie piętą strzelił nie mniej ładną bramkę. Tego dnia stać go było na jeszcze jedno trafienie i to głównie dzięki niemu A Seleção rzutem na taśmę zdołali awansować do kolejnej rundy.




Weterani dają radę!

Turnieje mistrzowskie są mekką piłkarskich skautów i szansą dla młodych graczy na zaprezentowanie się szerszemu gronu kibiców. EURO 2016 pokazuje jednak, że utalentowani zawodnicy muszą się jeszcze wiele nauczyć od starszych kolegów, gdyż jak na razie to gracze pokroju Iniesty, Payeta, Modricia czy Bale’a są liderami swoich reprezentacji.

W kadrze węgierskiej ciężar zdobywania bramek również na swoje bramki wzięli piłkarze doświadczeni, a jedna z nich była szczególna. Zoltán Gera w spotkaniu z Portugalią popisał się znakomitym strzałem z dystansu, ale nie tylko o urodę samego trafienia tutaj chodzi. W momencie zdobycia bramki Węgier liczył 37 lat i 62 dni, co na ten moment czyni go drugim najstarszym strzelcem w historii Mistrzostw Europy.


Co ciekawe, jeszcze kilka dni wcześniej na pozycję wicelidera wskoczył Gareth McAuley z Irlandii Północnej, dzięki trafieniu z Ukrainą.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *