Największe zaskoczenia początku sezonu w Serie A - foto główne (Kopiowanie)

Za nami już jedenaście kolejek włoskiej ekstraklasy, w czasie których w tabeli Serie A zdążyło się utworzyć kilka wyraźnych podgrup. Z przodu Juventus, Napoli, Lazio, Inter i Romą gnają bez zatrzymania, pewnie pokonując kolejnych rywali. Zaraz za nimi znajdują się zespoły, które będą starały się wywalczyć awans do Ligi Europy (Sampdoria, Milan, Torino, Fiorentina), zaś w dolnych rejonach trwa intensywna walka o utrzymanie, którą totalnie przegrywa czekające wciąż na pierwsze punkty w sezonie Benevento Calcio. Z tej okazji postanowiliśmy dokładniej przyjrzeć się obecnej kondycji calcio i poszukać największych zaskoczeń początku kampanii 2017/18 na Półwyspie Apenińskim.

Ciro Immortale

Zaczynamy od ekipy Lazio, która ponownie zdumiewa in plus. Po sprzedaży Lucasa Biglii, Keity Baldé i Wesleya Hoedta wielu specjalistów od włoskiego futbolu spekulowało, że wobec poważnych wzmocnień Milanu czy Interu (głównie mowa o Luciano Spallettim), Biancocelesti pozostaną daleko w tyle i będą bić się wyłącznie o kolejny udział w fazie grupowej Ligi Europy. Podopieczni Simone’a Inzaghiego zaskoczyli jednak już na samym początku rozgrywek, gdy w starciu o Superpuchar Italii pokonali faworyzowany Juventus. Później przyszły jeszcze między innymi prestiżowy triumf nad Milanem (4:1), przerwanie passy 42 spotkań Starej Damy bez porażki na własnym boisku, czy odprawienie bez większych problemów Nicei na Allianz Riviera w rozgrywkach europejskich. Dość powiedzieć, że do tej pory stołeczne Orły przegrały zaledwie raz (1:4 z Napoli) i raz zremisowały (0:0 na inaugurację ze SPAL). Wielki wpływ na te imponujące rezultaty Lazio ma ich super snajper – Ciro Immobile.


27-letni napastnik w ostatniej kolejce ustanowił kolejny rekord – liczby zdobytych bramek na tym etapie sezonu. Nikt do tej pory po 11 ligowych kolejkach nie zaliczył bowiem więcej trafień niż wychowanek Sorrento Calcio (14). Ciro to jednak nie tylko gole, ale również asysty (siedem we wszystkich rozgrywkach – przyp. red.). W ostatnim meczu ligowym z Benevento aktualny lider klasyfikacji strzelców Serie A do bramki dorzucił aż trzy kluczowe podania!


Kilka dni temu Immobile przedłużył kontrakt z rzymskim klubem do 2022 roku. Jak przyznaje sam zawodnik, w stolicy Włoch czuje się doskonale. Na ten moment Lazio to Immobile, a Immobile to Lazio. W międzyczasie były gracz Borussii Dortmund czy Sevilli stał się również głównym żądłem reprezentacji Squadra Azzurra.


Wielkie pieniądze = wielkie rozczarowanie

A miało być tak pięknie… Po latach chudych, w czerwono-czarnej części Mediolanu miały nadejść wreszcie lata syte i obfitujące w sukcesy. Z San Siro odszedł ten, który kojarzony był z ostatnimi niepowodzeniami Milanu, Silvio Berlusconi, a zastąpił go chiński inwestor, który już na wstępie obiecał złote góry i bardzo szybko zresztą zasilił klubowe konta morzem gotówki. Tę rozdysponować mieli Massimiliano Mirabelli i Marco Fassone, a więc ludzie, którzy do tej pory pracowali głównie w… Interze. Nowi dyrektorzy Rossonerich szybko wzięli się do roboty i trzeba przyznać, że na papierze wszystko wyglądało imponująco. Ricardo Rodriguez, Hakan Çalhanoğlu, André Silva, Lucas Biglia, Franck Kessié i na koniec truskawka wisienka na torcie, czyli Leonardo Bonucci.


Wielu mówiło, że to drużyna na miarę scudetto, gotowa już w pierwszym sezonie po rewolucji kadrowej zdetronizować wielki Juventus. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna. Il Diavolo od początku sezonu grają słabo i tracą mnóstwo punktów z zespołami słabszymi od siebie. We włoskiej prasie regularnie pojawiają się natomiast doniesienia o zwolnieniu Vincenzo Montelli, a szatnię trawią liczne konflikty, których głównym zarzewiem jest ponoć Bonucci. Stoper, którego krnąbrny charakter znany jest nie od dzisiaj, miał nawet ostatnio zaproponować… oddanie opaski kapitańskiej, którą otrzymał tuż po lipcowym transferze.


Na ten moment sytuacja Milanu jest nie do pozazdroszczenia i niewiele wskazuje, aby w niedługim czasie miała się poprawić. W ubiegłą sobotę porażka przed własną publicznością z Juve (0:2), a trzy tygodnie wcześniej przegrane w samej końcówce Derby della Madonnina z Interem (2:3). Z pewnością nie tak wyobrażali sobie latem nową kampanię ligową sympatycy Czerwono-Czarnych




Napoli nie do zatrzymania

Czy Napoli wreszcie dysponuje drużyną, która będzie w stanie sięgnąć po upragnione w stolicy Kampanii scudetto? Wszystko wskazuje na to, że tak. Partenopei niemal perfekcyjnie rozpoczęli sezon. Niemal, bo zawodnikom Maurizio Sarriego skutecznie przeciwstawił się jedynie Inter, który na Stadio San Paolo wywalczył punkt. Poza tym dziesięć wygranych spotkań i aż 32 zdobyte bramki!


Perfekcyjnie współpracująca ofensywa, pewna i skuteczna defensywa oraz taktyczny geniusz Sarriego dają Azzurrim sporą szansę na końcowy sukces. Lada moment ekipie spod Wezuwiusza może odpaść także obowiązek rywalizacji w Lidze Mistrzów, wszak szansa na dogonienie drugiego w tabeli grupy F Szachtara Donieck (Ukraińcy na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej LM mają aż sześć punktów przewagi nad Napoli – przyp. red.) jest niewielka. Wtedy Partenopei będą mogli w pełni skupić się na lidze, gdyż wątpliwe, aby zbyt poważnie podeszli do rozgrywek Europa League. Być może to będzie właśnie ten sezon, w którym mistrzostwo wreszcie powróci do Neapolu.




Najgorszy beniaminek w historii

Gdy Benevento Calcio wywalczyło historyczny awans do Serie A, raczej nikt nie miał zbyt wygórowanych oczekiwań wobec drużyny, która jeszcze niedawno rywalizowała na trzecim poziomie rozgrywkowym. Ale jedenaście porażek odniesionych w jedenastu spotkaniach można, a nawet należy uznać za zaskoczenie. Popularne Czarownice poziomem sportowym kompletnie nie pasują do włoskiej elity, gdzie do tej pory udało im się strzelić zaledwie cztery gole. Fatalnie funkcjonuje również defensywa beniaminka z Kampanii, która dała sobie wbić już 29 bramek.


Wydawało się, iż po ubiegłorocznych “wyczynach” Pescary gorzej już być nie może, jednak przykład Benevento pokazuje, że wręcz przeciwnie. W klubie zdążyli w międzyczasie pożegnać autora sensacyjnego awansu, czyli trenera Marco Baroniego, którego zastąpił 38-letni Roberto De Zerbi, ale szans na polepszenie sytuacji ekipy ze Stadio Ciro Vigorito próżno szukać. Pozostaje jedynie czekać, aż pierwszy klub straci punkty z Benevento – z pewnością będzie można wtedy mówić o nim w kontekście największego frajera rundy. Na powtórkę wielkiej ucieczki Crotone z poprzedniej kampanii nie ma co liczyć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *