wp-1467924257570.jpeg

Jak można się było spodziewać, pierwszy półfinał EURO 2016 nie dostarczył kibicom emocji godnych tego etapu turnieju. Portugalczycy oraz reprezentanci Walii stworzyli dość senne widowisko, które spokojnie pasowałoby do terminarza choćby polskiej Ekstraklasy. Przed drugim spotkaniem apetyty były jednak znacznie większe. Pojedynek gospodarzy turnieju z aktualnymi mistrzami świata z pewnością nie zawiódł, a pierwszoplanową rolę ponownie odegrał rozgrywający fantastyczne mistrzostwa Antoine Griezmann.


Didier Deschamps podczas ustalania składu na półfinał mógł spokojnie odprężyć się w fotelu. Poza brakiem Adila Ramiego i N’Golo Kanté, z którym selekcjoner Francuzów poradził sobie już przed meczem z Islandią, Trójkolorowi przystępowali do meczu z Niemcami w najsilniejszym zestawieniu. Na boisko ponownie wybiegł zabójczy tercet Payet – Griezmann – Giroud, znalazło się również miejsce dla znakomicie dysponowanego Moussy Sissoko.


W reprezentacji Niemiec zabrakło natomiast zawieszonego za kartki Matsa Hummelsa, który podobnie jak francuski tercet ma za sobą znakomitą poprzednią fazę turnieju. Joachim Löw zrezygnował więc ze skutecznego w meczu z Włochami ustawienia z piątką obrońców i wrócił do klasycznego 1-4-2-3-1, z Benediktem Höwedesem i Jérômem Boatengiem na środku defensywy. Kolejnym problemem były absencje Samiego Khediry i Mario Gomeza. Selekcjoner Die Mannschaft przemeblował więc linię pomocy, wysuwając do przodu Toniego Kroosa, którego zabezpieczać miał duet Bastian Schweinsteiger – Emre Can. W rolę środkowego napastnika wcielił się tym razem Thomas Müller, dzięki czemu w składzie znalazło się miejsce dla Juliana Draxlera, bohatera meczu 1/8 finału ze Słowacją. Trzeba przyznać, że lista nieobecnych w reprezentacji Niemiec prezentowała się niewiele gorzej niż pierwsza jedenastka.



Franzuci postanowili natychmiast wykorzystać osłabienie rywala i odważnie ruszyli na bramkę Manuela Neuera. Piłkarze Deschampsa byli o krok szybsi od Niemców, z łatwością przechwytywali wszelkie bezpańskie piłki i próbowali przeprowadzać dynamiczne ataki. Po efektownej szarży Antoine’a Griezmanna już w 6. minucie na wyżyny swoich możliwości musiał się wznieść Manuel Neuer.


Die Mannschaft próbowali przede wszystkim gry skrzydłami, gdzie co chwila pojawiali się bardzo ofensywnie usposobieni Jonas Hector i Joshua Kimmich. W kreowanie akcji angażował się również Jérôme Boateng, operując piłką niemalże w tej samej strefie boiska, co Schweinsteiger. W środku pola niewidoczny był natomiast Emre Can, próbujący zaskoczyć rywala swoją obecnością pod szesnastką Hugo Llorisa. Po jednym z dośrodkowań defensywnego pomocnika reprezentacji Niemiec o krok od gola był Thomas Müller. Can pokusił się również o bardzo groźny strzał z dystansu.


Po niewyraźnym początku Niemcy opanowali nerwy i sytuację na boisku. Piłkarze Löwa spokojnie budowali ataki pozycyjne, wymieniając niezliczoną ilość imponująco szybkich i dokładnych podań. Rolę napastnika spełniał nie tylko Müller, ale również Julian Draxler, starający się zgrywać piłki do stojących przed polem karnym kolegów. Francuzi postanowili w takiej sytuacji ograniczyć się do kontrataków, ale w pierwszych dwudziestu minutach trudno znaleźć choćby jedną udaną próbę.



Świetnie grającym Niemcom do pełni szczęścia brakowało tylko stuprocentowych okazji bramkowych. Drużyna mistrzów świata funkcjonowała jak idealnie zaprogramowana maszyna, sterowana przez zabójczo precyzyjnie podających Özila i Kroosa. Dobrze wyglądała również gra Emre Cana, który zauważył marazm Francuzów w środku pola i skupił się na partnerowaniu Müllerowi w ataku.


Trójkolorowi nie byli natomiast w stanie nawiązać walki z rywalem w centralnej strefie boiska. Paul Pogba i Blaise Matuidi jedynie biernie obserwowali wymiany piłki między reprezentantami Niemiec, nie podejmując nawet odważniejszych prób odbiorów. W takim spotkaniu uwydatnił się brak N’Golo Kante, który znacznie lepiej niż wspomniana dwójka antycypuje boiskowe wydarzenia. Zamieszanie w szeregach mistrzów świata wywoływali jedynie Griezmann i Payet, ale ich pojedyncze, indywidualne szarże nie zaskakiwały świetnie zorganizowanego zespołu Die Mannschaft.


Francuzi obudzili się dopiero w okolicach 40 minuty. Najpierw Griezmann uderzył w boczną siatkę po szybkiej wymianie piłki z Evrą, a następnie bodaj pierwszy poważny błąd Boatenga na tym turnieju powinien był wykorzystać Olivier Giroud, ale wychodząc na sytuację sam na sam z Neuerem dał się dogonić Höwedesowi. Aktywność Les Bleus została jednak nagrodzona. W ostatniej akcji pierwszej połowy, przy rzucie rożnym, ręką zagrał Schweinsteiger, a sędzia Rizzoli postanowił podyktować mocno kontrowersyjną jedenastkę. Prezent od losu pewnie wykorzystał Antoine Griezmann, dając Francuzom dość zaskakujące prowadzenie.




Gospodarze już na samym początku drugiej połowy mieli świetną okazję, by podwoić bramkowy dorobek i znacznie przybliżyć się do upragnionego finału. Znów w dobrej sytuacji znalazł się Olivier Giroud, ale podobnie jak przed przerwą zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału. Chwilę potem napastnik Arsenalu świetnie zgrał piłkę do Griezmanna, ale uderzenie najlepszego jak dotychczas strzelca EURO 2016 zostało zablokowane. Trójkolorowi po zdobyciu bramki wyraźnie nabrali pewności siebie.


Podobnie jak w pierwszej odsłonie, Niemcy szybko otrząsnęli się z naporu rywala i ponownie rozpoczęli budowanie ataków pozycyjnych. W grze piłkarzy Löwa brakowało jednak niezwykle istotnego ogniwa – napastnika. Thomas Müller był w większości akcji spóźniony, źle się ustawiał i nie dawał drużynie tego, co choćby Mario Gomez. Wzrok kibiców Die Mannshaft zaczął kierować się w stronę ławki rezerwowych ich ukochanej reprezentacji. Czy nie nadszedł już czas na danie szansy Lukasowi Podolskiemu, Mario Götzemu lub Andre Schürrle? A może nieco ożywienia w ofensywę Niemców powinien wprowadzić Leroy Sane? Jako pierwszy na rozgrzewkę wysłany został jednak… stoper Shkodran Mustafi.


Przygotowanie Mustafiego do zmiany było jednak związane z urazem Jérôme’a Boatenga. Jeden z najlepszych defensorów turnieju w 60. minucie z grymasem bólu zszedł z boiska, wydatnie osłabiając i tak poszatkowaną już niemiecką obronę. Bez pewnego w destrukcji i przydatnego w rozegraniu akcji stopera Bayernu Monachium cierpiała zresztą cała drużyna. Niektórzy mieli jednak zupełnie odmienne zdanie…


Nasi zachodni sąsiedzi nie wyglądali już tak porywająco jak w pierwszej części gry. Trójkolorowi po przerwie zaczęli grać znacznie agresywnej i nie pozwalali rywalom na swobodne wymiany piłki. Joachim Löw musiał błyskawicznie reagować – w miejsce Emre Cana pojawił się Mario Götze. Mimo iż pomocnik Liverpoolu delikatnie obniżył loty, bardziej naturalną zmianą wydawało się zdjęcie z boiska niezmiennie bezproduktywnego Thomasa Müllera. Selekcjoner Die Mannschaft postanowił jednak obdarzyć swojego podopiecznego iście bezgranicznym zaufaniem.



Didier Deshamps zdecydował się natomiast wzmocnić środek pola i w miejsce Dimitriego Payeta wprowadził N’Golo Kante. Efekt przerósł jednak najśmielsze oczekiwania selekcjonera Les Bleus. Chwilę po wejściu na boisko piłkarza Leicester fatalny błąd popełnił Kimmich, piłkę przejął Pogba i dośrodkował w kierunku Oliviera Girouda. Futbolówkę z głowy napastnikowi Arsenalu “zdjął” jednak Neuer, ale uczynił to na tyle niefortunnie, że spadła ona pod nogi Griezmanna, który pewnie wykorzystał idealną okazję.




Podopieczni Löwa próbowali odwrócić losy spotkania, ale wciąż nie byli w stanie stworzyć z akcji należytego zagrożenia pod bramką Hugo Llorisa. Lepiej wyglądały natomiast egzekwowane przez nich stałe fragmenty gry, jednak ani Mustafi, ani Höwedes nie uderzali na tyle precyzyjnie, by pokonać francuskiego golkipera. Piłkę gubił nawet Mesut Özil, co posłużyło za symboliczne potwierdzenie beznadziejnej sytuacji Niemców. Kiedy perfekcyjnym odbiorem na Tonim Kroosie popisał się N’Golo Kante, kibice naszych zachodnich sąsiadów mogli uronić już pierwszą łzę.


Francuzi utrzymali znakomity wynik i awansowali do upragnionego finału Mistrzostw Europy. Choć w pierwszej połowie ich gra była daleka od ideału, zdołali powstrzymać rywali, wykorzystać swoją okazję, a potem przypieczętować awans po przerwie. Niemcy natomiast nie poradzili sobie z problemami personalnymi, przede wszystkim na pozycji napastnika i z Thomasem Müllerem w roli snajpera odpadli z turnieju. Choć piłkarze Löwa prezentowali wyższą kulturę gry i zdecydowanie powinni udokumentować swoją postawę bramką, zawieszenie Hummelsa, uraz Gomeza oraz kontuzja Boatenga w trakcie meczu znacznie utrudniły im realizację zadania.



Trójkolorowi z mistrzowską skutecznością wykorzystali dwa błędy Niemców i to oni zmierzą się w finale z Portugalią. Kto będzie faworytem? Gospodarze mają wprawdzie więcej argumentów czysto sportowych, jednak Portugalia na pewno postara się o wyeliminowanie z gry niesamowitego Antoine’a Griezzmana i odniesienie sensacyjnego zwycięstwa.


 Francja 2:0 Niemcy