CmOuZbPWUAA80H_ (1)

Historyczny dzień, historyczny mecz – tak można w skrócie określić aurę towarzyszącą czwartkowemu spotkaniu ćwierćfinałowemu reprezentacji Polski z Portugalią. Drużyna Adama Nawałki, mimo iż ostatecznie odpadła z turnieju po serii jedenastek, absolutnie nie ma sobie nic do zarzucenia. Orły Nawałki rozegrały kapitalny turniej i mogą wracać do domu z podniesionymi głowami.

Czwartek to dzień, na który zaplanowano pierwszy ćwierćfinał Mistrzostw Europy. Ćwierćfinał wyjątkowy z naszego punktu widzenia, bo pierwszy raz  Biało-Czerwoni dotarli do tej fazy rozgrywek. Podopieczni Adama Nawałki są, póki co, jedną z rewelacji turnieju. O ile jeszcze przed początkiem rozgrywek o Polakach przebąkiwało się w kategoriach “czarnego konia”, to sama gra mogła zaskoczyć wszystkich ekspertów. Najpierw wygrana z Irlandią na inaugurację turnieju, potem remis z aktualnymi mistrzami świata, Niemcami, po naprawdę dobrej grze, następnie gładkie zwycięstwo nad Ukrainą i ponad 120-minutowa batalia ze Szwajcarią, zakończona zwycięstwem w karnych, sprawiły, że Polacy przestali definiować swoją narodową drużynę przez pryzmat hasła “mecz otwarcia, mecz o życie, mecz o honor”, jakże często powtarzanego przy okazji poprzednich turniejów.



Dlaczego zatem piękny sen o zwycięstwie miałby kończyć się już teraz? Portugalia jest oczywiście zespołem piekielnie mocnym, z Cristiano Ronaldo na czele, ale jak pokazuje historia, nigdy nie była rywalem nie do przejścia. Na 10 rozegranych spotkań Polacy przegrali tylko cztery razy, samemu trzykrotnie zwyciężając. Co ciekawe, zawodnikiem, który najczęściej mierzył się z Portugalią jest… Zbigniew Boniek, aktualny prezes PZPN-u, który aż pięciokrotnie stawał w szranki z A Selecção.

Sama Portugalia, w przeciwieństwie do Polski, obecnego EURO nie może zaliczyć do specjalnie udanych. Relatywnie słaba grupa z Austrią, Islandią i Węgrami miała być dla podopiecznych Fernando Santosa tylko przystawką przed daniem głównym, jakim jest faza pucharowa. Tymczasem trzy kolejne remisy sprawiły, że reprezentanci mniejszej części Półwyspu Iberyjskiego o mały włos nie odpadliby już na tym pierwszym etapie rozgrywek. Trzecie miejsce i zaledwie jeden punkt przewagi nad jeszcze gorszymi Austriakami pozwolił ostatecznie na awans. W 1/8 finału na drodze ekipy Santosa stanęła rozpędzona Chorwacja, typowana przez niektórych nawet na medalistę tegorocznego czempionatu. W meczu, w którym przewagę miała drużyna z Bałkanów, jedna kontra zadecydowała o zwycięstwie Portugalczyków. Po uderzeniu Cristiano Ronaldo piłkę do bramki wbił Ricardo Quaresma i A Selecção mogli cieszyć się z awansu do ćwierćfinału.



Droga obu drużyn do 1/4 finału ME była zatem diametralnie inna. Polacy, którzy zachwycili piłkarską Europę i Portugalczycy, którzy do tej pory nie odnieśli zwycięstwa w regulaminowym czasie gry (!). Do tego podopieczni Fernando Santosa na tym turnieju dali sobie wbić już cztery bramki, przy zaledwie jednej straconej przez Polaków. Ostateczne rozstrzygnięcie miało jednak zapaść na odnowionym Stade Vélodrome w Marsylii.



Adam Nawałka nie zdecydował się na korektę swojej żelaznej jedenastki, natomiast selekcjoner rywali dokonał kilku roszad w składzie, względem ostatniego pojedynku z Chorwacją. Santos do pierwszego składu desygnował Eliseu, który na lewej stronie obrony zastąpił Raphaëla Guerreiro. W pomocy z kolei znalazło się miejsce dla nowego nabytku Bayernu Monachium, Renato Sanchesa, który w 1/8 finału pojawił się na placu gry dopiero w drugiej części spotkania, zastępując André Gomesa. Dla 18-latka był to premierowy występ od pierwszej minuty w karierze reprezentacyjnej.





Początek w wykonaniu Polaków, podobnie jak w poprzednim starciu ze Szwajcarią, był mocno ofensywny. Nikt nie mógł się jednak spodziewać, że po upływie niecałych dwóch minut Biało-Czerwoni wyjdą na prowadzenie. Po błędzie Cédrica, piłka trafiła na lewą stronę do Kamila Grosickiego, który przytomnie dograł piłkę w pole karne do Roberta Lewandowskiego, a gwiazdor Bayernu mocnym uderzeniem pokonał Rui Patricio. Takiego początku nie spodziewał się nikt!



Dominację Polaków zdawały się potwierdzać również kolejne minuty meczu. Podopieczni Adama Nawałki z łatwością tworzyli sytuacje, ale brakowało wykończenia. Swoje szanse mieli chociażby Robert Lewandowski, czy też Arkadiusz Milik, jednak dwukrotnie piłka wpadała w ręce Patricio. Równie dobrze, jak w ataku, było w obronie, gdzie duet Pazdan – Glik skutecznie blokował ataki Portugalczyków. Pierwsze minuty spotkania to praktycznie zupełnie odcięty Cristiano Ronaldo, któremu Biało-Czerwoni zostawiali bardzo mało miejsca. Zawodnicy Nawałki uważali, aby nie pozostawać w sytuacji jeden na jednego z gwiazdorem Realu Madryt.



Z czasem ataki Portugalczyków zaczęły się jednak nasilać i w 33. minucie, po kombinacyjnej wymianie piłki, Renato Sanches perfekcyjnym uderzeniem zza pola karnego pokonał Łukasza Fabiańskiego. Polska defensywa tym razem trochę zawiodła i pozostawiła 18-latkowi za dużo wolnej przestrzeni przed polem karnym, którą nowy nabytek Bayernu znakomicie wykorzystał, zdobywając tym samym swoją pierwszą bramkę w kadrze.


Strata gola ewidentnie zbiła z tropu polskich zawodników, którzy do końca pierwszej odsłony dali się zdominować świetnemu technicznie przeciwnikowi.


Druga połowa nie była już w wykonaniu ani jednej, ani drugiej strony aż tak ofensywna. Szczególnie Polacy mieli problemy z przebiciem się pod pole karne A Selecção, która wypracowane sytuacje seryjnie marnowała. Szczególnie zawodny tego wieczora był Cristiano Ronaldo, który w starciu oko w oko z Fabiańskim nie przyjął sobie dobrze piłki i ta wpadła w ręce golkipera Swansea City. Przy kolejnej okazji CR7 trafił tylko w boczną siatkę…


Widać było, że bardzo żywiołowa pierwsza połowa dużo kosztowała Biało-Czerwonych. W drugiej połowie Polacy nie potrafili już konstruować takich sytuacji jak w pierwszych 45 minutach. Nadal skutecznie uprzykrzali jednak kolejne ataki rywalom.


Druga dogrywka z rzędu dla obu zespołów była ogromnym utrapieniem. Walka przeniosła się w okolice środka pola, a do jakichkolwiek sytuacji podbramkowych dochodziło sporadycznie. Obie drużyny były już jednak potwornie zmęczone, co zdecydowanie rzutowało na tempo gry. Michała Pazdana w końcówce łapały takie skurcze, że aż sam prosił Adama Nawałkę o zmianę. Ten jednak podjął decyzję o pozostawieniu stopera na boisku do końca, mimo iż rozważane było wejście Thiago Cionka. Ostatecznie w dogrywce utrzymał się remis i po raz kolejny o losach reprezentacji Polski we francuskim turnieju miały zadecydować rzuty karne.


W polskiej ekipie Adam Nawałka nie zmienił ani jednego wykonawcy. Do kolejnych strzałów podchodzili zatem ci, którzy strzelali ze Szwajcarią. Po perfekcyjnych trzech pierwszych jedenastkach w wykonaniu jednej i drugiej strony, do piłki podszedł Jakub Błaszczykowski, którego intencje idealnie wyczuł Rui Patricio. Chwilę później potężny strzał Ricardo Quaresmy zapewnił Portugalczykom awans.



Polska kończy zatem swój udział na EURO 2016 i mimo pewnego małego niedosytu, trzeba pamiętać, jak wiele ta drużyna osiągnęła. Biało-Czerwoni nie przegrali na tym turnieju ani jednego meczu i stracili tylko dwie bramki! Do kraju będą zatem wracać z podniesionymi głowami i dumni sukcesu, jaki osiągnęli na boiskach we Francji. Możemy śmiało stwierdzić, że narodziła się wielka reprezentacja!




 Polska 1:1 (k. 3-5) Portugalia 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *