DJcH4RjW0AAvjm6

Gdy rok temu Luis Alberto przechodził do Lazio, miał być cennym uzupełnieniem składu, ale szybko trafił na ławkę rezerwowych, z której podnosił się niezwykle rzadko. Po zaledwie jednym sezonie spędzonym w ekipie Orłów spekulowano, że hiszpański skrzydłowy opuści stolicę Italii i ponownie trafi do słabszego klubu. Wtedy jednak Simone Inzaghi zaczął na niego stawiać, a wychowanek Sevilli odwdzięczył się dobrymi występami. W obecnych rozgrywkach 24-latek jest już jednym z liderów Biancocelestich, którzy notują bardzo udany start.

Luis Alberto jest wychowankiem klubu z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán, ale w stolicy Andaluzji nie zdążył zrobić większej kariery, bowiem już w 2013 roku wykupił go Liverpool. W ekipie The Reds skończyło się na 12 występach i dwóch wypożyczeniach. Najpierw młody Andaluzyjczyk trafił do Málagi (19 spotkań, 2 bramki), a później do Deportivo. To właśnie w klubie z La Coruñy Alberto postawił duży krok do przodu, stając się kluczową postacią galicyjskiego zespołu (31 meczów, 6 goli).

Po zakończeniu sezonu działacze Depor chcieli zatrzymać ofensywnego gracza na stałe. Sam Hiszpan również wolał pozostać w klubie z północy kraju i uniknąć tym samym kolejnej zmiany miejsca zamieszkania. Ostatecznie plany te spaliły na panewce – Alberto powrócił do Anglii, z której w końcówce sierpnia przeniósł się na zasadzie transferu definitywnego do rzymskiego Lazio. W ekipie z błękitnej części stolicy Italii trwała wówczas rewolucja kadrowa po bardzo słabej kampanii 2015/16, która dla Biancocelestich zakończyła się brakiem awansu choćby do Ligi Europy. Skrzydłowy z Kadyksu był wówczas jednym z ostatnich wzmocnień, jakie sprezentowano nowemu szkoleniowcowi Orłów, Simone Inzaghiemu.

Foto: Marco Rosi / Getty Images Europe
Foto: Marco Rosi / Getty Images Europe

Początki Luisa Alberto na Stadio Olimpico były jednak bardzo trudne. 24-latek długo nie podnosił się z ławki rezerwowych, a swój debiut zanotował dopiero w piątej kolejce Serie A, gdy zameldował się na murawie w samej końcówce spotkania z Milanem. Potem przyszedł jeszcze epizod z Bologną i… ponad dwa miesiące przerwy w występach. W tym czasie Hiszpan albo oglądał mecze z perspektywy linii bocznej boiska, albo leczył kontuzje. 8 stycznia wreszcie udało mu się wyjść w pierwszym składzie w rywalizacji z Crotone, jednak później ponownie powrócił na ławkę rezerwowych. Prawdziwy przełom nastąpił w połowie kwietnia, kiedy to w doliczonym czasie gry Alberto potężnym uderzeniem z dystansu zapewnił rzymianom cenny remis w pojedynku z Genoą. Potem przyszedł jeszcze udany mecz z Fiorentiną (dwie asysty) i coraz mniej zaczęło się mówić na Półwyspie Apenińskim o możliwym transferze wychowanka Sevilli, chociaż jeszcze na początku roku spekulowano, że skrzydłowy może powrócić do Deportivo.


Wraz z początkiem nowego sezonu Inzaghi odważnie postawił na Alberto, który w nowej taktyce 1-3-5-2 najczęściej pełni rolę drugiego, bardziej cofniętego napastnika. W okresie przygotowawczym opiekun Lazio testował byłego młodzieżowego reprezentanta La Roja w środku pola, jednak szybko ten pomysł porzucił i powrócił do wystawiania go z przodu. Być może Inzaghi ponownie rozważy ten wariant, gdy do gry gotowi będą wreszcie Nani i Felipe Anderson.

Już w pierwszym oficjalnym meczu obecnych rozgrywek, gdy Biancazzurri mierzyli się w Superpucharze Włoch z Juventusem (3:2), Alberto był jedną z wiodących postaci stołecznego zespołu, a wysoką dyspozycję potwierdził kolejnymi występami. W starciu z Chievo zanotował asystę, zaś w poprzednią niedzielę najpierw został sfaulowany w polu karnym (jedenastkę pewnie wykorzystał Ciro Immobile – przyp. red.), a potem sam dołożył bramkę, pewnie wykorzystując sytuację sam na sam z Gianluigim Donnarummą.

Luis Alberto korzysta przede wszystkim na współpracy z Immobile, która póki co układa się bardzo dobrze. W poczynaniach Hiszpana widać przede wszystkim dużą swobodę i pewność siebie. Na jego korzyść wpływa również fakt, że jest piłkarzem wszechstronnym, bowiem w swojej dotychczasowej karierze występował zarówno jako środkowy pomocnik, trequartista, skrzydłowy, a nawet napastnik. W nowej formacji Inzaghiego Alberto znakomicie się odnajduje, a ofensywny styl gry Lazio bardzo mu sprzyja. Widać, że 24-letni pomocnik wreszcie znalazł swoje miejsce na ziemi, jednak nie zamierza poprzestać na dotychczasowych osiągnięciach.


Wysoka forma na początku sezonu sprawiła, że Alberto zaczął być nawet rozważany w kontekście powołania do seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Sam zainteresowany celuje również w awans swojego klubu do Ligi Mistrzów. Od kolejnej edycji Włosi będą mieli już bowiem czterech reprezentantów w Champions League i wszystko wskazuje na to, że Aquile do końca będą walczyć o powrót do tych elitarnych rozgrywek po wielu latach nieobecności. Najlepszym potwierdzeniem ambicji piłkarza było ubiegłotygodniowa konfrontacja rzymian z mającym również mocarstwowe plany Milanem, która zakończyła się pewną wygraną gospodarzy 4:1.

W środku tygodnia Biancocelesti udanie rozpoczęli natomiast rywalizację w Lidze Europy, pokonując na wyjeździe Vitesse Arnhem 3:2.

“Pracowałem bardzo ciężko i nagle wszystko się zmieniło – to widać! Teraz jestem inny graczem. W meczu z Vitesse moja rola na boisku kilkakrotnie się zmieniała, jednak mi to pasuje. Spotkania w Lidze Europy są skomplikowane – tam też grają mocne drużyny. Nie zaliczyliśmy dobrego początku, jednak z czasem przejęliśmy kontrolę nad meczem. Wszyscy cały czas ciężko pracujemy, a dla mnie to bardzo udany okres. Uważam, że rozgrywamy na tyle dobry sezon, iż awans do Ligi Mistrzów jest w naszym zasięgu. Zespół jest dobrze zrównoważony. W Arnhem nastąpiło 7-8 zmian w pierwszym składzie, a i tak sobie poradziliśmy”

Luis Alberto po czwartkowej konfrontacji w Lidze Europy z Vitesse


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *