i_636101ff8938c5c9e67f5fadb93f6e5a

José Kanté, napastnik, który w poprzednim sezonie regularnie marnował okazje bramkowe w barwach Górnika Zabrze, dość niespodziewanie w obecnych rozgrywkach stał się najlepszym strzelcem Wisły Płock i znalazł w czołówce snajperów Ekstraklasy. Jego transfer do drużyny beniaminka wzbudził w środowisku piłkarskim spore zdziwienie i rozbawienie, które – jak się okazało – w dużej mierze było niesłuszne.

Zawodnik, który dobrą grą na Mazowszu zapracował nawet na powołanie do reprezentacji Gwinei, ojczyzny swojego ojca, w której zadebiutował w listopadzie, przychodząc do Polski nie mógł pochwalić się bogatym piłkarskim CV.


Najsłynniejszym klubem w jego dotychczasowej karierze była Malaga, lecz zaliczył tam epizod jedynie w rezerwach tego klubu, a do pierwszej drużyny, mającej w składzie takich piłkarzy jak Júlio Baptista czy Javier Saviola, było mu wówczas niezwykle daleko.

Grał – w pełnym tego słowa znaczeniu – jedynie w niższych ligach hiszpańskich, gdzie zdarzyło mu się, na trzecim szczeblu rozgrywek, zdobyć w jednym sezonie 11 goli. To jednak trudno uznać za osiągnięcie, które wzbudzić zachwyt w polskich kibicach. Przed przyjazdem do Polski półtora roku spędził jeszcze na Cyprze, gdzie jednak wielkiej kariery ponownie nie zrobił.

Pierwsza runda spędzona w Ekstraklasie była tylko potwierdzeniem obaw kibiców nad Wisłą. W Górniku Zabrze przez całą wiosnę nie potrafił strzelić żadnej bramki, a ówczesny trener 14-krotnych mistrzów Polski, Jan Żurek, w jednej z wypowiedzi medialnych na gorąco skrytykował Kanté za jego nieskuteczność. W podobnym kierunku poszło później jeszcze kilku innych byłych piłkarzy związanych w przeszłości ze śląskim zespołem, a pełnym uzupełnieniem tego obrazu nędzy i rozpaczy, było wiele żartów, dotyczących jego dyspozycji.




Ostatecznie Zabrzanie spadli z najwyższej klasy rozgrywkowej, ale jak się później okazało 26-letni napastnik w Ekstraklasie niespodziewanie pozostał.


W przerwie pomiędzy sezonami trwały spory między Kanté a Górnikiem. Piłkarz uznał, że jego kontrakt dobiegł końca, lecz działacze mieli zupełnie odmienne zdanie. W dodatku Górnicy nie spłacili częściowo zobowiązań wobec gracza, który pierwsze kroki stawiał w Gimnàstiku Tarragona, co ostatecznie zakończyło się odejściem  26-latka i obraniem kierunku na Płock.


Ruch władz beniaminka Ekstraklasy został odebrany przez kibiców z dużym dystansem, a gdy w pierwszych meczach nowego sezonu zła passa reprezentanta Gwinei trwała nadal, to jego indolencja strzelecka osiągnęła ostatecznie niemal 200 dni.


Snajper przełamał się w 4. kolejce obecnej kampanii, w starciu z Ruchem Chorzów i w tym momencie prawdopodobnie zeszło z niego obciążenie psychiczne, z którym zmagał się we wcześniejszych spotkaniach.


Od tej chwili dość regularnie zdobywał bramki, ma ich na koncie już dziewięć, co czyni go najlepszym strzelcem Nafciarzy, a w większości meczów wybiegał na boisko w podstawowym składzie, grając często przez pełne 90 minut.


Jak na zawodnika wychowanego w Hiszpanii, co więcej – w Katalonii przystało, Kanté może pochwalić się niezłą jak na polskie warunki techniką, którą zaprezentował zresztą w tym sezonie przy niektórych swoich trafieniach. Jej przykład można było zaobserwować choćby przeciwko Pogoni Szczecin, gdy zanotował jedyny jak na razie w polskiej lidzie dublet, strzelając ładne gole z dystansu po wcześniejszych kombinacyjnych akcjach rozegranymi wspólnie z kolegami z drużyny. Analizując bramki zdobyte dotychczas przez 26-latka można zauważyć pewną wszechstronność, gdyż potrafił zdobywać gole w tym sezonie zarówno z pola karnego, jak i po strzałach z dystansu, lewą i prawą nogą, a także głową, co miało być jego znakiem firmowym już w czasie gry w Zabrzu.

W ostatnim czasie stał się także specjalistą od strzałów z rzutu karnego, z których udało mu się dwóch minionych kolejkach dwukrotnie dwukrotnie pokonywać bramkarzy rywali. W meczu z Ruchem być może dziesiątą bramkę w sezonie zabrał mu Giorgi Merebashvili, który sam, bez konsultacji z trenerem, zdecydował o wykonaniu uderzenia z jedenastu metrów, jednak przestrzelił, co kosztowało w ostatecznym rozrachunku Nafciarzy cenne trzy punkty.

Wiosną Kanté strzelił już pięć goli, a te zdobywa w tym sezonie przeważnie seriami, w lutym notował trafienia w trzech spotkaniach z rzędu, czym zapracował na nominację do najlepszego piłkarza Ekstraklasy tego zimowego miesiąca, obecnie jego seria strzelecka trwa dwie kolejki.


Gol zdobyty z Arką Gdynia, w doliczonym czasie gry, mimo że dla Wisły nie miał na tym etapie większego znaczenia, stał się niezwykle istotny z punktu widzenia kształtu ligi w rundzie dodatkowej, gdyż sprawił, że do grupy mistrzowskiej awansowała ostatecznie Korona Kielce, w miejsce Zagłębia Lubin.


Z kolei negatywną cechą pozasportową zawodnika z hiszpańskiego Sabadell jest skłonność do spóźniania się, co w Płocku było nagminną sytuacją, za którą napastnik niejednokrotnie płacił kary finansowe.

Przykład Jose Kanté pokazuje, że w ciągu kilku miesięcy z wielkiego pośmiewiska ligi zawodnik może stać się jej czołowym snajperem, który posiada lepsze statystyki od wielu innych, bardziej utytułowanych piłkarzy Ekstraklasy. Stał się jednocześnie istotnym graczem swojego klubu, ratując kilka razy swoimi golami w końcówkach spotkań Wisłę Płock przed porażkami. Ruch, który wydawał się dla wielu osób irracjonalny w połowie lipca, czyli podpisanie kontraktu z byłym zawodnikiem Górnika Zabrze, często wyszydzanym przez kibiców śląskiej drużyny, okazał się dość trafną decyzją dla beniaminka, która przyniosła niejednokrotnie wymierne korzyści w postaci cennych trafień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *