Robert Moreno AS Monaco new coach

Przed kilkoma tygodniami opuścił stanowisko selekcjonera reprezentacji Hiszpanii po tym, jak po rodzinnej tragedii wrócił do zawodu jego dotychczasowy współpracownik Luis Enrique. Z posadą rozstawał się w dość nieprzyjemnej atmosferze, wszak powracający z przymusowej przerwy były szkoleniowiec Blaugrany oskarżył swojego przyjaciela o “nielojalność”, czym wywołał niemałe poruszenie w iberyjskich i światowych mediach. Pogłoski, które ujrzały światło dzienne nie przeszkodziły jednak byłemu już selekcjonerowi La Roja w znalezieniu nowej pracy. Po kolejnym zwolnieniu dobrze znanego w Księstwie Leonardo Jardima drużynę AS Monaco poprowadzi niespełna 43-letni menedżer. Czy ambitny Katalończyk znajdzie sposób, by wywindować Ben Yeddera i spółkę do ścisłej czołówki Ligue 1?

Moreno urodził się w L’Hospitalet de Llobregat – miejscowości dość dobrze znanej większości sympatyków przede wszystkim Barcelony. To właśnie na przedmieściach stolicy Katalonii na świat przychodzili również były znakomity bramkarz Dumy Katalonii Víctor Valdés czy czołowy boczny defensor Jordi Alba. Swoją przygodę z futbolem nowy pryncypał Kamila Glika rozpoczął w lokalnym La Florida CF, gdzie jako młodzieniec próbował swoich sił jako stoper. Szybko okazało się jednak, że profesjonalna kariera piłkarska nie jest mu raczej pisana, aczkolwiek dało się dostrzec fascynację młodego Roberta kwestiami szkoleniowymi. Uprawnienia trenerskie udało mu się zdobyć stosunkowo szybko, bo już w wieku 25 lat, co pozwoliło zapoczątkować poważne plany związane z tą właśnie profesją. Na premierową szansę nie musiał czekać zbyt długo – już w 2003 roku przystał na propozycję Penya Blaugrana Collblanc, gdzie rozpoczął wspinaczkę po kolejnych szczeblach trenerskiego fachu.

Pierwszy okres menedżerskiej kariery Moreno w głównej mierze związany był z piłką młodzieżową oraz lokalnymi zespołami seniorskimi. Prawdziwym przełomem na zawodowej drodze 42-letniego szkoleniowca okazał się 2009 rok, kiedy to wspomniany na wstępie Luis Enrique dostrzegł drzemiący w swoim młodszym rodaku potencjał i zaoferował mu współpracę w roli asystenta w drużynie Barcelony B. Wówczas otrzymał nie tylko możliwość pracowania z niezwykle utalentowanymi zawodnikami, ale również zyskał mentora w osobie doświadczonego “Lucho”, za którym zaczął podążać niczym cień.

Źródło: lavanguardia.com

W ten sposób wspólnie ze swoim protektorem zawitał w 2011 roku do Wiecznego Miasta, aby pomóc mu w prowadzeniu zespołu Giallorossich. Doprawdy niewielu zaskoczył fakt, iż nowo mianowany szkoleniowiec trzykrotnego mistrza Italii wybrał na swojego asystenta właśnie Roberta Moreno, dla którego był to kolejny bardzo istotny etap na drodze do poważnej trenerskiej kariery. Wspomniany duet nie zagrzał jednak długo miejsca na Stadio Olimpico. Przygoda hiszpańskiego tandemu z rzymskim klubem trwała ledwie 42 spotkania, po czym włodarze Romy zdecydowali się na przedwczesne rozwiązanie umowy ze względu na niezadowalające wyniki osiągane przez stołeczny zespół.

Kolejna szansa nadarzyła się równie szybko i już na początku kampanii 2013/14 obaj panowie ponownie zasiedli za sterami – tym razem w galicyjskim Vigo. W ojczyźnie poradzili sobie zdecydowanie lepiej – poprowadzili drużynę Celestes w 40 pojedynkach, z których 15 udało się wygrać, natomiast 18 zakończyło się porażką. Wspomniany sezon Nolito i spółka zakończyli na dobrej 9. pozycji, zaś sam Enrique otrzymał propozycję objęcia pierwszego zespołu Barcelony. Co było do przewidzenia, wraz z nim na Camp Nou zawędrował Moreno, który niezmiennie sprawował funkcję prawej ręki asturyjskiego szkoleniowca. To właśnie dzięki ich owocnej pracy Dumie Katalonii udało się nawiązać do najlepszych czasów. Zdobycie potrójnej korony było doskonałym zwieńczeniem kolejnego wspaniałego okresu w historii klubu z Arístides Maillol – tylko 22 porażki w 181 spotkaniach, średnia blisko 3 goli na mecz, aż 9 trofeów w ciągu trzyletniej kadencji.

Źródło: Bleacher Report Football
Źródło: Bleacher Report Football

Po rozstaniu z Blaugraną Enrique postanowił dać sobie chwilę oddechu i odpocząć od futbolu, natomiast Moreno po raz kolejny zawitał do Vigo w roli asystenta innego trenera, Juana Carlosa Unzué. Drugie wejście do tej samej rzeki nie było jednak tak dobre, jak to premierowe. Po rocznym pobycie na Estadio de Balaídos nowy szkoleniowiec klubu z Księstwa znów postanowił zmienić otoczenie, a na swojej drodze natrafił — a jakże — na 49-latka z Gijón.

To właśnie w reprezentacji La Roja nastąpił rozłam w relacjach pomiędzy wspomnianą dwójką. W 2019 roku, kiedy opinię publiczną obiegła informacja o kłopotach rodzinnych selekcjonera Hiszpanów, na głównym stanowisku miał go zastąpić, w założeniu tymczasowo, etatowy asystent. Biorąc pod uwagę narastające problemy na gruncie prywatnym oraz fakt, że eliminacje do turnieju finałowego Mistrzostw Europy trwały w najlepsze, popularny “Lucho” zrezygnował z funkcji, a federacja RFEF pozwoliła Moreno kontynuować pracę już w roli głównodowodzącego. Szybko okazało się też, że wyobrażenie Katalończyka o kształcie kadry jest zupełnie inne niż jego dotychczasowego mentora, co dało się zauważyć przede wszystkim na liście powoływanych, gdzie często znajdowały się nazwiska piłkarzy o zupełnie innym profilu niż Ci, których darzył zaufaniem Enrique. Nie przeszkodziło to natomiast mistrzom świata z 2010 roku w wygraniu grupy eliminacyjnej. Pod wodzą nowego opiekuna AS Monaco ósma reprezentacja w rankingu FIFA ani razu nie przegrała, przy czym nie można powiedzieć, że zawsze grała porywająco.


Kilka miesięcy po odejściu swojej ukochanej córeczki Xany Luis Enrique postanowił latem ubiegłego roku wrócić do pracy z drużyną narodową, jednak postawił sprawę jasno:

“Wrócę, ale Moreno musi odejść. Jest człowiekiem ambitnym i rozumiem to – w dzisiejszych czasach to cecha kluczowa, ale w moim odczuciu w swojej pracy był nielojalny wobec mnie. Jestem pewny, że sam nigdy bym tak nie postąpił i nie chcę go w swoim sztabie.”

Wypowiedź, która odbiła się w środowisku szerokim echem, odnosiła się zarówno do wspomnianej wizji prowadzenia reprezentacji przez Roberta Moreno, jak i jego rzekomo niewystarczającego wsparcia dla Enrique w trudnym czasie, jakim niewątpliwie była śmierć córki. “Oskarżony” krótko skwitował te słowa jako niesprawiedliwe, a drogi obu gentlemanów błyskawicznie się rozeszły. Rozstrzygnięcie sporu i ustalenie prawdy nie będzie łatwe, tym niemniej nie sposób jednoznacznie odrzucić tezy, jakoby “Lucho” dostrzegł poważnie zagrożenie w osobie swojego asystenta, na którego w ostatnim czasie spływało sporo pochwał przede wszystkim za świetny kontakt z zawodnikami, ale też relacje z zarządem czy mediami.

Teraz przed Katalończykiem nowe, znacznie trudniejsze zadanie. Prowadzenie drużyny opartej w dużej mierze na młodzieży w porównaniu do sterowania istnym “samograjem”, za jaki uchodzi La Furia Roja, to spory przeskok. Pozycja wyjściowa ASM w lidze nie jest zła – aktualnie drużyna Les Rouges et Blancs plasuje się na siódmej lokacie, a strata do czwartego miejsca to zaledwie trzy oczka. Kibiców ze Stade Louis II czeka bez wątpienia kolejny bardzo interesujący okres.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *