20170327CSLG0036-1024x683

W poniedziałkowy wieczór reprezentacja Polski do lat 21 rozegrała swoje drugie spotkanie towarzyskie podczas marcowego zgrupowania. Po porażce 1:2 z Włochami w Krakowie, polska “młodzieżówka” znów poległa w tym samym stosunku bramkowym – tym razem w starciu z Czechami w Kielcach. Gra Orląt mogła się jednak podobać znacznie bardziej niż w czwartkowym pojedynku z podopiecznymi Luigiego Di Biagio. Świeżo po meczu o jego przebiegu, wnioskach i odczuciach po porażce porozmawialiśmy z pomocnikiem Ruchu Chorzów i kadrowiczem Marcina Dorny Patrykiem Lipskim.

Zaczęliście dzisiejszy mecz bardzo dobrze. Później był dłuższy moment przestoju i świetna końcówka. Z czego wynikał ten słabszy okres w grze? Brak koncentracji?

Rzeczywiście tak to wyglądało, że początek należał do nas, ale później Czesi przejęli inicjatywę i daliśmy się zepchnąć do defensywy. Wtedy też straciliśmy gola – niestety przypadkowego, bo przecież piłka trafiła do bramki po rykoszecie. Udało nam się wprawdzie wyrównać, ale ostatecznie to rywale strzelili jedną bramkę więcej i znów musimy uznać ich wyższość.


Dziś zestawienie środka pola było dosyć eksperymentalne. To wynikało ze słabszej gry w tej strefie przeciwko Włochom, czy trener po prostu testował nowe rozwiązania?

To pytanie trzeba byłoby zadać trenerowi. Ale ja się czułem dobrze zarówno w jednym, jak i drugim układzie personalnym. Dziś byłem ustawiony troszeczkę niżej, ale mamy na tyle dobrych zawodników w tej reprezentacji, że niezależnie kogo trener wystawi na tych pozycjach, to zawsze mamy zagwarantowaną jakość.

W pewnym momencie zamieniłeś się pozycjami z Bartkiem Kapustką. To był planowany manewr?

Od początku było takie założenie, że mieliśmy się często wymieniać pozycjami, aby zaskoczyć przeciwnika. Paweł Dawidowicz miał grać przed obrońcami, a ja i Bartek dostaliśmy wolną rękę w szukaniu sobie pozycji na boisku. No i tak wyszło, że po jakimś czasie Bartek cofnął się, a ja poszedłem wyżej.

Mimo że straciliście bramkę w ostatnich minutach, końcówka meczu w Waszym wykonaniu mogła się podobać. Było dużo szybkiej gry na jeden-dwa kontakty. Dlaczego nie zagraliście tak od początku?

Myślę, że to wynikało z tego, że Czechom pod koniec zabrakło już sił, dlatego końcówka należała do nas. Wielka szkoda, że nie udało się dobić przeciwnika, a nadzialiśmy się jeszcze na kontrę i to rywal strzelił nam drugą bramkę.

Jak podchodzicie do tych dwóch porażek po serii sześciu spotkań z rzędu bez przegranej i z jedną straconą bramką? Wkrada się odrobina strachu, że forma załamuje się akurat teraz?

Nie. Widzieliśmy, że dziś wcale nie byliśmy słabszym zespołem. Mam nadzieję, że w przyszłości, takie mecze “na styku” będziemy już wygrywać, szczególnie na mistrzostwach. Ten limit słabszych spotkań jest już chyba wyczerpany i na EURO będą same wygrane!

Bardzo wiele meczów graliście wcześniej w ustawieniu z dwójką napastników. Ostatnie spotkania zaczynacie z kolei z jednym zawodnikiem na szpicy, a później zmieniacie formację. Zdaje się, że bardziej leży Wam jednak gra z duetem z przodu.

Różnie to bywało. Zarówno z Włochami, jak i Niemcami, podobnie jak dziś, zaczynaliśmy z jednym napastnikiem z przodu, ale z naszymi zachodnimi sąsiadami wywalczyliśmy przecież zwycięstwo. Dlatego nie szukałbym przyczyn porażek w formacji czy taktyce. To bardziej kwestia dyspozycji dnia. Z Czechami znów zagraliśmy z jednym napastnikiem, ale sytuacji było sporo, więc zdaje się, że nie ma tu jakiejś zasady.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *