Newcastle United przejmują szejkowie z Arabii Saudyjskiej - grafika 65

Ten artykuł zapewne w ogóle by nie powstał, gdyby nowym właścicielem Newcastle United został jakiś anonimowy angielski inwestor, gdyż oczekiwania nie byłyby zbyt duże. Sprawa ma się jednak zgoła inaczej, bowiem na St James’ Park zawitał obrzydliwie bogaty szejk Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud, czyli następca tronu w Arabii Saudyjskiej. Nie trudno zatem wywnioskować, że NUFC stanie się klubem o niemalże nieograniczonym budżecie, a to może oznaczać tylko jedno: kadrową rewolucję i dalekosiężne, wygórowane plany. Imperium na miarę Manchesteru City czy kolejna Málaga – czego należy spodziewać się po pompatycznym piłkarskim projekcie nad rzeką Tyne?

Informacja o przejęciu czołowego klubu z północnej Anglii ujrzała światło dzienne w poprzednim tygodniu. Wokół Newcastle United już od dawna krążyły plotki na temat potencjalnego przejęcia w związku z faktem, że The Magpies zaliczyli dwie relegacje za rządów kontrowersyjnego właściciela Mike’a Ashley’a, a stale nawarstwiająca się frustracja w szeregach fanów NUFC spowodowała, iż relacje w biało-czarnej społeczności stały się niezwykle napięte. Klub został wystawiony na sprzedaż już w 2017 roku, lecz dopiero teraz znalazł się inwestor, który zdecydował się wejść do gry ze sporym kapitałem.

Spółką przejmującą czterokrotnego mistrza Anglii jest zarządzany przez obecnego Księcia Saudów fundusz inwestycyjny Saudi Arabia’s Public Investment Fund (PIF). Jak donoszą tamtejsze media, dzięki sfinalizowaniu transakcji aż 80% udziałów w klubie przejdzie w posiadanie szejków z Bliskiego Wschodu, a pozostałe 20% pozostanie w rękach reszty akcjonariuszy. PIF to potężny, suwerenny fundusz majątkowy, który inwestuje pieniądze w różnorakie projekty na całym świecie, zatem nie sposób spodziewać się innego scenariusza niż gruntowna transformacja Newcastle United w jednego z głównych challengerów Premier League, a być może nawet przyszłego hegemona.


Wraz z pieniędzmi, które od teraz nie powinny być na St James’ Park żadnym problemem, przy Strawberry Place na pewno pojawią się także zastępy świeżej krwi. I bynajmniej światowe media nie wspominają o tzw. zapchajdziurach. W gronie potencjalnych kandydatów do wzmocnienia drużyny Srok wymieniane są naprawdę uznane nazwiska na europejskiej arenie, co nie powinno dziwić, wszak gdzie duże pieniądze, tam też wielka piłka. Nikomu nie trzeba chyba przypominać, że królestwo Arabii Saudyjskiej jest jednym z najbogatszych państw świata, a finansowe możliwości Saudów są praktycznie nieograniczone. W trwającej od kilkunastu dni lawinie personalnych spekulacji na wyobraźnię kibiców działa szczególnie możliwość pozyskania dwóch gwiazd LaLiga – Antoine’a Griezmanna i Garetha Bale’a.


Były lider Atlético, a obecnie atakujący Barcelony jest podobno jednym z głównych celów transferowych nowych włodarzy NUFC. Jednakże w obecnej sytuacji ekipie The Magpies nie wystarczy jedno poważne wzmocnienie. Transfery potrzebne są praktycznie na każdej pozycji, jeśli Newcastle ma aspirować do miejsc premiowanych awansem do Ligi Mistrzów. Wyspiarskie dzienniki kolportują więc kolejne nazwiska przymierzane do gry w charakterystycznej pasiastej koszulce: John McGinn z Aston Villi oraz skrzydłowy Dwight McNeil z Burnley. Wspomnianej dwójce przyglądają się od pewnego czasu najlepsze drużyny w Anglii, a ich sprowadzenie wiązałoby się z kosztem oscylującym w granicach 50-60 mln £. Jeszcze ciekawsze doniesienia dotyczą wzmocnienia linii ataku. O ile transfer snajpera Olympique’u Lyon, Moussy Dembélé, czy tureckiego rozgrywającego Hakana Çalhanoğlu z AC Milan można sobie wyobrazić, o tyle sprowadzenie gwiazdora Paris Saint-Germain, Kyliana Mbappé trzeba raczej uznać za futbolową beletrystykę.

Niebagatelną rolę w nadchodzącej wielkimi krokami rewolucji nad rzeką Tyne odegra nowy menedżer. W zależności od źródła, gazety rozpisują się o naprawdę dużych trenerskich personach, jak chociażby Mauricio Pochettino czy Massimiliano Allegri, którzy należą do ścisłej czołówki najlepszych szkoleniowców w Europie. Jeżeli rzeczywiście uda się namówić do współpracy Argentyńczyka bądź Włocha, Newcastle United powinno błyskawicznie zacząć liczyć się w ligowej hierarchii, zwłaszcza że dobry trener stanowi ogromny magnes na klasowych zawodników.


Z informacji, jakie pojawiają się w brytyjskiej prasie można również dowiedzieć się o potencjalnej rozbudowie wysłużonego stadionu, wzniesionego jeszcze w XIX wieku. Wprawdzie w 2019 roku obiekt ten przeszedł istotny remont, jednak pozostaje nierozbudowany od blisko 20 lat, co wypchnęło St James’ Park z czołówki największych piłkarskich aren w Anglii (obecnie dopiero 10. miejsce w kraju pod względem pojemności – przyp. red.). Renowacja oraz powiększenie stadionu to oczywiście przedsięwzięcie znacznie bardziej skomplikowane niż transfery piłkarzy czy kontraktowanie menedżerów, choć tego także nie można wykluczyć. Rozwój klubowej infrastruktury stanowi bowiem istotny element odbudowy wizerunku, aczkolwiek nie poprawia boiskowych rezultatów. A tylko dobry wynik sportowy może zapełnić kilkudziesięciotysięcznego kolosa, zatem na wiążące decyzje dotyczące “nowego domu Srok” najprawdopodobniej będzie trzeba poczekać nieco dłużej.

Większość informacji pojawiających się dotychczas w tej sprawie to oczywiście medialne spekulacje, tym niemniej cały projekt zapowiada się niezwykle ciekawie – szczególnie w sytuacji, gdy realia transferowe ulegną zmianie po pandemii COVID-19. Świat piłki widział już wiele prób utworzenia sztucznego piłkarskiego eldorado, które nie zawsze kończyły się pomyślnie. Wystarczy przypomnieć niedawne przypadki Málagi, która jeszcze w 2013 roku rywalizowała w półfinale Ligi Mistrzów, a obecnie gra na zapleczu hiszpańskiej elity, czy rosyjskiego Anży Machaczkała, które po sprowadzeniu m.in. Samuela Eto’o rozpadło się i balansuje na skraju bankructwa. Kluczowe będą zatem przemyślane ruchy kadrowe, a także rozsądna polityka finansowa. Jeżeli na St James’ Park rzeczywiście uda się sprowadzić szereg gwiazd, nie tworząc przy tym kominów płacowych, saudyjski plan wcale nie musi spalić na panewce. Niełatwe będzie jednak przekonanie piłkarzy o określonej renomie, że nie przyjeżdżają do Newcastle upon Tyne, aby odcinać przysłowiowe kupony od sławy, ale powalczyć o lepsze jutro dla zasłużonego klubu i trwale zapisać się w jego historii.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *