liga europy 1/8 finału

Tegoroczny, niezwykle pokrętny sezon na europejskich boiskach wywraca wszelkie rozgrywki do góry nogami. W Anglii szokujący kryzys przeszła Chelsea, a na czele tabeli widnieje herb, anonimowego dotychczas dużej części kibiców, Leicesteru. W Niemczech rozczarowuje rewelacyjny w zeszłorocznej kampanii Wolfsburg, w Polsce przez długi czas Ekstraklasie liderował gliwicki Piast, nawet we włoskiej Serie A zaskakujące problemy miał, dotychczas niemożliwy do poskromienia, Juventus. Nic więc dziwnego, że trend zahaczył również o europejskie puchary. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tegoroczna edycja Ligi Europy co najmniej dorównuje jakością swojej bardziej elitarnej, mistrzowskiej koleżance. Porównywanie któregokolwiek z zakończonych właśnie meczów 1/8 finału z sennym spektaklem, jaki w tej samej fazie Ligi Mistrzów zafundowali nam choćby piłkarze Manchesteru City i Dynama Kijów, byłoby dla następczyni Pucharu UEFA ogromną krzywdą.

1. Szachtar zgodnie z planem

Podopieczni Mircei Lucescu, po niezwykle niekorzystnym dla siebie losowaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów (Real Madryt, PSG, Malmö – przyp. red.), z radością przyklasnęli na myśl o pojedynku z Anderlechtem Bruksela w 1/8 finału LE. Belgowie, mimo wyeliminowania Monaco, zwycięstwa nad Tottenhamem i ogrania w 1/16 Olympiakosu Pireus, przyjechali na pierwszy mecz do Doniecka przestraszeni zarówno sytuacją polityczną, jak i klasą rywala. Szachtar za nadmierny respekt skarcił przeciwnika w niecałe 4 minuty i w ten sposób rozstrzygnął, tak na dobrą sprawę, losy dwumeczu. Na kontaktowego gola Franka Acheamponga Ukraińcy odpowiedzieli trafieniem Eduardo i na, jak się okazuje, równie niebezpieczne, co rejon Donbasu lotnisko w Brukseli przylecieli z bardzo korzystnym rezultatem 3:1.

https://www.dailymotion.com/video/x3x1em0_all-goals-highlights-hd-shakhtar-3-1-anderlecht-10-03-2016_sport

W rewanżu Anderlecht zagroził rywalom jedynie niezwykle brzydkim, ukaranym czerwoną kartką faulem Kara Mboji. Pod koniec rewanżu swoje trzy grosze wtrącił ponownie Chorwat Eduardo i przypieczętował awans Szachtara skromnym, wyjazdowym 1:0.

2. Czerwony wieczór w Bradze

Po udanej grupowej kampanii, wyeliminowaniu Ajaxu i Celticu, a w 1/16 finału Lokomotiwu Moskwa, piłkarze Fenerbahçe przystępowali do dwumeczu z Bragą pełni nadziei na awans do kolejnej fazy rozgrywek. Portugalczycy, szczycący się dotychczas głównie październikowym tryumfem nad Marsylią, starali się w Turcji przede wszystkim nie przegrać, za co Van Persie i spółka skarcili ich golem Mehmeta Topala. Defensywny pomocnik Sarı Kanaryalar tak szybko, jak rozbudził nadzieję kibiców, tak szybko w rewanżu ją przygasił. Przy stanie 1:1, w 67. minucie zablokował w polu karnym ręką strzał rywala, za co sędzia ukarał jego zespół podwójnie – drugą żółtą kartką i jedenastką dla Bragi. Tę bardzo pewnie wykorzystał wypożyczony z FC Porto Portugalczyk Josué, po chwili na 3:1 podwyższył Nikola Stojiljković, a awans gospodarzy ostatecznie przypieczętował Rafael Silva. Tak łatwo wypuszczona z rąk szansa na 1/8 finału LE podziałała na gorące, tureckie głowy jak płachta na byka, czego efektem były kolejne czerwone kartki – dla Potuka oraz Şena.

3. Angielski klasyk dla Liverpoolu

Prawdziwym hitem 1/8 finału zdawało się być starcie Manchesteru United z Liverpoolem. Odwieczna wojna między tymi dwoma klubami, zazwyczaj toczona na szczycie angielskiej ligi, tym razem odbyła się zaledwie we wczesnej fazie pucharowej Ligi Europy. Czyli rozgrywek, które podopieczni Van Gaala traktują tak, jak wyglądało to choćby w sensacyjnie przegranym pierwszym meczu z FC Midtjylland. Kiedy jednak na drodze 20-krotnego Mistrza Anglii staje Liverpool (dwa tytuły mniej – przyp. red.), o lekceważeniu i poddawania w wątpliwość rangi dwumeczu nie może być mowy.

Sęk jednak w tym, że United są w tym sezonie po prostu bez formy. Podopieczni Jürgena Kloppa zdeklasowali rywala w pierwszym meczu 2:0, wywołując prawdziwą lawinę krytyki, która przykryła całą czerwoną stronę Manchesteru.

W rewanżu nadzieje kibiców United, rozbudzone przez gola Anthony’ego Martiala, w pył obrócił genialną bramką Coutinho. Van Gaal może zatem skupić się na walce w Premier League. O co? Paradoks polega na tym, że Czerwone Diabły w obecnym sezonie może być stać tylko na miejsce gwarantujące grę w tak zlekceważonej Lidze Europy…

4. Obrońcy tytułu nadal w grze

Dla polskich kibiców najistotniejszym wydarzeniem tej fazy Europa League był powrót do składu Sevilli Grzegorza Krychowiaka. Centralna postać drugiej linii naszej reprezentacji powraca do gry po 6-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją więzadła przybocznego piszczelowego. O ile w pierwszym, zakończonym bezbramkowym remisem, spotkaniu Sevilii z FC Basel Polaka zabrakło w składzie drużyny z Andaluzji, o tyle w rewanżu zameldował się na 30 minut, tak potrzebnych przed towarzyskimi starciami Polaków z Serbią oraz Finlandią. Pomoc Krychowiaka nie była jedna tego dnia niezbędna podopiecznym Unaia Emery’ego. Sevilla dzięki fantastycznej grze duetu Reyes (2 asysty) – Gameiro (2 gole) pewnie ograła na własnym boisku Szwajcarów 3:0 i awansowała dalej.

5. Przedwczesny finał dla Borussii Dortmund

Gdyby wziąć pod uwagę formę poszczególnych drużyn grających w Lidze Europy, w finale rozgrywek powinny znaleźć się zespoły Tottenhamu oraz Borussii Dortmund. Anglicy dość niespodziewanie toczą zażarty bój o mistrzostwo Anglii, natomiast podopieczni Thomasa Tuchela ustępują w tym sezonie tak naprawdę tylko gigantowi z Monachium. Pech chciał jednak, że los oraz dłonie Alexandra Freia skojarzyły te dwa zespoły już w 1/8 finału.

Trener Kogutów, Mauricio Pochettino, rozczarował jednak fanów, wystawiając w meczu na Signal Iduna Park w Dortmundzie mocno rezerwowy skład, który nie był w stanie nie tylko nawiązać jakiejkolwiek walki z gospodarzami, ale choćby nawet opuścić własnej połowy. Efektem personalnych roszad Argentyńczyka była klęska 0:3 i dwumecz rozstrzygnięty już po 90. minutach.

W rewanżu Tottenham już w pierwszej połowie spotkania otrzymał potężny cios od niezawodnego Pierre-Emericka Aubameyanga, który wybił Anglikom z głowy choćby remis na własnym boisku. Honorowy gol Koreańczyka Sona przy stanie 0:2 (Aubameyang podwoił bramkowy dorobek) należy przypisać raczej niefrasobliwości Nevena Suboticia, aniżeli dobrej grze Tottenhamu.


6. Historyczny sukces Sparty

Wicemistrzowie Czech, toczący w swojej lidze heroiczny bój z Viktorią Pilzno o odzyskanie czempionatu, bezszelestnie, bez szczególnej uwagi mediów przemknęli do 1/8 finału Ligi Europy ze statusem drużyny niepokonanej. Drugie miejsce w grupie, tuż za Schalke i pewna wygrana w kolejnej fazie z rosyjskim Kransodarem zapewniły Sparcie Praga pojedynek ze znacznie bardziej renomowanym przeciwnikiem – rzymskim Lazio. Pewni siebie Włosi już w pierwszym spotkaniu w Czechach natrafili na niespodziewaną przeszkodę w postaci gola Martina Frýdka i na rewanż do stolicy Italii przywieźli zaledwie remis. Mimo falującej w tym sezonie formy, ostatni włoski zespół w tegorocznej edycji europejskich pucharów był zdecydowanym faworytem i ostatnią nadzieją kibiców z Półwyspu Apenińskiego na tak potrzebne Serie A punkty w klasyfikacji rozgrywek klubowych na Starym Kontynencie. Wstrząsające dwie minuty i dwa gole Czechów na Stadio Olimpico (Dockala i Krejciego – przyp. red.) wybiły jednak Włochom z głowy marzenia o wyprzedzeniu Anglików w rankingu UEFA. Trzecią bramkę dla Sparty dołożył jeszcze w pierwszej połowie Lukáš Juliš, a Lazio pożegnało się z Ligą Europejską kompromitującym 0:3, niszcząc przy okazji kupony bukmacherskie niezliczonej ilości kibicom na całym świecie.

7. Villarreal nadal na fali

Po powrocie na salony La Liga w sezonie 2013/14 podopieczni Marcelino Garcii Torala konsekwentnie zajmują w hiszpańskiej ekstraklasie miejsca premiowane awansem do europejskich pucharów. Tegoroczna kampania może być dla nich szczególnie korzystna, bowiem – wobec słabszej dyspozycji Sevilli oraz zatrudnienia Gary’ego Nevilla w roli trenera Valencii – przed Villarrealem otworzyła się szansa na grę w Lidze Mistrzów. Nic więc dziwnego, że przed starciem z grającym w kratkę Bayerem Leverkusen to piłkarze Żółtej Łodzi Podwodnej stawiani byli w roli faworytów.

Zarówno dobrą formę, jak i absolutną dominację hiszpańskiej piłki w Europie potwierdzili pewnym 2:0 na własnym boisku.

W rewanżu Bayer zagrał znacznie lepiej, ale odpowiedzieć na dwa gole Cedrica Bakambu sprzed tygodnia nie potrafił. Remis 0:0 wypromował do europejskiego ćwierćfinału już piątą drużynę z Hiszpanii. A to jeszcze nie koniec…

8. Gary Neville wciąż pod wozem

W bratobójczym, hiszpańskim pojedynku przeżywająca koszmarny sezon Valencia zmierzyła się z Atletikiem Bilbao. Podopieczni Gary’ego Nevilla w europejskich pucharach chcieli odbić sobie ligowe niepowodzenia, których konsekwencją jest kompromitujące, 15. miejsce w tabeli Ligi BBVA. W pierwszym spotkaniu w Bilbao Valencia postanowiła w możliwie jak najmniejszym stopniu zepsuć sobie sytuację przed rewanżem, czego efektem była żelazna defensywa przy stanie 1:0 dla rywala. Niewielką porażkę Nietoperze przyjęły z pokorą i postanowiły pokazać swoją siłę dopiero na Estadio Mestalla.

Drugi mecz przeciwko Athletikowi okazał się być najlepszym za kadencji angielskiego szkoleniowca. Valencia grała doskonale i do 76. minuty prowadziła 2:0, po golach Santiego Miny oraz Aderlana Santosa. Jednak na kwadrans przed końcem meczu upragniony awans do ćwierćfinału zabrał Valencii niesamowity Artiz Aduriz do spółki z arbitrem, Daniele Orsato. Sędzia nie zauważył ewidentnego zagrania ręką Marcela Susaety i puścił akcję, która zakończyła się golem niezawodnego snajpera z Bilbao. Gospodarze nie byli już w stanie dołożyć jednej bramki, która wypromowałaby ich do następnej fazy. Szóstym hiszpańskim zespołem w ćwierćfinałach europejskich pucharów zostały właśnie Lwy z Bilbao.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *