ELxp_cCWwAEw_ca

Najlepsza liga “piłki nożnej” po długim zastoju powróciła z zaświatów i bez większych problemów udało się dokończyć zmagania na rodzimym podwórku. Zakończony niedawno sezon i niezwykle krótka przerwa przed następnym zachęcają do intensywnego planowania ruchów na kolejne rozgrywki. W biurach włodarzy poszczególnych klubów rodzą się coraz to nowe pomysły, jakie transakcje należałoby przeprowadzić, aby uzupełnić skład, w którym po raz kolejny kogoś zabrakło. Śpieszymy więc z pomocą i prezentujemy zestawienie renomowanych ligowców, którzy już teraz mogą zmienić pracodawcę za przysłowiową “czapkę gruszek”.

Dominik Furman

Odrodzony, ale nadal krnąbrny pomocnik przez wiele sezonów był bez wątpienia główną postacią płockiej Wisły. Do Ekstraklasy wracał po nieudanych wojażach na Zachodzie i wówczas mało kto wierzył, że popularny “Furmi” będzie jeszcze w stanie zaprezentować choćby skrawek umiejętności, dzięki którym zapracował sobie na zagraniczny transfer. Nie po raz pierwszy potwierdziła się jednak zasada, że “jeżeli raz byłeś w stanie wychylić się ponad poziom krajowego poletka, to przy odrobinie szczęścia będziesz w stanie zrobić to ponownie”.


Furman nie tylko został kapitanem zespołu Nafciarzy i ulubieńcem kibiców w Płocku, ale także wrócił po ponad 6 latach do reprezentacji Polski, dzięki czemu afera z Tarasem Romanczukiem nie pozostanie najbardziej pamiętnym epizodem w karierze wychowanka Szydłowianki Szydłowiec.




Michał Janota

Jako nastolatek wygrał turniej Coca-Cola Cup i został królem strzelców całej imprezy. Z tego względu trafił do notesu scoutów wielu zespołów i ostatecznie przeniósł się do akademii Feyenoordu. Tam jednak nie udało mu się przebić i po zaledwie kilku występach i licznych wypożyczeniach zdecydował się na powrót do Polski.

Na miarę swojego talentu zaczął grać jednak dopiero w Gdyni, gdzie zakończył sezon 2018/2019 mając na koncie 10 bramek i 6 asyst. Stało się zatem jasne, że trudno będzie go zatrzymać w Trójmieście, ale niewielu spodziewało się, że obierze kierunek na Arabię Saudyjską.


Pandemia koronawirusa poważnie zredukowała jego plany i teraz ponownie stał się wolnym zawodnikiem. Skoro od jego dobrych występów na polskich boiskach minęło zaledwie kilkanaście miesięcy, to w wielu klubach, które teraz muszą szukać oszczędności, zostanie umieszczony wysoko na liście życzeń.


Zvonimir Kožulj

Bośniacki pomocnik znany z atomowego uderzenia z dystansu stał się jedną z pierwszych ofiar koronakryzysu i na początku kwietnia rozwiązano z nim umowę. Co ciekawe, włodarze Pogoni nie tłumaczyli takie decyzji wyłącznie względami ekonomicznymi, ale również problemami dyscyplinarnymi.

“Uważał siebie za największą gwiazdę na świecie i nie chciał zostać. Nie chcę rozwijać wątku Kozulja i Spiridonovicia , ale jeden jest wart drugiego, jakby to byli bracia. To były nasze fatalne wybory pod względem charakterologicznym”.

Prezes Jarosław Mroczek w rozmowie z “Super Expressem”

Sam zainteresowany z taką argumentacją nie zamierzał się zgadzać i swoją słabszą dyspozycję tłumaczył wyłącznie kłopotami zdrowotnymi, a nie nadmierną chęcią zmiany pracodawcy. Czy dalej byłby zainteresowany pozostaniem w Polsce? W wywiadach zapewniał, że dobrze czuł się w Szczecinie i gdyby prezentował się tak jak na początku swojej przygody w Pogoni, to byłby wartościowym wzmocnieniem w zasadzie dla każdego zespołu. Trudno powiedzieć, czy ktoś będzie chciał zaryzykować, skoro wpisali mu do referencji “leń z trudnym charakterem, który nie kieruje się raczej lojalnością.”




Kamil Wojtkowski

Jeszcze kilka lat temu mówiono o nim, że jest zdecydowanie bardziej utalentowany od Przemysława Płachety, z którym występował w juniorskich zespołach RB Lipska. Tyle, że były skrzydłowy Śląska Wrocław przeniósł się w tym okienku transferowym do spadkowicza Premier League, a z nim Wisła Kraków nie zdecydowała się przedłużyć umowy.


Powód był bardzo prosty, bardzo rzadko prezentował potencjał, którym bez wątpienia dysponuje. Zaledwie cztery gole i trzy asysty w siedemdziesięciu jeden meczach to bilans pasujący do niezbyt bramkostrzelnego defensora, ale nie gracza, który miał napędzać akcje i był liderem ofensywy Białej Gwiazdy. Ma jednak tylko 22-lata, więc z pewnością nie zabraknie klubów, którzy potraktują go jako inwestycję i spróbują wykrzesać z niego maksimum możliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *