14434914_10155034280964578_6550804739934945578_o

Przełomu w Lizbonie nie było, ale debiut Jacka Magiery w roli szkoleniowca Legii pokazał, że Liga Mistrzów niekoniecznie będzie musiała kojarzyć się polskim kibicom tylko z wysokimi porażkami. Wynik 0:2 przeciwko Sportingowi wstydu nie przynosi, a gołym okiem widać było poprawę w porównaniu ze wstydliwym meczem przeciwko Borussii Dortmund. Przewaga gospodarzy, zwłaszcza w pierwszej połowie, nie podlegała jednak dyskusji i wynik mógł być znacznie wyższy, gdyby swoje sytuacje wykorzystali Gelson Martins czy Adrien Silva. Mimo wszystko mistrzowie Polski mogą wracać do domu z podniesioną głową. 

Po laniu w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund dominowało stwierdzenie, że gorzej już być nie może. Rzeczywiście, przeciwko Sportingowi kibice Legii nie musieli już przeżywać takich katuszy, ale również było to widowisko raczej z gatunku mało przyjemnych. Na występy w europejskiej elicie drużyna z naszego kraju czekała 20 lat, ale teraz nikt nie powinien się już dziwić, dlaczego aż tyle. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zadowoleni z prowadzenia gospodarze nieco spuścili z tonu w drugiej połowie i dlatego Legionistom udało się kilka razy pojawić pod bramką Ruia Patricio. Do przerwy, gdy Portugalczycy podkręcili tempo, mieli bowiem mnóstwo okazji i tylko ich średnia skuteczność oraz dobra postawa w bramce Malarza spowodowały, że skończyło się na dwóch straconych golach. Obrońcy Legii robili co mogli, aby powstrzymać ataki Sportingu, jednak lizbońskie Lwy grały na zupełnie innym poziomie. Sposób, w jaki mistrzowie Polski stracili gole, budzi spore rozczarowanie. Jeden z nich znów padł po stałym fragmencie gry (rzucie rożnym), co w tym sezonie jest prawdziwą zmorą Wojskowych.


Po tym meczu niewiele wskazuje na to, aby Warszawianie nie byli dostarczycielem punktów w tej grupie. Dopóki w takiej formie, jak przeciwko Sportingowi, będą Thibault Moulin i Steeven Langil, nie ma szans na poprawę wyników. Na całe szczęście, słabą dyspozycję tego drugiego dosyć szybko zauważył Magiera, który już w przerwie wprowadził za niego Mihaiła Aleksandrowa. Przemyślane zmiany w trakcie meczu to coś, za co warto pochwalić szkoleniowca Legii. Kolejnym jego dobrym ruchem było wprowadzenie Vadisa Odjidjy-Ofoe. Krytykowany do tej pory Belg pokazał swojemu koledze ze środka pomocy Moulinowi, jak powinno się grać na tej pozycji. To był zdecydowanie najlepszy fragment jego gry w klubie z Łazienkowskiej – nie notował głupich strat, a kilka jego zagrań pozwoliło stworzyć zagrożenie pod bramką Sportingu. Poza Odjidją, na plus trzeba również zapisać występ Jakuba Rzeźniczaka. Można zatem powiedzieć, że był to dzień ludzi, którzy tego sezonu nie mogą zaliczyć do udanych, choć oczywiście wyjątkiem jest Malarz, który obecne rozgrywki ma świetne, a we wtorkowy wieczór znów zachwycił kapitalnymi interwencjami.

Nie ma wątpliwości, że Sporting przewyższał Legię w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. O słabości mistrzów Polski niech świadczy fakt, że nie udało im się oddać choćby jednego (!) celnego strzału na bramkę rywali, a dobrą sytuację miał przecież Miroslav Radović. W grze Serba widać, że chce, ale chyba nie bardzo może pomóc Legionistom. Nie jest to na razie ten sam zawodnik, co dwa lata temu, kiedy stanowił o sile ofensywnej Wojskowych.



Dobra okazja “Rado” jest jednak dowodem na to, że Legii dzięki ambitnej podstawie udało się bardziej zatrzeć różnice w umiejętnościach niż przeciwko Borussii. Wtedy podopieczni Besnika Hasiego nawet nie podjęli rękawicy, a teraz widać było, że Magiera potrafił dotrzeć do zawodników pod względem mentalnym. W tak krótkim okresie niewiele mógł zmienić w aspekcie piłkarskim, dlatego Legia znów popełniała błędy znane z rządów Albańczyka. Przed nowym szkoleniowcem Wojskowych ogrom pracy, ale wypada mieć nadzieję, że z każdym dniem będzie coraz lepiej.

Pierwszych efektów pracy Magiery należy oczekiwać dopiero po przerwie na mecze reprezentacji, która rozpocznie się już w najbliższy poniedziałek. Zadania nie ułatwi mu jednak wyjazd kilku zawodników, wśród których zapewne będzie Nemanja Nikolić. Martwi to tym bardziej, że obudzenie Węgra to chyba obecnie największa misja nowego trenera. Nikolić na gola czeka już cztery mecze, z których trzy zaczynał w wyjściowym składzie, a najgorsze jest to, że trudno mu nawet dojść do dogodnych sytuacji. Wiadomo, że to typ gracza, który raczej żyje z podań kolegów, jednak jego bezproduktywność jest ostatnimi czasy bardzo irytująca. Dla Legii to duży problem, tym bardziej, że jego zmiennik Aleksandar Prijović… jest w jeszcze gorszej dyspozycji. Działaczom z Łazienkowskiej nie udało się przed sezonem pozyskać żadnego napastnika i teraz drużyna Wojskowych musi w pełni polegać na Nikoliciu. Na razie wychodzi jej to bokiem, choć trzeba przyznać, że żaden z ofensywnych zawodników nie prezentuje w tym sezonie wybitnej formy. Legii brakuje polotu, błysku i skuteczności, co było doskonale widoczne także ze Sportingiem, którego spokojnie można było ukąsić w drugiej połowie.

14524337_10155034279944578_10150327330504116_o

Liga Mistrzów to piękna przygoda, ale i wielka lekcja dla Legionistów. Na tym uniwersytecie futbolu we wtorkowy wieczór nie byli już powodem do drwin dla lepiej wyglądających kolegów, ale to nie oznacza, że kłopoty się skończyły. Teraz przed nimi 180 minut najtrudniejszych zajęć, a w rolę profesorów wcielą się Cristiano Ronaldo, Gareth Bale czy Sergio Ramos. Na razie można powiedzieć, że uczeń z Polski dosyć solidnie odrobił swoją lekcję i wyciągnął wnioski z pierwszego pojedynku. Jeśli progres będzie widoczny również w Madrycie, może pozwoli to na uniknięcie pogromu i chociaż 10-20 minut w miarę równorzędnej gry. Na pewno dzisiejszy mecz pokazał, że nauka nie musi być tak bolesna jak w spotkaniu przeciwko Borussii Dortmund, co stanowi powód do optymizmu. Za wcześnie na stwierdzenie, że Magiera odmienił Legię, ale na pewno tchnął w zespół nowego ducha. Przede wszystkim piłkarze po tym spotkaniu mogą z czystym sumieniem spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć, że dali z siebie wszystko. Takiego minimum powinniśmy od nich oczekiwać i zostało ono we wtorek spełnione.

Nad Magierą, jak każdym nowym trenerem, będzie w najbliższych tygodniach rozciągnięty parasol ochronny, zwłaszcza po niezłym debiucie. Punkty trzeba jednak zdobywać już teraz, a w Ekstraklasie na nowego trenera czeka zderzenie ze znacznie większą presją. Tam już nikt nie zadowoli się honorową porażką 0:2, a na pierwszy ogień idzie rewelacyjna w tym sezonie Lechia Gdańsk. Według Radovicia, Legia potrzebuje jednego zwycięstwa, aby się odblokować i zacząć wygrywać regularnie. Nie ma chyba lepszego momentu na przełamanie, więc Panowie – do dzieła!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *