DLZHp0_WsAA2yav

Mimo niewielkich obaw, które zapewne wynikały z niekorzystnego bilansu wyjazdowych gier Polski z Armenią, Biało-Czerwoni bez najmniejszych problemów rozbili zakaukaskiego rywala i są już bardzo bliscy wyjazdu na przyszłoroczne Mistrzostwa Świata, które zostaną rozegrane na rosyjskich boiskach. Bohaterem czwartkowej rywalizacji w Erywaniu był Robert Lewandowski, którego hat-trick wywindował na pierwsze miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców reprezentacji. Pełnię szczęścia piłkarze Nawałki mogli osiągnąć już późnym wieczorem, ale niezbędny do tego był podział punktów w pojedynku Czarnogóry i Danii.

Przygotowania kadry Adama Nawałki do dwóch najważniejszych meczów tych eliminacji przebiegały w dość specyficznych nastrojach. Z jednej strony radość spowodowana powrotem na zgrupowanie ikony mody, a w wolnych chwilach piłkarza West Bromwich Albion, Grzegorza Krychowiaka.


Widać, że po letnich przenosinach na The Hawthorns 27-letni defensywny pomocnik zdecydowanie odżył i nie będzie zaskoczeniem, jeśli pozostanie kluczowym elementem układanki Tony’ego Pulisa także po zakończeniu obecnego sezonu. Nawet kosztem obserwacji Paris Fashion Week wyłącznie przed ekranem telewizora…


Z drugiej natomiast kolejne udane ruchy na piłkarskiej szachownicy znacznie utrudniły selekcjonerowi Biało-Czerwonych urazy dwóch podstawowych piłkarzy: Artura Jędrzejczyka oraz Arkadiusza Milika. O ile zawodnik Legii Warszawa ostatnimi czasy daleki jest od wysokiej dyspozycji i znacznie częściej niż o jego bramkach czy asystach mówi się o astronomicznych zarobkach, które co miesiąc wpadają na jego pokaźne konto, o tyle znacznie bardziej dotkliwa miała okazać się absencja napastnika Napoli, który nawet wtedy, gdy nie znajdował się w optymalnej formie, to dzielnie wspierał Roberta Lewandowskiego w bolesnej walce z obrońcami rywali. Nie było zaskoczeniem, gdy na rozgrzewce koledzy z drużyny narodowej postanowili wysłać Arkowi sygnał o silnym wsparciu w obliczu kolejnej poważnej kontuzji.


Wobec powyższego Nawałka zdecydował się na powrót do ustawienia z jednym napastnikiem, a w miejsce nieobecnych wystawił defensora Sampdorii Bartosza Bereszyńskiego oraz wspomnianego Krychowiaka. Niespodziewanie jednak byliśmy świadkami dość dużego zaskoczenia, gdy w wyjściowym składzie pojawiło się nazwisko Wojciecha Szczęsnego. Trudno odmówić bramkarzowi Juventusu wysokich umiejętności, ale jego powrót między słupki w reprezentacji nastąpił akurat w momencie, gdy zagrał tylko dwa mecze w sezonie, podczas gdy Fabiański zaliczył w bieżącej kampanii Premier League już 26 skutecznych interwencji, co jest zresztą najlepszym wynikiem w całej angielskiej ekstraklasie.


Marzeniem każdego polskiego kibica, który usiadł w czwartkowy wieczór przed telewizorem z piwem i paczką słonych paluszków w ręku był szybki gol strzelony przez Orły Nawałki. Wówczas można by było odrzucić w kąt całą presję, która z pewnością ciążyła na barkach faworyta i lidera grupy E. Jednak chyba niewielu spodziewało się, że marzenia tak szybko staną się rzeczywistością. Popisową akcję przy linii bocznej rozegrali Błaszczykowski z Piszczkiem, ten w swoim stylu wycofał piłkę, a Kamilowi Grosickiemu zostało jedynie skierować ją do siatki. Duża w tym także zasługa Roberta Lewandowskiego, który skutecznie odwrócił uwagę defensorów gospodarzy.


Kapitan reprezentacji Polski z pewnością liczył po cichu, że uda mu się już dzisiaj wyrównać, a w najlepszym wypadku nawet poprawić rekordowy wynik Włodzimierza Lubańskiego. Było to o tyle ważne, że snajper Bayernu cały czas walczy z Cristiano Ronaldo i Romelu Lukaku o koronę króla strzelców europejskich eliminacji do mundialu.


Zakładany cel udało się osiągnąć “Lewemu” błyskawicznie, zanim na zegarze wybiła 30 minuta rywalizacji – najpierw skutecznie wykonał rzut wolny, a następnie wykorzystał swój spryt podczas kolejnego stałego fragmentu gry.



I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu w większości domów niemal każdy występ Lewandowskiego w koszulce z orłem na piersi kończył się dywagacjami na temat jego przydatności w kadrze, a na rodzimych stadionach nie raz słychać było pod jego adresem gwizdy…


Dość łatwo uzyskana wysoka przewaga spowodowała gigantyczne rozluźnienie w szeregach naszych kadrowiczów. Trudno było oczekiwać, aby mając trzybramkowe prowadzenie Biało-Czerwoni cały czas grali na maksimum swoich możliwości. Niemniej całkowite oddanie inicjatywy rywalowi tej klasy nie przystoi ćwierćfinaliście ostatniego turnieju o prymat na Starym Kontynencie.

Nie należało posiadać nadzwyczajnego daru jasnowidzenia, aby przewidzieć, że Adam Nawałka sporo czasu przy przedmeczowych analizach poświęcił na to, by uczulić swoich podopiecznych na stałe fragmenty. Teoria okazała się jednak trudna do przeniesienia na futbolową rzeczywistość i po raz kolejny Polacy stracili bramkę w ten sam sposób. Hambardzumyan wygrał pojedynek główkowy z Kamilem Glikiem i zmusił Szczęsnego do kapitulacji.

Z tego względu najważniejszym zadaniem na drugą część gry było szybkie “zamknięcie” meczu i uzyskanie czwartego trafienia. Poza tym trzeba było uważać, aby żółtej kartki nie otrzymał ktoś z grona Lewandowski – Piszczek – Błaszczykowski – Zieliński, wszak takie upomnienie skutkowałoby nieobecnością na finiszu eliminacji.

Początek drugiej połowy był niemal kopią końcówki pierwszej odsłony. Niedokładności, zwłaszcza w środku pola, było coraz więcej, w związku z czym Nawałka skierował na intensywną rozgrywkę Krzysztofa Mączyńskiego. Zanim jednak zdołał przekazać swojemu byłemu podopiecznemu wszystkie uwagi, wynik rywalizacji podwyższył Błaszczykowski. A cichym bohaterem całej akcji był Wojciech Szczęsny.


Opromienieni kadrowicze poszli za ciosem i już po chwili Lewandowski mógł cieszyć się z 50. bramki w narodowych barwach oraz tego, że momentalnie, zdecydowanie na jego korzyść, zmieniła się klasyfikacja strzelców kwalifikacji do MŚ 2018. A zwycięstwo w niej byłoby idealnym ukoronowaniem tych znakomitych w wykonaniu Roberta eliminacji.


Finisz rywalizacji w Erywaniu przyniósł także szansę dla Rafała Wolskiego, swego czasu uważanego za dużej maści talent. Zawodnik Lechii Gdańsk zaznaczył swoją obecność w najlepszy możliwy sposób, udowadniając, że na nominację do kadry w pełni zasłużył.


Można się zatem spodziewać, że w listopadowych sparingach z Urugwajem i Meksykiem okazję do zaprezentowania swoich umiejętności dostaną kolejni gracze, wśród których pewnie nie zabraknie niespodzianki w stylu powołania dla Damiana Kądziora. A rekordowy hat-trick Lewandowskiego oraz trafienia Grosickiego, Wolskiego i Błaszczykowskiego powodowały, że już w czwartkowy wieczór Polska mogła świętować awans na mundial. Do pełni szczęścia zabrało “tylko” remisu w starciu Czarnogóry z Danią.




Armenia round flag Armenia 1:6 POLSKA Poland round flag

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *