DahHsbSW0AILfpX

Za nami dwa nieprawdopodobne dni, które niejednego kibica przyprawiły przynajmniej o stan przedzawałowy. Trudno opisać słowami to, co wydarzyło się we wtorek na Stadio Olimpico i w środę na Estadio Santiago Bernabéu, aby choć w najmniejszym stopniu nie otrzeć się o banał. To mógł być wielki triumf nie tylko Romy i Juventusu, ale całej włoskiej piłki zbrukanej ostatnimi niepowodzeniami kadry. I choć zamiast euforii jest “tylko” radość, to na Półwyspie Apenińskim dalej mają nadzieję na wyjątkowe zakończenie, ale podobnie myślą zapewne także w Madrycie, Liverpoolu i Monachium. Co wobec niezmierzonej ilości emocji o wielu obliczach, spektakularnych zwrotów akcji, dramatów jednych i radości drugich najmocniej zapadło w pamięci sympatykom najlepszego europejskiego futbolu w wydaniu klubowym?

Wielka remontada rzymskich gladiatorów

Wyobraźmy sobie wpis po pierwszym pojedynku pomiędzy Romą a Barceloną informujący, że Giallorossi wcale nie stracili jeszcze szans na wyeliminowanie ekipy zmierzającej wielkimi krokami do mistrzostwa Hiszpanii. Bełkot niegroźnego wariata? Przesadzony optymizm fana calcio, który jak kania dżdżu łaknie sukcesu na arenie międzynarodowej? W powodzenie tej misji zupełnie nie wierzyli przecież także bukmacherzy, którzy zawsze ostrożnie pochodzą do takich kwestii.


Stało się jednak coś niespodziewanego, ale patrząc na postawę graczy Ernesto Valverde, także w pełni zasłużonego. Coś, na co czekano w Rzymie od 1984 roku. Wobec tego w Italii zapanowała uzasadniona euforia, której idealnym obrazem jest środowe wydanie „Corriere dello Sport”.


Oddzielna kwestia to osoba Eusebio Di Francesco. To właśnie w nim Daniele De Rossi upatrywał klucza do sukcesu.

„Po pierwszym meczu czekała nas niezwykle trudna droga, ale udało się ją pokonać dzięki naszemu trenerowi. Dwa dni przed rewanżem wprowadził nowe ustawienie, które wbił nam do głowy i wspaniale zadziałało.”

Uczeń sympatycznego i wzbudzającego duże emocje na Półwyspie Apenińskim Zdenka Zemana nie cieszył się jednak ostatnio nadzwyczajną popularnością u rzymskich kibiców, którzy coraz częściej wspominali, że pokonanie trasy Sassuolo – Roma nastąpiło zbyt pochopnie. Po zaskakującym triumfie nad Barceloną wszystko odeszło w niepamięć i już mówi się o nim jako poważnym kandydacie do znacznie prestiżowej funkcji.




Efektywność, efektywność, efektywność

To był kolejny dwumecz, który pokazał, że długie utrzymywanie się przy piłce, oddawanie nieprawdopodobnej liczby strzałów i wymienianie setek podań w żaden sposób nie decyduje już o powodzeniu bądź niepowodzeniu na piłkarskich boiskach.

Wystarczy bowiem wspomnieć, że Manchester City w pierwszym pojedynku z Liverpoolem wypracował posiadanie futbolówki na poziomie 62%, a w rewanżu był nawet minimalnie lepszy. W dwumeczu podopieczni Pepa Guardioli wymienili 1430 podań, aż 736 więcej niż ekipa The Reds! Strzały? 31 do 13 na korzyść Obywateli. Graczom dowodzonym przez Jürgena Kloppa do pełni szczęścia wystarczyło zaś siedem celnych prób na bramkę Edersona, z których aż 5 zakończyło się golami. Wbrew temu, co sądzili eksperci…




VAR potrzebny od zaraz

Angielsko – angielska rywalizacja wykazała także, jak niezbędny jest w Lidze Mistrzów system powtórek video. W rewanżowym starciu sędzia Mateu Lahóz dopatrzył się bowiem wyimaginowanego spalonego i nie uznał prawidłowego gola Gabriela Jesusa. Dodatkowo wszystko odbywało się jeszcze wówczas, gdy lider Premier League wciąż miał realne szanse na odrobienie strat z potyczki na Anfield Road. Nie było więc zaskoczeniem, że natychmiast po ostatnim gwizdku hiszpańskiego arbitra rozgrzała ożywiona dyskusja.


W pamięci pozostaje też choćby niedawny pojedynek pomiędzy Tottenhamem a Juventusem na wcześniejszym szczeblu rozgrywek LM. Kibice nad Wisłą narzekają na polskich rozjemców i ich sposób sędziowania, a okazało się, że w europejskich pucharach wcale nie jest pod tym względem lepiej…

Swoją cegiełkę postanowił dołożyć także Bernardo Silva, wbijając przy okazji dość bolesną szpilkę.

„Kto wie, może od przyszłego sezonu warto zacząć używać systemu VAR? Być może okaże się przydatną pomocą…”



Jak nie teraz, to kiedy?!?

Po odpadnięciu Paris Saint-Germain, Manchesteru City i Barcelony, niemieckie media znacznie głośniej zaczęły wspominać o powtórce, czyli kolejnym triumfie Juppa Heynckesa w Champions League. Końcowy sukces w tych rozgrywkach może mieć także niebagatelny wpływ na przyszłość kapitana piłkarskiej reprezentacji Polski.

Nie brakuje głosów, że jeśli Robertowi Lewandowskiemu nie uda się w takich okolicznościach sięgnąć po wymarzone larum, to poważnie zastanowi się nad zmianą otoczenia. W Madrycie przyjętoby go nie tylko z otwartymi ramionami, ale delegacją na poziomie przylotu Coronela Moralesa w filmie „Kilerów dwóch”. Nie byłaby to zresztą jedyna opcja dla snajpera Bawarczyków, wszak cały czas w samych superlatywach wypowiada się o nim także Pep Guardiola.




Pewność? Obecność Realu w półfinale

„Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki” – mówił swego czasu amerykański polityk Benjamin Franklin. Ponad dwieście lat później jego myśl rozwinął w serialu „Skazany na śmierć” grany przez Williama Fichtnera agent FBI Alexander Mahone. Wspominał wówczas o błędach więźniów w ciągu pierwszych 72 godzin po ucieczce z zakładu karnego. W świecie futbolu, niefrasobliwość uciekinierów należy zastąpić obecnością Królewskich w półfinale Ligi Mistrzów.


Najbardziej utytułowana ekipa w historii tych elitarnych rozgrywek po zwycięstwie na Allianz Arena i niewiarygodnych emocjach na Estadio Santiago Bernabéu zameldowała się na tym poziomie już po raz ósmy w historii. I pomyśleć, że już w XXI wieku klub z Kastylii potrafił odpaść sześć razy z rzędu na pierwszym szczeblu fazy pucharowej, gdzie trzeba było uznać wyższość Olympique’u Lyon, Liverpoolu czy Arsenalu. Fatalną serię na Półwyspie Iberyjskim przerwano, a zapoczątkowano nową dopiero po przyjściu do stolicy Hiszpanii José Mourinho.

***

Za nami faza ćwierćfinałowa – pełna emocji, dramaturgii, wielu bramek, niespodziewanych rozstrzygnięć i niestety również pomyłek sędziowskich. Teraz pozostaje czekać z cierpliwością widza poniedziałkowych meczów Ekstraklasy na piątkowe losowanie par półfinałowych. I delektować się każdym pozostałym pojedynkiem, wszak do ostatecznego rozstrzygnięcia pozostało już tylko pięć kroków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *