champions-league-trophy

Elitarna, najlepsza, po prostu jedyna w swoim rodzaju. Liga Mistrzów to finansowy raj, ale przede wszystkim pole bitwy najwspanialszych piłkarzy na Starym Kontynencie. Czy w sezonie 2017/18 przerwany zostanie trwający już od czterech lat monopol na wygrywanie hiszpańskich drużyn? Oto pierwsza część naszego, oczywiście mocno subiektywnego zestawienia 32 ekip, których marzeniem jest gra w kijowskim finale zaplanowanym na 26 maja.




UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18

Real Madryt, Bayern Monachium, Paris Saint-Germain

O ile w poprzednich edycjach faworytów do wygrania elitarnych rozgrywek należało upatrywać w hiszpańskich potentatach i gigancie z Bawarii, o tyle tym razem układ piłkarskich “rekinów” nieco uległ zmianie. Gdyby nie historia, najwięcej szans na wygranie Ligi Mistrzów należałoby przyznać Realowi Madryt. Królewscy to prawdopodobnie najlepiej zbilansowana drużyna na świecie, z trenerem potrafiącym przemówić do rozsądku największym gwiazdom. Dodatkowo w czerwcu tego roku Los Blancos oszukali przeznaczenie. Podopieczni Zidane’a zdołali obronić wywalczony przed rokiem Puchar Europy jako pierwsi od czasu reorganizacji rozgrywek.


Madrytczycy, mimo że na letnich transferach zarobili aż 123 mln €, nie pozbyli się kluczowych zawodników. Morata strzelał mnóstwo goli, ale był głównie rezerwowym, zaś Danilo i James Rodríguez mieli dość odgrywania marginalnej roli na Santiago Bernabéu. Stołeczny klub zaczął jednak prowadzić politykę odmładzania drużyny, co pokazały przyjścia Daniego Ceballosa (20) i Theo Hernándeza (19), a także powrót z wypożyczeń utalentowanej młodzieży: Jesúsa Vallejo (20), Marcosa Llorente (20) oraz Borjy Mayorala (20). Kadra Realu jest teraz bardzo szeroka, a francuski szkoleniowiec sprawia, że żaden z piłkarzy nie czuje się pokrzywdzony, kiedy nie gra w pierwszym składzie.



Real, tak jak przed rokiem, w grupie spotka się z Borussią Dortmund. Stawkę uzupełniają Tottenham Hotspur i APOEL FC, ale nie ma co się oszukiwać, że początkowa faza rozgrywek będzie dla Królewskich jedynie rozgrzewką przed prawdziwą rywalizacją, która wystartuje na wiosnę.

W drugiej kolejności wśród głównych kandydatów do końcowego triumfu w Lidze Mistrzów upatrujemy dobrych znajomych Realu, czyli Bayern Monachium. W ubiegłym sezonie bawarski potentat po pasjonującym ćwierćfinałowym dwumeczu pożegnał się z rozgrywkami, a katem Die Roten byli właśnie późniejsi zdobywcy trofeum. Mistrzowie Niemiec wydają się być jednak mocniejsi niż przed rokiem. Carlo Ancoletti przez pierwszy sezon oswoił się na stanowisku menedżera FCB, zatem teraz czas na konkrety. Na Allianz Arena przeprowadzono racjonalne transfery, które sprawiają, że potencjał Bayernu rośnie. I choć w tym sezonie w czerwonej koszulce nie zobaczymy już Philippa Lahma i Xabiego Alonso, to nowe nabytki Gwiazdy Południa wyglądają naprawdę solidnie.


Corentin Tolisso, rekordowy transfer monachijczyków, od razu wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce Bawarczyków. Niklas Süle póki co udanie zastępuje niedysponowanego Jérôme’a Boatenga, a niespodziewanie pierwsze skrzypce w zespole gra Sebastian Rudy. Kibice Bayernu liczą jednak, że najjaśniej będzie świeciła gwiazda Jamesa Rodrígueza. Kolumbijczyk wraz z Robertem Lewandowskim ma stanowić o sile ataku Die Roten i zaprowadzić drużynę aż do Kijowa.

Poprzedni rok dla paryskiego giganta nie był udany. Na początku sezonu na Parc des Princes nie potrafili poradzić sobie z utratą Zlatana Ibrahimovicia, zaś później w grę zaczęły wchodzić względy czysto sportowe. Kompromitująca porażka z Barceloną w rewanżowym meczu 1/8 finału LM i przegrana walka o mistrzostwo Francji sprawiły, że katarscy właściciele PSG postanowili przystąpić do transferowej ofensywy. 222 mln € zapłacone za Neymara to absolutny rekord, ale nie tylko przybycie Brazylijczyka sprawia, że notowania Les Rouge-et-Bleu poszły w górę.


Aby obejść Financial Fair Play, działacze Les Parisiens wypożyczyli także z Monaco Kyliana Mbappé, choć wiadomo, że rewelacyjny 18-latek po sezonie przeniesie się do stolicy za równie astronomiczną kwotę 180 mln €.


Dodatkowo zakontraktowano doświadczonego Daniego Alvesa, a Yuri Berchiche ma wzmocnić rywalizację na lewej obronie. Wszystko po to, aby spełnić fanaberię Nassera Al-Khelaïfiego, którego niespełnionym marzeniem pozostaje podbój Champions League. Wydaje się jednak, że z całej trójki potentatów Paris Saint-Germain ma najmniejsze szanse na końcowy triumf.



UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18 

Juventus FC, FC Barcelona, Atlético Madryt, Manchester City

Poprzedni sezon zweryfikował marzenia kibiców Starej Damy o zwycięstwie w Lidze Mistrzów. Dotkliwa porażka w finale z Realem nadal boli, ale włodarze Juve nie próżnowali w letnim okienku, dlatego mistrz Italii znalazł się tuż za podium naszego rankingu. Drużyna ze stolicy Piemontu straciła co prawda Leonardo Bonucciego i Daniego Alvesa, a więc postacie kluczowe w poprzedniej kampanii, ale ich następcy prezentują się jak na razie co najmniej dobrze. Mattia De Sciglio i Medhi Benatia gwarantują jakość na europejskim poziomie, podobnie jak pukający do pierwszego składu Daniele Rugani. Niedrogim, acz bardzo ważnym transferem może okazać się przyjście Blaise’a Matuidiego, ale wszyscy w biało-czarnej części Turynu liczą przede wszystkim na to, że najjaśniej rozbłyśnie gwiazda utalentowanego Federico Bernardeschiego.

Massimiliano Allegri wie, jak wygrywać trofea i jak grać w Europie (dwa finały Champions League – przyp. red.), a dodatkowo zbudował sobie mocną pozycję na Allianz Stadium, mimo początkowych obelg kierowanych pod adresem 50-letniego szkoleniowca. Wyjście z grupy to obowiązek Bianconerich, ale schody mogą zacząć się już na pierwszym etapie fazy pucharowej. Kluczowe będą zatem mecze z Barceloną – najprawdopodobniej o pierwsze miejsce w grupie B. Piłkarska klasa zawodników Juventusu pozwala jednak wierzyć, że Buffon i spółka znajdą się przynajmniej w ćwierćfinale Champions League, choć naszym zdaniem legendarny bramkarz zakończy karierę bez brakującego ogniwa w łańcuchu sukcesów.


Jeżeli ktoś ma zagrozić Realowi, Bayernowi, Paris Saint-Germain i Juventusowi, to mogą to zrobić tylko dwa kluby hiszpańskie. Lato w Barcelonie nie należało do spokojnych, nie tylko ze względów sportowych. Na Camp Nou powoli zaczynają już przyzwyczajać się do tego, że Blaugrana nie będzie efektownie wygrywać każdego meczu i tłamsić przeciwnika przez większą jego część. Wydaje się, że katalońscy decydenci niechybnie przegapili idealny okres na wymianę pokoleniową. W klubie nie ma już bowiem symboli największych sukcesów Barçy – Víctora Valdésa, Carlesa Puyola i Xaviego Hernándeza, zaś ostatnie ostoje wielkiego zespołu wkraczają powoli w schyłkową fazę swojej kariery (Piqué – 30 lat, Busquets – 29, Iniesta – 33, Messi – 30). Sprzedanego do Paryża Neymara ma natomiast zastąpić 20-letni Ousmane Dembélé, ale Francuz będzie potrzebował czasu, by zrozumieć filozofię drużyny prowadzonej obecnie przez Ernesto Valverde.


Katalończykom potrzeba teraz spokoju i czasu – możliwie jak najwięcej. Valverde dostał spory kredyt zaufania, wszak na Camp Nou mocno wierzą, że 53-latek przywróci Barcelonie utracony blask. Rozgrywki grupowe nie będą stanowiły dla wicemistrza Hiszpanii większego problemu, ale przy obecnym stanie posiadania i ducha, osiągnięcie czegoś więcej niż ćwierćfinał może okazać się ponad jego siły. Pytanie tylko, jak z ewentualnym kolejnym odpadnięciem w 1/4 finału poradzi sobie zarząd klubu? Niewątpliwie to będzie dla Blaugrany ciężki rok…

Ostatnie cztery lata to finał i dwa półfinały Ligi Mistrzów w wykonaniu Atlético Madryt. Los Colchoneros bez wątpienia dołączyli już do grona europejskich potentatów i dopóki w madryckim klubie jest Diego Simeone, ta tendencja nie ulegnie zmianie. Choć w poprzednim sezonie Rojiblancos odpadli z Realem Madryt w półfinale Champions League, to nadal są uznawani za najbardziej niewygodną drużyną w całej stawce. Obrona Atlétich, którą dyryguje duet stoperów Stefan Savić – Diego Godin jest prawdopodobnie najlepszą formacją defensywną w Europie, ale w ostatnim czasie, szczególnie w przypadku słabszej formy Antoine’a Griezmanna, to gra ofensywna kulała najbardziej.


Charyzmatyczny trener i odpowiednio zbilansowana kadra pozwalają widzieć Atlético nawet w finale elitarnych rozgrywek, aczkolwiek ten sezon może być dla piłkarzy ze stolicy trudniejszy niż ostatnie. Lada moment drużyna przenosi się bowiem na nowoczesny obiekt Wanda Metropolitano, podczas gdy to właśnie zasłużone Vicente Caldéron przez lata było twierdzą niemal nie do zdobycia dla zespołów przyjezdnych. Dodatkowo nad klubem ciąży zakaz transferowy, więc wzmocnienia pojawią się dopiero w fazie pucharowej. Na pewno pod skrzydła “Cholo” trafi zimą Vitolo, a plotkuje się także, że do piłkarskiego matecznika wróci skłócony z Antonio Conte Diego Costa.


Nieco z przekory w grupie klubów mogących pokrzyżować szyki najlepszym umieszczamy także Manchester City. Josep Guardiola po raz pierwszy w swojej trenerskiej przygodzie odpadł z Ligi Mistrzów wcześniej niż w półfinale, więc teraz naturalnym jest, że The Citizens będą mierzyć w czołową czwórkę. Imponujące wzmocnienia, szczególnie na bokach obrony, potrzebują jednak czasu na zaadaptowanie się w nowym środowisku.


Na Etihad Stadium liczą, że drużyna powalczy także o mistrzowski tytuł, a łączenie gry na dwóch frontach może okazać się dla Katalończyka zgubne. Zdolna, choć młoda ekipa Obywateli będzie bowiem potrzebowała czasu, by okrzepnąć w elitarnym gronie, co dobitnie pokazał ubiegłoroczny dwumecz z Monaco, w którym Anglikom ewidentnie zabrakło boiskowego doświadczenia i cwaniactwa.

Grupowi rywale City nie rzucają na kolana, choć już niedoceniane przez niektórych Napoli może istotnie zweryfikować plany Guardioli. Pewne jest natomiast to, że ofensywny potencjał zespołu z błękitnej części Manchesteru zapewni mnóstwo goli. Czy to jednak wystarczy na podbój Starego Kontynentu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *