lm-sroda-23-11-2016-foto-glowne-kopiowanie-kopiowanie

Konfrontacja Arsenalu z Paris Saint-Germain zapowiada się na najciekawszą podczas środowego wieczoru z Ligą Mistrzów. Podopieczni Arsène’a Wengera od lat marzą o zakończeniu fazy grupowej na pierwszym miejscu, a teraz otwiera się przed nimi spora szansa. Kanonierzy muszą jednak co najmniej zremisować z mistrzem Francji, który po początkowych problemach pod wodzą Unaia Emery’ego powoli odzyskuje właściwy rytm. Poza tym czeka nas seria zaciętych meczów w Stambule, Sofii, a być może także w Mönchengladbach.

Zapowiedź środowych meczów 5. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów zaczynamy od grupy A, a w niej zapowiadany już rewanż Arsenalu z Paris Saint-Germain. Jeden z hitów całych tegorocznych rozgrywek będzie dodatkowo toczył się o całkiem pokaźną stawkę – pierwsze miejsce na koniec rywalizacji w grupie może pozwolić na wylosowanie teoretycznie łatwiejszego przeciwnika w fazie pucharowej. Trudno wskazać faworyta środowego spotkania w Londynie, ale być może przewaga własnego stadionu oraz większa świadomość zadania pozwolą Arsenalowi odnieść cenne zwycięstwo. Wszyscy na Emirates Stadium mają już bowiem dosyć zajmowania drugiego miejsca, a potem trafiania na rywali pokroju Barcelony czy Bayernu. The Gunners od sześciu lat nie potrafią przekroczyć bariery 1/8 finału, a porażka z Francuzami zwiększy ich szanse na powtórzenie rozczarowującego wyniku.

PSG z kolei chciałoby w tym roku pokonać inną magiczną barierę i dojść dalej niż do ćwierćfinału – właśnie po to został zatrudniony przed sezonem Unai Emery. Początek rozgrywek był w wykonaniu jego podopiecznych niezbyt przekonujący, jednak w ostatnich tygodniach Hiszpan znów może się pochwalić dobrze funkcjonującą maszyną, tak jak miało to miejsce w Sevilli. Paryżanie nie przegrali meczu od 23 września, co tylko pokazuje, jak trudne zadanie czeka w środę Kanonierów. Szkoda tylko, że w zespole mistrzów Francji nadal miejsca nie może wywalczyć Grzegorz Krychowiak, którego dziś znów prawdopodobnie ujrzymy wśród rezerwowych. Na pocieszenie Polak otrzymał kilka dni temu nominację do Drużyny Roku UEFA, jednak aby nie było to ostatnie wyróżnienie w jego karierze, powinien dosyć poważnie przemyśleć swoją przyszłość na Parc des Princes.


Ostatni mecz w koszulce PSG Krychowiak zaliczył 1 listopada, a rywalem mistrzów Francji było FC Basel. Szwajcarzy ulegli wówczas swoim francuskim przeciwnikom 1:2, a zwycięską bramkę Thomasa Meuniera nominowano do miana gola kolejki. Ostatecznie Belg przegrał tę rywalizację ze swoim starszym rodakiem – Vadisem Odjidją-Ofoe, ale w przeciwieństwie do Legionisty, zapewnił swojej drużynie wygraną, jednocześnie sprawiając, że sytuacja w tabeli podopiecznych Ursa Fischera stała się skomplikowana. Przed meczem w Sofii obie ekipy mają na koncie zaledwie po jednym punkcie i już dawno porzuciły marzenia o zawojowaniu Ligi Mistrzów na wiosnę. Nadal jednak mogą myśleć o podboju Ligi Europy, a kluczowe w realizacji tych pragnień będzie dzisiejsze zwycięstwo. W swoich ligach drużyny z Bazylei i Razgradu są hegemonami – na krajowym podwórku nie przegrały meczu od kilku miesięcy, jednak nie przekłada się to na razie na wyniki w Champions League. Minimalnym faworytem wydaje się być Łudogorec, który u siebie jest groźny dla każdego rywala i sprawił problemy znacznie wyżej notowanym Arsenalowi oraz PSG. Helweci mogą mieć również w pamięci złe wspomnienia z poprzedniego wyjazdu do Bułgarii, gdy w sezonie 2014/15 ulegli Orłom na stadionie imienia Vasila Levskiego 0:1.

Grupa B już przed startem rozgrywek wyglądała na jedną z najbardziej wyrównanych i jak dotąd znajduje to swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jedyną odstającą drużyną jest Dynamo Kijów z zaledwie jednym punktem w dorobku. Ukraińcy mają już tylko teoretyczne szanse na zajęcie trzeciego miejsca i awans do Ligi Europy, a dzisiaj jadą jak na ścięcie do Neapolu. Włosi po dwóch zwycięstwach na początku nieco wyhamowali – w obu spotkaniach przeciwko Beşiktaşowi udało im się wyrwać zaledwie punkt. Dzięki dobrej postawie Turcy mocno zbliżyli się do podopiecznych Maurizio Sarriego w tabeli, więc motywacji nie powinno gospodarzom zabraknąć. Nadzieją dla wicelidera ukraińskiej ekstraklasy – podobnie jak dla większości rywali Napoli w ostatnich tygodniach – może być brak Arkadiusza Milika. Polak w pierwszym meczu pomiędzy tymi drużynami strzelił dwa gole, a jego kontuzja wyraźnie pokrzyżowała plany Sarriemu. 57-letni szkoleniowiec jak dotąd nie jest w stanie znaleźć skutecznego antidotum na nieobecność snajpera, więc wyniki Partenopeich nieco się pogorszyły. Dynamo wydaje się być jednak idealnym rywalem na przełamanie w Champions League i każdy inny wynik niż zwycięstwo gospodarzy będzie zaskoczeniem.


Na wpadkę wicemistrzów Italii liczą natomiast dwie inne ekipy, które zmierzą się w tej grupie – Beşiktaş i Benfica. Ich mecz rozpocznie się nieco wcześniej, bo już o 18:45, a to ze względu na różnicę czasową w Stambule. Spotkanie nad Bosforem zapowiada się na wyrównane, z lekkim wskazaniem na mistrzów Turcji, który na własnym stadionie nie przegrali od lutego. Czarne Orły dobrze radzą sobie w lidze, gdzie zajmują pozycję wicelidera, jednak jeszcze lepiej w swoich rodzimych rozgrywkach prezentuje się Benfica, która przewodzi stawce w portugalskiej ekstraklasie. Podopieczni Ruia Vitorii kilka dni temu rozgromili w pucharze Portugalii Maritimo aż 6:0. Zwycięstwo na Vodafone Arenie zapewni Lizbończykom awans do fazy pucharowej.


W grupie C najciekawiej zapowiada się starcie Borussii Mönchengladbach z Manchesterem City. Z pozoru faworytem są Anglicy, którzy w pierwszym meczu ze Źrebakami wygrali aż 4:0. Tylko zwycięstwo może przedłużyć szanse podopiecznych André Schuberta na awans do dalszych gier, więc ze strony gospodarzy należy oczekiwać dużej determinacji. Na niekorzyść Gladbach przemawia jednak niezbyt dobra w ostatnim czasie forma, czego efektem dwie porażki z rzędu w Bundeslidze i spadek na trzynastą pozycję. W Champions League ekipa z Borussia Park potrafi jednak postawić się wyżej notowanym przeciwnikom, o czym przekonały się choćby Barcelona czy Juventus. Podopieczni Pepa Guardioli, po zwycięstwie z Barceloną trzy tygodnie temu, są w sporym gazie i dzisiejszy triumf zapewni im wyjście z grupy. Die Fohlen muszą szczególnie uważać na Yayę Toure, który po niespodziewanym powrocie do składu Obywateli w weekend strzelił dwa gole Crystal Palace i pokazał, że nie zapomniał, jak się gra w piłkę na wysokim poziomie.


Interesujące rzeczy na pewno wydarzą się również w Glasgow, gdzie Celtic podejmie Barcelonę. Szkoci będą chcieli nawiązać do poprzedniego meczu obu drużyn na tym stadionie, kiedy pokonali Dumę Katalonii 2:1, mimo że mieli jedynie 11% procent posiadania piłki! Zdjęcia ze statystykami tego spotkania natychmiast obiegły świat i stały się symbolem teorii, że nie zawsze wygrywa drużyna, która stwarza podczas gry więcej sytuacji. W piłce liczy się przede wszystkim skuteczność, a tej piłkarzom Barcelony nie zabrakło w pierwszym meczu z Celtikiem. Powtórzenie wyniku 7:0 wydaje się mało prawdopodobne, zwłaszcza.że podopieczni Luisa Enrique wykonali już podstawowy cel, jakim było wyjście z grupy. Być może szkoleniowiec Blaugrany da szansę występu kilku rezerwowym, gdyż w tym momencie nieco ważniejszy jest niedzielny wyjazdowy mecz ligowy ze spisującym się świetnie w ostatnim czasie Realem Sociedad. Po remisie w ostatniej kolejce z Malagą Katalończycy tracą już do liderującego Realu Madryt cztery punkty, więc na kolejne straty nie mogą sobie pozwolić. Jakakolwiek zdobycz punktowa może natomiast przybliżyć The Bhoys do upragnionego celu, jakim jest w tej chwili dla mistrzów Szkocji awans do Ligi Europy.


Najwcześniej w środowy wieczór na boiska Ligi Mistrzów wyjdą piłkarze FK Rostów i Bayernu Monachium. Ten mecz rozpocznie się bowiem już o godzinie 18, a piłkarze z Bawarii mają do pokonania ponad 2000 kilometrów! Po porażce w drugiej kolejce z Atlético podopieczni Carlo Ancelottiego nadal tracą do Rojiblancos trzy oczka, więc wydaje się, że kwestia pierwszego miejsca w grupie D rozstrzygnie się w ostatnim, bezpośrednim meczu na Allianz Arenie. Aby tak się jednak stało, Bayern powinien szybko otrząsnąć się po sobotniej porażce z Borussią Dortmund i zdobyć komplet punktów w Rostowie. Ekipa z Rosji zdołała w tym sezonie urwać u siebie punkty PSV, a także powalczyć z bandą Simeone, jednak przeciwko Gwieździe Południa bardziej prawdopodobny wydaje się rezultat z pierwszego meczu tych drużyn, kiedy to w Monachium gospodarze wygrali 5:0. Carlo Ancelotti znowu liczy na skuteczność Roberta Lewandowskiego, który w ostatnim spotkaniu LM w Eindhoven swoimi dwoma golami zapewnił Bawarczykom niezwykle ważne zwycięstwo.


Mistrzowie Niemiec z pewnością tym razem będą ściskać kciuki za swoich niedawnych rywali z Holandii, którzy jadą do Madrytu na mecz z Atlético. Podopieczni Philipa Cocu nie mają z Estadio Vicente Calderón najlepszych wspomnień, gdyż to właśnie na tym stadionie odpadli w poprzednim sezonie Champions League przegrywając w rzutach karnych. PSV nie ma jednak w swoim składzie Cristiano Ronaldo, który po sobotnich derbach Madrytu nadal śni się obrońcom Atlético w najgorszych koszmarach. Trzy gole Portugalczyka sprawiły, że podopieczni Diego Simeone ponieśli sromotną porażkę i teraz będą chcieli zmazać plamę z derbowego starcia. Rywal jest zdecydowanie łatwiejszy, jednak zarówno doświadczenia z poprzednich rozgrywek, jak i obecnych pokazują, że wynik wcale nie musi być oczywisty. Atlético wygrało bowiem w pierwszym meczu na stadionie Phillipsa tylko 1:0, a przecież Andrés Guardado nie wykorzystał wtedy rzutu karnego dla gospodarzy. Holendrzy radzą sobie w tej edycji Ligi Mistrzów słabo i mają na koncie zaledwie jeden punkt, ale na pewno zrobią wszystko, by w Madrycie poprawić swój dorobek. Wówczas do ostatniego meczu fazy grupowej z Rostowem, decydującego o kwestii gry na wiosnę w Europa League, Boeren przystępowaliby z korzystniejszej pozycji.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *