Źródło: Oficjalny profil Twitter UEFA Euro 2016

Środowe starcie Belgów ze Szwedami przyniosło spory materiał do analiz szkoleniowcom na całym świecie. Ostatni mecz fazy grupowej EURO 2016 bezlitośnie obnażył słabe strony zarówno kadry prowadzonej przez Marca Wilmotsa, jak i Erika Hamrena. Skandynawowie wprawdzie z turniejem już się rozstają, jednak w perspektywie eliminacji do mundialu mają się nad czym zastanawiać…

Turniej we Francji jest bezlitosny dla „drużyn jednego zawodnika”. Po problemach Portugalii i odpadnięciu Austrii, kolejnym dowodem potwierdzającym tą tezę jest pożegnanie z turniejem reprezentacji Trzech Koron. Szwedzi sami sobie zgotowali ten los. Błędy w kryciu, słabe rozegranie i osamotniony w swych poczynaniach Ibrahimović sprawiły, że Blågult muszą wracać do domu przed startem fazy pucharowej. Nie można im odmówić jednak braku pomysłu na grę, zwłaszcza defensywną. Wysoko ustawiona obrona, z lekko cofniętymi napastnikami, miała powodować zagęszczenie środka pola dzięki krótkim odstępom pomiędzy formacjami. Plan mógł się powieść, gdyż będący w nie najwyższej formie Belgowie musieli wznieść się na wyżyny swoich technicznych umiejętności, by przeprowadzić atak na tak małej przestrzeni. Idea trenera Hamrena działała przez pierwszą połowę. Remis, który Szwedzi utrzymywali, nie dawał im jednak awansu. W drugiej połowie Skandynawowie musieli więc zacząć grać ofensywniej. Niestety dla nich, robili to bardzo nieumiejętnie.

Źródło: opracowanie własne

Szwedzi postanowili atakować Belgów… czwórką zawodników. Duet napastników Berg – Ibrahimović wspierali jedynie skrzydłowi – Larsson i Forsberg, których sporadycznie wspierali boczni obrońcy. Brakowało podłączania się do akcji ofensywnych środkowych pomocników. Kim Källström i Albin Ekdal starali się działać głównie w destrukcji, całkowicie ignorując zadania ofensywne. Wybitnie słabo zagrał zwłaszcza ten pierwszy, na którego konto “wpadły” jeszcze fatalne wykonania stałych fragmentów gry. Tak więc bez wsparcia środka, czwórka atakujących Szwedów, w walce przeciwko ośmiu Belgom (grafika poniżej), była skazana na porażkę. Jednak to nie jedyna bolączka Skandynawów.

Źródło: opracowanie własne

O ile szerokie rozstawienie zawodników nie jest niczym złym (ba, w wielu przypadkach na tym turnieju było dobrą receptą na rywala!), o tyle brak precyzji przy dośrodkowaniach, przy takim stylu gry, jest karygodny. Forsberg i Larsson niemiłosiernie przeciągali wrzutki w pole karne. Ich dogrania wymagały od Ibrahimovica (na którego większość dośrodkowań była kierowana) prawie trzymetrowego zasięgu. Spośród 16 prób centr, sukcesem zakończyły się tylko dwie, przy czym „sukces” oznacza zetknięcie się piłki z głową któregoś ze szwedzkich zawodników. Gdyby wziąć pod uwagę zagrożenie, jakie powodowały owe dogrania, licznik nie drgnąłby z miejsca, obwieszczając brak skuteczności.

dew

Można by rzec, że sami Szwedzi utrudniali sobie życie do tego stopnia, że nie sposób było przeciwko Belgom zanotować korzystnego rezultatu. Pamiętać należy też jednak, że swoje “trzy grosze” dorzucili także podopieczni Marca Wilmotsa, którzy wcale nie zagrali oszałamiającego meczu. Postawę Czerwonych Diabłów na tym turnieju uosabia forma Romelu Lukaku – kiedy w meczu z Irlandią obudził się i zdobył dwie bramki, reprezentacja Belgii prezentowała się znakomicie, a gdy podczas spotkania z Włochami nie istniał, również nie istniała drużyna. W środowy wieczór nie było inaczej.

wet

W pierwszej połowie gra wydawała się być dość wyrównana. Belgowie bezpiecznie kontrolowali mecz, oddając 7 strzałów, z czego zaledwie jeden był celny. Niewidoczny Lukaku cofał się po piłkę w głąb pola, ale nie wniósł wiele do rozegrania ataków. Druga połowa to większa aktywność podopiecznych Marca Wilmotsa w ofensywie, co oznaczało też więcej widoku napastnika Evertonu przy piłce, jednak poza jednym celnym strzałem i kilkoma udanymi podaniami, Lukaku nie zdziałał nic. Można by rzec nawet, że bardzo często przeszkadzał kolegom niedokładnościami w swoich podaniach, które mogły rodzić kontry Szwedów. Mogły, bowiem – jak było już wspomniane – podopieczni Hamrena atakować po prostu nie potrafili, co skazało ich na turniejową śmierć.

Francuski czempionat premiuje drużyny, które potrafią grać w obronie – Polska, Niemcy, Włochy czy Hiszpania to przykłady na to, jak należy ustawiać defensywę. Gra tych reprezentacji dała im awans do 1/8 bez większych problemów. Na jednej z powyższych grafik widzieliśmy znakomicie wracającą do obrony reprezentację Belgii. Jakże odmiennie wyglądał „powrót” do defensywy Szwedów przy bramce Nainggolana.

Bramka: BEL 1-0 SWE

To właśnie ten moment wbił gwóźdź to trumny reprezentacji Szwecji na EURO. Piłka dograna przed pole karne kompletnie zaskoczyła reprezentację Trzech Koron. Nainggolan i De Bruyne mogli spokojnie oddać strzał z ponad 20 metrów, bo nie było szans na to, by któryś ze Szwedów doskoczył do nich na czas. Aż trójka obrońców skoncentrowana była na Romelu Lukaku, który nie stanowił jednak dużego zagrożenia, a dodatkowo był bez szans na przejęcie piłki, jeśli zmierzałaby ona w jego stronę.

Bezpośrednia konfrontacja Szwedów i Belgów tylko jeszcze bardziej obnażyła słabości obu ekip. Rażące niedociągnięcia w grze ofensywnej, i defensywnej po stronie Trzech Koron, spowodowały, że kadra Hamrena przedwcześnie wraca do domu. Marc Wilmots z kolei ma nad czym się zastanawiać przed 1/8 finału i starciem z rewelacją turnieju – Węgrami. Bezproduktywni napastnicy są w tej chwili najsłabszym elementem w belgijskiej układance, a bez ich trafień nawet najłatwiejsze rozstawienie nie pomoże Czerwonym Diabłom osiągnąć sukcesu na tegorocznych Mistrzostwach Europy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *