EmpVYKrXcAICR7M

Macedonia Północna ograła w barażu Gruzję i po raz pierwszy w historii zagra w turnieju finałowym Mistrzostw Europy. Gola na wagę niespodziewanego awansu zdobył legendarny Goran Pandev i przyszły rok będzie dla niej historycznym momentem. Nie jest to bynajmniej pierwszy przypadek, gdy na najważniejszy piłkarski turniej na Starym Kontynencie dostaje się zupełnie nowy przedstawiciel.

alb Łotwa (EURO 2004)

Kiedy we wrześniu 2002 roku Biało-Czerwoni rozpoczynali eliminacje do Mistrzostw Europy 2004, byliśmy przekonani, że będzie to historyczny, bo pierwszy kontynentalny turniej finałowy, na który pojedziemy. Do grupy 4, obok Polaków, trafili bowiem Szwedzi, Węgrzy, losowani z czwartego koszyka Łotysze i dopełniający stawkę autsajder – San Marino. 12 października, w drugiej kolejce eliminacyjnych zmagań, na Stadionie Wojska Polskiego gospodarze doznali jednak wielkiej kompromitacji i ulegli nadbałtyckiemu rywalowi. Tamta porażka wpisała się w historię futbolu nad Wisłą jako jedna z najbardziej haniebnych w XXI wieku, a nazwisko grającego wówczas w CSKA Moskwa Jurisa Laizānsa śniło się po nocach niegdysiejszemu selekcjonerowi Zbigniewowi Bońkowi.

Ostatecznie po rozegraniu ośmiu spotkań kwalifikacyjnych Łotysze wyprzedzili Polaków o trzy oczka i zaledwie punkt za faworyzowaną Szwecją zakończyli ten etap rywalizacji na drugim miejscu uprawniającym do udziału w barażach. I tu kolejna, jeszcze większa niespodzianka. Po zaciekłym dwumeczu podopieczni Aleksandrsa Starkovsa wyeliminowali bowiem Turków, którzy zaledwie rok wcześniej na azjatyckim mundialu zdobyli brązowy medal. Warto przypomnieć, że w rewanżowym starciu rozgrywanym w Stambule Sarkanbaltsarkanie przegrywali już 0:2, ale zdołali się podnieść i doprowadzić do wyrównania. Wcześniejszy triumf w Rydze 1:0 dał niewielkiemu narodowi mnóstwo radości.

Jak potoczyły się losy Łotwy podczas finałów EURO 2004? Reprezentacja prowadzona przez Starkovsa trafiła do tzw. grupy śmierci, w której znaleźli się Czesi, Holendrzy i ówcześni wicemistrzowie świata – Niemcy. W inauguracyjnej konfrontacji, po bramce Verpakovskisa, skazywany na pożarcie debiutant prowadził z naszymi południowymi sąsiadami aż do 73. minuty, kiedy to wyrównujące trafienie zanotował Milan Baroš. Gdyby nie gol zdobyty przez Marka Heinza zaledwie pięć minut przed końcowym gwizdkiem sędziego, sensacja w Aveiro stałaby się faktem. Do takowej doszło natomiast na Estádio do Bessa w Porto, gdzie 19 czerwca miał miejsce bodaj najsłynniejszy mecz w historii łotewskiego futbolu. Waleczne Vilki zremisowały wówczas z Niemcami 0:0, co w ostatecznym rozrachunku pozbawiło Die Mannschaft szans na awans do kolejnej fazy turnieju. W ostatnim grupowym spotkaniu przeciwko Holendrom Laizāns i spółka nie postawili już tak trudnych warunków, ulegając Oranje 0:3.

Źródło: zimbio.com
Źródło: zimbio.com


alb Irlandia Północna (EURO 2016)

Mimo że w latach 60. ubiegłego wieku jedna z największych gwiazd światowego futbolu pochodziła z Irlandii Północnej, to na awans do finałów ME rodakom George’a Besta przyszło czekać aż do 2016 roku. Norn Iron wygrali swoją grupę eliminacyjną, w której mierzyli się z Rumunią, Węgrami, Finlandią, Wyspami Owczymi i Grecją. Co więcej, doznali wówczas zaledwie jednej porażki – w meczu rozgrywanym w Bukareszcie. O dalszych losach zespołu prowadzonego przez Michaela O’Neilla polskim kibicom nie trzeba przypominać. Wyspiarze trafili bowiem na francuskim EURO do tej samej grupy, w której znaleźli się Polacy. Choć w bezpośrednim pojedynku w Nicei postawili trudne warunki podopiecznym Adama Nawałki, ostatecznie po bramce Arkadiusza Milika musieli uznać wyższość Biało-Czerwonych.


W kluczowym starciu ekipa Green and White Army sensacyjnie pokonała Ukrainę, a gole strzelone przez Garetha McAuleya i Nialla McGinna przeszły do historii północnoirlandzkiego futbolu. Skromna porażka 0:1 z Niemcami nie zamknęła przedstawicielowi Zjednoczonego Królestwa drzwi do fazy pucharowej, gdyż dzięki zmienionej formule rozgrywek piłkarze O’Neilla awansowali do dalszych gier z trzeciego miejsca w grupie. W 1/8 finału lepsi od nich okazali się Walijczycy, a o końcowym rezultacie meczu zadecydowała bramka samobójcza tak radosnego po fazie grupowej McAuleya…


alb Albania (EURO 2016)

Jeszcze większym wydarzeniem niż awans na EURO 2016 Irlandii Północnej była promocja uzyskana przez Albańczyków. Drużyna z Bałkanów sprawiła gigantyczną niespodziankę wydostając się z bardzo trudnej grupy eliminacyjnej. Shqiponjat rywalizowali bowiem z Portugalią, Danią, Serbią i nieobliczalną Armenią. Już początek kwalifikacji zwiastował niesamowity czas dla albańskiej piłki w wydaniu reprezentacyjnym. Prowadzeni przez Gianniego de Biasiego piłkarze nieoczekiwanie wywieźli trzy punkty z portugalskiego Aveiro, a gola zaaplikował gospodarzom dobrze znany rodzimym kibicom były napastnik Jagiellonii Białystok – Bekim Balaj. Co ciekawe, była to jedyna strata punktów przez podopiecznych Fernando Santosa w całym ówczesnym cyklu eliminacyjnym.

Nie był to natomiast jedyny sensacyjny wynik Albańczyków zanotowany podczas wspomnianych historycznych kwalifikacji. Zespół kapitana Lorika Cany dwukrotnie zremisował z Danią, a w spotkaniu przed własną publicznością uległ Portugalii dopiero po golu Miguela Veloso zdobytym w drugiej minucie doliczonego czasu gry do drugiej połowy. Nad Rodanem sprawy nie potoczyły się już tak dobrze, niemniej jednak Albania nie przyniosła swoim kibicom wstydu w trakcie rozgrywanego przed ponad czterama laty czempionatu.

Źródło: sbnation.com
Źródło: sbnation.com

Debiutancki występ przeciwko Szwajcarii, szumnie zapowiadany w mediach jako pojedynek braci Xhaka, ustawiła szybka bramka autorstwa Fabiana Schära, która przesądziła o wygranej Helwetów. Drugie spotkanie turnieju – przeciwko Francuzom – także skończyło się porażką, ale obie bramki dla Les Blues padły w końcowych fragmentach meczu. Dość powiedzieć, że do 90. minuty i trafienia Antoine’a Griezmanna kibice zgromadzeni na stadionie w Marsylii mocno drżeli o wynik. Turniejowe zmagania Albańczycy zakończyli z honorem. Gol późniejszego piłkarza Legii, Armando Sadiku, dał zespołowi Kuq e Zinjtë historyczne zwycięstwo na ME i choć pokonanie Rumunii nie zapewniło awansu do 1/8 finału, to debiutanci spod znaku czarnego orła mogli z podniesionym czołem wracać do domu.


alb Islandia (EURO 2016)

O ile premierowe występy Irlandii Północnej, a nawet Albanii, można uznać za względnie udane, o tyle w przypadku Islandii eliminacje i sam turniej finałowy EURO 2016 przypominają iście bajkową opowieść. Niewielkie wyspiarskie państwo, które zamieszkuje nieco ponad 350 tys. mieszkańców, mogło być niesłychanie dumne ze swojej piłkarskiej reprezentacji. Strákarnir okkar, jak nazywana jest kadra tego malowniczego kraju, popisowo zaprezentowali się w fazie kwalifikacji, gdzie w pokonanym polu pozostawili chociażby wyżej notowanych Holendrów i Turków, a do zwycięzców grupy – Czechów – stracili ledwie dwa punkty. Na uwagę zasługują zwłaszcza znakomite mecze w Reykjaviku, gdzie bezradni okazali się piłkarze znad Bosforu (porażka 0:3), ale także Oranje, którzy po dwóch trafieniach Gylfiego Sigurðssona polegli 0:2. Warto dodać, że Holendrzy również na własnej ziemi nie potrafili pokonać Islandii – w Amsterdamie zwycięstwo ponownie zapewnił gościom ówczesny rozgrywający Swansea City.

Turniej finałowy w wykonaniu ambitnych graczy Heimira Hallgrímssona długo przypominał piękny sen. Remisy z Portugalią i Węgrami, a także triumf nad Austrią (pamiętna bramka Arnóra Traustasona, a raczej komentarz do niej – dod. red.) dały Islandczykom upragniony awans do fazy pucharowej. Kiedy wydawało się, że swoją przygodę nad Sekwaną Gunnarsson i spółka zakończą na pierwszym meczu rozgrywanym zgodnie z regułą “win or go home“, sprawili kolejną sensację. 27 czerwca na Stadionie w Nicei pokonali Anglię 2:1 i przebojem wdarli się do ćwierćfinału. Na tym etapie lepsi okazali się gospodarze czempionatu, jednak porażka 2:5 z Trójkolorowymi nie zamazuje dobrego wrażenia, jakie pozostawili po sobie debiutanci z północy kontynentu. Na osobny akapit zasługują też islandzcy kibice, o których piłkarski świat z pewnością długo nie zapomni.



alb Finlandia (EURO 2020)

Mimo posiadania w swoim składzie takich sław, jak Jari Litmanen czy Sami Hyypiä, Finom przez lata trudno było choćby marzyć o zakwalifikowaniu się do wielkiego turnieju. Teraz wreszcie się udało. Pewna wygrana 3:0 nad Liechtensteinem przypieczętowała historyczny wyczyn reprezentacji Kraju Tysiąca Jezior.


I choć trudno nie zauważyć, że w osiągnięciu tego wyniku wydatnie pomógł Finom… los, to równocześnie należy docenić, że Suomi potrafili wykorzystać aktualny kryzys trawiący bośniacki i grecki futbol, a także skutecznie odeprzeć atak nieprzewidywalnych Ormian. Narodowym bohaterem eliminacji został, jakżeby inaczej, Teemu Pukki, który w zeszłym sezonie przeżywał swój gwiezdny czas w Premier League, gdzie strzelał jak na zawołanie w zespole beniaminka z Norwich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *