lm-3-kolejka-sroda-foto-glowne-kopiowanie

Drugi dzień zmagań w ramach 3. kolejki Ligi Mistrzów prawdopodobnie będzie obfitował w jednostronne widowiska. Takie potęgi jak PSG, Arsenal, Napoli, Atlético czy Bayern zmierzą się ze znacznie niżej notowanymi drużynami. Sensacyjna porażka któregoś z wielkich faworytów raczej nie wchodzi w grę. Największe nadzieje na emocje wiązane są oczywiście ze starciem na Camp Nou, gdzie Barcelona podejmie prowadzony przez jej byłego szkoleniowca, Josepa Guardiolę, Manchester City

W grupie A od początku było dwóch murowanych kandydatów do awansu, a poprzednie mecze tylko to potwierdziły. Pomiędzy PSG i Arsenalem rozegra się walka o pierwsze miejsce, zaś Ludogorets i FC Basel będą rywalizować o trzecie, premiowane grą w Lidze Europy. Dziś obaj faworyci podejmą na swoich stadionach skazywanych na pożarcie rywali.

Paris Saint-Germain nie może na razie zaliczyć obecnego sezonu do udanych. Paryżanie grają słabo i nieskutecznie, a atmosfera w szatni wciąż wydaje się być gęsta. Zmiana trenera ewidentnie nie wyszła na dobre mistrzowi Francji. W dziewięciu dotychczasowych meczach ligowych PSG aż czterokrotnie gubiło punkty i dziś traci do liderującej ekipy z Nicei już cztery oczka. Niewykluczone, a wręcz bardzo prawdopodobne, że stołeczny klub zdoła obronić tytuł, ale w obliczu jego ogromnej dominacji na krajowym podwórku w poprzednich latach, obecny układ tabeli dobitnie pokazuje, w jakim kryzysie znalazła się drużyna Unaia Emery’ego. Paryżanie marzą o przełamaniu klątwy ćwierćfinału, na którym regularnie od czterech lat kończą swoją przygodę z Ligą Mistrzów. Wygląda na to, że rzeczywiście ta tradycja znajdzie niedługo swój koniec – w takiej formie klub Grzegorza Krychowiaka może nawet nie dotrzeć do 1/4 finału…


FC Basel w poprzedniej kolejce zgodnie z przewidywaniami uległo Arsenalowi 0:2. Na inaugurację tegorocznej LM szwajcarski zespół zremisował z bezpośrednim rywalem w walce o trzecie miejsce – Ludogortsem Razgrad. Obie drużyny prezentują podobny poziom sportowy. Każdy punkcik albo nawet zdobyta bramka w starciach z faworytami z Paryża i Londynu mogą być na wagę złota w kontekście gry w europejskich pucharach na wiosnę. Na razie Bazylea znajduje się w odrobinę gorszej sytuacji ze względu na różnicę bramek, ale może również podopiecznym Ursa Fischera uda się wykorzystać aktualną, chwilową (?) słabość paryskiego giganta.

Ludogorets ma dzisiaj teoretycznie znacznie mniejsze szanse na sprawienie sensacji niż Bazylea. Arsenal, w przeciwieństwie do PSG, prezentuje ostatnio wyśmienitą formę i imponuje skutecznością. Od porażki na inaugurację sezonu ligowego z Liverpoolem (3:4) podopieczni Arsene’a Wengera pozostają niepokonani na wszystkich frontach i tylko dwukrotnie tracili punkty po remisach z Leicester i Paris Saint-Germain. Nawet pomimo faktu, że poza kadrą pozostają tacy zawodnicy jak Danny Welbeck, Aaron Ramsey, Per Mertesacker i Carl Jenkinson, każdy inny wynik niż zdecydowane zwycięstwo Kanonierów będzie sporym zaskoczeniem.


W grupie B przy sprzyjających okolicznościach może dziś dojść do historycznego wydarzenia. Jeśli Napoli wygra swój mecz, a w drugim spotkaniu padnie remis, Partenopei zostaną pierwszą w historii rozgrywek Ligi Mistrzów drużyną, która zapewniła sobie awans do 1/8 finału już po trzech kolejkach. Na Stadio San Paolo bedą to mogli potraktować jako swoistą rekompensatę od losu za sezon, gdy jako pierwszy zespół, pomimo kompletu zwycięstw u siebie i 12 punktów na koncie, nie zdołali wyjść z grupy. Wówczas lepsze okazały się ekipy Arsenalu i Borussii Dortmund.

Aby ten scenariusz się ziścił, Napoli musi przed wszystkim wygrać swój mecz z Beşiktaşem, a dopiero potem liczyć na korzystny wynik w drugim spotkaniu.


Podopieczni Maurizio Sarriego są zdecydowanymi faworytami dzisiejszej konfrontacji, ale w żadnym razie nie mogą sobie pozwolić na rozprężenie. Turecka drużyna jest niedoceniana przez większość kibiców na kontynencie, chociaż dysponuje wieloma klasowymi piłkarzami. Poza tym ostatnio znajduje się w znakomitej formie. W tym sezonie nie przegrała jeszcze ani jednego meczu, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki! Aby przypomnieć sobie ostatnią porażkę ekipy Şenola Güneşa, musimy się cofnąć aż do maja, czyli ostatniej kolejki Süper Lig i niemającego już wówczas wpływu na układ tabeli starcia z Konyasporem. Ostatnie niepowodzenie Czarnych Orłów na własnym boisku miało natomiast miejsce aż rok temu!


Nie będzie to zatem łatwy mecz dla ekipy spod Wezuwiusza, szczególnie że – jak pokazał ostatni ligowy mecz z Romą – brak Arkadiusza Milika negatywnie odbija się na grze Azzurrich i mało prawdopodobne, by Sarriemu udało się temu zaradzić w kilka dni…

Aby Napoli zapisało nową kartę w historii Ligi Mistrzów, Dynamo Kijów musiałoby zremisować z Benfiką Lizbona. To spotkanie powinno zresztą przynieść fanom zgromadzonym na Stadionie Olimpijskim i przed telewizorami spore emocje. Oba zespoły mają jak na razie po jednym punkcie na koncie i tracą zaledwie oczko do Beşiktaşu. Za plecami Neapolitańczyków rozegra się zatem nadzwyczaj emocjonująca walka o drugie i trzecie miejsce. Stawka meczu w Kijowie jest zatem wysoka.


Uwzględniając postawę w starciach obu zespołów z Barceloną, murowanym faworytem w rywalizacji Celtiku z Borussią Mönchengladbach są Niemcy. Pojedynki z Manchesterem City sugerują jednak, że… to Szkoci są lepszą drużyną. Być może uda się rozstrzygnąć tą kwestię dzisiaj. W ostatniej kolejce Die Fohlen dzielnie walczyli z katalońską potęgą, ale ostatecznie polegli 1:2, podczas gdy The Bhoys udało się wywalczyć punkt w szalonym meczu z Obywatelami i to właśnie ekipa z Glasgow zajmuje obecnie trzecie miejsce w tabeli grupy Grupy C.


Podopiecznych André Schuberta może zatem uratować bezpośrednie zwycięstwo nad Celtikiem. Ani mistrzowie Szkocji, ani czwarta drużyna poprzedniego sezonu Bundesligi nie łudzi się raczej, że ma szanse na awans do 1/8 finału Champions League – bój toczy się o trzecie miejsce i Ligę Europy. Na razie The Hoops w tym wyścigu prowadzą, ale wszystko może się zmienić po dzisiejszym bezpośrednim starciu.

Drugi mecz w tej grupie to absolutny hit kolejki – pojedynek starych znajomych: FC Barcelona kontra Manchester City. Od 2014 roku te drużyny trafiały na siebie w Lidze Mistrzów dwukrotnie i ze wszystkich czterech konfrontacji zwycięsko wychodziła Barcelona. Ale środowy mecz będzie niezwykły z powodu wielu powrotów. Josep Guardiola, obecny szkoleniowiec The Citizens, to postać, która zapisała się w historii Blaugrany – w ciągu czterech lat spędzonych na Camp Nou zdobył aż 14 trofeów. Również dla Claudio Bravo będzie to sentymentalna podróż. Chilijczyk spędził w stolicy Katalonii ostatnie dwa lata, a dziś broni bramki Obywateli. Co ciekawe, w barwach Barçy Bravo nie rozegrał ani jednego meczu w Champions League.


Oba kluby dalekie są jednak od optymalnej dyspozycji. Manchester City, który imponująco wszedł w sezon, w ostatnich tygodniach złapał zadyszkę, co zaowocowało stratą punktów w meczu z Celtikiem w Lidze Mistrzów, a potem z Tottenhamem i Evertonem w rodzimych rozgrywkach. Dość powiedzieć, że Obywatele już od trzech meczów czekają na zwycięstwo!


Z kolei podopieczni Luisa Enrique od początku temporady 16/17 nie zachwycają formą. Ostatni mecz w Champions League z Borussią Mönchengladbach omal nie skończył się katastrofą, a w lidze Duma Katalonii pogubiła punkty w meczach z Celtą Vigo i Deportivo Aláves. Mimo tego faworytem dzisiejszego spotkania są gospodarze, którzy będą chcieli podtrzymać trwającą już trzy lata serię meczów bez porażki na własnym obiekcie w Lidze Mistrzów.

Grupa D jest kolejną posiadającą dwóch murowanych faworytów i dwie równorzędne drużyny, które powalczą o Ligę Europy. I również tutaj dojdzie dziś do starć pomiędzy gigantami a kopciuszkami.

Atlético z każdym kolejnym tygodniem trwającej kampanii coraz bardziej się rozpędza, a forma Rojiblancos stale rośnie. Po dwóch niechlubnych remisach na starcie rozgrywek, podopieczni Diego Simeone zaczęli wygrywać mecz za meczem i pozostają niepokonani już od 10 spotkań!


Co więcej, we wszystkich dotychczasowych starciach wyjazdowych Los Colchoneros stracili tylko jedną bramkę! Podróż na teren sensacyjnego wicemistrza Rosji również nie powinien sprawić im większego kłopotu. Rostów natomiast, jeśli poważnie myśli o zajęciu trzeciego miejsca, musi zewrzeć szyki obronne i do minimum ograniczyć liczbę straconych bramek, a potem pomyśleć o zwycięstwie w bezpośredniej rywalizacji z PSV. Pierwsze spotkanie z mistrzem Holandii zakończyło się bowiem remisem 2:2.

Dla Bayernu Monachium jedyną nadzieją na zakończenie fazy grupowej Champions League na pierwszym miejscu jest zbieranie kompletu punktów we wszystkich kolejnych meczach i liczenie na udany rewanż z Atlético u siebie. Starcie gigantów z Madrytu i Monachium na Vicente Calderón w drugiej kolejce zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 1:0. Mistrzom Niemiec przypomniały się więc koszmary z poprzedniej edycji LM, kiedy w półfinale nie mogli znaleźć sposobu na fantastycznie zorganizowaną drużynę Simeone. Mecz sprzed kilku tygodni do złudzenia przypominał ów dwumecz z sezonu 2015/16. W przypadku Bayernu żaden inny wynik niż zdecydowane, efektowne zwycięstwo nie jest brany pod uwagę. Bawarczycy muszą się jednak liczyć z tym, że PSV obierze na Allianz Arena najprawdopodobniej taką samą taktykę jak FK Rostov.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *