Francja - Islandia - foto główne (Kopiowanie)

Faza ćwierćfinałowa Mistrzostw Europy we Francji zbliża się do końca. Jako ostatni o awans do grona czterech najlepszych drużyn Starego Kontynentu powalczą gospodarze oraz rewelacyjni Islandczycy. Trójkolorowi wydają się być zdecydowanym faworytem tego starcia, jednak jak pokazały wcześniejsze mecze, na tym turnieju trzeba brać pod uwagę każdy wynik…

Francuzi jako gospodarze imprezy mają atuty, którymi inne drużyny nie mogą się poszczycić. Występy na własnej ziemi, przed swoimi kibicami, zawsze są dodatkowa motywacją do lepszej gry. Jednak na piłkarzach Didiera Deschampsa ciąży także większa presja z tym związana. Oczekiwania fanów nad Sekwaną są spore. Ostatni sukces na wielkiej imprezie reprezentacja Francji odniosła w 2000 roku, kiedy to udało się Les Bleus wygrać EURO w Belgii i Holandii, a kapitanem reprezentacji, który wznosił wtedy w górę słynny Puchar Henriego Delaunaya, był właśnie aktualny selekcjoner – Didier Deschamps.

Później tylko raz Francuzi byli blisko końcowego triumfu. W 2006 roku na Mistrzostwach Świata w Niemczech przegrali po rzutach karnych pamiętny finał z Włochami, który zakończył karierę Zinedine’a Zidane’a. To spotkanie w dużej mierze zostało zapamiętane poprzez starcie obecnego trenera Realu Madryt z Marco Materazzim, w wyniku którego Francuzi kończyli mecz w dziesiątkę.

W ostatnich latach występy Trójkolorowych na turniejach mistrzowskich kończyły się niepowodzeniami, co tylko zwiększyło głód oczekiwania na piłkarski sukces w ojczyźnie Claude’a Moneta.

Francuzi w swojej historii udowadniali już, że bardzo dobrze radzą sobie na imprezach, które sami organizują. Zarówno na Mistrzostwach Europy w 1984, jak i na mundialu w 1998 roku okazywali się najlepsi i z pewnością chcieliby tą serię podtrzymać także teraz.


Ich droga do ćwierćfinału nie była prosta. Kolejne zwycięstwa były przeważnie efektem nieustępliwej gry do ostatnich minut. Tak było w meczu otwarcia z Rumunią, w którym wygraną dał piękny gol Dimitriego Payeta tuż przed końcem regulaminowego czasu gry.

Podobny przebieg miało spotkanie z Albanią, gdzie do 90. minuty utrzymywał się rezultat 0:0, lecz po bramkach Antoine’a Griezmanna oraz ponownie Payeta w samej końcówce udało się wywalczyć gospodarzom 3 punkty.

W trzecim pojedynku nie udało się już wygrać, ale remis ze Szwajcarią pozwolił Les Bleus na zajęcie pierwszego miejsca w grupie A.

W 1/8 finału rywalem Francji była Irlandia, która także postawiła bardzo trudne warunki gry. Niemal od samego początku spotkania podopieczni Deschampsa musieli gonić wynik, gdyż w wyniku faulu Paula Pogby już w 2. minucie sędzia Nicola Rizzoli podyktował rzut karny, który na gola zamienił Robbie Brady. Prowadzenie Irlandczyków utrzymywało się do 58 minuty. Wówczas swój koncert rozpoczął Antoine Griezmann. Dwa gole napastnika Atlético Madryt w odstępie trzech minut sprawiły, że faworyci wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Zadanie ułatwiła im jeszcze czerwona kartka, jaką otrzymał Shane Duffy.

Trójkolorowi zgodnie z planem zameldowali się w zatem ćwierćfinale, w którym zapewne spodziewali się spotkać Anglików…


Tymczasem niespodziewanie Synowie Albionu, wbrew wszelkim przewidywaniom, ulegli Islandczykom i po raz kolejny w ostatnich latach zawiedli swoich fanów. Zawodnicy z wulkanicznej wyspy, tak samo jak gospodarze, jak do tej pory nie zanotowali jeszcze porażki. Turniej zaczęli od remisu 1:1 z Portugalią, choć to gracze z Półwyspu Iberyjskiego przeważali przez niemal całe spotkanie. Cristiano Ronaldo po spotkaniu krytykował rywali za zbyt defensywną jego zdaniem grę.


W kolejnym meczu z Węgrami padł identyczny wynik, lecz tym razem to podopieczni Larsa Lagerbäcka długo prowadzili. Bramkę wyrównującą Strákarnir okkar stracili w samej końcówce pojedynku.

Długo wydawało się także, że wynikiem nierozstrzygniętym zakończy się ostatnie spotkanie fazy grupowej z Austrią, ale kiedy przeciwnicy rzucili się do rozpaczliwego ataku, zostali skarceni zabójczym kontratakiem. W ostatniej akcji gola na wagę zwycięstwa strzelił Arnór Ingvi Traustason, czym wprawił w euforię islandzkich kibiców.

Mecz fazy pucharowej z Anglią zaczął się dla Islandczyków bardzo źle, ale po raz kolejny na tym turnieju pokazali wielką determinację, kiedy po stracie bramki z rzutu karnego, wykonywanego przez Wayne’a Rooneya, potrafili już po dwóch minutach odpowiedzieć trafieniem Ragnara Sigurðssona. Niedługo później gola zza pola karnego zdobył Kolbeinn Sigþórsson, a podopieczni Roya Hodgsona nie potrafili już odmienić losów rywalizacji. Wielka sensacja stała się zatem faktem.

Jak policzono, około 10% islandzkiej populacji przyjechało do Francji za swoją drużyną, zaś ponad 99% zasiadających przed telewizorami na tej niespełna 330-tysięcznej wyspie oglądało mecz 1/8 finału!


Dotychczas Francuzi z Islandczykami mierzyli się 11 razy i żaden z tych pojedynków nie zakończył się zwycięstwem graczy z północy Europy. Ostatnie starcie miało miejsce w 2012 roku w Valenciennes i było to bardzo zacięte spotkanie. Goście do przerwy prowadzili już 2:0, jednak ostatecznie podopiecznym wówczas Laurenta Blanca udało się strzelić 3 bramki i wygrać.

Dzisiejszy ćwierćfinał ma szczególny podtekst dla strzelca zwycięskiego gola z Anglią – Kolbeinna Sigþórssona. Islandzki snajper na co dzień gra bowiem w lidze francuskiej, w Nantes. Jak sam podkreślił w wywiadzie dla „France Football”, siłą jego drużyny jest kolektyw, zgranie i dobra atmosfera w zespole.

Atmosfera w naszej drużynie jest świetna. Wszyscy jesteśmy dla siebie dobrymi kolegami. Niektórzy grają razem już dziesięć lat i w takim czasie musi się wytworzyć między nami przyjaźń. Główną siłą Francuzów są indywidualności. Trudno wyróżnić konkretnego gracza, wielu ich zawodników może odmienić losy meczu w każdym momencie. Nie ciąży na nas presja i to nam ogromnie pomaga. Z kolei wśród przeciwników jest ona wielka, a to, że są gospodarzami jeszcze to potęguje” – Kolbeinn Sigþórsson

Lars Lagerbäck do tej pory wystawiał tą samą, żelazną jedenastkę. Islandia to zgrany kolektyw, bez wielkich gwiazd. Swoją grę opiera przede wszystkim na dobrej grze w defensywie, a świetny turniej rozgrywa bramkarz Strákarnir okkar – Hannes Halldórsson, który przed ćwierćfinałem mógł się poszczycić największą liczną skutecznych interwencji – aż 22.


Islandczycy potrafią jednak także wyprowadzać skuteczne kontrataki, które przekładają się na sporą liczbę bramek. Pod tym względem, na tym etapie turnieju, lepsi byli jedynie Walijczycy i Belgowie.


W zespole francuskim z powodu nadmiaru żółtych kartek nie będzie mogło wystąpić dwóch ważnych zawodników. Na środku obrony zabraknie piłkarza Sevilli, Adila Ramiego. Jego miejsce zajmie najprawdopodobniej utalentowany stoper Olympique’u Lyon – Samuel Umtiti, który, jak podają media, ma się już niedługo przenieść do Barcelony. Inną opcją na tej pozycji jest obrońca Manchesteru City – Eliaquim Mangala. Drugim wykluczonym z udziału w ćwierćfinale jest pomocnik Leicester City – N’Golo Kanté. W końcówce meczu z Irlandią na jego pozycji występował Moussa Sissoko i Deschamps być może zdecyduje się desygnować do środka pola właśnie pomocnika Newcastle, aby rozbijał ataki rywali i skutecznie wyprowadzał piłkę.


Póki co w reprezentacji Francji na pierwszy plan wybija się nie, jak przewidywano, Paul Pogba, a Antoine Griezmann. 25-latek strzelił dotychczas na EURO 2016 już 3 gole.


Wyeliminowanie w poprzedniej rundzie Irlandii to w dużej mierze właśnie jego zasługa. Czy tym razem również będzie kluczowym graczem, który przesądzi o losach rywalizacji? Przekonamy się już dzisiaj. Początek spotkania na Stade de France o 21:00.

Francja - Islandia - składy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *