jm-fot-mkostrzewa-legiacom_1474713513_3513

Powrót Jacka Magiery na Łazienkowską po dosyć krótkim okresie rozłąki jest czymś niezwykle zaskakującym chyba nawet dla samego zainteresowanego. Były już szkoleniowiec Zagłębia Sosnowiec przyznał na powitalnej konferencji prasowej, że na początku tygodnia analizował jeszcze swojego najbliższego rywala w pierwszej lidze – Olimpię Grudziądz. Kolor strojów przeciwnika, z którym przyjdzie się Magierze mierzyć w trenerskim debiucie w Legii jest taki sam, ale na tym podobieństwa się kończą. Dla niedoświadczonego opiekuna Wojskowych rozpoczyna się podróż w nieznane i przyspieszony kurs jazdy bez trzymanki.

Jacek Magiera już na samym początku ma jednak jedną istotną zaletę – nie nazywa się Besnik Hasi. W ostatnich tygodniach Albańczyk zdążył tak mocno zrazić do siebie wszystkich związanych z Legią, że Magiera musiałby chyba dokonać cudu, aby zostać zapamiętanym jeszcze gorzej. To sytuacja zupełnie inna niż w przypadku Hasiego, który przychodził w miejsce uwielbianego Stanisława Czerczesowa i od początku miał pod górkę. Nie oznacza jednak, że Polak nie spotka się z ogromnym ciężarem oczekiwań. Mimo kiepskiego początku sezonu cel główny, jakim jest przy Łazienkowskiej tytuł mistrzowski, nie zmienił się. Każdy inny wynik będzie uznany za porażkę i może oznaczać pożegnanie Magiery z posadą. Trzeba przyznać, że jak na pierwszy sezon pracy w dorosłej piłce presja jest dosyć spora, o czym nowy szkoleniowiec Legii będzie miał okazję przekonać już w najbliższy wtorek podczas meczu Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona.

Mimo że przez wiele lat pracy z juniorami Jacek Magiera dał się poznać jako świetny fachowiec, nie da się tego porównać z prowadzeniem dorosłego zespołu mistrza Polski. Mało który rodzimy trener, właściwie u progu swojej kariery, trafiał do absolutnego hegemona, jakim na krajowym podwórku jest obecnie Legia. To wielka szansa, ale jednocześnie pułapka. Dość powiedzieć, że zanim Magiera po raz pierwszy poprowadzi jakąkolwiek drużynę w Ekstraklasie, już będzie miał na koncie w roli trenera jeden mecz w Lidze Mistrzów! Wygląda to tak, jakby młody alpinista jako swój pierwszy cel obrał nie zdobycie tatrzańskiego Kasprowego Wierchu, a od razu Mount Everest, bo stołeczny zespół to niewątpliwie Himalaje trenerki w naszym kraju.

Wielu obserwatorów ma wątpliwości wobec tego wyboru i trudno się z nimi nie zgodzić. Nieudany romans z Besnikiem Hasim sprawił jednak, że sprowadzenie na Łazienkowską kolejnego trenera z zagranicy było niemożliwe. Jeśli nawet jakieś obco brzmiące nazwiska pojawiały się na rynku, to albo szkoleniowcy mieli podpisane kontrakty ze swoimi klubami (Adrian Gula), albo byli ponad możliwości finansowe mistrza Polski (Oleg Kononow). W głównej mierze to konieczność zaciśnięcia pasa po rozstaniu z Hasim i kosztownym oknie transferowym sprawiła, że nowym trenerem został Magiera. On też, rzecz jasna, pracował jeszcze do minionego czwartku w Sosnowcu, ale tutaj sytuacja była zupełnie inna. Sam przyznał, że miał z działaczami Zagłębia dżentelmeńską umowę pozwalającą na powrót do Legii, gdy zajdzie taka potrzeba. Decyzja włodarzy z Łazienkowskiej budzi więc zaufanie i wydaje się być w tym momencie najrozsądniejszym ruchem. Brak doświadczenia to oczywiście pewien problem, ale Magiera jest pojętnym człowiekiem, więc szybko powinien zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Na pewno pomoże mu w tym świadomość szansy, jaka przed nim stoi. Zmęczeni współpracą z Hasim piłkarze także od początku będą otwarci na jego pomysły i metody.


Mówi się, że narodowość trenera nie ma wielkiego znaczenia, ale powrót Legii do opcji polskiej również wydaje się być dobrym pomysłem. Magiera jest pierwszym trenerem stołecznego zespołu z naszego kraju od zwolnienia Jana Urbana w 2013 roku. Oznacza to, że minęły już prawie trzy lata odkąd w Legii rządzili obcokrajowcy. W obecnej sytuacji potrzebny jest impuls i szybka poprawa wyników, a taką misją łatwiej obarczyć kogoś obeznanego w realiach. Magiera przez ostatnie lata cały czas był blisko Legii i wie, co w trawie piszczy. Ocena potencjału takich zawodników jak Kucharczyk czy Rzeźniczak na pewno nie zajmie mu długo, zwłaszcza że sam wprowadzał ich do drużyny.

Powinno mu być tym łatwiej, że sztab szkoleniowy pozostanie w niemal niezmienionym składzie. Pomoc zaufanych ludzi, jak Aleksandar Vuković czy Krzysztof Downań, może okazać się nieoceniona. Przykład Czerczesowa pokazuje co prawda, że nawet zagraniczny trener jest w stanie zapewnić szybki skok w trakcie sezonu, ale o drugi taki przypadek, zwłaszcza w obecnej sytuacji, byłoby niezwykle trudno.

Przed Magierą ogrom pracy, co pokazał choćby piątkowy mecz z Wisłą w Krakowie. Drużyna ma kłopot z kreowaniem sytuacji i zdobywaniem goli, a równie słabo wygląda sytuacja w obronie. Doszło nawet do tego, że łatwiej jest wskazać drużyny, które nie strzeliły Legii gola ze stałych fragmentów niż odwrotnie! Można powiedzieć, że z zespołu, który jeszcze cztery miesiące temu zdobywał mistrzostwo Polski zostało tylko kilka suchych nazwisk. Okres rządów Hasiego, choć krótki, jeszcze długo będzie odbijał się Wojskowym czkawką. Magiera musi posprzątać po swoim poprzedniku, ale przede wszystkim wskrzesić zawodników przez niego sprowadzonych. Chodzi głównie o Thibaulta Moulina, Vadisa Odjidję-Ofoe oraz Steevena Langila, którzy poza kilkoma przebłyskami są na razie przekleństwem klubu z Łazienkowskiej.

Ciężka praca to jednak coś, czego niesamowicie ambitny 39-latek na pewno się nie boi. Świadczą o tym choćby liczne historie mówiące o mrówczej harówce Magiery przy naprowadzaniu kolejnych młodych piłkarzy na właściwą drogę. Zajmował się tym przecież jeszcze jako zawodnik, kiedy to potrafił nawet wyprowadzać z różnych dyskotek kolegów z dawnej Legii i tłumaczyć, jak powinno wyglądać życie profesjonalnego futbolisty. Pełnił rolę swoistego wychowawcy i po latach wszyscy mu za to dziękują oraz przyznają, że Magiera zawsze był bardziej dojrzały od innych – rodzinny, spokojny. Prędzej niż na zakrapianej imprezie można go było spotkać z żoną na potańcówce w Pałacu Kultury. Mówi się o nim człowiek z zasadami i jeśli nie zatraci ich podczas najtrudniejszego testu w swoim życiu, efekt powinien być zadowalający.

Zyskać może także klubowa akademia, której wychowankowie w ostatnich latach przestali mocno dobijać się do wyjściowej jedenastki. Po fali zawodników pokroju Rybusa, Borysiuka czy Wolskiego, w tym sezonie tylko Michał Kopczyński próbuje bronić jej honoru. Magiera jako trener wywodzący się z akademii na pewno będzie na nią spoglądał przychylnym okiem. Przy nim młodzi zawodnicy będą mieli także ogromną szansę na rozwój, większą niż przy poprzednich szkoleniowcach. Należy jednak pamiętać, że na końcu trener zostanie rozliczony przede wszystkim z wyniku, a nie z tego, ilu wychowankom dał zadebiutować.

Legionista z krwi i kości – takimi słowami spokojnie można opisać nowego trenera mistrzów Polski, co z miejsca zapewni mu również poparcie kibiców. Sam Magiera podkreśla, że choć nie jest z Warszawy, to stolica przez te wszystkie lata stała się dla niego najbardziej szczególnym miastem. Jego wybór to również chłodny okład na rozwścieczone głowy wymagających warszawskich fanów, którzy po przygodzie z Hasim są raczej sceptycznie nastawieni do kolejnych zagranicznych eksperymentów.

Postawienie na Jacka Magierę nie jest decyzją pozbawioną wad, ale w obecnej sytuacji każda by taka była. Tutaj negatywów jest jednak najmniej. Leśnodorski i spółka stawiają wszystko na jedną kartę, ale nie mają wyjścia. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – to zdanie może sobie teraz powtarzać również Magiera. Dla niego objęcie Legii to skok na niezwykle głęboką wodę już na samym początku kariery. Przed nami wyjątkowo ciekawy okres przy Łazienkowskiej, kto wie, czy nie najciekawszy od lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *