EdTm2KyXYAEoBYt

Powoli dobiega końca nietypowy sezon, przerwany na wiele tygodni przez wybuch epidemii koronawirusa. Choć w wielu krajach zaczyna pojawiać się druga fala zakażeń, a niektórzy wciąż nie poradzili sobie nawet z pierwszą, to udaje się powoli dokończyć rywalizację w wielu ligach na Starym Kontynencie. Kilka tygodni temu zmagania zakończono w Niemczech, a w ten weekend mieliśmy do czynienia z finalną kolejką hiszpańskiej LaLiga. W ostatnich dniach długo wyczekiwanej promocji do Premier League doczekał się Mateusz Klich, bowiem jego Leeds United tym razem nie wyłożyło się już na ostatniej prostej. Chwilę radości miał także Łukasz Fabiański, wszak tylko niespodziewany kataklizm i wysokie porażki w dwóch ostatnich meczach sprawią, że West Ham nie utrzyma się w angielskiej elicie, a także Arkadiusz Milik, który po raz jedenasty trafił w tym sezonie Serie A. Niestety, nie wszyscy reprezentanci Polski w trzeci weekend lipca mieli tyle powodów do zadowolenia. Jak spisali się pozostali zawodnicy mający nadzieję, że Jerzy Brzęczek zabierze ich na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy?

Awans Leeds United staje się faktem!

Już kilkanaście miesięcy temu wydawało się, że popularne Pawie wrócą do Premier League. Niestety dla kibiców ekipy z Elland Road zapaść na finiszu rozgrywek pozbawiła szans na bezpośredni awans, a rywalizacja w barażach zakończyła się niepowodzeniem. Powtórki z historii nie było, The Peacocks mogli się cieszyć zanim sami rozegrali swój mecz w przedostatniej serii spotkań. Wszystko dlatego, że w piątek swój mecz z Huddersfield Town zupełnie niespodziewanie przegrał West Bromwich Albion.


Dzień później wyższość swojego rywala musiało uznać także Brentford F.C, co oznaczało, że podopieczni Marcelo Bielsy byli pewni pierwszego miejsca w tabeli na koniec sezonu Championship. Niebagatelny wkład w ten sukces miał Mateusz Klich, który w 44 meczach tego sezonu ligowego zapisał na swoim koncie 6 bramek i 5 asyst.


Z tego względu w niedzielne popołudnie doczekał się odrobiny wolnego i zwycięstwo swoich kolegów nad Derby Country oglądał z perspektywy ławki rezerwowych. Tym samym przerwana została jednak jego znakomita seria. Do tej pory we wszystkich meczach zaplecza Premier League, w którym Leeds prowadził Marcelo Bielsa polski pomocnik meldował się w wyjściowej jedenastce.


Smutny weekend dla Skorupskiego i Bereszyńskiego

W sobotę 29-letni bramkarz stanął przed niezwykle trudnym zadaniem. Wspólnie z defensorami musiał zatrzymać rozpędzony Milan, który w ostatnim czasie pokonał Juventus i Lazio, a także zremisował z Napoli. Wymagający cel, ale nikt nie spodziewał się, że jego realizacja aż tak rozbiegnie się z planami. Były golkiper Górnika Zabrze, Romy czy Empoli aż pięć razy musiał wyciągać piłkę z siatki, a nie popisał się zwłaszcza przy drugim trafieniu dla Rossonerich, gdy zagrał piłkę wprost pod nogi Hakana Çalhanoğlu.


Nie może zatem dziwić to, że bardzo surowo został oceniony przez włoskie media. Serwis calciomercato.com przyznał mu najniższą notę w ekipie dowodzonej przez Siniše Mihajlovicia, a sam występ skwitował krótko: “wieczór do zapomnienia”.

34 kolejki Serie A dobrze nie będzie wspominał także Bartosz Bereszyński. Sampdoria odrobiła co prawda dwubramkową stratę i pokonała ostatecznie Parmę na wyjeździe, ale prawy defensor w pierwszej połowie interweniował bardzo pechowo i zapisał na swoim koncie… trafienie samobójcze.




W końcu przełamanie Milika

W ostatnim czasie 26-letniemu napastnikowi poświecono wiele miejsca na łamach włoskich dzienników sportowych. Nie jest tajemnicą, że wychowanek Rozwoju Katowice chętnie opuściłby już Stadio San Paolo i przeniósł się do mocniejszego klubu. To tylko podsycało spekulacje, że już niebawem zostanie nowym piłkarzem Juventusu i stworzy duet z samym Cristiano Ronaldo.


Snajper Napoli w nie najlepszym stylu rozpoczął jednak rozgrywki Serie A po przymusowym odpoczynku. Tylko w starciu z Hellasem Verona udało mu się wpisać na listę strzelców, a w meczach ze SPAL, Milanem czy Genoą nie przebywał na murawie nawet pół godziny. Na ławce rezerwowych rozpoczął także niedzielne spotkanie z Udinese, ale jeszcze w pierwszej połowie pojawił się na murawie, zmieniając kontuzjowanego Mertensa. Tym razem zaprezentował się świetnie, już po kilkudziesięciu sekundach finalizując podanie Fabiána Ruiza.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *